fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

„Jak Ty to robisz?” odmieniane w różnej formie było jednym z pytań, które podczas oraz po zakończeniu Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 otrzymywałem najczęściej. Z tej okazji postanowiłem w dość luźnej formie podsumować nasz krajowy czempionat – podzielić się swoimi opiniami na temat różnych jego aspektów, a także uchylić nieco kulisów swojej pracy podczas tych zawodów.

Jest taki tydzień w roku, którego od kilku lat nie mogę porównać do żadnego innego. Od paru lat Mistrzostwa Polski to czas, kiedy to rzucam w swoim życiu wszystko i wyjeżdżam tam, gdzie bije danego roku serce naszego krajowego kolarstwa. W poprzednich latach czyniłem to w duecie z Kacprem Krawczykiem, tym razem zdarzyło się, że przez pierwsze 2 dni byłem w swojej pracy sam, później zaś wspierał mnie Bartek Kozyra – serdeczne dzięki, bo bez Ciebie byłoby dużo ciężej! Teraz, gdy kurz po pięknych bataliach o medale i biało-czerwone koszulki już opadł, pora na „drobne” podsumowanie tego co za nami – oceny, przemyślenia oraz zdradzenie kulisów pracy podczas takich zawodów.

Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 w liczbach:
  • 5 dni ścigania
  • 7 dni poza domem, niemal 2 tysiące kilometrów spędzonych za kierownicą
  • ~3,5 godziny snu dziennie w tym okresie
  • 34 godziny transmisji tekstowych na żywo zawierające 860 komunikatów
  • 40 wywiadów (w tym 32 mojego autorstwa)
  • niepoliczalna liczba uśmiechów wynagradzających ciężką pracę 😉
Czy było za ciężko?

Chyba najczęściej poruszanym tematem przed rozpoczęciem Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 były tegoroczne trasy krajowego czempionatu. O ile do czasówek ciężko się było przyczepić – może poza tym, że start i meta w Szczyrzycu (tak, nauczyłem się wreszcie to odmieniać!) były na tyle oddalone od większych aglomeracji, że kibiców, szczególnie w środę, można było policzyć na palcach jednej ręki. Niektórzy zawodnicy narzekali też na dość częste agrafki, ale finalnie trasa chyba się sprawdziła – przez 2 dni byliśmy świadkami zaledwie 1 kraksy, a to wydaje się być dobry bilans.

Kontrowersje budziły jednak nie czasówki, a trasy wyścigów ze startu wspólnego i tu przed Mistrzostwami Polski mocno broniłem organizatorów uważając, że raz na kilka lat także i trudniejszy krajowy czempionat należy się zawodnikom preferującym walkę na podjazdach jak psu buda – po zakończeniu zawodów zdania nie zmieniam, choć niestety jest kilka „ale”.

Trudne trasy raz na kilka lat? Jak najbardziej na plus – część z moich rozmówców marzyła wręcz by takie pojawiały się naprzemiennie z tymi płaskimi. Problemem dobczyckiego czempionatu była jednak długość rundy, albowiem na 67 kilometrach ciężko było zgromadzić tłumy kibiców, a zamiast tego oglądaliśmy jedynie niewielkie, rozproszone grupki. Ulokowanie mety poza rundą też bez wątpienia nie sprzyjało zbieraniu się widzów i tak naprawdę dopiero na wyścigach elity finisz wyglądał jakkolwiek przystająco do rangi zawodów. To z pewnością temat do przemyślenia dla organizatorów kolejnych Mistrzostw Polski – kolarki i kolarze ścigają się przecież nie tylko dla medali, ale i dla widzów, bez których żaden sport nie ma długofalowo racji bytu.

Za długo

Pochwaliłem trasy za ich malowniczość, dobre przygotowanie (kraks było naprawdę niewiele!) czy trudność, ale na osobny akapit zasługują dystanse, które niestety nie zostały dostosowane do tego jak wygląda obecnie polski peleton. W niejednym wyścigu już na półmetku oglądaliśmy samotnie jadących zawodników i zawodniczki, różnice były gigantyczne, a to pokazało, że spokojnie można było skrócić te wyścigi – zwycięzcy czy medaliści prawdopodobnie nadal byliby ci sami, a bardziej dynamiczną rywalizację śledziłoby się po prostu przyjemniej.

