fot. Tour of the Alps / Luca Matassoni

W 2025 roku Międzynarodowa Unia Kolarska zmieniła przepisy sprawiając, że zawodnicy z World Teamów oraz Pro Teamów nie mogą już brać udziału w zawodach dedykowanych kategorii do lat 23. Choć na pozór nie czyni to wielkiej różnicy, to w praktyce jeszcze mocniej umocniło to pozycję developmentów. Z tej okazji zamieniłem słowo z 3 młodymi zawodnikami na temat tego, jak ich zdaniem wygląda obecnie najlepsza ścieżka rozwoju dla orlika.

Międzynarodowa Unia Kolarska lubi czasem wprowadzać zmiany w przepisach, które można nazwać, łagodnie mówiąc, budzącymi kontrowersje. Jedną z takich nowości było bez wątpienia zabronienie udziału w wyścigach dla zawodników do lat 23 kolarzom, którzy posiadają kontrakty w jednej z dwóch najwyższych dywizji. Być może stała za tym szczytna idea – sportowcy z World Teamów zdominowali bowiem ostatnie edycje Tour de l’Avenir, to do nich trafiały także medale mistrzostw świata czy kontynentalnych. Z drugiej jednak strony przy okazji nieco wylano dziecko z kąpielą, bo obecne zmiany sprawiają, że od ścigania ze swoimi rówieśnikami odcięto nie tylko gwiazdy World Touru, ale i kolarzy, dla których imprezy dla orlików wciąż były głównym celem. Jednocześnie ograniczenia te nie obejmują zawodników z developmentów, a wśród nich jest wielu takich, dla których ściganie z World Teamem stanowi często niemal całość ich kalendarza.

Inspiracją do powstania tego tekstu była moja rozmowa z Filipem Gruszczyńskim, który przyznał, że kontrakt z zarejestrowanym od tego roku w 2. dywizji MBH Bank CSB Telecom Fort podpisał jeszcze przed tym jak UCI zablokowała Pro Teamom możliwość rywalizacji w wyścigach dla kolarzy do lat 23. To sprawiło, że jednym z moich rozmówców w temacie ścigania się dla developmentu był Bálint Feldhoffer – 20-letni Węgier, który nie wybrał rodzimej formacji, a przeszedł przed tym sezonem z Team United Shipping do Bahrain Victorious Development Team.

Podjąłem taką decyzję kontraktową, bo czułem, że to może otworzyć przede mną więcej drzwi na przyszłość. Bycie częścią developmentu pozwala na ściganie także z World Teamem, co jest niezwykle cennym doświadczeniem. Moim celem i marzeniem, co oczywiste, jest być kiedyś częścią World Touru, a droga przez devo wydaje się być w tym wypadku tą najlepszą i najbardziej oczywistą. Nie ukrywam, że bez wątpienia inaczej na to patrzy się zależnie od swojej narodowości. Jestem Węgrem, kolarstwo u nas rozwija się, ale wciąż nie jesteśmy kolarską nacją. W tym roku wystartował pierwszy Pro Team z naszego kraju, więc być może z czasem młodzi węgierscy kolarze będą mieli zdecydowanie więcej możliwości niż tylko ścieżka przez development, którą ja obrałem

— obszernie wyjaśnił Bálint Feldhoffer, klubowy kolega Jana Jackowiaka z Bahrain Victorious Development Team.

Faktycznie – być może z czasem będzie to opcja, szczególnie dla zawodników, którzy nie są w stanie znaleźć zaczepienia w zespole rozwojowym jednego z World Teamów czy czołowych Pro Teamów. Wciąż wydaje się jednak, że droga przez development jest zdecydowanie lepsza, albowiem pozwala na udział w takich imprezach jak Tour de l’Avenir, Giro d’Italia Next Gen, Giro Ciclistico della Valle d’Aosta – Mont Blanc, Wyścig Pokoju, Ronde de l’Isard czy młodzieżowe Paryż-Roubaix, Liège-Bastogne-Liège oraz Il Lombardia. Pójście do ekipy 2. dywizji pozbawia takiej możliwości, a przy tym nie musi gwarantować kalendarza obejmującego największe wyścigi – nie sposób nie odnieść wrażenia, że kolarze pokroju wspomnianego Filipa Gruszczyńskiego czy np. młodzi Włosi z takich ekip jak Bardiani CSF 7 Saber czy Equipo Kern Pharma zostali przy wprowadzaniu zmian mocno zignorowani.

Wróćmy jednak do rozmów, albowiem moim drugim rozmówcą był Juan Felipe Rodriguez – 22-letni Kolumbijczyk z
EF Education – Aevolo, który po naszym wywiadzie zaczął wprost szaleć na trasie Tour of the Alps, atakując z peletonu na każdym z trzech ostatnich etapów, które odbywały się już po tej rozmowie. Wymiana kilku zdań z zawodnikami z Ameryki Południowej zawsze jest bardzo ciekawa, bowiem ci na kolarstwo niejednokrotnie patrzą nieco inaczej, niż zawodnicy, którzy „wychowali się” na europejskich szosach. W przypadku Juana Felipe Rodrigueza to dopiero jego pierwszy sezon w barwach zagranicznej ekipy, a co za tym idzie, musiałem go zapytać, czy opcja jazdy dla developmentu jednej z największych ekip jest czymś, co można nazwać najlepszą okazją dla zawodnika takiego jak on.

