Jay Vine (UAE Team Emirates – XRG) był jednym z tych zawodników, którzy najbardziej ucierpieli podczas kraksy z 2. etapu Giro d’Italia. Stan zdrowia Australijczyka od tamtego czasu znacznie się poprawił i on sam przekonuje, że najgorsze już za nim.
Przed dwoma tygodniami byliśmy świadkami sytuacji, gdzie Jay Vine musiał zostać na noszach przetransportowany do szpitala po krasie w Giro d’Italia. U Australijczyka zdiagnozowano wówczas wstrząśnienie mózgu i złamanie łokcia. To nie pierwszy raz w tym sezonie, gdy 30-latek doznał groźnej kontuzji w wyniku kraksy. Takie sytuacje spotkały go już podczas Santos Tour Down Under (dowiózł zwycięstwo do mety) oraz Volta Ciclista a Catalunya. Tak duża ilość nieszczęśliwych wypadków musiała odbić się na psychice kolarza, stąd jego decyzja o powrocie do Australii i spokojnych przygotowaniach do drugiej części sezonu bez nakładania presji na samego siebie.
Objawy wstrząsu mózgu ustąpiły, wyniki badań wskazują na postęp w leczeniu, a co najważniejsze, znów czuję się dobrze. Jestem zadowolony z takiego stanu rzeczy, ale nie będę kłamał, że ten rok jest dla mnie szczęśliwy, bo takim nie jest. Jest to dla mnie trudny sezon zwłaszcza pod względem psychicznym. Dlatego też na spokojnie będę przygotowywał się do drugiej części sezonu. Wróciłem co prawda na rower, ale ani ja, ani drużyna nie narzucamy sobie sztywnego terminu powrotu do ścigania
— stwierdził Jay Vine.
Australijczyk w sezonie 2026 wygrywał trzykrotnie. Został mistrzem Australii w jeździe indywidualnej na czas oraz wygrał wspomniany Santos Tour Down Under, okraszając sukces zwycięstwem etapowym.