„Szkoda, że Państwo tego nie widzą”

Po zawirowaniach w Polskim Związku Kolarskim gospodarz tegorocznych Mistrzostw Polski został ogłoszony dość późno – dopiero pod koniec stycznia. W obliczu tego budżety wielu instytucji na 2025 rok były już zamknięte, a to bez wątpienia wpłynęło na to, że ostatecznie nie zdecydowano się na wynajęcie firmy, która zrelacjonowałaby nasz krajowy czempionat w formie wideo. Nawet jednak jeśli takowa by się znalazła to ogromnym problemem i tak byłby zasięg internetu, którego na trasie przez długie fragmenty brakowało. Mógłbym tak wyliczać jeszcze długo próbując zrozumieć organizatorów, ale koniec końców efekt jest jeden – po prostu wyścigi pozostały przeprowadzone w tajemnicy przed światem, bez wizji, a jedynie z relacjami tekstowymi mojego autorstwa, które są zaledwie namiastką pełnego przekazu.

Genialne wyścigi, malownicze trasy, masa emocji i zwrotów akcji – wszystko to przepadło, albowiem czy to kibice w Polsce, czy też jeśli takowi istnieli to także poza granicami naszego kraju, po prostu nie zobaczyli tych zmagań. Wiem, że ostatnimi czasy w naszym kraju zamiast walki o organizację Mistrzostw Polski mieliśmy bardziej poszukiwania choć jednego podmiotu, który zdecyduje się zorganizować te zawody, ale przyszłościowo przeprowadzenie relacji wideo powinno być jednym z kluczowych kryteriów przy wyborze gospodarza.

Jest nadzieja

Komentarze w sieci maja to do siebie, że pisać lubią je głównie ci, którzy mają ochotę na coś ponarzekać. Niestety buduje to potem dla postronnych osób, które w nie zajrzą, obraz tego, że w polskim kolarstwie dzieje się bardzo źle i lepiej już nigdy nie będzie. To tymczasem bardzo mylne wrażenie, albowiem tegoroczne Mistrzostwa Polski pokazały, że choć nie jest idealnie to nadal mamy w kraju wiele talentów do oszlifowania. Juniorska rywalizacja, zgodnie z przewidywaniami, stała na najwyższym poziomie, a o wielu z tych zawodników i zawodniczek zapewne usłyszymy już niedługo, ale i orlicy i orliczki pokazali, że nie boją się ścigania, a do naszych worldtourowców nie trasą wcale aż tak wiele jak niektórzy sądzą.

Mateusz Gajdulewicz na przestrzeni całych mistrzostw pokazał wielką moc, choć nie zawsze dopisywało mu szczęście, Malwina Mul zajęła 4. miejsce w elicie kolejny raz pokazując, że zasługuje na szansę na zachodzie, Filip Gruszczyński, Franciszek Matuszewski, Ksawier Garnek czy Konrad Waliniak naprawdę mi zaimponowali, choć chyba tę listę powinienem był zacząć od Dawida Lewandowskiego i Michała Pomorskiego – chapeu bas za piątkowy wyścig orlików! Była też Martyna Szczęsna, która czasówkę skończyła tuż za dziewczynami z zachodu – choć wiem, że narzekanie jest polską cechą narodową to mimo wszystko osobiście widzę jasno świecące światełko w tunelu, zwłaszcza, gdybym do powyższej listy dopisał naszych najlepszych juniorów i juniorki, których jazda to obecnie poziom ścisłej światowej czołówki!

W tym miejscu należą się też ogromne gratulacje dla ekip, które najskuteczniej zdobywały medale bazując głównie na kategoriach młodzieżowych – aż 8 krążków trafiło do kolarek MAT Atom Deweloper Wrocław, a po 5 zdobywały UKS Copernicus CCC Toruń (4 złote!) i Mazowsze Serce Polski. Warto też wspomnieć o złocie Voster ATS Team, 2 krążkach Klubu Kolarskiego Ziemia Darłowska czy zdobyczach UKKS Imielin Team, TC Chrobry Scott Głogów, UKS Koźminianki Koźminek czy UKS Avatar Silesia Team. Brawo Wy!

„Jak oni to robią?”

Powyższe pytanie pozwoliłem sobie skopiować z mojej prywatnej korespondencji, choć tak naprawdę w różnych formach słyszałem i czytałem je przez te Mistrzostwa Polski wiele razy. Oto zatem kulisy tego jak powstaje relacja tekstowa z wyścigu kolarskiego.

Punkt 1. – zrobić na sucho tyle, ile tylko się uda

Przyjmijmy, że 1. wyścig dnia rozpoczyna się o 10:00, ostatni zaś kończy około 18:30. Czy to oznacza, że relacja tekstowa trwa 8,5 godziny? Otóż nie! Praca nad nią zaczyna się dużo wcześniej i obejmuje zrobienie wszystkiego tego, czego nie trzeba robić na żywo. Publikacja i opis trasy, listy startowej, zaplanowanie ciekawostek o odwiedzanych miejscach, podlinkowanie zapowiedzi czy wywiadów – to wszystko można wygodnie zrobić jeszcze zanim ruszy się na trasę.

Punkt 2. – pozyskać miejsce do pracy

Jeśli czeka nas czasówka to przygotowania do niej obejmują zazwyczaj zdobycie jakiegoś stołu, krzesła i prądu oraz podglądu do live timingu, aczkolwiek kluczowe jest tu by być możliwie blisko mety czy nawrotów – tak, aby opisywać coś więcej niż tylko suche czasy. W przypadku Mistrzostw Polski nie mieliśmy pomiaru na agrafkach, toteż dochodził do tego jeszcze element chodzenia ze stoperem na takowe by dostarczać Państwu możliwie najwięcej informacji, choć co oczywiste obarczonych wówczas pewnym błędem pomiarowym. Czasówki to jednak zdecydowanie łatwiejsza sprawa, a zabawa zaczyna się gdy czekają nas wyścigi ze startu wspólnego…

W tym drugim i zarazem częstszym scenariuszu kluczem do napisania dobrej relacji tekstowej jest dostęp do radia wyścigu – to na nim podawane są, a przynajmniej powinny być, różnice między grupami, ich skład i inne wydarzenia z trasy. Opcji jest zatem kilka – zacznijmy od ruszenia na trasę własnym samochodem, tak jak robimy to podczas Tour de Pologne czy jak sam spróbowałem w ramach zeszłorocznych Mistrzostw Polski podczas wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn. Opcja ta jest jednak obarczona pewnymi problemami – auto medialne jedzie przed całą stawką, a zatem nie widzimy wyścigu, czyli zostaje opisywanie go na sucho. Dodatkowo potrzeba kierowcy, a zatem ta możliwość jest wykorzystywana, przynajmniej przeze mnie, bardzo niechętnie.

Opcja najpopularniejsza to złapanie wolnego fotela w jednym z aut technicznych wspierających kolarzy bądź kolarki na trasie. Wiadomo – w niektórych wozach jedzie dyrektor sportowy, mechanik, często w przypadku Mistrzostw Polski auta są „łączone” przez kilka drużyn i wówczas o wolne miejsca trudno, ale zwykle poszukiwania kończą się sukcesem. Wiadomo – polujemy na samochód jadący możliwie wysoko w kolumnie tak, by widzieć wyścig – oglądanie zderzaków 20 pojazdów przed nami nie daje bowiem nic, ale już z T1 wyścig śledzi się naprawdę przyjemnie. Zawsze też celuje się w auta faworytów – szczególnie w trudnym terenie, bo to daje szansę na to, że pojedzie się za odjazd, nie zaś pozostanie za jedną z dalszych grup. Wówczas wiedzę wynikającą z komunikatów radiowych można poszerzyć też o własne obserwacje, a i trenerzy często zdobywają wiadomości od np. osób znajdujących się przy trasie, którymi potem można się z Państwem podzielić.

