Za nami 109. edycja Giro d’Italia. Nim na dobre opadnie po niej kurz i podsumujemy sobie zbiorczo całą imprezę, warto wzorem poprzednich tygodni przyjrzeć się dokładniej wydarzeniom z ostatnich kilku dni. Końcówka włoskiej imprezy była bowiem pełna emocji, walki i zwrotów akcji, spośród których przynajmniej części nie sposób było sobie wyobrazić.
Wzorem poprzednich lat podczas podsumowywania wielkiego touru przyglądaliśmy się osobno każdemu z tygodni i nie inaczej będzie w przypadku tego finałowego. Choć 109. edycja Giro d’Italia dotarła do końca i można by na nią spojrzeć przez pryzmat wszystkich 21 etapów, to nim to uczynię czy to w formie zbiorczej, czy też ciepło przyjętej „ekipa po ekipie”, rzućmy okiem na wydarzenia, które miały miejsce od ostatniego wtorku do niedzieli. Podczas tego nie brakowało emocji i zwrotów akcji – poza tematem zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, w pozostałych zestawieniach działo się bowiem naprawdę sporo. A oto kto triumfował w każdym z nich:
- klasyfikacja generalna: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
- kl. punktowa: Paul Magnier (Soudal Quick-Step)
- kl. górska: Giulio Ciccone (Lidl-Trek)
- kl. młodzieżowa: Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious)
- kl. drużynowa: Team Visma | Lease a Bike
- Red Bull: Igor Arrieta (UAE Team Emirates-XRG)
- kl. lotnych premii: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
- Fuga: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)
Zwycięzców znamy, a zatem co warto zapamiętać z ostatniego pełnego tygodnia 109. edycji Giro d’Italia?
Pod pełną kontrolą
Występ kolarzy Team Visma | Lease a Bike w 109. edycji Giro d’Italia można by podsumować krótko – to była prawdziwa kontrola i dominacja. Sprowadzenie holenderskiej ekipy wyłącznie do osoby jej lidera Jonasa Vingegaarda byłoby bowiem sporym nadużyciem, albowiem praktycznie każdy z jej zawodników, z wyłączeniem wyeliminowanego już po 3 dniach na skutek kraksy Wilco Keldermana, dołożył niemałą cegiełkę do końcowego sukcesu 29-letniego Duńczyka. O tym, że jednym z najlepszych gregario na świecie jest Victor Campenaerts, wiedzieliśmy już od kilku lat, choć i tak trzeba przyznać, że 34-latek kolejny raz udowodnił swoją wielką wartość. Nowością była jednak niesamowita postawa Tima Rexa, który z wymalowanym na twarzy grymasem bólu potrafił przez dziesiątki kilometrów kontrolować wydarzenia na trasie kolejnych etapów. Do tego, nawet pomimo pewnego kryzysu w końcówce, niemałą pracę wykonywał też sprowadzony tej zimy Davide Piganzoli. Timo Kielich, Bart Lemmen czy Sepp Kuss również dołożyli swoją cegiełkę do tego, że Jonas Vingegaard nie tylko wygrał Giro d’Italia, ale i zrobił to komfortowo oraz zgarnął po drodze aż 5 etapów. To był popis holenderskiej formacji, która pokazała jak rozgrywać wyścig, a także jak kontrolować wydarzenia na trasie aż do ostatniego dnia zmagań.

Nigdy nie mów nigdy
Przed 18. etapem tegorocznego Giro d’Italia dawałem 90% szans na to, że to Jhonatan Narváez (UAE Team Emirates-XRG) dojedzie do Rzymu jako zwycięzca klasyfikacji punktowej. Wydawało się, że mistrz Ekwadoru, ma otwartą autostradę do triumfu w tym zestawieniu, a jednak sprinterzy dokonali w czwartek czegoś niemalże niemożliwego – przetrwali trudy selektywnego etapu, w tym zlokalizowaną nieopodal mety ściankę, a Paul Magnier (Soudal Quick-Step) wygrał swój 3. etap w ramach tegorocznego La Corsa Rosa i przypieczętował w ten sposób zdobycie przez siebie cyklamenowej koszulki. Nigdy nie dowiemy się, czy to właśnie świadomość porażki tego dnia nie rozproszyła na tyle Jhonatana Narváeza, iż ten podczas powrotu do autokaru wjechał w tylną klapę hamującego przed nim pojazdu, na skutek czego następnego dnia ten wypadł z wyścigu, ale pewne jest jedno – nigdy nie wolno nikogo dekorować przedwcześnie, a Paul Magnier pięknie udowodnił, że faktycznie był najlepszym sprinterem tego wyścigu.
„Nigdy nie mów nigdy” pasuje też do sytuacji kolarzy Lidl-Trek – nad postawą zawodników z tej ekipy pastwić będę się przy omawianiu Giro d’Italia zespół po zespole, ale nim to nastąpi, trzeba mimo wszystko pogratulować kolarzom niemieckiej formacji tego, że mimo wielu błędów, dziwnych decyzji i problemów, udało im się finalnie na ulicach Rzymu wyszarpać sobie zwycięstwo etapowe, które z pewnością jest osłodą po nie do końca udanym wyścigu. Jonathan Milan miał podczas La Corsa Rosa wiele kłopotów, a jego pociąg nie zawsze działał jak należy, ale mimo to Włoch nie poddał się i pięknie zwieńczył dla siebie ten wyścig celebrując triumf na 21. etapie niemalże tak, jakby był to jego najważniejszy sukces w karierze.

Walka o każdy punkt
Choć walka o triumf w klasyfikacji generalnej wydawała się być rozstrzygnięcia jeszcze przed startem 3. tygodnia, to rywalizacja w pozostałych zestawieniach trzymała nas w napięciu przez praktycznie cały finałowy tydzień ścigania. O tym, jak pięknie zakończył się pojedynek o cyklamenowy trykot już wspomniałem, ale i pozostałe klasyfikacje pisały swoje historie. Giulio Ciccone (Lidl-Trek) skorzystał z dość specyficznej punktacji w walce o koszulkę górala i finalnie zdołał ją przejąć od Jonasa Vingegaarda, choć różnica pomiędzy oboma panami wyniosła finalnie zaledwie 11 oczek i mało brakowało, a zły na kolarzy niemieckiej ekipy Einer Rubio (Movistar Team) odebrałby niebieski trykot Włochowi. Skąd zaś wynikała złość filigranowego Kolumbijczyka? Otóż ten do ostatnich chwil walczył o klasyfikację Red Bulla, ale pech chciał, że Derek Gee-West (Lidl-Trek) postanowił na takowej zgarnąć sekundy bonifikaty. Choć wydawać by się mogło, że tak poboczne zestawienie nie wywoła wielkich emocji, to Einer Rubio, który wcześniej nie walczył na górskich premiach z Giulio Ciccone, postanowił w jakiś sposób zemścić się na zawodnikach Lidl-Trek za to, że ci nie dali mu wygrać w tej klasyfikacji. Tą, po zaciętej walce aż do ostatniego dnia, wygrał Igor Arrieta (UAE Team Emirates-XRG). Do końca toczyły się zresztą pojedynki w praktycznie każdym zestawieniu, co w historii Giro d’Italia nie zawsze miało miejsce.
Waty to nie wszystko
Czy w kolarstwie zawsze wygrywa najmocniejszy? Cóż, wszystko zależy od tego jak zdefiniujemy słowo „najmocniejszy”, bo jeśli uznać za główne kryterium generowaną moc, to odpowiedź zdecydowanie będzie negatywna. Wielkim dowodem na to jest środowy triumf Michaela Valgrena, który później pokazując w mediach swoje dane jasno wskazał, że teoretycznie nie miał prawa sięgnąć po zwycięstwo w Andalo. Duńczyk z EF Education – EasyPost posiadał jednak coś, co jest w tym sporcie często nie mniej ważne niż mocne nogi, a mianowicie spryt, umiejętność czytania wyścigu i podejmowania właściwych decyzji w odpowiednim momencie. Na drugim biegunie w tym wyścigu wydawał się być z kolei Giulio Ciccone – Włoch z Lidl-Trek wykonał podczas Giro d’Italia masę dziwnych, często niepotrzebnych ataków, szastał siłami na prawo i lewo, by finalnie zakończyć zmagania bez choćby jednego wygranego etapu, choć niewątpliwie 31-latek miał nogi, by po takowy sięgnąć. Cóż, waty to naprawdę nie wszystko.
