W Magazynie RIDE ukazała się bardzo obszerna rozmowa z Mauro Gianettim – menadżerem UAE Team Emirates – XRG. 61-letni Szwajcar opowiedział w niej o swojej znajomości i współpracy z Tadejem Pogačarem, tj. jej początkach, drodze na szczyt i najbardziej pamiętnych dniach.
Kim jest Tadej Pogačar nie trzeba pisać chyba żadnemu kibicowi kolarstwa. 27-letni Słoweniec ma w swoim dorobku 108 zawodowych zwycięstw, w tym m.in. 4-krotnie triumfował w Tour de France, 2-krotnie zostawał mistrzem świata czy 10-krotnie wygrywał monumenty. Wszystko to osiągał jako kolarz UAE Team Emirates – XRG, którego barw broni od 2019 roku, kiedy to formacja zarządzana przez Mauro Gianettiego okazała się być najskuteczniejszą w walce o podpis na kontrakcie złożony przez triumfatora Tour de l’Avenir 2018.
Nasz Matxin śledził Tadeja od dawna. Po tym, jak w imponującym stylu wygrał Tour de l’Avenir w 2018 roku bez wsparcia zespołu, spotkałem go osobiście po raz pierwszy w Mediolanie. Tam podpisaliśmy z nim pierwszy kontrakt. Od razu zauważyłem charyzmę tego faceta. Był otwarty i niesamowicie chętny do nauki. Miał zaledwie 19 lat, ale dokładnie wiedział, czego chce. W tym roku rozmawialiśmy również z takimi zawodnikami jak Brandon McNulty, Mikkel Bjerg, João Almeida i Marc Hirschi, którzy również urodzili się w 1998 roku. Tadej był o wiele bardziej dojrzały. Znacznie spokojniejszy, nie potrzebował wielu słów. Słuchał uważnie i od razu widział szerszy obraz. Pytał, co musi zrobić, żeby się poprawić, jak powinien podchodzić do różnych spraw. Tak, od razu wiedziałem, że to wyjątkowy facet. Czuło się w nim jakąś energię. Był pewien, że może zostać mistrzem, ale okazywał to bez arogancji
— rozpoczął Mauro Gianetti.
Tadej Pogačar był bardzo obiecującym zawodnikiem, aczkolwiek jako junior czy orlik nie dominował jeszcze tak, jak czyni to w elicie. Słoweniec dopiero rozwijał się by stać się kolarzem, jakiego znamy dzisiaj. Czy stojący na czele UAE Team Emirates – XRG 61-latek spodziewał się, że kariera jego podopiecznego będzie aż tak obfitująca w sukcesy?
Gdy poznaliśmy Tadeja, to był nieco ciężki. Ważył kilka kilogramów więcej niż teraz, ale na długich podjazdach pokonywał najlepszych wspinaczy ze swojego rocznika. Oczywiście mieliśmy wobec niego oczekiwania, ale wtedy nie mogłem sobie wymarzyć, że Tadej rozwinie się w kolarza, którym jest dzisiaj. Nikt się tego nie spodziewał. A jednak byłem już przekonany, że może zajść dalej niż wszyscy inni utalentowani kolarze. Miał w sobie coś wyjątkowego. Jego energia przypomniała mi to moje pierwsze spotkanie z Rogerem Federerem na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney. Oboje byliśmy częścią szwajcarskiej kadry olimpijskiej. Federer miał wtedy 18 lat i zajmował 34. miejsce w rankingu światowym. Kiedy z nim rozmawiałem, czuć było w nim wszystko, co wyjątkowe. Już wtedy byłem przekonany, że może zostać numerem jeden na świecie. To samo czułem w stosunku do Tadeja. Czułem, że on też ma w sobie coś wyjątkowego
— kontynuował Mauro Gianetti.
Niewiele zabrakło, a Tadej Pogačar wygrałby już pierwszy wielki tour, w którym wystartował. Była to Vuelta a España, podczas której Słoweniec przypuścił niemal 40-kilometrowy rajd na 20. etapie, który zakończył się jego zwycięstwem. Nie udało mu się jednak odrobić całych strat do lidera, albowiem mocno gonił go Movistar Team – hiszpańska grupa broniła 2. lokaty Alejandro Valverde oraz 3. pozycji Nairo Quintany. Tej drugiej nie udało się utrzymać, a Słoweniec zmagania zakończył na najniższym stopniu podium.
