Od dłuższego czasu mówiło się o tym, że Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) nie miał łatwej drogi do czwartego zwycięstwa na trasie Tour de France, a teraz Słoweniec postanowił opowiedzieć o trudach tegorocznego wyścigu nieco szerzej. Jak się okazuje, po drodze pojawiło się kilka przeszkód, wliczając w to oczywiście zmęczenie, ale też problemy z kolanem.
Spoglądając na samą klasyfikację generalną trudno doszukiwać się jakichś trudnych momentów w jeździe słoweńskiego kolarza. W końcu Tadej pokonał Jonasa Vingegaarda o ponad 4 minuty, ale jak już wcześniej przyznawał, w ostatnim tygodniu czuł się bardzo zmęczony i wypatrywał zakończenia wyścigu. Teraz Pogačar postanowił opowiedzieć o tym szerzej, przybliżając kibicom to, z czym dokładnie musiał się mierzyć podczas Tour de France 2025. Słoweniec otworzył się przed kibicami w podcaście Tour 202.
Tour de France to naprawdę wyjątkowy i męczący wyścig. Zajmuje dużo czasu i jest niezwykle stresujący. Czasem uważam Tour za zło konieczne [śmiech – przyp. red.]. Każdy dzień był stresujący, a trasa wymagająca. Było dużo pułapek i trudnych podjazdów. Było naprawdę gorączkowo. Na początku szło mi świetnie, ale potem nadszedł ostatni tydzień… Szczerze mówiąc nie wszystko poszło zgodnie z planem. Dzień po etapie z metą na Mont Ventoux miałem problemy z kolanem. Zacząłem nawet wątpić, czy w ogóle dam radę kontynuować wyścig i czy zdołam ukończyć królewski etap [z metą na Col de la Loze – przyp. red.]. Potem był jeszcze odcinek do La Plagne
– opowiadał Tadej Pogačar.
Problemami Słoweńca były nie tylko kłopoty z kolanem i obniżone samopoczucie, ale też zła pogoda oraz bardzo duże zmęczenie, które narastało z każdym kolejnym etapem.
Musieliśmy ukończyć etap do La Plagne przy bardzo złej pogodzie. Było zimno i moje ciało przeszło w tryb przetrwania. Moje ciało było w szoku. Naprawdę miałem wtedy dość i nie czułem się najlepiej. Myślę jednak, że każdy kolarz spotyka się z czymś takim podczas Wielkiego Touru. Trzy tygodnie ścigania, to dużo. Zmęczenie pojawia się już po pierwszym tygodniu, a potem trzeba się ścigać przez kolejne dwa tygodnie
– skomentował Słoweniec.
W tym wszystkim nie zabrakło tego, co najważniejsze, a konkretniej podziękowań dla całego zespołu.
Wiemy, jak ułożyć dobry program. Oczywiście ciągłe ściganie się na najwyższym poziomie jest bardzo męczące, ale znaleźliśmy równowagę. To główny powód, dla którego nie jestem jeszcze zbyt wypalony
– zakończył czterokrotny triumfator Tour de France.










Jeśli Tour de France to dla niego zło konieczne, to naprawdę nie musi się w nim ścigać. Kolarze trenują cały rok do tego wyścigu, a on sobie przyjeżdża od niechcenia (tak, wyolbrzymiam teraz, ale sam mówi, że nie bawi go Tour) i sprawia, że wyglądają jak amatorzy. Niech da się chociaż raz wykazać Almeidzie czy del Toro, a nuż zaskoczą. Po co ma się męczyć, wypalać psychicznie?
Out – ale serio myślisz, że jego właściciele w sukienkach by mu pozwolili odpuścić TdF :)?
Out…. ty już więcej nic nie komentuj
Pod każdym artykułem z Tadejem lub UAE out dostaje jakiś wylewów …
W tej wypowiedzi nie widzę niechęci do TdF jako takiego wyścigu, tylko pod kątem tego co go spotkało w tym roku. Temat rozdmuchany i każdy teraz powtarza, że on jedzie Tour, bo musi
Tom, on juz przed TDF mowil ze utknal z tourem rok w rok. Wiesz ja bedac na jego miejscu tez bym wolal pojechac inne wyscigi, niz co 12 miesiecy to samo.
toronto ale przecież on i tak jeździ inne wyścigi i robi tam praktycznie co chce 😉
@Ricky
Nie dadzą. W tym tkwi problem. Obawiam się, że jeśli będą go zmuszać do pewnych wyścigów, to on naprawdę może się wypalić psychicznie. Podobnie jak każdy inny zawodnik, gdyby był zmuszany do startu w wyścigach, w których nie chce startować. Jasne, nie każdy może sobie wybrać „swoje” wyścigi. Ale lider drużyny zdecydowanie powinien mieć tę możliwość.
@oko
Zabronisz mi? Jestem kibicem kolarstwa, tak jak i Ty, mam pełne prawo komentować artykuły zamieszczane na tej stronie i wyrażać swoje opinie na ich temat, na temat poruszanych w nich kwestii.
@Tom
To nie jest tylko ten artykuł i nie tylko ten wywiad. On nie pierwszy raz mówił, że jest zmęczony Tourem, że niekoniecznie chce tutaj się ścigać (a przynajmniej nie każdego roku). Oglądam wyścigi, słucham wywiadów z zawodnikami, czytam najróżniejsze artykuły na stronach internetowych w różnych językach. Nie piszę niczego, co nie jest zgodne z prawdą.
Jeżeli jakiś zawodnik ma wątpliwości, czy chce jechać w Tourze, to naprawdę raz mógłby spróbować pominąć ten Tour, inaczej zaprogramować swój kalendarz na sezon. W przypadku, gdyby zrobił to Pogacar, widzę dwa plusy.
Po pierwsze, zawodnicy tacy jak Almeida czy del Toro dostaliby szansę na wykazanie się, zobaczyliby czy, a jeśli tak, to ile im jeszcze brakuje do osiągnięcia poziomu, by w tym wyścigu wygrać. A może nie brakowałoby? Może poczynią w sezonie takie postępy, że któryś z nich dałby radę wygrać ten wyścig? Przecież nie da się tego wykluczyć. Dlaczego by nie spróbować? Pogacar nie będzie jeździć wiecznie, a na razie jedyną osobą, która wygrywa wielkie toury dla UAE, jest on. A jeśli im się nie uda, to chociaż prawdopodobna drama o przywództwo w Tourze jest odłożona o co najmniej rok.
Po drugie, Pogacar sam sprawdziłby się w innym kalendarzu i zobaczył, czy takie rozwiązanie bardziej mu odpowiada. Czy kolarstwo bardziej go cieszy, kiedy rywalizuje w innych wyścigach. Może po roku by jednak zatęsknił za tym Tourem? Pewnie sponsorzy nie byliby zadowoleni z takiego rozwiązania, ale przecież to chyba zawodnik – gwiazda drużyny – powinien być zadowolony, żeby dobrze prezentować się w wyścigach?
Z tego samego powodu nie rozumiem tego, że Matxin nie chce, żeby Pogacar startował w Roubaix, kiedy on sam mówi, że San Remo i Roubaix to będą jego główne cele na przyszły sezon. Tak samo nie rozumiem tego, że Visma chyba będzie próbować zniechęcić Jonasa do startu w Giro, którego on by chciał. Dlaczego? Niech jadą tam gdzie chcą.