Długa lista bohaterów
Już po 2. tygodniu tegorocznego Giro d’Italia lista bohaterów włoskiej imprezy była naprawdę długa, ale ostatnie 6 dni tylko ją wydłużyło. Tym największym bez wątpienia jest Jonas Vingegaard, który jako 8. kolarz w historii zdołał wygrać każdy z wielkich tourów podczas swojej kariery, aczkolwiek do domu z uśmiechem na twarzy i poczuciem ogromnej dumy wracać może zdecydowanie więcej zawodników. W 3. tygodniu czegoś niesamowitego dokonał opisywany już Paul Magnier, swego dopiął zwycięstwem w Rzymie Jonathan Milan, jeden z ważniejszych sukcesów w życiu 4 lata po paskudnej kontuzji odniósł Michael Valgren, a i to nadal nie koniec listy.
Afonso Eulálio 6. zawodnikiem Giro d’Italia. Afonso Eulálio zwycięzcą klasyfikacji młodzieżowej. Afonso Eulálio bohaterem, którego nie spodziewał się chyba nikt, ba, u którego każdy czekał na dzień, gdy kryzys zepchnie go w dół tabeli, a ten jednak nie nadszedł. Portugalczyk dzień po dniu pokonywał kolejne słabości, trwał i kończy włoską trzytygodniówkę jako heros, który na długo zostanie w pamięci kibiców.
Swój mały pomnik w 3. tygodniu postawił także Sepp Kuss. Okej, Amerykanin po zwycięstwie w Vuelta a España już był częścią historii kolarstwa, ale teraz może się też pochwalić tytułem 116. zawodnika w historii, który wygrał po etapie w każdym z wielkich tourów. Jeśli chodzi o kolarzy z Ameryki Północnej, to przed nim dokonać zdołał tego wyłącznie Tyler Farrar – to zatem naprawdę wielka rzecz dla zawodnika ze Stanów Zjednoczonych.

O pełnej liście bohaterów 109. edycji Giro d’Italia, już bez rozgraniczania tego wyłącznie w kontekście 3. tygodnia, będzie jednak dokładniej okazja napisać czy to w pełnym podsumowaniu całej włoskiej trzytygodniówki, czy też w przeglądzie „zespół po zespole”. Te ukażą się zapewne dziś bądź jutro, także zachęcam do zaglądania do naszego portalu także i po zakończeniu La Corsa Rosa, a także aktywności w komentarzach. Te zawsze staram się czytać, a Państwa aktywność często jest istotną częścią przemyśleń, którymi później dzielę się w tego typu tekstach. Podczas tegorocznego Giro d’Italia ta była wyjątkowo wysoka i chciałbym za to gorąco podziękować!








W tegorocznym Giro było wiele wspaniałych ucieczek, cześć zakończona spektakularnymi tryumfami. Spory odsetek zawodników zabierało się do tych odjazdów stosunkowo często. Np? Taki E. Mas. Chyba nigdy jeszcze nie jechał tak aktywnie w swoim kolarskim życiu.
W tej sytuacji mam pytanie, czy jest jakaś statystyka tych ucieczek? W sensie którzy kolarze przejechali podczas Giro najwięcej km w ucieczkach..?
Są nawet dwie takie statystyki:
Klasyfikacja Fuga: https://www.giroditalia.it/en/classifiche/
Pomiary PCSa: https://www.procyclingstats.com/race/giro-d-italia/2026/stage-21/statistics/kms-in-the-break
dobrze sie czytało, dzięki!
A więc to ta Fuga, nie byłem pewien, a chodziło mi o zestawienie w kilometrach.
Dzięki!