Wybierając się do Rwandy wiedziałem o tym kraju stosunkowo niewiele – to środkowoafrykańskie państwo znane jest bowiem głównie przez pryzmat niezwykle makabrycznego ludobójstwa sprzed 31 lat, które na zawsze odmieniło oblicze tego kraju. Dziś jest to prężnie rozwijające się miejsce, które mimo różnych wpływów wydaje się tworzyć własną, ciekawą tożsamość.
Historykiem nie jestem, ale na potrzeby moich dzisiejszych przemyśleń wypada w ogromnym skrócie opowiedzieć historię Rwandy. Kraj ten przez setki lat był, podług różnych podań, dość spokojnym miejscem na ziemi opartym o system feudalny. Zmienili to dopiero Niemcy, którzy pod koniec XIX wieku rozpoczęli intensywny drenaż tych ziem, a następnie po I Wojnie Światowej władzę zaczęli tu sprawować Belgowie, którzy jeszcze bardziej doprowadzili do wewnętrznych, często sztucznych podziałów w społeczeństwie. Efektem tego były coraz dziwniejsze wydarzenia, wojny domowe, a kumulacją wszystkiego stało się ludobójstwo z 1994 roku, w wyniku którego w przeciągu 100 dni życie straciło około miliona osób, a na kanwie którego w sąsiednich państwach na skutek migracji i niepokojów zmarło, a właściwie zostało zamordowanych kolejne 6 milionów osób.
Jedno z najuboższych państw świata, na co wpłynął m.in. drenaż kraju przez Europejczyków czy wspomniane konflikty, stanęło następnie przed zadaniem odbudowy. Ta, z perspektywy takiego turysty jak ja, przebiegła i nadal przebiega zaskakująco skutecznie i choć w wielu aspektach widać wpływy z innych stron świata, to jednak Rwanda zdaje się zachowywać własną tożsamość.
Przyjeżdżając obawiałem się nieco tego jak będzie z dogadywaniem się. Oficjalnie w Rwandzie obowiązują bowiem aż 3 języki urzędowe – kinyarwanda, francuski i angielski. Ten pierwszy, lokalny, używany jest przez (chyba) 100% społeczeństwa i to jego słychać na ulicach, w radiu itd. Po angielsku, w mniej lub bardziej podstawowym zakresie, można się tu jednak dogadać z prawie każdym, a nie krążymy wraz z moimi współtowarzyszami wyłącznie głównymi ulicami.
Jedność, duma i tożsamość
Choć na ulicach nie wiszą co kawałek flagi, jak bywa to np. w Turcji, to czuć, że ludzie mają tu wyraźną świadomość narodową. Podczas kilku rozmów z miejscowymi dało się odczuć ogromne zaciekawienie tym jak jako turyści oceniamy ich jako państwo, nie zaś ludzi, miasto Kigali itd. To Rwanda jest tym tematem, który widać, że jednoczy ludzi, z którego zdają się być dumni i który chcą razem budować. Mój współtowarzysz podróży miał nawet okazję udzielić wywiadu, w którym poproszono go m.in. o podzielenie się przemyśleniami właśnie na temat Rwandy, choć przecież widzieliśmy wyłącznie jej stolicę.
Gdzie w tym wszystkim kolarstwo? Otóż widać wyraźnie dumę, że pozwala ono promować to miejsce na Ziemi. Spiker wielokrotnie podkreślał, że to Rwandzie udało się przyciągnąć na start mistrzostw świata przedstawicieli największej liczby różnych reprezentacji w historii czempionatów, rozmawiając w mix-zonie z miejscowym dziennikarzem usłyszałem, że narracja o tworzeniu zjednoczonego, otwartego i dumnego społeczeństwa jest tu promowana przez rząd i media, a kolarstwo ma być tym, co pozwoli dostrzec to całemu światu.
Światowy napór
Będąc niewielkim krajem, sporo mniejszym od np. województwa mazowieckiego, nie sposób wszystkiego tworzyć samemu. W sklepach obok miejscowych napoi stoi bardzo tania Coca-Cola, w hotelu mamy telewizor, sejf czy „bajerancką” toaletę w języku chińskim, który to zresztą widać miejscami także i na ulicach, choć przecież nikt tu nie mówi w tym języku. Jestem ciekaw czy za 10-20 lat Rwanda nadal będzie tak wyjątkowa, piękna i autentyczna, czy też jednak ulegnie wpływom ze świata zatracając swoją kulturę. Już dziś ciężko znaleźć tu lokal z wyłącznie lokalną kuchnią – praktycznie każdy oferuje także dania z różnych zakątków świata, a miejscowe marki mają przed sobą ciężką walkę z tymi zagranicznymi.
Oby Rwanda przetrwała proces przebudowy zachowując swoją odmienność, a kto wie – może za kilka czy kilkanaście lat przy okazji Tour du Rwanda ponownie odwiedzę ten kraj? Ochota jest wielka, a trwające właśnie piękne kolarskie wydarzenie świetnie promuje to państwo. Wszechobecne „Visit Rwanda” to nie tylko slogan – to coś, co wchodzi w głowę i zostaje w niej.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Kigali 2025:
- Pozostałe artykuły z cyklu „Misja Kigali”
- Ogólna zapowiedź zawodów
- Skład reprezentacji Polski
- Wszystkie artykuły
Podczas tych Mistrzostw Świata przygotuję dla Państwa, czytelników Naszosie.pl, materiały prosto z serca wydarzeń, czyli rwandyjskiego Kigali. W związku z tym serdecznie zapraszam, wręcz zachęcam do śledzenia naszego portalu podczas całego tegorocznego czempionatu!








