Międzynarodowa Unia Kolarska w trakcie sezonu 2024 ogłosiła potencjalnie rewolucyjną zmianę – do systemu kar wprowadzone zostały tzw. żółte kartki, za których otrzymywanie kolarze oraz inne osoby związane z wyścigami mogą być z nich wykluczane, a w dalszej perspektywie zawieszane. Czas pokazuje jednak, że hucznie wprowadzany system nie zmienił praktycznie nic.
Za nami 8 miesięcy od zakończenia fazy testów i pełnowymiarowego wprowadzenia systemu żółtych kartek do kolarstwa. Ten miał służyć podniesieniu poziomu bezpieczeństwa w zawodowym peletonie, ale czas pokazuje, że nie zmieniło się praktycznie nic. O ile bowiem zdarza się, że ktoś faktycznie otrzyma od komisji sędziowskiej żółty kartonik, o tyle już jakiekolwiek sankcje z tym związane zdarzają się niezwykle rzadko. Pierwsze wykluczenie z wyścigu miało miejsce dopiero w maju, kiedy to Joseba Etxaburu Gandiaga – motocyklista wożący fotoreporterów pracujący podczas La Vuelta Femenina, musiał opuścić kolumnę wyścigu, jeśli chodzi zaś o kolarzy to na ten moment jedynym ukaranym w historii pozostaje Oscar Riesebeek (Alpecin-Deceuninck), którego wyrzucono z ostatniego etapu Baloise Belgium Tour.
Nim jednak pochylę się nad tym co nie wyszło, warto przypomnieć sobie jak dokładniej, w założeniach, ma działać system żółtych kartek:
- 2 żółte kartki w jednym wyścigu jednodniowym lub w wyścigu etapowym: dyskwalifikacja + 7 dni zawieszenia (które rozpoczyna się dzień po ostatniej żółtej kartce);
- 3 żółte kartki w ciągu 30 dni: 14 dni zawieszenia (rozpoczyna się dzień po otrzymaniu ostatniej żółtej kartki);
- 6 żółtych kartek w okresie 1 roku: 30 dni zawieszenia (począwszy od jednego dnia po ostatniej żółtej kartce).
Czas pokazał jednak, że sędziowie nie są na tyle skorzy do korzystania z tej sankcji, by faktycznie kogokolwiek wykluczać. O ile jeszcze 2 żółte kartki podczas jednego wyścigu przytrafiły się wspomnianemu motocykliście czy holenderskiemu kolarzowi, o tyle pozostałe 2 sankcje na ten moment pozostają martwym przepisem i nie widać perspektyw by miało się to zmienić.
Komisje sędziowskie na przestrzeni całego sezonu 2025 wręczyły dotychczas 219 żółtych kartek, które trafiły do niemal 200 różnych osób – kolarzy, kolarek, członków sztabów oraz osób pracujących przy wyścigach. Więcej niż 2 kartoniki podczas tych 8 miesięcy otrzymały zaledwie dwie z nich – 3 na swoim koncie ma opisany jako Media/TV Patrick Boesman, 4 zaś zarobił Danny van Poppel (Red Bull – BORA – hansgrohe). Wygląda zatem na to, że otrzymanie aż 3 żółtych kartek w ciągu 30 dni bądź 6 w okresie roku jest praktycznie niemożliwe przy częstotliwości, z jaką te są wręczane.
Z jednej strony można się cieszyć – w końcu oznacza to, że kolarze i pozostałe osoby związane z wyścigami nie popełniają aż tylu poważnych przewinień, by komisje sędziowskie miały powody do ich sankcjonowania. Z drugiej jednak po co przepisy, które wydają się być z perspektywy czasu martwe? A może po prostu ten system zadziałał z dnia na dzień i każdy, kto otrzymał żółty kartonik, zaczął nagle jeździć dużo ostrożniej? Zapraszam do sekcji komentarzy i wymieniania się opiniami.






![Jordi Meeus ukarany za spowodowanie kraksy podczas Gandawa-Wevelgem 2025 [wideo]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2025/03/Jordi-Meeus-218x150.jpeg)



Prawdopodobnie cel właśnie został osiągnięty – stworzono skomplikowany system, w oparciu o wielu doradców, skonsultowany z zawodnikami, który… nikomu nie robi krzywdy. Wilk syty i owca cała.
Pomysł jest ogólnie niezły, ale nikt nie zwrócił uwagi na to, że kraksy rzadko są powodowane przez jednego i tego samego kolarza… Więc finalnie nie zmienił nic.
Chociaż niektórzy sprinterzy częściej mogliby otrzymywać kartki za swoje zachowanie…
…. no i zamyka gębę tym co to mówią, że UCI nic nie robi w kwestii bezpieczeństwa.
Czyli skuteczność zbliżona do kontroli antydopingowych, które wyłapują tylko jakieś płotki…
A może po prostu kolarze „nie chuliganią” aż tak, by było potrzebnych więcej zawieszeń?