Fot.: UAE Team Emirates

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) triumfował na trasie tegorocznej edycji Liège-Bastogne-Liège (1.UWT). Wyścig od samego początku dostarczył kibicom niesamowitych emocji, a przez długi czas wydawało się, że Tadej Pogačar i Paul Seixas mogą zapomnieć o końcowym zwycięstwie. 

Niedziela zapowiadała się niezwykle emocjonująco. To właśnie tego dnia (26 kwietnia) byliśmy świadkami rywalizacji w kolejnym monumencie – Liège-Bastogne-Liège 2026. Panowie mieli do pokonania aż 259,5 kilometra, a na trasie nie brakowało przeszkód, wśród których warto byłoby wyróżnić następujące trudności: Côte de Saint-Roch (1 km ; 10,5%), Col de Haussire (3,9 km ; 7,2%), Côte de Stockeu (1 km ; 11,4%), Côte de la Haute-Levée (2,3 km ; 7,4%), Côte de Desnié (1,7 km ; 6,9%), Côte de la Redoute (1,6 km ; 9,1%), Côte des Forges (1,3 km ; 6,8%) oraz Côte de la Roche-aux-Faucons (1,3 km ; 10,1%). Na liście startowej nie mieliśmy reprezentantów Polski.

Rywalizacja rozpoczęła się o godzinie 10:00. Na starcie nie pojawili się James Shaw (EF Education-EasyPost) i Alexandre Delettre (TotalEnergies). Już na samym początku mieliśmy kraksę, w której uczestniczyli Ion Izagirre (Cofidis) oraz Andrea Vendrame (Team Jayco AlUla). W peletonie doszło do podziału, a w pierwszej grupie nie było m.in. głównego faworyta niedzielnych zmagań – Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG). W czołówce jechał za to Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe).

Do pracy wzięli się koledzy Słoweńca. Początkowo różnica między czołówką, a grupą Pogačara nie była zbyt duża, ale później zaczęło się to zmieniać na niekorzyść reprezentanta Słowenii. 230 kilometrów przed metą przewaga czołówki, w której jechało ponad 50 zawodników (w tym Evenepoel) wynosiła już 1 minutę i 15 sekund.

Niestety nie wyglądało to zbyt dobrze dla Słoweńca i kolarzy, którzy nie załapali się do czołówki. W pewnym momencie Evenepoel i spółka mieli już 2,5 minuty zapasu, a następnie ta przewaga wzrosła nawet do 3,5 minuty! Zanosiło się na sensacyjne rozstrzygnięcia… Razem z Pogačarem jechał m.in. Paul Seixas (Decathlon CMA CGM Team), dlatego jego grupa również robiła wszystko, co w ich mocy, aby wszystko się zjechało. Nie wyglądało to jednak zbyt kolorowo. W czołówce mieliśmy rozmaite ataki. Na 175 kilometrów do mety czołowa grupa miała blisko 4 minuty przewagi nad grupą ze Słoweńcem.

Na całe szczęście w pewnym momencie zaczęło się to odwracać, choć w czołówce pracował Nico Denz z Red Bull-BORA-hansgrohe, wspomagany wcześniej m.in. przez zawodników INEOS Grenadiers (De Plus, Bernal). Z tyłu zgodnie pracowały ekipy UAE Team Emirates-XRG i Decathlon CMA CGM Team, dzięki czemu przewaga czołówki spadła do 2,5 minuty.

Rower musiał zmieniać Emiel Verstrynge (Alpecin-Premier Tech). Tymczasem w czołówce pracował m.in. Laurens De Plus z INEOS Grenadiers. Z tyłu mogliśmy z kolei podziwiać mocną pracę Tima Wellensa (UAE Team Emirates-XRG). Z czołówki odpadli Matthew Dinham (Team Picnic PostNL) i Enzo Paleni (Groupama-FDJ United). Później ich los podzielił Nico Denz. Grupa Pogačara nadal traciła ponad 2 minuty. Do mety pozostało 125 kilometrów. Wellensowi pomagał m.in. Antoine L’Hote (Decathlon CMA CGM Team).

Współpraca UAE Team Emirates-XRG i Decathlon CMA CGM Team układała się na tyle dobrze, iż przewaga czołówki spadła do 1 minuty i 25 sekund. Niestety mechaniczne problemy dopadły Toma Pidcocka (Pinarello-Q36.5 Pro Cycling Team). Później defekt zanotował Iván Romeo (Movistar Team).

