fot. Burgos Burpellet BH / Azerbaijan Cycling Federation

Josh Burnett wygrał 5. etap Baku-Khankendi. Kolarz Burgos Burpellet BH triumfował na zakończenie 7. edycji azerskiej imprezy, a różnice na mecie sprawiły, że jego łupem padła także klasyfikacja generalna całego wyścigu.

Ostatni etap Baku-Khankendi Azerbaijan Cycling race (2.1) został okrzyknięty mianem tego królewskiego, a wszystko za sprawą ukształtowania terenu w 2. części 181-kilometrowego odcinka. Na zawodników czekała tam cała masa wspinaczek o średnim nachyleniu 4-5%, a najtrudniejszą z nich była górska premia Susa (4,6 km; 6,8%). Ostatnie 2700 metrów również prowadziło pod górę – tym razem o nachyleniu 4,9%, a to sprawiało, że dopiero w tytułowym Khankendi mieliśmy poznać zwycięzcę klasyfikacji generalnej 7. edycji azerskiego wyścigu.

Zdjęcie

Tuż po starcie peleton naciągnął się, a następnie rozpoczęła się długa walka o obecność w odjeździe dnia. Wśród aktywnych kolarzy byli przedstawiciele Mazowsze Serce Polski – próbował Ksawier Garnek, ale we właściwą akcję, która zawiązała się po niemal 2 godzinach zmagań, zabrał się Franciszek Matuszewski, którego towarzyszami byli Óscar Sevilla (Team Medellín – EPM), Raman Tsishkou (Li Ning Star), Eduardo Pérez-Landaluce (Óbidos Cycling Team), Yorben Lauryssen i Arne Santy (Tarteletto – Isorex), Jonathan Kerkhofs (Universe Cycling Team) oraz Muhammad Syelhan (ASC Monsters Indonesia). Grupa z Polakiem wypracowała sobie maksymalnie 3 minuty przewagi, ale gdy szosa zaczęła się wznosić, różnica zaczęła dynamicznie spadać.

Na przeszło 50 kilometrów przed metą z odjazdu odskoczyć zdecydował się niemal 50-letni Óscar Sevilla. Z tyłu tymczasem mocno tempo podkręcili kolarze Equipo Kern Pharma, którzy mieli dziś nadzieję na odwrócenie losów klasyfikacji generalnej. Peleton szybko zaczął się przerzedzać, a gdy Óscar Sevilla został dogoniony, jego koledzy z Team Medellín – EPM również włączyli się do pracy.

24 kilometry przed metą, jeszcze podczas wspinaczki na pierwszą z dzisiejszych górskich premii, na atak zdecydował się David Delgado (Quick Pro Team), za którym ruszył Josh Burnett (Burgos Burpellet BH). Na szczycie podjazdu dwójka miała około 20 sekund przewagi nad peletonem, w którym pozostało jedynie około 25 kolarzy. Po chwili na peleton czekała jednak poprawka pod Susę (4,6 km; 6,8%), a tam stawka rozpadła się na dobre.

Niedługo później na czele na przyspieszenie zdecydował się Josh Burnett, który zostawił za plecami swojego hiszpańskiego towarzysza. Z tyłu z kolei przeskoków próbowali kolejno Luca Covili (Bardiani CSF 7 Saber), Henok Mulubrhan (XDS Astana Team) czy Gianni Marchand (Tarteletto – Isorex). Ci, którzy skakali, utrzymywali swoją stratę do jadącego z przodu Nowozelandczyka, grupa faworytów tymczasem traciła coraz więcej. Z tej z czasem odpadł prowadzący w wyścigu Yevgeniy Fedorov (XDS Astana Team), co tylko potwierdziło, że dzisiejszy etap przewróci do góry nogami układ w czołówce klasyfikacji generalnej.

Zjazd w stronę mety przyniósł łączenie się grup za plecami uciekinierów, ale Josh Burnett cały czas utrzymywał kilkanaście sekund przewagi nad Davidem Delgado, za którym utrzymywał się jeszcze Luca Covili. Na 5 kilometrów przed metą peleton, który tracił 40 sekund do pierwszego z uciekinierów, walczył zatem o 4. lokatę, choć różnice cały czas pozostawały na tyle niewielkie, że finałowa wspinaczka o długości 2700 metrów o średnim nachyleniu 4,9% mogła jeszcze sporo zmienić.

Z czasem różnice zaczęły mocno maleć, a na czele pozostał już tylko Josh Burnett. Nowozelandczyk zdołał się obronić przed zaciekłą pogonią grupy, przecinając kreskę zaledwie 12 sekund przed peletonem. To sprawiło, że rzutem na taśmę kolarz Burgos Burpellet BH wygrał nie tylko ostatni etap, ale i klasyfikację generalną całej imprezy. Na 2. miejscu zarówno dzisiejszy etap, jak i cały wyścig zakończył Henok Mulubrhan (XDS Astana Team).

Wyniki 5. etapu 7. Baku-Khankendi:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułArvid de Kleijn pobity do nieprzytomności podczas treningu
Następny artykułGiulio Ciccone: „Bardzo chciałem zatrzymać różową koszulkę, ale nie było to możliwe”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze