fot. Milano Sanremo

Tadej Pogačar zwycięzcą 117. edycji Mediolan-San Remo. Mistrz świata sięgnął po efektowne zwycięstwo po dwójkowym pojedynku z Tomem Pidcockiem, choć jeszcze u podnóża Cipressy Słoweniec musiał gonić peleton po kraksie. Podium rywalizacji uzupełnił Wout van Aert, a ogromnego pecha mieli dziś polscy kolarze – w bardzo poważnie wyglądającej kraksie ucierpiał Michał Kwiatkowski, zaś ucieczka z Filipem Maciejukiem została dogoniona przez peleton na skutek złego poprowadzenia przez marshalli.

Organizatorzy 117. edycji Mediolan-San Remo przygotowali dla panów długi na aż 298 kilometrów wyścig pomiędzy Pawią a San Remo. W pierwszej części trasy, której sumaryczne przewyższenie wynosiło 2545 metrów, kolarze kierowali się w stronę wybrzeża Morza Liguryjskiego, które osiągano po przekroczeniu Passo del Turchino (2,4 km; 5,2%). Następnie, już za półmetkiem, po kolejnych niemal 100 kilometrach płaskiego dojazdu, na kolarzy czekały słynne wspinaczki – kolejno Capo Mele (1,6 km; 4,8%), Capo Cervo (1,4 km; 2,9%), Capo Berta (1,9 km; 6,2%), niezwykle istotna Cipressa (5,7 km; śr. 4,1%; max. 9%) oraz legendarne Poggio di Sanremo (3,7 km; śr. 3,8%; max. 8%). Ze szczytu ostatniej wspinaczki do mety na Via Roma w San Remo pozostawało zaledwie 5,5 kilometra.

Tuż po godzinie 10 na trasę wyruszyło 175 śmiałków reprezentujących 25 zespołów, w tym 2 Polaków – Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers) i Filip Maciejuk (Movistar Team). Drugi z wymienionych był bardzo aktywny od samego startu i znalazł się w pierwszym odjeździe dnia, który w pewnym momencie liczył sobie nawet kilkunastu kolarzy. Niestety nie było nam dane dowiedzieć się czy grupa ta zostałaby odpuszczona przez peleton, bowiem na jednym z rond zawodnicy zostali źle pokierowani, co zakończyło ich odjazd.

Finalnie na czele znalazła się zupełnie inna, 9-osobowa ucieczka dnia, w skład której weszli Martin Marcellusi i Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber), Lorenzo Milesi i Manlio Moro (Movistar Team), Andrea Peron i David Lozano (Team Novo Nordisk), Dario Igor Belletta i Mirco Maestri (Team Polti VisitMalta) oraz Alexy Faure Prost (Team Picnic PostNL). Do kontroli nad przewagą harcowników w peletonie oddelegowany został Silvan Dillier (Alpecin-Premier Tech), który utrzymywał różnicę na poziomie niespełna 4 minut.

230 kilometrów przed metą w doszło do kraksy, na skutek której z rywalizacji musieli wycofać się Jan Christen (UAE Team Emirates – XRG) oraz Orluis Aular (Movistar Team). Nieobecność tego pierwszego była niemałym ciosem dla Tadeja Pogačara, drugi zaś był wymieniany w kontekście walki o lokatę w czołowej „10” wyścigu.

Przy przejeździe przez Passo del Turchino uciekinierzy mieli już tylko 2,5 minuty przewagi nad peletonem, ale z czasem różnica zaczęła wzrastać. Mocno zmęczony Silvan Dillier nie otrzymał zmiany od innych ekip ani na moment, a to sprawiło, że 9-osobowy odjazd zaczął jechać lepszym rytmem od głównej grupy. Na 85 kilometrów przed metą przewaga harcowników wynosiła już 6,5 minuty i można było się zastanawiać kto i kiedy wspomoże wreszcie w pracy kolarza Alpecin-Premier Tech. Ostatecznie tym, który jako kolejny wyszedł na zmianę, był Domen Novak (UAE Team Emirates – XRG).

Słoweniec mocno podkręcił tempo i różnica zaczęła dość szybko spadać. Dodatkowo ucieczka powoli zaczęła się rozpadać – jako pierwszy odpadł z niej David Lozano, niedługo później jego los podzielił także drugi z zawodników Team Novo Nordisk, czyli Andrea Peron. Atmosfera zaczęła się powoli robić nerwowa, ekipy zaczęły przepychać się na czele peletonu, czego efektem była kolejna kraksa – jeden z zawodników Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team zachwiał się, wpadł w pociąg INEOS Grenadiers, a na asfalcie znalazło się aż 3 kolarzy z brytyjskiej grupy. Niestety najpoważniej w tym zdarzeniu ucierpiał Michał Kwiatkowski, który upadł obijając się o asfalt i krawężnik oraz został uderzony przez jednego z jadących za nim zawodników. Dla Polaka był to koniec wyścigu i pozostaje nam teraz czekać na wyniki prześwietleń, które bez wątpienia czekają zwycięzcę Mediolan-San Remo z 2017 roku.

Na Tre Capi uciekinierzy dotarli z nieco ponad 3-minutową przewagą nad peletonem. Z czasem różnica zaczęła jeszcze dynamiczniej spadać, a po Capo Berta na czele pozostało już tylko 4 kolarzy. W głównej grupie tymczasem trwały intensywne przygotowania do zbliżającej się wielkimi krokami Cipressy (5,7 km; śr. 4,1%; max. 9%).

Niestety także i one stały pod znakiem kraksy – na skutek zderzenia na asfalcie znaleźli się m.in. Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG), Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech), Wout van Aert i Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike), Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe) czy Søren Kragh Andersen (Lidl-Trek). Mistrz świata szybko rzucił się w pogoń, ale ta bez wątpienia sporo go kosztowała.

Tadej Pogačar dołączył do peletonu w trakcie wspinaczki pod Cipressę, ale czekało go jeszcze przejście na czoło tej grupy. Wielką pracę na rzecz klubowego kolegi wykonywał wówczas Brandon McNulty, na czele zaś dość niespodziewanie pracowali zawodnicy Team Jayco AlUla.

4400 metrów przed szczytem Cipressy Tadej Pogačar był już na czele peletonu, którego tempo momentalnie wzrosło. Najpierw pracę kontynuował Brandon McNulty, a następnie zmianę dał Isaac del Toro, który utrzymywał około 40 km/h na podjeździe. To doprowadziło nas do tego, czego spodziewali się wszyscy – 2600 metrów przed szczytem zobaczyliśmy atak Tadeja Pogačara, na kole którego pozostali tylko Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) i Mathieu van der Poel (Alpecin-Premier Tech). Peleton, choć liczny, nie potrafił zorganizować pogoni, w obliczu czego różnica między pierwszą trójką, a kolejnymi zawodnikami, rosła błyskawicznie. Na szczycie wynosiła 35 sekund.

Z czasem z tyłu zawiązała się pogoń, ale różnica cały czas utrzymywała się na poziomie przeszło pół minuty. Z przodu tymczasem cała trójka współpracowała, choć na twarzy Tadeja Pogačara było widać grymas bólu związany z obrażeniami po kraksie, zaś Mathieu van der Poel wydawał się być bardzo zmęczony. Najlepiej w czołówce wydawał się wyglądać Tom Pidcock, aczkolwiek Brytyjczyk korzystając na tym, że to jego rywale są głównymi faworytami, najrzadziej wychodził na zmiany.

U podnóża Poggio di Sanremo (3,7 km; śr. 3,8%; max. 8%) różnica nieco spadła i wynosiła jedynie 17 sekund. Praktycznie u samego progu tej wspinaczki zaatakował Tadej Pogačar i niespodziewanie na przyspieszenie odpowiedział tylko Tom Pidcock, a Mathieu van der Poel momentalnie stracił kontakt z rywalami.

Mistrz świata w pewnym momencie zaczął oczekiwać zmiany, ale Brytyjczyk jechał jak cień za Słoweńcem z UAE Team Emirates-XRG. W walce cały czas pozostawał także i peleton ze sprinterami, który praktycznie dogonił obrońcę tytułu i tracił jedynie około 25 sekund. Dwójka miała świadomość tego, że nie może się czarować, toteż zawodnik Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team na zjeździe podjął współpracę z Tadejem Pogačarem.

Na ostatnie 2 kilometry uciekająca dwójka wpadła z 20-sekundową przewagą nad peletonem, w którym wszystko dawali z siebie m.in. kolarze Lidl-Trek pracujący na rzecz Madsa Pedersena. Mimo wysokiego tempa od grupy odskoczyć zdołał jednak Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), który cały czas marzył o zwycięstwie. Na wjeździe na ostatnią prostą pewnym było jednak, że jest to walka o góra 3. miejsce

Na Via Roma jako pierwszy wjechał Tadej Pogačar. Tom Pidcock wyczekiwał na finisz na kole mistrza świata, ale to Słoweniec przyspieszył jako pierwszy. Brytyjczyk próbował wyjść mu z koła, ale nie zdążył tego dokonać i tym samym kolarz UAE Team Emirates – XRG dopiął swego – Tadej Pogačar ma swój 4. monument w karierze, a do pełni szczęścia brakuje mu już tylko triumfu w Paryż-Roubaix! Tom Pidcock musiał zadowolić się 2. lokatą, a podium uzupełnił Wout van Aert.

Wyniki 117. edycji Mediolan-San Remo:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułMediolan-San Remo 2026: Michał Kwiatkowski poszkodowany w kraksie. Niewiadoma w szpitalu [wideo]
Następny artykułLotte Kopecky o triumfie i kraksie w Sanremo Women 2026 [wypowiedź]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
24 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Mikołaj
Mikołaj

Nie kamieniujcie mnie ale chciałem by Pidcock wygrał. Ale no cóż Pogi zerwał Vana i wygrał monument. Kolejny zresztą i zanosi się że nie ostatni.

Łukasz
Łukasz

Piękny wyścig. Pidcock zdobył mój szacunek. Jeszcze kilkanaście metrów i byłby najlepszy. Wout pokazał serducho. Szacunek jaki okazali sobie po przejechaniu mety Tom i Tadek to aż serducho ścisnęło. Były emocje a Tadek pokazał nie tylko, że jest wyjątkowym zawodnikiem, ale i wojownikiem, który mimo szlifów po raz kolejny wygrywa.

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Nie wypada nie docenić tego co zrobił dzisiaj Pogacar, zwłaszcza po tej kraksie. Należało mu się to dzisiaj. Czuję, że w sprzyjających okolicznościach może wygrać wszystkie 5 monumentów w tym sezonie. Pidcock na podjazdach chyba nawet nie dał się zerwać na pół koła, jeśli utrzyma formę to na Flandrii i LBL może napsuć krwi Słoweńcowi. Tylko przy dzisiejszych kraksach trudno mi jakoś się emocjonować nawet tak ciekawą końcówką.

Alek
Alek

To teraz będzie miesiąc analiz czy wygra roubaix. Eh, dla pasjonata kolarstwa to się zanosi na gorszy czas niż analizy przed mundialem Z udziałem parodystow W team Poland.

Marcraft
Marcraft

Najbardziej fartowne zwycięstwo Pogacara, ale w przyszłości o stylu nikt nie będzie pamiętał.

Ricky
Ricky

Chylę czoła.

Dynda
Dynda

Ojojoj. To naprawde bylo wielkie. Czlowiek sie bardzo mylil. Pogacar i Wout najwieksi zwyciezcy dzis. Nigdy tego nie mowilem, ale Szacunek ogromny za dzis. Magnieficent! Zobaczamy co przyniesie Flandria i PR.

Tomko
Tomko

Marcraft o co Ci chodzi z tym stylem? Pogacar mimo gleby, nadludzkiej pracy na Cipresie wygrał ten wyścig. Wygrał i fartownie i w kapitalnym styli. Kibicuję też Pidcok’owi, ale dziś za dużo wiózł się na kole i spoko, że Tadej wygrał:) Dla mnie podium idealne.

Ricky
Ricky

Ciekawe czy MvdP jakiś po prostu nie najlepszy dzień czy może znak, że warto poważnie pomyśleć o zakończeniu kariery przełajowej i skupić na szosie i tak nie przeforsowywać. Lata niestety lecą… Zobaczymy, co przyniosą kolejne monumenty.

Antek
Antek

@Markraft – najbardziej fartowe? Toż to był fenomenalny popis siły i determinacji.
Szacun dla Pidcoca i van Aearta.

Adam
Adam

@Dynda „Czlowiek sie bardzo mylil.” 

Ale to chyba nie pierwszy raz 🙊.

Grzesiek
Grzesiek

GOAT po prostu GOAT!
Myślałem że VdP blefuje na Cipressie, ale jak sam mówił po upadku i pogoni to nie było to. Cierpial tam bardzo. Tym większy szacun dla UAE jak podgonili po upadku, wciągnęli Pogiego na czoło peletonu i wyprowadzili atak. W chaosie Tadej jest naprawdę dobry.

Maciej
Maciej

Przed wyścigiem obstawiałem, że Van Aert będzie w 10 ale do czołówki nie będzie mógł nawiązać, pomyliłem się. Szacunek Wout, Tom i Tadej. MVDP dzisiaj niestety nie dojechał na wyścig to samo Ganna.

Don
Don

Dopiął swego . To był ostatni występ Pogacara w MSM.

Don
Don

Do Marcraft
A co masz do stylu , to jest taki wyścig . Odjedzie (Pogacar) na pięćdziesiąt do mety – źle , wygra w dwójkowym finiszu też źle ? Z jednej strony Pogacar swoją mocą zabija kolarstwo , a z drugiej kiedy do końca wynik jest niepewny też żle ? Czego wy chcecie ludzie ?

kurowski
kurowski

emocje od upadku Pogacara niebywałe, to co Pogi dziś pokazał WOW dziś zadziwił mnie również Pidcock brawa MVDP wyglądał na bardzo bardzo zmęczonego już myślałem że nawet na cipressie nie odjedzie z Pogim i Pidcockiem SZACUN DLA POGACARA

Pepe
Pepe

Pidcock był dzisiaj niesamowicie mocny. Oczywiście, najmocniejszy był Pogacar. Jednak to Pidcock jechał inteligentnie, po profesorsku i o mały włos nie wygrał. Nie było nudy, były emocje.

Adam
Adam

Nie chcę żeby źle to zabrzmiało, ale jak już Tadej musi i tak wszystko wygrywać, to niech to przynajmniej odbywa się w takim właśnie stylu ;).

reko
reko

wow….za styl i walkę Pogiego, wow…za taktykę UAE bo chyba tylko tak szło to dzisiaj wygrać, czyli zagotować rywali na Cipressie, wow….dla Pidcocka , wow….dla emocji. Teraz chyba Pogi będzie obsesyjnie szukał zwycięstwa w Piekle. Nie zgodzę się, że Mvdp dzisiaj nie dojechał na wyścig. Przegrał z taktyką Pogiego. Gdyby Pogi go tam nie zagotował to na ostatnim podjeździe by go już nie urwał.

piter
piter

Największym zaskoczeniem jest forma Pidcocka. Fajnie że dołączył do Pogiego i MvdP. Szykują się jeszcze ciekawsze kolejne wyścigi!

piter
piter

Pidcock by to wygrał, tylko ze złej strony zabierał się za Pogacara na mecie. Chciał go wziąć od bandy a Pogacar mu tam nie pozwolił. Jak zmienił stronę to już było za póżno

Różowa Landryna
Różowa Landryna

Pogacar pokazał klasę – wygrał w wielkim stylu mimo przeciwności losu. Jest po prostu wielkim kolarzem. Nie kombinował, jak Pidcock. Gdyby wygrał Anglik po tym wszystkim co się stało to by była obraza dla kolarstwa ( jak w ubiegłym roku Alaphilippe). Szkoda Mathieu, ale miał po prostu – niestety słabszy dzień.

Adam
Adam

Różowa Landryna – nie opowiadaj bajek. Pidkok nic nie „kombinował” – dawał na zjeździe tyle zmian, że nikt nie powinien mieć zastrzeżeń. A że nikt normalny nie będzie Tadejowi dawał zmian na podjazdach, to już tyle razy było wałkowane, że szkoda strzępić ryja jeżeli dalej to do kogoś nie dociera…

Bart
Bart

Wszyscy chwalą Pidcocka, że utrzymał się na kole poobijanego i zmęczonego pogonią Pogacara, któremu cały plan się posypał jak domek z kart, a jednak wygrał. Cóż, można jedynie gdybać co by było, gdyby nie kraksa. Tym większy szacunek dla Wouta, który dodatkowo po upadku wymieniał rower – dzień konia to mało powiedziane.