W pewnym momencie z czołówki zaatakowali Pascal Eenkhoorn (Soudal Quick-Step), Alexander Kamp (Uno-X Mobility), Hugo Houle (Alpecin-Premier Tech) oraz Gijs Leemreize (Team Picnic PostNL). Dołączył do nich jeszcze Baptiste Veistroffer (Lotto Intermarché). Na około 95 kilometrów do mety, po wielu trudach, grupie Pogačara udało się dogonić grupę Evenepoela. Słoweniec i Francuz mogli być wdzięczni swoim kolegom, ponieważ dzięki nim nie stracili szansy na zwycięstwo.

Z czołowej piątki odpadli Eenkhoorn i Veistroffer, lecz peleton był bardzo blisko. Pidcock tracił do głównej grupy około minutę. Ostatecznie atakujących zawodników dogoniono na 82 kilometry do mety. Następnie swojej szansy szukał Maximilian Schachmann (Soudal-Quick Step), ale nie pozwolono mu na wiele. Do zakończenia rywalizacji pozostało 65 kilometrów i zanosiło się na to, że Pidcock nie będzie w stanie wrócić do głównej grupy, ponieważ jego strata się powiększała.

Dla swojego lidera pracował Pavel Sivakov (UAE Team Emirates-XRG). Mijały kolejne kilometry, a my czekaliśmy na kluczowe rozstrzygnięcia. Następnie na czele peletonu pojawił się Dylan van Baarle (Soudal Quick-Step). Dużo działo się na Côte de la Redoute, gdzie trwały przygotowania do ataku Tadeja Pogačara. Wszystko mocno się rozciągnęło. W końcu Słoweniec zaatakował, a na jego kole został jedynie Paul Seixas.

Działo się to na 35 kilometrów do mety. Kilka kilometrów później na czele mieliśmy Słoweńca oraz Francuza, a około 35 sekund za nimi jechała spora grupa pościgowa, w której byli m.in. Mattias Skjelmose (Lidl-Trek) i Remco Evenepoel. W pewnym momencie grupa pościgowa się podzieliła, a za plecami Pogačara i Seixasa znaleźli się m.in.: Jai Hindley (Red Bull-BORA-hansgrohe), Mauro Schmid (Team Jayco AlUla), Santiago Buitrago i Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), Romain GrégoireQuentin Pacher (Groupama-FDJ United) oraz Mattias Skjelmose. Szybko się to jednak zjechało, więc na czele mieliśmy Słoweńca i Francuza, a potem była już spora grupka pościgowa. Do mety pozostało zaledwie 20 kilometrów. Czołowa dwójka miała około minutę zapasu. Stało się jasne, że po zwycięstwo sięgnie Słoweniec lub młody Francuz.

Tadej Pogačar zdecydował się na mocny atak na Côte de la Roche-aux-Faucons. Słoweńcowi udało się zgubić Seixasa i rozpocząć marsz po zwycięstwo w kolejnym monumencie.

Z tyłu zaatakował Mattias Skjelmose. Wkrótce panowie wjechali na ostatnie 10 kilometrów. Słoweniec powiększał swoją przewagę i zmierzał po fenomenalne zwycięstwo. Na bezpiecznej drugiej pozycji jechał Seixas, a ciekawie zapowiadała się walka o ostatnie miejsce na podium. Do gry o 3. lokatę próbował się włączyć Remco Evenepoel, któremu udało się dogonić zawodnika Lidl-Trek. Pozostali kolarze z grupy pościgowej szybko jednak do nich dołączyli. Wkrótce Słoweniec wjechał na ostatni kilometr.

Ostatecznie po pewne zwycięstwo sięgnął Tadej Pogačar, dla którego był to już czwarty triumf na trasie Liège-Bastogne-Liège (wcześniej wygrywał w 2021, 2024 i 2025 roku). Drugie miejsce wywalczył Paul Seixas, a trzeci był Remco Evenepoel.

Wyniki Liège-Bastogne-Liège 2026:

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykułOmloop van Borsele Juniors 2026: Maria Okrucińska wygrywa cały wyścig!
Następny artykułLiège-Bastogne-Liège kobiet 2026: Pewny triumf Demi Vollering, Kasia Niewiadoma 3.
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
18 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Tensam
Tensam

W zapowiedzi wyścigu napisałem:
,,Stawiam czapkę śliwek i worek ziemniaków na zwycięstwo Tadusza Pogaczara, a za nim będą Pol Siksas i Tomek Pitkok.”
Tomek deczko zawiódł.