Oh, to zdecydowanie najlepsza możliwość i bardzo się cieszę, że ją otrzymałem. Trafienie do takiej drużyny otworzyło przede mną masę nowych wyzwań. Było bardzo ważne dla mnie, by wyjechać z Kolumbii. Kolarstwo u nas świetnie się rozwija, ale wciąż jest inne niż tutaj, w Europie. Trafienie do developmentu sprawiło zatem, że rozwijam się zarówno jako kolarz, jak i jako człowiek

— opowiadał Juan Felipe Rodriguez, który w Tour of the Alps miał okazję założyć koszulkę EF Education – EasyPost. 22-latek zwrócił uwagę na to, że kolarstwo w Europie jest inne – na czym zatem polega ta różnica?

Tutaj całe etapy rozgrywa się zupełnie inaczej. Jest dużo szybciej czy to na płaskim, czy na zjazdach. W Kolumbii nasza rywalizacja opiera się jednak głównie o podjazdy, które często mają po 20-30 kilometrów. Tu nie ma takich wspinaczek, a ściganie ma miejsce nie tylko w górach, ale na każdym kilometrze. Dzięki podpisaniu obecnej umowy mogę zatem rozwijać się w aspektach, o których dotychczas aż tyle nie myślałem – w zespole wiedzą, że świetnie się wspinam, ale teraz pracujemy nad tym, bym nie gorzej pokonywał też zjazdy

— zakończył Juan Felipe Rodriguez, który rzucił ciekawe światło na wyzwania związane z tym, co muszą przeżyć Kolumbijczycy próbujący odnaleźć się w europejskim peletonie.

Był zawodnik z „naszej” części Europy, czyli Węgier, mieliśmy też okazję oddać głos zawodnikowi zza oceanu, czyli Kolumbijczykowi, pora zatem na rozmówcę z jeszcze innej strony – podczas Tour of the Alps udało mi się złapać Australijczyka Jacka Warda, który na alpejską etapówkę przyleciał tuż po zajęciu 2. miejsca w młodzieżowym Liège-Bastogne-Liège. Czy i jego zdaniem jazda dla developmentu jest czymś, co stanowi obecnie najlepszą drogę dla młodego zawodnika?

Posiadanie kontraktu w developmencie i startowanie z World Teamem rzeczywiście jest bardzo dobrą opcją, otwiera to dużo szans i stawia wiele interesujących wyzwań. Bez wątpienia jest to doświadczenie, jakie ciężko nabyć gdzie indziej, więc tak – to najlepsza możliwość dla młodego kolarza

— powiedział Jack Ward, który podczas Tour of the Alps debiutował w barwach worldtourowego Lidl-Trek dzięki wypożyczeniu z
Lidl – Trek Future Racing.

Zgodność wśród młodych zawodników nie może dziwić – każdy z nich obrał obecną drogę nie bez powodu i można podejrzewać, że trafienie do developmentu nie było dla nich jedyną opcją, a po prostu tą najlepszą. Międzynarodowa Unia Kolarska staje tym samym przed nowym wyzwaniem – obecna pozycja młodzieżówek wydaje się być wręcz przesadnie dobra, a to może z czasem zacząć zabijać zarówno 2. dywizję, jak i ekipy kontynentalne nie powiązane w żaden sposób z World Teamami. Sam fakt istnienia drużyn rozwojowych jest oczywiście świetny i nie ma co się dziwić młodym zawodnikom, że obierają tak korzystną drogę, bardziej ważne jest, by z czasem nie okazało się, że z „najlepszej opcji” pójdzie do developmentu stanie się „jedyną możliwością”, a ci, którym się to nie uda, staną bardzo młodo przed widmem braku szans na dużą karierę. To temat szczególnie ważny, że w Polsce nie mamy obecnie formacji takiej, jaką było CCC Development Team, a zatem nasi zawodnicy nie są w tak korzystnej sytuacji, jak ich rówieśnicy z wielu innych krajów świata.

Podczas Tour of the Alps młodych kolarzy przepytał Jakub Jarosz.

Poprzedni artykułTour de Pologne Junior 2026: Wiemy, kiedy odbędzie się tegoroczna edycja
Następny artykułTeam SD Worx – Protime w poszukiwaniu dodatkowego sponsora tytularnego
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Out
Out

„Sam fakt istnienia drużyn rozwojowych jest oczywiście świetny i nie ma co się dziwić młodym zawodnikom, że obierają tak korzystną drogę, bardziej ważne jest, by z czasem nie okazało się, że z „najlepszej opcji” pójdzie do developmentu stanie się „jedyną możliwością”, a ci, którym się to nie uda, staną bardzo młodo przed widmem braku szans na dużą karierę.”

To już się zaczyna dziać. Nie jest to jeszcze masowe zjawisko, ale już się dzieje. Zawodnicy z krajów, które mniej kojarzą się z kolarstwem, mają coraz trudniejsze zadanie, by przekonać do siebie dobrą drużynę i zapewnić sobie przyszłość w tym sporcie.
Zwłaszcza Ci spoza Europy.

Coraz trudniej jest takim zawodnikom pokazać się w różnych wyścigach, odnieść w nich dobre rezultaty. Trudno jest rywalizować im z zawodnikami devo teamów, gdzie młodzież od razu ma super sprzęt, żyją i trenują jak profesjonaliści, i po prostu mają przez to większe szanse. A jak z takim developmentem na wyścig przyjedzie jeszcze ktoś z pierwszej drużyny, bo jego drużyna potrzebuje zwycięstw… to jak taki mniej znany zawodnik ze słabszej drużyny ma zaistnieć?