Tadej Pogačar wygrał 110. edycję Ronde van Vlaanderen. Kolarz UAE Team Emirates-XRG ruszył do akcji już na niemal 100 kilometrów przed metą, z czasem stale redukując liczbę kolarzy pozostających na jego kole. W drodze po 12. monumentalny triumf w karierze najmocniej postawił mu się Mathieu van der Poel, który został za plecami mistrza świata dopiero podczas ostatniego przejazdu przez Stary Kwaremont. Podium rywalizacji uzupełnił Remco Evenepoel. Obecny w odjeździe dnia Kamil Gradek zakończył zmagania na 38. pozycji.
W ramach 110. edycji Ronde van Vlaanderen zawodnicy startowali z Antwerpii i czekało na nich 278,2 kilometra. Pierwsza połowa dystansu była całkowicie płaska i niemalże pozbawione jakichkolwiek trudności. Równo na półmetku do pokonania był jednak po raz pierwszy Stary Kwaremont (2200 m; 4%, bruk), a od tamtej pory aż do ostatniego zjazdu z Paterbergu trasa to był niekończący się rollercoaster prowadzący kolarzy w górę i w dół, w dodatku przez bardzo długie fragmenty po nierównych, pokrytych kocimi łbami drogach. Organizatorzy w wyścigu mężczyzn oznakowali w sumie 22 sektory – 16 podjazdów oraz 6 płaskich odcinków bruku. Tymi kluczowymi, poza pokonywanym 3-krotnie Oude Kwaremontem (2200 m; 4%), były także Berg Ten Houte (1100 m; 6%), Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%), Koppenberg (600 m; 11,6%) czy wreszcie Paterberg (360 m; 12,9%).


Już podczas startu honorowego jasnym stało się, że na pierwszych kilometrach wyścigu będziemy mieli sporo polskich akcentów – w pierwszej linii na początek zmagań czekali bowiem Filip Maciejuk (Movistar Team) i Kamil Małecki (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team). Biało-czerwoni faktycznie od początku ruszyli do ataku, ale niestety peleton nie miał zamiaru prędko odpuszczać ucieczki dnia i po 20 kilometrach wciąż takowa nie mogła się zawiązać. Spory wpływ na to miał dość mocny wiatr, który na tym etapie rywalizacji wiał kolarzom w twarz.
Finalnie po niemal 30 kilometrach peleton odpuścił 13-osobową ucieczkę, w której mieliśmy polski akcent – wśród harcowników znalazł się bowiem Kamil Gradek (Bahrain-Victorious), a jego towarzyszami byli Silvan Dillier (Alpecin-Premier Tech), Luke Lamperti (EF Education – EasyPost), Connor Swift (INEOS Grenadiers), Luca Van Boven (Lotto Intermarché), Dries De Pooter (Team Jayco AlUla), Frederik Frison (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Julius van den Berg (Team Picnic PostNL), Edoardo Zamperini (Cofidis), Victor Vercouillie (Team Flanders – Baloise), Hartthijs de Vries (Unibet Rose Rockets) oraz Eric Antonio Fagúndez i Jambaljamts Sainbayar (Burgos Burpellet BH). W głównej grupie za pracę jako pierwsi wzięli się kolarze UAE Team Emirates-XRG, a dokładniej Mikkel Bjerg i Nils Politt, choć wysoko kręcili też zawodnicy Red Bull – BORA – hansgrohe.
Jeszcze przed 12:00, na przeszło 200 kilometrów przed metą, dość grubo ubrani zawodnicy musieli zacząć zmagać się nie tylko z zimnem, ale i przelotnymi opadami deszczu. Jakby tego było mało za plecami ucieczki, a przed peletonem, zamknął się szlaban na przejeździe kolejowym, przez co przewaga czołowej grupy wzrosła do 5,5 minuty. To zmusiło Mikkela Bjerga do podkręcenia tempa, a peleton mocno się rozciągnął. Stawka w ten sposób dotarła do pierwszego przejazdu przez Oude Kwaremont (2200 m; 4%), aczkolwiek ten został pokonany bardzo spokojnie, a niskiego tempa pilnowali na czele zawodnicy Tudor Pro Cycling Team. 125 kilometrów przed metą odjazd utrzymywał cały czas 5 minut przewagi, a przed zawodnikami było cały czas aż 19 z 22 oznakowanych przez organizatorów trudności zaplanowanych na dzisiejszy wyścig.
Nim kolarze mieli drugi raz dotrzeć na Stary Kwaremont, czekały na nich kolejno Eikenberg (1200 m; 5,1%), Holleweg (700 m), Wolvenberg (645 m; 7,9%), Kerkgate (1400 m), Jagerij (800 m), Molenberg (463 m; 7%), Marlboroughstraat (2040 m; 3%), Berendries (940 m; 7%), Valkenberg (540 m; 8,1%), Berg Ten Houte (1100 m; 6%) i wreszcie Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%). Nie było tu już zatem mowy o nawet chwili odpoczynku, a emocje miały już tylko rosnąć i rosnąć.
115 kilometrów przed metą zaczęły się skoki z peletonu, a jako pierwszy ruszył Axel Huens (Groupama-FDJ United), za którym ruszył Christophe Laporte (Team Visma | Lease a Bike), a po chwili poprawił Tomáš Kopecký (Unibet Rose Rockets). Akcje te nie zakończyły się jednak sukcesem, aczkolwiek przyniosły jedno – przewaga ucieczki momentalnie zaczęła spadać. Chwilę później, po kolejnym zakręcie, peleton stał się podatny na boczny wiatr, co sprowokowało kolarzy UAE Team Emirates-XRG do jeszcze mocniejszego podkręcenia tempa, a na czele głównej grupy pojawili się m.in. Nils Politt i Florian Vermeersch. Po Molenbergu (463 m; 7%) w czołówce peletonu pozostało tylko kilkunastu kolarzy, aczkolwiek różnice pomiędzy grupkami nie były jeszcze wielkie.
La ratonera del Molenberg.
UAE deja el grupo hecho añicos.✨ 100 kilómetros por delante para no despegarse del televisor. #RVV26 pic.twitter.com/YqRf3ndLoO
— Eurosport.es (@Eurosport_ES) April 5, 2026
Finalnie jednak stawka nie połączyła się, a w grupie faworytów znalazło się 16 zawodników. Kręcili w niej Tadej Pogačar i Florian Vermeersch (UAE Team Emirates – XRG), Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech), Remco Evenepoel, Gianni Vermeersch i Tim van Dijke (Red Bull – BORA – hansgrohe), Wout van Aert i Christophe Laporte (Team Visma | Lease a Bike), Matteo Trentin i Rick Pluimers (Tudor Pro Cycling Team), Mads Pedersen (Lidl-Trek), Magnus Sheffield i Samuel Watson (INEOS Grenadiers), Jasper Stuyven (Soudal Quick-Step), Matej Mohorič (Bahrain-Victorious) oraz Stan Dewulf (Decathlon CMA CGM Team). Współpraca w tej grupie układała się zaskakująco dobrze – większość kolarzy, zamiast oglądać się na to, co będzie robił posiadający tylko 1 pomocnika Tadej Pogačar, zgodnie wychodziła na zmiany. Z tyłu z kolei pogoń nie była za mocna, choć formować próbowali ją m.in. zawodnicy EF Education – EasyPost.
90 kilometrów przed metą zaczęła się prawdziwa ulewa, ale ta na szczęście szybko ustała. Niedługo później grupa faworytów dopadła do ucieczki dnia i tym samym na czele znalazło się 28 zawodników, w tym cały czas był tam nasz Kamil Gradek, który od tej pory zaczął pomagać Matejowi Mohoričowi. Tak mijały kolejne minuty wyścigu, aż na 67 kilometrów przed metą odjazd na moment się podzielił, co nieco ożywiło faworytów. „Ucieczkę z ucieczki” szybko jednak skasowano, a czołówka z przewagą niemal 2 minut nad peletonem zbliżała się do 2. przejazdu przez Oude Kwaremont (2200 m; 4%).
57 kilometrów przed metą, u podnóża Starego Kwaremontu, na przyspieszenie zdecydował się Tadej Pogačar. Na to zareagowali kolejno Wout van Aert, Mads Pedersen, Remco Evenepoel i Mathieu van der Poel, za którym Magnus Sheffield zaczął robić lukę. Po chwili tempa czołówki nie wytrzymywał także Duńczyk z Lidl-Trek, a i dwójka Belgów miała drobne problemy. Na szczycie koła rywali nie utrzymał Wout van Aert, który był zmuszony do pogoni, by na Paterbergu (360 m; 12,9%) nie pożegnać się na dobre z walką o zwycięstwo.
Na dojeździe do słynnej ścianki na zmianę Tadejowi Pogačarowi wyszedł Remco Evenepoel, ale po chwili okazało się, że nie była to najlepsza decyzja. Kolarz Red Bull – BORA – hansgrohe odpadł bowiem na Paterbergu, a na czele zostali już tylko dwaj najbardziej utytułowani spośród tegorocznych uczestników Ronde van Vlaanderen, czyli Tadej Pogačar i nie dający zbyt wielu zmian Mathieu van der Poel.
Na 50 kilometrów przed metą uciekający duet faworytów miał 10 sekund przewagi nad Remco Evenepoelem i 40 sekund zapasu nad Madsem Pedersenem i Woutem van Aertem. Kolejni zawodnicy tracili grubo przeszło minutę, a do mety cały czas pozostawało jeszcze sporo trudności – kolejno Koppenberg (600 m; 11,6%), Mariaborrestraat (2400 m), Taaienberg (530 m; 6,6%) oraz ponownie pokonywane Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%), Oude Kwaremont (2200 m; 4%) i Paterberg (360 m; 12,9%).
Przed Koppenbergiem, który na szczęście okazał się być w tym roku zupełnie suchy, Remco Evenepoel praktycznie doszedł do uciekającej dwójki, ale brukowany podjazd ponownie sprzyjał powiększaniu się różnic. Na szczycie Belg tracił 20 sekund, aczkolwiek na asfalcie udało mu się niemalże dojść do czołówki, gdzie zmian praktycznie nie dawał Mathieu van der Poel. Słoweńsko-holenderski duet nie pozwolił się jednak dopaść, a po chwili różnica ponownie nieco wzrosła.
🚴🇧🇪 | Pogacar en Van der Poel vs Evenepoel… Jojo-effect! 🥵🥵 #RVV26
Wielrennen 👀 HBO Max pic.twitter.com/bKaxJBsBMs
— Eurosport Nederland (@Eurosport_NL) April 5, 2026
Tadej Pogačar i Mathieu van der Poel tymczasem często zerkali sobie w oczy, ale cały czas jechali razem. Duet wspólnie pokonał Taaienberg (530 m; 6,6%), ataku nie zobaczyliśmy też na podjeździe pod Hotond/Nieuwe Kruisberg (2500 m; 5%). W ten sposób doczekaliśmy się do ostatniego przejazdu przez Oude Kwaremont (2200 m; 4%), gdzie walka o zwycięstwo zakończyła się – Tadej Pogačar wstał na moment z siodełka, zwiększył kadencję i praktycznie bez jakiekolwiek reakcji ze strony Mathieu van der Poela ruszył w stronę mety na solo. Na szczycie różnica pomiędzy Słoweńcem i Holendrem wynosiła co prawda zaledwie 6 sekund, ale paradoksalnie to na zjeździe i płaskim ta zaczęła dynamicznie rosnąć. Bardzo dużo na Starym Kwaremoncie stracił także zmierzający po 3. miejsce Remco Evenepoel, z tyłu zaś po 4. lokatę ruszył Wout van Aert, który zerwał z koła Madsa Pedersena.
Dojazd do mety nie przyniósł już żadnych emocji – różnice pomiędzy poszczególnymi kolarzami wyłącznie rosły. Tym samym Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) wygrał swoje 3. Ronde van Vlaanderen, a 12. monument w karierze, a dzisiejsze podium uzupełnili Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech) oraz debiutujący w tym wyścigu Remco Evenepoel (Red Bull – BORA – hansgrohe).
Wyniki 110. edycji Ronde van Vlaanderen:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com










Veni vidi vici
Za tydzień może być podobny układ czołówki.
Dobrze kojarzę ze ostatni monument który ktoś inny wygrał to Philipsen w San Remo?
BTW ostatnio trochę więcej reklam jest u was i ciężej się czyta :/
Pan Tadeusz!
Kolarstwo to taki sport, w którym około 170 mężczyzn pedałuje na rowerach, a na końcu i tak wygrywa Pogacar.
Widać było gołym okiem, że tegoroczna edycja była koszmarnie trudna. Ból na twarzach czołowych kolarzy był tak sugestywny, że aż żal się ich robiło.
Największy szacun dla Remasa. Walczył dzielnie ani na chwilę nie odpuszczając. Mimo, że nie mógł dogonić Tadka i Mateusza widząc ich, mając na wyciągnięcie ręki nie zrezygnował i zajął ostatecznie 3 miejsce.
Kolarstwo to piękny sport.
No cóż pogi to inna liga , kolejna liga to van plus może remko i potem cała reszta. Jak nie zdyskwalifikują go za jakiś szlaban kolejowy to wygra wszystkie monumenty.
Pogacar nie wygladal nawet na zbytnio zmeczonego… caly wyscig pod kontrola. Widac to po tym jak na prostej na 10km dolozyl MVDP w moment z 30 sekund po plaskim, no bez jaj !
@Alek, Jasper w San Remo to 2024, potem bylo kilka monumentow bez zwyciestwa Pogiego – Flandria w 2024, Roubaix w 2024 i 2025.
Lubie goscia, ale trzymam kciuki za kazdego jego przeciwnika, dla dobra widowiska i tego sportu
fantastyczna walka i o wszystkim zadecydował ostatni podjazd!
Świetnie się ogladalo… mistrzów w akcji.
@Paweł
Mialem Na myśli zwycięstwo mvdp lub pogiego W monumencie
E tam, co to za kolarz z tego Pogacara- jakieś wyścigi wokół komina w Belgii wygrywa po kilka razy, a naszego Tour de Pologne jeszcze ani razu nie wygrał 😉
no i na to czekałem, choć muszę powiedzieć że wszyscy w tym też oczywiście pogacar byli bardzo zmęczeni, na płaskim dojeździe do mety pogacar naprawdę zadziwił robiąc dużą przewagę nad MVDP
Trzymam kciuki za komplet klasyków dla Tadka w tym roku, bo chciałbym za rok by zaatakował 3 wielkie toury w jeden rok
Gary Lineker. Szczególnie dobrze było to widoczne w finale ligi mistrzów w 1999 roku.
Dla MvDP byłaby szansa gdyby nie współpracował i nie dawał zmian. Może to i niezbyt lotna taktyka ale taka raczej prawda, utrzymać się na kole na podjazdach i walczyć na kresce (czy to ładne nie wiem, ale takie realia).
I tak Pogi więcej pracował niż MvDP. Może dlatego tak często zaglądał mu w oczy. Jestem z czasów dominacji MJ’a w NBA, podobało mi się jak dominował i pomimo zapewnień ówczesnej najlepszej w lidze obrony jaką miało Detroit, że nie zdobędzie 20 pkt a on zanotował prawie 3x tyle (59pkt). Tak samo Pogacar, każdy wie co zrobi a on i tak to robi. Trzeba się cieszyć i delektować jego talentem. Zacięta rywalizacja trwa całe dekady pomiędzy takimi talentami.
Piękny wyścig! Czy Ronde to najwspanialszy wyścig jednodniowy w sezonie?
No… Chyba… Tak. 😉
Wspaniałe się oglądało tytanów tego sportu na tych legendarnych sektorach.
Nikt wcześniej nie pisał, ale brawa dla K. Gradka za zabranie się do ucieczki dnia. Dla mnie bohaterem nr 2 był Remco. Przyjechał. Powalczył. Zdobył 3 miejsce. Trochę jak Pogaczar w zeszłorocznym Roubaix…
PS-trzeci raz Rodne na czwartym miejscu kończy Wout…🫤
Nie wrzucić tabeli z wynikami?