Movistar w pewnym momencie dał z siebie wszystko, w przeciwnym razie Tadej wygrałby tę Vueltę zamiast Primoža Rogliča. Ale cóż, takie jest kolarstwo. Zresztą w tym pierwszym roku Tadej pojechał z nami na Tour Down Under, który ukończył na 13. miejscu. To jedyny wyścig etapowy w zawodowym kolarstwie, w którym nie znalazł się w pierwszej dziesiątce, a stało się to, ponieważ dyrektor naszego zespołu popełnił błąd taktyczny. Później wygrał Algarve i Kalifornię, ale to właśnie Vuelta była prawdziwym szczytem formy. Miał słaby dzień w tym wyścigu, ale pod koniec było widać, że znów jest w formie. To był dzień, w którym utwierdziłem się w przekonaniu, że Tadej jest naprawdę wyjątkowy
— opowiedział szef UAE Team Emirates – XRG.
O ile w sezonie 2019 zobaczyliśmy próbkę talentu Tadeja Pogačara, o tyle rok później ten był już prawdziwą gwiazdą. Wygrana klasyfikacja generalna Tour de France jeszcze przed 22. urodzinami i inne sukcesy sprawiły, że o Słoweńcu zrobiło się naprawdę głośno i ten jest nieprzerwanie od lat na ustach całego kolarskiego świata, a jego nazwisko regularnie odmienienia się przez wszystkie przypadki. Jak Mauro Gianetti wspomina tamten triumf?
Wygrana na La Planche des Belles Filles… Ten dzień wiele dla niego znaczył. Wierzył, że wygranie tego Touru jest możliwe. Nie było presji, ale widzieliśmy możliwość. Szansa. Tak nadal podchodzimy do każdego wyścigu. Presja przynosi negatywny stres, wiara w możliwości daje pozytywną energię. Tak Tadej podszedł do tamtej czasówki. Było więcej do wygrania niż do stracenia. Tego dnia cały świat zrozumiał, że mamy do czynienia z wyjątkowym kolarzem. Wygrał trzy etapy tego Touru, w niektóre dni sprytnie oszczędzał energię i do końca wierzył w swoje szanse. Ścigał się już z uśmiechem na twarzy i wolnością umysłu. Wygranie Touru w wieku 21 lat nie jest łatwe, kiedy nie jest się Tadejem. Nie zmieniło go to. Nie dlatego, że nagle poczuł się jak król świata. Ani dlatego, że kupił nowe Ferrari. Nie, pierwszą rzeczą, jaka przyszła mu do głowy, było to, że chciał udowodnić w następnym roku, że jest prawowitym zwycięzcą Touru. Że chciał znowu wygrać. Cieszy się ze swoich sukcesów, ale zawsze koncentruje się na kolejnym wyścigu
— mówił dalej Mauro Gianetti.
Tym, co mocno przewijało się w rzeczonym wywiadzie, jest pewna skromność i pokora aktualnego mistrza świata. 61-letni Szwajcar uważa, że to jedna z najważniejszych cech Tadeja Pogačara i coś, co pozwala mu na osiąganie wielkich sukcesów.
Tadej nie czuje się gwiazdą, a przynajmniej nie dąży do bycia nią na siłę. Nie interesuje go popularność. Nie dba o to. Zależy mu na wygrywaniu ważnych wyścigów. Po każdym zwycięstwie mentalnie się resetuje. Po wyścigu nie rozpamiętuje zbytnio zwycięstwa ani porażki, ale skupia się na jutrze, kiedy czeka go nowy start i nowe możliwości. On ma tę energię. Jest tak jak i wspominany Federer liderem. Nie potrzebuje uwagi, wielkich domów, samochodów ani drogich zegarków. Po prostu obaj robią swoje
— kontynuował szef bliskowschodniego zespołu.
Po dwóch zwycięstwach w Tour de France okazało się, że Tadej Pogačar nie jest całkowicie poza zasięgiem reszty świata. Dwukrotnie sposób na niego znajdował Jonas Vingegaard i gdyby nie wypadek z 2024 roku, nie byłoby powiedziane, że role musiały się aż tak obecnie na powrót odwrócić. Jak ta rywalizacja wpłynęła na Słoweńca?
Jestem w 100 procentach pewien, że te porażki wzmocniły Tadeja. Wiecie, drugi Tour de France, który wygrał w 2021 roku, był aż za łatwy. Nie musiał pracować ciężej, poprawiać się. Zwycięstwa Vingegaarda zmusiły go do pójścia o krok dalej. To sprawiło, że podszedł do wszystkiego o wiele poważniej. Teraz zbiera tego owoce. Przegrana czasówka w 2023 roku to był ważny dzień dla wszystkich. Oczywiście, cieszysz się ze zwycięstw, ale często wyciągasz najważniejsze wnioski z porażek. Jonas Vingegaard był tego dnia imponująco silny. A dzień później, na Col de la Loze, z Tadejem zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Nie mogliśmy dokładnie zrozumieć, co się dzieje. Ale to z pewnością również miało wpływ na tę jazdę indywidualną na czas. To było dla nas jak otwarcie oczu. Zrozumieliśmy, że musimy zainwestować więcej w nasz rower do jazdy na czas, ponieważ w tamtym momencie nie był wystarczająco lekki na podjazdy. Poprawiliśmy również pozycję Tadeja. Podobnie jak jego kask, strój… Przyjrzeliśmy się wszystkiemu, żeby zobaczyć, gdzie możemy zyskać kilka sekund i zmniejszyć stratę do Vismy | Lease a Bike. Strata nie tkwiła wyłącznie w tych szczegółach, ale w tym, że Tadej miał kilka trudnych dni. To było rozczarowanie, ale trzeba było o nim zapomnieć
— opowiedział Mauro Gianetti, którego dopytano, czy tamten dzień na Col de la Loze był najgorszym w karierze Tadeja Pogačara.
Szczerze? Dla mnie to był najlepszy dzień w jego karierze. Mistrz taki jak on, kompletnie wyczerpany, dojeżdżający do mety 7 minut za liderem, tracąc wszystko… 90% pozostałych kolarzy zrezygnowałoby tego dnia, wycofało się. On mógł zrezygnować. Mógł się rozpłakać. Mógł pokazać, że już nie da rady, ale to mu nie przyszło do głowy. Szanował Tour, zwycięzcę Vingegaarda, swoich kolegów z drużyny i samego siebie. Już patrzył przed siebie. Poddanie się nie wchodziło w grę. Tego dnia pokazał mi, że jest nie tylko najlepszym kolarzem, ale także wyjątkowym człowiekiem. Zaakceptował swoją porażkę i chciał walczyć o odkupienie w tym Tourze. Miał odwagę, by wytrwać i nie iść na łatwiznę. Trzy dni później wygrał etap w Wogezach i zapewnił sobie 2. miejsce w klasyfikacji generalnej. Czapki z głów!
— przewrotnie powiedział menadżer UAE Team Emirates – XRG.
Tadej Pogačar to nie tylko wybitny specjalista od wielkich tourów, ale i kolarz szalenie uniwersalny. W trzytygodniówkach jego istnym nemesis stał się swojego czasu Jonas Vingegaard, w klasykach zaś takich rywali bywało więcej, choć na takiego największego wyrósł Mathieu van der Poel. Jak udaje się ekipie łączyć obie pasje Słoweńca, tj. tą do walki w etapówkach, z tą, która chyba jest w nim jeszcze silniejsza, czyli do polowania na klasyki?
To zdecydowanie coś wyjątkowego. Tadej jest prawdopodobnie jedynym kolarzem, który radzi sobie ze wszystkimi klasykami. Jeśli chciałby ponownie ścigać się w Giro d’Italia, nie mógłby sobie pozwolić na taki wiosenny sezon klasyków. To sprawia, że trzeba podejmować decyzje. Musimy uważać, żeby miał maksymalnie około 60 dni wyścigowych w roku. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego agresywny styl jazdy, który wymaga ogromnej energii. Jeśli spojrzeć na jego tegoroczną wiosnę, to zanim rozpoczął przygotowania do Touru, miał 14 dni wyścigowych. To było niezwykle dobrze przemyślane. Chcemy programu, w którym będzie mógł się naprawdę skupić na najważniejszych wyścigach. Każdy wyścig, w którym bierze udział lub który opuszcza, jest starannie przemyślany. To też sprawia, że Tadej nadal uwielbia rywalizację. Po pierwsze, dlatego, że ma wielki szacunek dla swoich przeciwników. Mathieu jest jego przyjacielem, ale rywalizują, aby zobaczyć, kto jest najlepszy w swoich klasykach. Szanują się nawzajem. To samo dotyczy Vingegaarda i Rogliča w Tourze. Jest szacunek, ale on też potrzebuje tej walki, aby wydobyć z siebie to, co najlepsze. To sprawia, że kolarstwo jest dla niego bardziej ekscytujące. Chce wygrywać z najlepszymi, a nie dlatego, że nie ma konkurencji. Dlatego właśnie obecnie obserwujemy prawdopodobnie najlepsze kolarstwo w historii
— zakończył Mauro Gianetti.










W 1996 roku Gianetti zasłabł podczas Tour de Romandie i w ciężkim stanie został przewieziony do szpitala. Lekarze wskazywali, że przyczyną tych problemów może być środek PFC (fluorokarbon), który przyswaja 20% więcej tlenu niż naturalna krew[1]. Testy dały wynik negatywny, Gianetti zaprzeczył braniu jakichkolwiek środków, twierdził, że mogły mu one zostać podane nieświadomie.
Wikipedię każdy może zacytować, tym bardziej w rodzimym języku, gdzie brakuje wielu odnośników do źródeł…