fot. Alpecin-Premier Tech

Choć rozegrana w niedzielę 88. edycja In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem była pierwszą od 7 lat, która zakończyła się sprintem z dość dużej grupy, to zdecydowanie nie można powiedzieć, że na trasie brakowało emocji. W akcjach ofensywnych znalazły się największe gwiazdy światowego peletonu, w tym Mathieu van der Poel i Wout van Aert, za którymi nieskutecznie podążać próbował Florian Vermeersch. Do tego w końcówce piękny atak przypuścił Alec Segaert. Co cała czwórka miała do powiedzenia po wyścigu?

Za nami naprawdę ciekawa edycja In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem, czyli wyścigu znanego dotychczas pod nazwą Gandawa-Wevelgem. Belgijski klasyk został ponownie poprowadzony po trasie, która prowokowała kolarzy do rozpoczęcia ataków na długo przed metą i faktycznie tak się stało. Z jednej strony tuż po starcie zawiązała się bardzo mocna, 8-osobowa ucieczka dnia, z drugiej zaś w peletonie ruchy rozpoczęły się już na około 120 kilometrów przed metą. Skoki nie ustawały, aż na niespełna 60 kilometrów przed metą, podczas pokonywania Kemmelbergu, do przodu ruszył Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), za którym podążyli m.in. Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech) i Florian Vermeersch (UAE Team Emirates-XRG). Trójka ta zdołała przeskoczyć do ucieczki dnia, a z czasem zacząć odczepiać z niej kolejnych kolarzy, by finalnie dwójka „Vanów” oderwała się od reszty rywali. Na ostatnie 10 kilometrów duet wjechał z przewagą zaledwie 15 sekund i jak czas pokazał, to było za mało by ubiec dużą grupę. Mathieu van der Poel miał jednak finalnie powody do zadowolenia – choć jego odjazd zakończył się niepowodzeniem, to zwycięstwo w wyścigu pozostało w ekipie, bowiem finisz z peletonu wygrał Jasper Philipsen.

Naszym planem już na początku wyścigu było jechać dla Jaspera. Ja zaś miałem jedynie podążać za kluczowymi atakami, aby móc wywierać presję na peleton. Nie czułem świeżości w nogach, więc gdzieś podświadomie zakładałem, że odjazd może zakończyć się niepowodzeniem. Jednocześnie komunikowałem się z Jasperem i on cały czas mi potwierdzał, że czuje się dobrze, więc nie musiałem się martwić tym, że koniec ucieczki będzie oznaczał dla naszej ekipy porażkę. Dzięki temu ze spokojną głową starałem się wywierać presję na peleton, licząc, że dogonią nas i Jasper wygra wyścig. Brakowało mi formy i nóg, żeby dawać mocniejsze zmiany. Jechałem na czele, ale nie byłem pewien zwycięstwa. Zresztą to nie był pierwszy raz, gdy to czułem. Byłem już w takiej sytuacji z Madsem Pedersenem [w 2024 roku, gdy Duńczyk pokonał w dwójkowym finiszu Holendra – przyp. red.] i już przed startem ustaliliśmy, że nie możemy powielić tamtego błędu. Byłem dobry, ale nie rewelacyjny. Teraz jadę do Hiszpanii, żeby mocno trenować przez kolejny tydzień przed Ronde van Vlaanderen, choć o zwycięstwo nie będzie tam łatwo, gdy trzeba się będzie zmierzyć z Tadejem

— obszernie analizował niedzielne zmagania Mathieu van der Poel.

Tym drugim kolarzem, który najdłużej utrzymywał się na czele, był Wout van Aert. Belg z Team Visma | Lease a Bike wykonał podczas In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem naprawdę ogrom pracy i kolejny raz w tym roku pokazał, że stać go na występy na poziomie, jaki pamiętamy z poprzednich lat. Finalnie jednak 31-latek cały czas musi poczekać na swoje 1. zwycięstwo w tym sezonie.

Finał był szalony. Peleton szybko się zbliżał. Myślałem, że mamy szansę, żeby utrzymać przewagę, ale po prostu nam się nie udało. Czułem się po prostu bardzo dobrze. Miałem siły, by atakować, bez problem mogłem odpowiedzieć na przyspieszenie Mathieu podczas ostatniego podejścia na Kemmelberg i jestem zadowolony z tego, jak mi poszło. Niestety, wynik nie poszedł w parze z dobrą dyspozycją, ale i tak był to wspaniały dzień

— podsumował niedzielne ściganie przed własną publicznością Wout van Aert.

Tym trzecim, który próbował powalczyć z dwoma „Vanami” był Florian Vermeersch. Belg potrafił odpowiedzieć na atak we właściwym momencie, ale już utrzymanie koła słynnych klasykowców podczas odjazdu okazało się być wyzwaniem, które tym razem było poza zasięgiem zawodnika UAE Team Emirates-XRG.

Jestem całkiem zadowolony z tego jak się ścigałem. Peleton w końcu nas dogonił, ale już wcześniej wiedziałem, że trudno będzie tu ubiec grupę poprzez ucieczkę. Miałem świadomość tego, że w tegorocznej stawce znalazły się zespoły, które potrafią się dobrze zorganizować. Decathlon CMA CGM spisał się dziś znakomicie. Staraliśmy się jako zespół, byłem tam, gdzie być powinienem i dałem z siebie wszystko. Trzeci Kemmelberg po prostu mnie przerósł. Może się przeliczyłem z tym, że będziemy współpracować, a jednak tam nastąpiło przyspieszenie, na które nie miałem sił odpowiedzieć. Próbowałem ich jeszcze dogonić, ale nie jest łatwo walczyć samemu z taką dwójką

— opowiedział Florian Vermeersch, którego peleton dogonił na 12 kilometrów przed metą.

Gdy zanosiło się, że 88. edycję In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem wygrają albo uciekający Vanowie, albo jeden z szybkich zawodników pozostających w peletonie, wszystkich zaskoczyć spróbował jeszcze Alec Segaert. Kolarz Bahrain-Victorious wyskoczył z grupy na nieco ponad 5 kilometrów przed metą, zdołał dogonić Mathieu van der Poela i Wouta van Aerta, a następnie nawet od nich odjechać – finalnie „Vanów” złapano na niespełna kilometr przed metą, a 23-letni Belg bronił się przez około 300 metrów dłużej niż oni.

Właściwie już przed wyścigiem miałem plan, żeby wybrać dobry moment do ataku. Obserwowałem też wcześniej finałowy fragment wyścigu i czułem, że na tej ostatniej 7-kilometrowej pętli są ku temu okazje. Matej dobrze mnie wyprowadził, a potem na moście dałem z siebie wszystko. To była próba dogonienia uciekającej dwójki na zasadzie „wszystko albo nic”. Chciałem po prostu jak najszybciej nadrobić straty, nie zawisnąć gdzieś pomiędzy. Kiedy dogoniłem rywali, zacząłem za dużo myśleć. Nie wiedziałem czy próbować iść dalej, czy współpracować, czy grać kartą zapewnienia sobie miejsca na podium, czy też postawić wszystko na zwycięstwo. Z perspektywy czasu widzę, że te wątpliwości wciąż są w mojej głowie. W takiej sytuacji trzeba bardzo szybko podjąć decyzję, co przy zmęczeniu i walce o triumf bywa trudne. To jeden z tych wyścigów, w których chciałbym kiedyś osiągnąć świetny wynik. Mam nadzieję, że będę jeszcze miał ku temu okazję

— mówił Alec Segart, bohater końcówki zmagań.

Finalnie do głosu doszli jednak ci sprinterzy, którzy przetrwali trudy dnia. W niemal 40-osobowym peletonie najszybszy okazał się być Jasper Philipsen (Alpecin-Premier Tech), który pokonał genialnego tej zimy i na początku wiosny Tobiasa Lunda Andresena (Decathlon CMA CGM Team). To była pierwsza od 7 lat edycja In Flanders Fields – From Middelkerke to Wevelgem, która rozstrzygnęła się na skutek finiszu z dużej grupy.

Poprzedni artykułRemco Evenepoel: „Myślę, że trenując mogę zyskać więcej niż ścigając się we Flandrii”
Następny artykułPolski raport z weekendu: Życiówka Aniołkowskiego, wiele miejsc na podiach
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze