fot. Mediolan-San Remo

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) w końcu ujarzmił szosy Primavery i wygrał tegoroczną edycję Mediolan-San Remo. Nie było to najłatwiejsze zadanie, albowiem świetnie dysponowany Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) przegrał pojedynek sprinterski z mistrzem świata raptem o 4 centymetry! Podium domknął fantastyczny dzisiaj Wout van Aert (Visma | Lease a Bike), który mimo pecha, wycisnął ze swojego występu absolutne maksimum. Jeszcze mniej szczęścia miał Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech), który w powyścigowym wywiadzie zdradził, że również brał udział w kraksie.

Pogačar i marcowy monument to historia ciągłej pogoni za wielkością – w debiucie w 2020 roku zajął 12. lokatę, a od 2022 roku zajmował kolejno piąte, czwarte oraz dwa razy trzecie miejsce. W tym roku Słoweniec w końcu dopiął swego i w niesamowitym stylu sięgnął po triumf w Mediolan-San Remo. Nie obyło się to bez przeszkód, ponieważ na około 5 kilometrów przed podnóżem Cipressy, mistrz świata zaliczył kraksę, która zmusiła go do gonienia peletonu. Tadej Pogačar nie ukrywał, że to był najtrudniejszy moment wyścigu:

Kiedy się wywróciłem, myślałem że to koniec, bo upadek przy Imperii, tuż przed najważniejszym momentem wyścigu, to nie jest najlepsze rozwiązanie. Na szczęście, udało się szybko wrócić na rower i zarówno ja, jak i rower, nie odnieśliśmy zbyt wielu obrażeń. Następnie zobaczyłem kolegów z drużyny, Floriana i Felixa (Vermeersch i Großschartner – przyp. red.), którzy dali z siebie wszystko, żebym mógł wrócić do czołówki. To dzięki nim odnalazłem znowu nadzieję. Nogi miały się w porządku, a potem Brandon i Isaac dokończyli sprawę na Cipressie. Dzisiaj, gdyby nie drużyna, pewnie musiałbym się wycofać

– powiedział Tadej Pogačar.

Tadej Pogačar wygrał swój czwarty monument w karierze, a licząc wszystkie zwycięstwa w wyścigach tej rangi, to było jego jedenaste zwycięstwo. Jeśli do jego dorobku dorzucimy również miejsca na podium, posiada ich aż 15, czyli znajduje się równo w połowie do dogonienia wyniku Eddy’ego Merckxa. Warto również nadmienić, że od wygranej w Il Lombardii 2023, Pogačar nie schodzi z podium monumentów, w których bierze udział! Dzisiejszym występem udało mu się wpisać do annałów kolarstwa złotymi zgłoskami, albowiem stał się pierwszym od 43 lat bieżącym mistrzem świata, który wygrał Mediolan-San Remo. Słoweniec to również pierwszy od Philippe’a Gilberta kolarz, który na przełomie swojej kariery triumfował w czterech różnych monumentach. Choć na łamach naszego portalu pewnie pojawi się jeszcze sporo tekstów o podobnej tematyce, poniżej znajduje się krótka rozpiska wyścigów, których Pogačarowi brakuje do „skompletowania” kolarstwa szosowego:

Zwycięstwo lidera UAE Team Emirates-XRG może nie jest niespodzianką, ale z pewnością nie wszystko poszło zgodnie z planem. Gdy jednak wyścig znalazł się w momencie, gdzie wszystko zależało już tylko od samego zainteresowanego, świetnie wykończył pracę swoich kolegów. W obliczu słabszej dyspozycji Mathieu van der Poela (Alpecin-Premier Tech), to Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) okazał się największym rywalem w walce o zwycięstwo. Trudnością okazały się również warunki atmosferyczne, które jak zresztą zapowiadano, nie stały po stronie Słoweńca. Tadej Pogačar nie omieszkał o tym nie wspomnieć, ale był również pełen podziwu wobec swoich dzisiejszych przeciwników:

Cieszę się, że wszystko się dobrze rozwiązało, jednak przez większość czasu wiatr wiał prosto w nas, więc nie było tak idealnie jak rok temu, w połowie Cipressy było nieco trudniej. Potem jednak na Poggio, wiatr okazał się już bardziej sprzyjający, więc poszedłem tam na całość. W idealnym rozrachunku, odjechałbym samotnie bez Toma Pidcocka, ale on był dzisiaj bardzo silny. Duży szacunek również dla Mathieu, bo pojechał fenomenalny wyścig

– chylił czoła przed swoimi rywalami mistrz świata.

Na specjalne wyróżnienie w sekcji podziękowań zasłużył Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team). Brytyjczyk jako jedyny utrzymał się na kole zwycięzcy wyścigu i mało brakowało, żeby sam został triumfatorem tegorocznego Mediolan-San Remo. Pogačar wiedział, że na finiszu czekało go bardzo trudne zadanie:

Tom to bardzo szybki gość, każdy to wie. Ma dobre przyspieszenie, jest szybki, widać, że jest w formie, więc trochę się obawiałem, że czekał na mój sprint. Czekałem tyle, ile się tylko da, ale wiedziałem też, że nie mogę czekać zbyt długo, bo jego przyspieszenie jest po prostu lepsze. Byłem bardzo zaskoczony. Koniec końców, było bardzo blisko i należą mu się ogromne brawa

– skwitował triumfator Mediolan-San Remo 2026.

Mówiąc o drugim zawodniku dzisiejszego wyścigu, trudno jest znaleźć trafny opis jego występu. Z jednej strony Tom Pidcock sprawił niespodziankę, okazując się drugim zawodnikiem na mecie po Tadeju Pogačarze, z drugiej zaś, do triumfu zabrakło mu dosłownie centymetrów. Brytyjczyk nie krył smutku na mecie, czując ogromny niedosyt z powodu tej porażki:

Szczerze powiedziawszy, potrzebuję trochę czasu, żeby się nad tym zastanowić, jestem trochę niezadowolony. To boli, że byłem tak blisko. Gdyby było tak, że Tadej jedzie sam z przodu, a ja sam go gonię – okej, nie byłbym przesadnie szczęśliwy. Powiedziano mi jednak, że zabrakło dosłownie czterech centymetrów, a to już boli zdecydowanie bardziej, że było tak blisko. Oczywiście, przegrałem z Tadejem, to jeden z najlepszych kolarzy w historii, więc nie mogę być aż tak niezadowolony

– powiedział na mecie Tom Pidcock.

Brytyjczyk jest jednak barwną postacią w peletonie i nawet tak druzgocące porażki jest w stanie przekuć w swego rodzaju żart. Zapytany o pozytywy swojej dyspozycji, skupił się na tym, co rzekomo miał mu na mecie powiedzieć Pogačar – według relacji Pidcocka, mistrz świata miałby już nie startować w Primaverze:

Spytajcie mnie o to za kilka dni w Katalonii (na starcie Volta a Catalunya – przyp. red.), będę miał wtedy czas na rozmyślanie. Tadej mówił, że już tutaj nie wróci, skoro udało mu się wygrać, więc za jakim motorem teraz będę mógł sobie usiąść?

– żartobliwie odpowiedział drugi zawodnik Mediolan-San Remo 2026.

Z dobrej strony za to z pewnością pokazał się Wout van Aert (Visma | Lease a Bike). Belg wpierw zaliczył upadek tuż przed Cipressą i właściwie był zmuszony gonić peleton przez większość najważniejszej części wyścigu, nie wspominając o czołówce. Lider Visma | Lease a Bike popisał się jednak niebywałym hartem ducha, najpierw doganiając główną grupę, a następnie dzielnie zaatakował na 2 kilometry przed metą, co ostatecznie dało mu miejsce na podium. Co ciekawe, van Aert nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ściga się o tak wysoką lokatę:

W sumie, cały finisz czułem się jakbym gonił kogoś innego, dopiero na ostatnich dwóch, trzech kilometrach zrozumiałem, że podium jest wciąż w zasięgu ręki, więc to dla mnie osiągnięcie. Cóż, nigdy nie czujesz się jak zwycięzca, gdy przyjechałeś trzeci, ale miałem też sporo pecha. Wpierw kraksa, potem długie wyczekiwanie na nowy rower. Dzięki temu, jak świetnie pomogli mi koledzy z drużyny, żebym mógł wrócić do rywalizacji, wiedziałem, że jedyne co mogę zrobić, to postarać się o jak najlepszy rezultat. Oczywiście, fajniej jest finiszować na podium niż wcale

– powiedział Wout van Aert.

W kwestii pecha, dużo do powiedzenia miał również Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech). O ile widok Tadeja Pogačara odjeżdżającego Holendrowi był względnie możliwy do wyobrażenia, o tyle gdy byłego mistrza świata dystansował Tom Pidcock można było zacząć mówić o słabej dyspozycji. Odpowiedzi przyszły jednak na mecie – obrońca tytułu ukończył rywalizację na 8. miejscu, a powodem jego porażki miał być udział w tej samej kraksie, w wyniku której ucierpiał ostateczny triumfator dzisiejszego wyścigu. Mathieu van der Poel nie krył rozczarowania na mecie, jednak rozumie, że dzisiaj w jego wypadku, dużo zależało od pecha:

Wjechał we mnie któryś z rowerów i tak wylądowałem na asfalcie. Drużyna zrobiła świetną robotę, żebym mógł wrócić do czołówki, ale już na Cipressie czułem, że nie byłem w najlepszej kondycji. Boli mnie palec, ale chyba wszystko z nim w porządku. Ostatecznie, byłem tam, gdzie miałem się znaleźć, ale nie czułem się dobrze. Powiedziałem nawet przez radio, że nie mogę już trzymać kierownicy – niemniej jednak, wciąż próbowałem. (Pogačar) był dzisiaj niesamowicie mocny. Już na Poggio musiałem jechać swoim tempem, później mogłem tylko odrabiać straty, ale z przodu jechali przecież bardzo szybko. Coż, jestem niezadowolony – po wyścigu takim jak dzisiaj i będąc w takiej pozycji, zawsze liczysz na więcej. Biorąc pod uwagę kraksę i to, jak się potem czułem, to zwyczajnie nie wystarczało

– powiedział Mathieu van der Poel.

Poprzedni artykułLotte Kopecky o triumfie i kraksie w Sanremo Women 2026 [wypowiedź]
Następny artykułMediolan-San Remo 2026: Katarzyna Niewiadoma i Michał Kwiatkowski uniknęli poważniejszych kontuzji
Stanisław Beciński
Pasjonat wszystkiego co amerykańskie, włącznie z kolarstwem. Wielki kibic Alberto Contadora, choć marzeń by powtórzyć sukcesy idola nie udało się zrealizować. Prywatnie student politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Paweł
Paweł

Czy można napisać o MvdP, że to były mistrz świata? Uważam, że nie. On jest mistrzem z roku 2023 i nikt korony mu nie zabierze. Lepiej i uczciwiej niż „były” jest ZAWSZE pisać MŚ AD 2023 (oczywiście myślimy tylko o szosie, bo tytułów w CC ma na pęczki).
PS. Czekamy na bruki!

Paweł
Paweł

4 cm?
Ja myślałem, że oni jeżdżą na kołach 28 cali, ale jeśli przegrał tylko o 4 cm, to strasznie małe te kółka mają, bo na moje oko to wyglądało na wygraną o pół koła 😉

Salazar
Salazar

Gratulacje dla Tadeja, Toma i Wouta.

1) Zasłużone zwycięstwo Tadeja gratulacje… Najwięcej pracował, najbardziej aktywny, najmocniejszy. W końcu sprawiedliwości stało się zadość i Tadej wygrał.
Mądrze wykonał długi sprint, bo w krótkim, dynamicznym teoretycznie mógłby przegrać. Ciągnął stosunkowo długo, Tom jechał długo w cieniu, pod tym względem miał lepiej, ale to nie starczyło, Pewnie właśnie dlatego Tadej tak finiszował (podobnie jak Mads Pedersen ma patent na finisz z MVDP gdzie pakuje od co najmniej 300m na wykończenie).

2) Tom bardzo dobrze wyglądał, zasłużone drugie miejsce Toma. Pamiętam jak w wywiadzie mówił, że myśli o kilku mistrzostwach świata i że jest to realne. Uważałem że mówi trochę na wyrost, ale swoimi wynikami zadziwia i realizuje to co powiedział. Ma kilka mistrzostw świata w różnym „kolarstwie górskim”, teraz coraz lepiej pokazuje się na szosie. Gratulacje, wielki wojownik, obraz którego najbardziej pamiętam z szalonego zjazdu na Tour de France.

3) Wout dziś pokazał klasę i choć lubię Madsa Pedersena, to cieszę się, że nie dogonił Wouta, i to jest dziś dla Wouta prezent za odwagę i śmiałą akcję zakończoną sukcesem.

4) Również gratulacje dla Madsa Pedersena, wygrał sprint z grupy z mocnych zawodników i widać, że po wypadku szybko powraca do swojej formy (miało go nie być na SanRemo). 

Tak trzymać.

Salazar
Salazar

Rzadko zabieram głos, nie lubię się czepiać, ale tu poruszę 3 sprawy:

1) Nie oglądałem wyścigu bezpośrednio i widząc tytuł tego artykułu: (… pechowy Van der Poel) pomyślałem, że pewnie nie wygrał tylko przez jakiś defekt. Ten tytuł niesie zatem pewne zafałszowanie, bo główne fakty mają się „nieco” inaczej: 

  Tadej i Tom urwali i odczepili MVDP na Poggio. 

I to jest najważniejszy fakt o przyczynach zwycięstwa dwójki Uciekinierów, nie jakiś pech.

Piszę o tym zwłaszcza w obliczu wszechobecnego mniemania, że Tadej nigdy na Poggio nie urwie MVDP. 
Nie szukając daleko: dwa artykuły:
  1a) Johan Bruyneel o Mediolan – San Remo: „Pogačar nie będzie w stanie zgubić Van der Poela”, gdzie Johan Bruyneel mówił: „Mam informacje z peletonu, że forma Van der Poela jest teraz „przerażająca”. Jest lepszy niż kiedykolwiek.” 
Można dodać, że jeśli tak, to jaka jest teraz forma Tadeja i Toma?
  1b) Eddy Merckx radzi Tadejowi Pogačarowi: „Nie powinien atakować na Cipressie”;
Wydaje się, że Tadej miał lepszego nosa i właśnie atak na Cipressie wykonał wstępne wyczerpanie MVDP (widać było gołym okiem, że MVDP najgorzej tam wyglądał z tej trójki, choć też jest znanym „udawaczem”). I gdy po raz kolejny Tadej z Tomem skoczyli na Poggio to skumulowane zmęczenie zrobiło swoje. Pewnie gdyby Tadej właśnie nie cisnął na Cipressie, To MVDP przetrzymałby Poggio. A tak plan Tadeja okazał się skuteczny.

2) Czytam tu: „Tom Pidcock przegrał pojedynek (…) raptem o 4 centymetry”.
Na wyraźnych powtórkach z kreski mety widać, tak jak pisze tu Paweł, że wygrał o pół koła. A to nie jest mało: Pół koła kolarze bardzo dobrze czują i Tadej od razu świętował zwycięstwo. Gdyby było 4 cm wszyscy oczekiwali by w niepewności zdjęć z foto finiszu. Taki opis może rodzić odczucie, że Tadej wygrał fartem. Tak nie było: ciągnął bardzo długi finisz, Tom długo jechał w cieniu, i zdecydowanie nie zdołał dogonić Tadeja.

3) Czytam w artykule: O Tomie, który sensacyjnie wywalczył znakomite drugie miejsce (które nawet dla Tadeja do dziś było jedynie marzeniem): 
„czując ogromny niedosyt z powodu tej porażki”
„nawet tak druzgocące porażki”.

Tu chodzi o pewną optykę postrzegania rzeczywistości i ubierania jej w czarne szaty.

Co można powiedzieć o ostatnim wyścigu mistrzostw świata na torze w sprincie w 2025r?:
Wersja 1) Ostatnie miejsce zajął Matthew Richardson, przedostatnie Harrie Lavreysen. 
Wersja 2) Mistrzem świata został: Harrie Lavreysen, Wicemistrzem świata: Matthew Richardson.

Obydwie wersje są zgodne z prawdą. Ale mam wrażenie, że współcześnie bardzo atrakcyjnym i dominującym stylem jest Wersja 1) z akcentem na przegraną. Czy to jest budujące?

Jacek
Jacek

@Paweł
Właśnie miałem to samo (niemal) napisać w kwestii połowy koła, więc nie będę się powtarzał ☺️.