Są jeszcze pozostałe samochody – o ile mi osobiście na Mistrzostwach Polski się to jeszcze nie zdarzyło, o tyle wiem, że niejedna relacja tekstowa na Naszosie została napisana z auta dyrektora wyścigu. Osobiście pisałem za to takowe z wozów neutralnych czy jadąc z lekarzem wyścigu – z perspektywy tego ostatniego opisywana była relacja z elity mężczyzn. Wówczas pomocni bywają i kibice, albowiem niejeden raz zdarzyło mi się wychylić przez okno i zadać pytania pokroju „Czy Rafał jest mocno poszlifowany?” albo „Jak wygląda współpraca?”.

Punkt 3. – informować, informować i jeszcze raz informować!

Tu pojawia się najważniejszy aspekt takiej transmisji – próba przekazania tego wszystkiego, co widzę i słyszę w formie pisemnej. Bazą jest aplikacja na telefon, choć do pisania dłuższych komunikatów zdarza mi się też wyciągać laptopa. Wiadomości przez to muszą być zwięzłe, a do ich wysyłania niezbędny jest zasięg internetu, którego niestety miejscami brakuje.

Bardzo pomocna bywa tu sekcja komentarzy – gdy w radiu wyścigu ani razu nie pada ile mamy kilometrów do mety łatwo zapomnieć w ferworze pracy o tym, że to przecież kluczowa informacja. Wówczas metody na obejście tego są dwie – albo korzystamy z licznika w aucie i liczy się na jego podstawie ile mniej więcej powinno pozostać do końca, albo patrzy się przez okno na to w jakiej miejscowości jesteśmy, co w połączeniu z książką wyścigu często pozwala na ustalenie tej odległości.

Punkt 4. – podziękować i ruszyć w poszukiwaniu wyników

Mam nadzieję, że każdorazowo pamiętałem by podziękować osobom, które przewiozły mnie na trasach Mistrzostw Polski, ale i tak napiszę to jeszcze raz – dzięki za pomoc! Praca jednak nie kończy się wraz z końcem wyścigu, bowiem ważne jest jeszcze by ustalić wyniki rywalizacji – jeśli te padną przez radio to jest pół biedy, gorzej jednak gdy tak się nie stanie. W przypadku elity kobiet jechałem w stawce na tyle wysoko, że mogłem sobie stanąć po prostu na kresce i jedna po drugiej odliczać kolejne kolarki, ale już np. w elicie mężczyzn zostało mi znaleźć odpowiedzialnego za wyniki sędziego i „podkraść” mu z jego notatek nieoficjalną kolejność. Dopiero wówczas kończy się jeden wysiłek, a zaczyna kolejny – czy to związany z dostaniem się na start kolejnego wyścigu i powtórzeniem całego cyklu, czy też złapaniem rozmówców tak, aby mogli Państwo przeczytać później wypowiedzi medalistów, a czasem nawet także i innych zawodników z czołówki bądź np. ich trenerów.

Sekcja komentarzy jest Wasza!

Wydaje mi się, że opowiedziałem możliwie wiele, ale często tak bywa, że rzeczy, które dla mnie są pomijalne z racji na to, że uważam je za oczywiste, mogą być dla kogoś innego bardzo ciekawe. Zapraszam zatem do zadawania pytań, a także dzielenia się swoimi opiniami na temat Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025.


Redakcja Naszosie.pl relacjonowała dla Państwa wszystkie wydarzenia z Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 prosto z serca wydarzeń. Przygotowaliśmy relacje tekstowe z każdego dnia rywalizacji, a także obszerne zapowiedzi, podsumowania zmagań każdej kategorii oraz liczne wywiady. Dziękuję, że śledziliście nasz portal podczas tego wyjątkowego wydarzenia!

Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:

Poprzedni artykułTour de France 2025: Groupama-FDJ i Israel-Premier Tech również zmieniają stroje
Następny artykułWyścig Solidarności i Olimpijczyków 2025: 2. Marceli Bogusławski został nowym liderem
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Wielkie dzięki za relacje i kawał dobrej roboty, bo bez Was to już w ogóle zostało by nam przeglądanie listy wyników!
Co do zasięgu, polecam zainteresować się tematem krotkofalowkarstwa (pmr), fajna społeczność, można dodać do tego CB radia. Nie wyeliminuje to problemów zasięgu, ale może coś pomóc, a jeszcze 2 razy w miesiącu można się pobawić na testach łączności awaryjnej 🙂

Co do tras – Fakt, chyba za długa pętla i dojazd do mety utrudniał kibicowania, do przemyślenia na pewno. Ale takie trudne trasy też powinny występować, najlepiej na przemian – płasko jak na Mazowszu, pagórki jak Sobótka czy Kartuzy i konkretne góry, tylko czy znajdą się organizatorzy? To powinno być 100% święto kolarskiej społeczności w Polsce.

Co do tv – no cóż, tu musi być może jakiś wymóg relacji? Coś w stylu wena sport jak na niektórych wyścigach, bez tego lepszego kolarstwa w Polsce nie będzie. Chociaż pamiętam też relacje niby na tvp sport w 2015 jak na ostatnim kółko przez pół godziny pokazywali prostą start meta i dopiero sam finisz 😀 mimo że na wcześniejszych rundach była relacja.
Ale tu jednak można było i teraz zrobić więcej – sami wspominaliście że sociale organizatorów milczały, niektórych rzeczy można było się dowiedzieć z relacji zespołów np att czy przede wszystkim Mazowsza i power of science, i trochę att I voster (akurst te obserwuję). W Świdnicy pamiętam też tak było, że coś tam postowali, chociaż przejazd co okrążenie na mecie czy z jakiejś premii górskiej (co jednak przy tak długiej pętli znowu byloby trudne)

Reasumując, można lepiej, dobrze że byliście i fajnie ze koszulki wracają do world Tour 🙂
No i jeszcze lepiej że tdp się w końcu nie pokrywa z vuelta i może będzie i Rafał i Michał na starcie tu i tu, może Kwiato szybciej powalczy o hat trick wygranych etapowych? A w jego przypadku miałby szanse na pamiątkowa różową koszulkę obok tej czerwonej i białej, no ale to już inna tematyka niż mp.
Liczę że zespoły zrobią naszym mistrzom godne koszulki, wzór Tima Welensa daje na to nadzieję.
Pozdrawiam serdecznie i dzięki jeszcze raz za kawał dobrej roboty.

Jano
Jano

Brawo Redaktor Jarosz! Uratowałeś honor dziennikarstwa sportowego w Polsce. Brak relacji w TV to łajdactwo i całkowite upokorzenie kolarstwa w Polsce. Ważniejsza jest relacja TV z MP niż z kiczowatego TdP

Salazar
Salazar

Brawo Redakcja wykonaliście kawał bardzo dobrej roboty.

Wielu nauczycieli to powtarza, że czytanie książek jest koniec końców i przyjemniejsze i bardziej rozwijające ludzkie zmysły. Ludzie, którzy oglądają tylko filmy stają się powierzchowni i płytcy.
Doświadczyłem tego na własnej skórze czytając Wasze tekstowe relacje z MP2025 Dobczyce.

Będąc w pracy miałem zwykle otwartą relację tekstową, śledziłem komunikaty i okazało się, że nawet relacja z wyścigu juniorów bardziej wciągała niż leniwe oglądanie TV z TdF. Próbowałem sobie wyobrazić jak wygląda sytuacja na trasie i to była bardzo pozytywna aktywność. Przy czym ci juniorzy nawet, jawili się niczym Hinault czy Induran. Niech się schowa World Tour….
A już wyścigi o mistrzostwa elity (pań i panów) będę długo pamiętał. Miałem otwartych kilka przeglądarek, z relacją, z Google Maps, w Paint powklejane zoomowane mapki i tak sobie śledziłem gdzie są zawodnicy, jak wygląda sytuacja na trasie…

Powyścigowe wywiady to kolejny, mocny temat. Niejeden gwiazdor WorldTour-u może sobie tylko pomarzyć o takich ciekawych wywiadach. Jak czytam na super komercyjnych portalach kolarskich, to takie wywiady są szablonowe i mdłe, zawodnicy mówią, że dali z siebie wszystko, a sukces to zasługa całej drużyny. Trzeba czuć blues-a, aby sprowokować zawodnika do głębszych zwierzeń i Wy redaktorzy to macie, potraficie uchwycić ciekawe okoliczności, przeżycia, nastrój zawodników, dzięki czemu wywiady są bardzo wciągające a i po nich lepiej się kojarzy później człowieka.

Zatem były to niezapomniane Mistrzostwa, dzięki redaktorzy, że mogliśmy z Wami, 'online’ je przeżywać.

Miktomas
Miktomas

Relacje śledziłem tylko z elity wyścig ciekawy wybór trasy bardzo słuszny dobra robota pozostaje podziękować

Salazar
Salazar

Możliwość ciekawych relacji bez udziału TV

Tak sobie czytam o Waszych Panowie redaktorzy sprytnych sposobach jechania blisko ucieczki, blisko ciekawych wydarzeń, aby relacjonować co się dzieje na trasie i od dawna miałem ideę takiego pomysłu: jak to by można zrobić małym nakładem środków i bardzo dokładnie.

Otóż na World Tour-owych wyścigach od czasu do czasu pokazywana jest: generowana moc zawodników, kadencja na korbach, tętno, prędkość itp. Z tego wynika, że wielu zawodników ma ze sobą łączność GSM i mogą online transmitować wiele danych o sobie, w tym zapewne geolokalizację: (x:latitude, z:longitude, y:altitude).

Idea pomysłu „BikeRadar24”:

✅ A1) 🛰️ Każdy zawodnik ma łączność GSM z geolokalizacją;
✅ A2) 📡 Wysyła te dane periodycznie lub na żądanie serwera BikeRadar24;
✅ A3) 📱 Serwer BikeRadar24 zbiera te dane, opatruje je dokładnym stemplem czasowym (timestamp do 0,01 sekundy) i identyfikacją zawodnika;
✅ A4) Dalej oprogramowanie z tych danych tworzy wirtualną mapę i nanosi na niej położenie każdego zawodnika;
✅ A5) Dalej analiza w oprogramowaniu może: 
 📌 grupować zawodników obok siebie np.: grupa ucieczkowa, peleton (np. jego długość) grupa2, grupa3, sprinterzy (gregario 😃) itp.;
 📌 pokazywać prędkości, interpolowane odstępy czasowe między grupami itd.
 📌 kto się zatrzymał, kto (nie daj Boże) wjechał do lasu itp.
✅ A6) Klienci odpalają stronę www, którą generuje serwer BikeRadar24 bliźniaczą do serwera FlightRadar24; Każdy może oddzielnie zoom-ować swój widok, czytać zawodników w grupach, międzyczasy, odległości itp.

Obecnie namiastkę tego mają duże wyścigi (np. TdF), które na swoich stronach jakoś tam pokazują grupy ucieczkowe, peleton i zwykle nic więcej. Te dane też wydają się niedokładne, bo gdy porównuję je z przekazem telewizyjnym, to nie zawsze się zgadzają.
Na tegorocznym Giro wszyscy zastanawiali się: czy jest Vout van Aert przed Simonem Yates-em, czy go nie ma. Nikt tego nie wiedział.

Nie wiem dlaczego nikt nie zrealizował jeszcze do końca pomysłu „BikeRadar24”. Od strony programistycznej nie byłoby to takie trudne do wykonania.

Nie wiem aktualnie na jakiej zasadzie zbierane są dane od zawodników, być może większość kręciłaby nosem, być może są inne względy.

Niemniej jednak sama idea wydaje się bardzo dobra dla kibica i mogłaby być, na przykład u nas w Polsce: innowacją, której zazdrościłyby nam wielkie wyścigi świata.

Eddie X
Eddie X

no tego video np na youtube to brakowało bo kompletnie mi umknęły te wyścigi