Foto: Ineos Grenadiers

Choć Thymen Arensman nie stanął na upragnionym podium Giro d’Italia, to 26-letni Holender jest bardzo zadowolony ze swojego występu we włoskiej trzytygodniówce. Pierwszy raz w historii występów w wielkich tourach udało mu się uniknąć strat w pierwszej części dystansu, a 4. miejsce jest dla niego najlepszym wynikiem w karierze i dobrym preludium na przyszłość.

W 11 dotychczasowych startach w wielkich tourach Thymen Arensman 4-krotnie docierał na metę w czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Od niedzieli jego nowym rekordem życiowym jest 4. lokata, co oznacza poprawę o jedno oczko wobec wyniku z Vuelta a España 2022 i o 2 pozycje w stosunku do Giro d’Italia z 2023 i 2024 roku. Tym razem jednak Holender swój wynik osiągnął w zupełnie innych okolicznościach – zawodnik Netcompany INEOS nie poniósł strat w 1. tygodniu, a liczył się w walce o podium od samego początku do końca zmagań. Finalnie do najlepszej trójki zabrakło mu 27 sekund, ale 26-latek i tak wydaje się być bardzo szczęśliwy z osiągniętego wyniku.

Nie wiem, czy zaskoczyłem sam siebie, ale jestem bardzo szczęśliwy, że przez 3 tygodnie utrzymywałem stały, bardzo wysoki poziom. Naprawdę nie miałem złego dnia, a kiedy potrzebowałem się bardziej postarać, to to robiłem. Codziennie dawałem z siebie wszystko. Szczególnie jazda na czas, gdzie z Filippo Ganną ustrzeliliśmy dublet, była absolutnym hitem i z pewnością można być dumnym z tego co wtedy pokazaliśmy

— rozpoczął Thymen Arensman w rozmowie dla In de Leiderstrui, gdzie zapytano go, jak się czuł z tym, że po raz pierwszy nie musiał odrabiać strat poniesionych w pierwszym tygodniu.

Jestem bardzo dumny z tego jak przygotowałem się wraz z zespołem do tego wyścigu. Powoli, ale systematycznie kolejne elementy kolarskiej układanki wskakują na swoje miejsce i miło jest móc to pokazać w wyścigu. Mogę być z tego bardzo zadowolony. Kiedy potrzebowałem się zaangażować, moje ciało reagowało wystarczająco dobrze. W rezultacie udało mi się osiągnąć dobry wynik bez wyraźnego kryzysu czy budowania formy dopiero w końcówce wyścigu. Zmiany dotyczyły m.in. odżywiania, choć tak naprawdę coś poprawiliśmy w praktycznie każdym z aspektów. Wiele się nauczyłem i wierzę, że ta wiedza zaprocentuje w przyszłości. Tym razem przez długi czas byłem bardzo blisko tego, by skończyć na podium. Od zawsze powtarzam – robię, co w mojej mocy, ale na wiele rzeczy nadal nie mam wpływu. Jeśli kilka rzeczy ułoży się trochę lepiej, to może kiedyś się uda zakończyć w najlepszej trójce

— opowiadał dumny z siebie Thymen Arensman.

Kolarz Netcompany INEOS, który ma w tym sezonie już 38 dni wyścigowych w nogach, teraz uda się na zasłużony odpoczynek, po którym można się go spodziewać na starcie Tour de France (4-26.07). Tam zapewne 26-letni Holender skupi się na wspieraniu swojego lidera, którym potencjalnie ma być Kévin Vauquelin, choć możliwe jest też, że otrzyma on wolną rękę w górach. Ta przed rokiem sprawiła, że łupem Thymena Arensmana padły aż 2 etapy, które są największymi sukcesami w dorobku Holendra.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułGiro d’Italia Women 2026: Klasyfikacja generalna po 4. etapie
Następny artykułDawid Lewandowski: „Zdecydowanie z etapu na etap nabierałem pewności siebie”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze