Fot.: Team Visma | Lease a Bike

U progu 105. edycji Volta a Catalunya, Team Visma | Lease a Bike zorganizowała małe spotkanie dla dziennikarzy, podczas którego ci mieli okazję porozmawiać m.in. z Jonasem Vingegaardem. Duńczyk odpowiedział na wiele ciekawych pytań i momentami nie gryzł się w język.

Za nami 3 dni ścigania w ramach 105. edycji Volta a Catalunya. Początek katalońskiej etapówki dedykowany był szybkim kolarzom, ale począwszy od czwartku do głosu w tej imprezie dojdą górale, wśród których głównym faworytem do zwycięstwa jest Jonas Vingegaard. Dla Duńczyka z Team Visma | Lease a Bike jest to przy okazji ostatni sprawdzian formy przed Giro d’Italia, aczkolwiek 29-latek nie kryje się z tym, że przyjechał tu wyłącznie po zwycięstwo.

Konkurencja jest tu rzeczywiście mocna. Red Bull–BORA–hansgrohe przyjechał nie tylko z Remco Evenepoelem, ale także z Florianem Lipowitzem. UAE Team Emirates-XRG pojawiło się tu z silną ekipą i prawdopodobnie zagrają kartą João Almeidy. Tom Pidcock jest w dobrej formie, a Lenny Martinez również jechał mocno w Paryż-Nicea. Prawdopodobnie kogoś pominąłem, ale stawka jest bardzo silna. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać formę, którą miałem w zeszłym tygodniu w Paryż-Nicea. Oczywiście, między tymi dwoma wyścigami etapowymi jest bardzo mało czasu, ale mam nadzieję, że jestem gotowy na ten wyścig

— zaczął Jonas Vingegaard, którego momentalnie dopytano, czy cieszy go fakt, że na trasie 105. edycji Volta a Catalunya nie ma etapu jazdy indywidualnej na czas – wszak ten sprzyjałby Remco Evenepoelowi.

Nie miałbym nic przeciwko, gdyby jazda indywidualna na tej trasie również się odbyła. W końcu ta obecna jest chociażby w Tour de France. Oczywiście taktykę na wyścig dobiera się pod kątem trasy, ale nie można wybrzydzać – trzeba być gotowym na każde wyzwania i po prostu starać się dać z siebie wszystko wykorzystując swoje mocne strony

— kontynuował Duńczyk.

Jonas Vingegaard jest głównym faworytem do zwycięstwa m.in. dlatego, że na szosach Katalonii nieobecny jest Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG). Słoweniec aktualnie odpoczywa po efektownym zwycięstwie w Mediolan-San Remo, które jego rywal z Team Visma | Lease a Bike miał okazję oglądać. Przy okazji Duńczyk podkreślił, że wybór Volta a Catalunya nie był powiązany jakkolwiek z nieobecnością Słoweńca.

Myślę tylko o sobie. Nie zastanawiam się nad tym, czy gdzieś się spotkamy z Tadejem, czy nie. Wybieram wyścigi, w których chcę wystartować i nie biorę pod uwagę przeciwników. I oczywiście jadę na każdy wyścig, żeby spróbować go wygrać. Rozumiem, skąd te pytania, ale to nie tak, że Tadej zaprząta moją głowę. Niemniej też nie udaję, że on nie istnieje, więc gdy w sobotę przyleciałem do Barcelony, oczywiście starałem się zobaczyć jak najwięcej z Mediolan-San Remo. To był bardzo ciekawy wyścig, którego dramaturgię podkręciła poważnie wyglądająca kraksa przed Cipressą. Z drugiej strony, ze względu na napięcie i wszystko, co się wydarzyło, był to również świetny wyścig do oglądania. Wiele się wydarzyło i byłem pod ogromnym wrażeniem Pogačara. To jak odrobił straty po wypadku, jak atakował i ostatecznie jak wygrał sprint było imponujące. Byłem też pod wrażeniem tego, jak Wout van Aert stanął na podium mimo swojego wypadku

— opowiadał Jonas Vingegaard.

W programie Duńczyka na ten sezon znalazły się 2 etapówki w marcu, tj. Paryż-Nicea i Volta a Cataluyna, a następnie wolny kwiecień. To dość ciekawa droga do Giro d’Italia, po którym celem kolarza Team Visma | Lease a Bike będzie także Tour de France.

Toczyliśmy mnóstwo dyskusji na temat mojego programu na ten rok. Były np. głosy, że połączenie Giro i Katalonii może być zbyt intensywne. Koniec końców jednak uznaliśmy, że optymalnie będzie ścigać się w marcu, a następnie dać sobie nieco więcej przestrzeni w kwietniu. W pierwszym tygodniu po Katalonii będę miał nieco spokoju i odpocznę. Potem znów pojadę na obóz treningowy na wysokości. Między Katalonią a startem Giro jest 5 tygodni, więc za moment będę czuł, jak włoski wyścig zacznie się zbliżać wielkimi krokami

— mówił Duńczyk, którego następnie zaczepnie zapytano co sądzi o ekspertach, którzy uważają, że jego udział w Giro d’Italia jest formą pogodzenia się z tym, że w Tour de France górą będzie Tadej Pogačar.

Nie sądzę, żeby ludzie, którzy tak mówią, mogli nazywać siebie ekspertami

— jasno skwitował Jonas Vingegaard.

Skąd zatem pomysł na udział w Giro d’Italia? Duńczyk dotychczas w swojej karierze ani razu nie pojawił się na starcie włoskiej trzytygodniówki, albowiem preferował Tour de France (5 startów, 2 zwycięstwa, 3 drugie miejsca) i Vuelta a España (3 starty, zwycięstwo i 2. lokata).

Od kilku lat chodził mi po głowie pomysł startu w Giro. Teraz nadszedł czas, żeby zbudować kalendarz pod tym kątem i spróbować czegoś nowego. Wierzę też, że to da mi dodatkowego kopa przed Tour de France

— wyjaśniał Jonas Vingegaard.

Duńczyk wydaje się być bardzo pewny siebie i wskazuje na to, że jego obecne liczby są lepsze niż kiedykolwiek. 29-latek zdaje się w ten sposób jasno wskazywać, że możemy po nim oczekiwać walki o najwyższe cele, choć niektórzy przypięli mu już łatkę „tego drugiego”.

To prawda, że ​​moje tegoroczne liczby i wynik są lepsze, niż dotychczas. Myślę, że moja ogólna forma jest obecnie lepsza niż w zeszłym roku. Nie chodzi o to, że potrafię wskazać jeden konkretny obszar, w którym jestem lepszy. Myślę, że generalnie jeżdżę na wyższym poziomie

— mówił kolarz Team Visma | Lease a Bike.

Po wygranej w Paryż-Nicea i starcie w Volta a Catalunya, na Duńczyka czeka Giro d’Italia oraz Tour de France. Reszta kalendarza póki co pozostaje tajemnicą, zatem padło pytanie na temat tego, czy istnieją już jakieś plany na dalszą część sezonu.

Nie mam jednak jeszcze planów po Tour de France. Zobaczę, jak się wtedy będę czuł. Możliwe, że wystartuję w Mistrzostwach Świata w Montrealu lub w Il Lombardii. Nie ma bowiem co ukrywać – udział w dwóch wielkich tourach w jednym roku to duże obciążenie. Łatwiej jest pojechać na tygodniowy wyścig etapowy, bo wtedy jesteś poza domem tylko 8-9 dni. Z drugiej jednak strony to właśnie wielkie toury naprawdę chcę wygrywać w kolarstwie, więc póki co to na nich się skupiam i nie myślę o tym, co dalej w tym roku

— zakończył Jonas Vingegaard.

Poprzedni artykułDemi Vollering: „Powiedziano nam, że musimy jak najszybciej opuścić Teneryfę”
Następny artykułVolta a Catalunya 2026: 4. etap skrócony z powodu silnego wiatru
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
E.T.
E.T.

Jonas jest swietny i taki skromny .Szkoda mi go bo wiadomo,ze to co robi pogaczar nie jest legalne.Wszyscy wiedza ze UA uzywa jakiegos gazu i komor do regeneracji wiec to co sie dzieje dzis na naszych oczach jest poprostu odzwierciedleniem amstron.No ale caly swiat nie moze przezyc znowu szoku z dopingiem i wszytsko jest oplacone by WADA nikogo nie zlapala.

Dynda
Dynda

Dublet w tym roku jest jak najbardziej realny. Moze nawet potrojna korona jak Pogacar w 24 ?

Ricky
Ricky

Dynda, Jonas raczej nie stawia przed sobą tak absurdalnych celów (ani nie jest do nich nakłaniany przez managera po to by się jeszcze lepiej „sprzedać”). Zresztą nie wybiera się nawet na Vuelte.

Łukasz
Łukasz

Pozwolić wygrać jazdę na czas Woutowi podczas TdF. Poczekać na Pogaczara, gdy ten zaliczył glebę podczas zjazdu. Pozbierać się po upadku podczas Iztuli, by wygrać pojedynek ze Słoweńcem na TdF. Być skromnym nawet wygrywając dwukrotnie TdF. To jedna strona Duńczyka.
Druga to bezpłciowe, nudne jeżdżenie na kole. Żelazne przestrzeganie taktyki, która zazwyczaj polega na ekonomicznej jeździe w oczekiwaniu na słabość rywali.
Osobiście lubię go bardzo, ale stylu w jakim jeździ nie potrafię zaakceptować.
Będę kibicował z całego serca aby wygrał Giro i wszedł do sali sław, które wygrały wszystkie wielkie toury.

Adam
Adam

@E.T. rozwiniesz temat? „Komory z gazem” to zazwyczaj miewały odwrotny efekt od tego, który zdajesz się sugerować ;-). Choć oczywiście zdziwiłbym się bardzo, gdyby po latach nie okazało sie, że jednak coś było na rzeczy. Ale już nic nie piszę, bo się zaraz na mnie rzucą z koronnym argumentem „jak nie masz dowodu, to morda w kubeł i bezrefleksyjnie podziwiaj show” (tak jakby takie dowody można było sobie kupić w dowolnym sklepie z dowodami).