Wirgil
Wirgil

Dobrze się oglądało walkę Tadeusza z Seixasem, choć scenariusz był przewidywalny.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Z jednej strony dobrze to wygląda, Pogaczar niech się boi, za rok, dwa może się skończyć babce s*anie, lepszy już raczej nie będzie. Z drugiej – zanosi się na kolejną dominację w przyszłości.
Habibullach Ewenepullach niech lepiej podejmie się bicia tego rekordu godzinnego na torze, na wiele więcej raczej nie może liczyć. Świetnie został wyjaśniony przez młodziaka, któremu zabrakło wytrzymałości.
Swoją drogą, niby się przyzwyczaiłem, ale pan Baranowski co się niezdrowo podnieca UAE, to robi mi się słabo.

Kokospoko
Kokospoko

Młody pokazał jaja i moc. Wreszcie Tadek poczuł oddech na karku. Szykuje się ciekawy sezon.

tomaz
tomaz

Pogacar to potwór w pozytywnym tego znaczeniu.

Alek
Alek

Bez sensu, kiedyś byli kilka faworytów, w zależności od strategii I sytuacji na trasie każdy mógł wygrać. A teraz jest czekanie jak na wyrok. Wyrok, który jest znany. Team sky betonowal Tak Tylko tour, a nie każdy wyścig.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Nie dawać zmian Słoweńcowi to nie tylko honor, ale i cnota roztropności. Niestety tą ostatnią nie wykazała się młoda nadzieja Zachodu.

Ricky
Ricky

Majkel Wanturnałt – coś Ty taki zawsze niemiły dla tego biednego Remco ;). Było nie było – stanął na podium, w końcówce całkiem ładnie o nie walcząc.

bob
bob

Remco znów jedyne co umiał to pomachać rączką, słaby jest gość mentalnie strasznie na co on liczy ? Mlody dał radę utrzymać trochę koło ale jednak mistrz wygrał, no ale ma nowego wojownika na plecach, brawo!

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Ricky – za osobowość i całokształt…

Łukasz
Łukasz

Najpierw na początku sezonu potyczki z Pidckokiem. Następnie batalie z MvdP. Walka z Vinim na pętli. Teraz dołącza młody Paul. I tak sezon po sezonie Pogi stawia czoło kolejnym zawodnikom. Musi utrzymać wysoką i najwyższą formę zarówno fizyczną jak i mentalną nieliczni tak potrafią. Jego jazdę ogląda się z czystą przyjemnością a to, że inni nie potrafią utrzymać jego tempa to już nie wina Tadka 😉.
5,4,3 i 1 bum! 13 zwycięstwo w monumentach. 💪💪💪

Madraf
Madraf

Młody dał radę, choć Pogacar pokazał mu tym kosmicznym odjazdem, kto tu rządzi. Ciekawy jestem, jak bym Seixas pojechał gdyby nie wyścig w środę. Niemniej Francja oszalała i trzymam kciuki za tę karierę. Bo jak widzieliśmy jest OGROMNY potencjał. Jako świeży fan kolarstwa od tego sezonu powiem, że super się oglądało monumenty. Rozumiem kaliber i klimat Wielkich Tourów, ale stałem się wielkim fanem monumentów – które w jednym dniu skupiają piękno tego sportu

Mado
Mado

Niestety nie mogłem obejrzeć, więc mam ważne pytanie do oglądających, mianowicie czy Sremko znów wymachiwał łapami?

Bob
Bob

Mado – tak wymachiwał, ale tylko raz wiec słabo

Ricky
Ricky

Mado, skoro to takie ważne, to napiszę co sam widziałem (ale mogło mi coś umknąć. bo współdzieliłem uwagę z MŚ w Snookerze): raz faktycznie machał łapami do jednego kolarza EF ;).

Pogaczar
Pogaczar

Ktos tu kiedys napisal ,ze mamy Amstronga 2. No i sie jednak potwierdza.

Mikołaj
Mikołaj

No Sexas całkiem głucho trzymał koło za rok mąż 2 powinien już wytrzymać do końca może zrodzi nam się jakaś nowa rywalizacja czy coś.

Don
Don

Podjazd pod Sokoły : Seixas – łeb w kierownicę , nagle podnosi wzrok i … „ku.wa , jak daleko do szczytu” , w tym momencie nogi się zbuntowały . Ale i tak szacunek dla tego młodego zawodnika , przyszłość należy do niego .