Drugi tydzień 108. edycji Giro d’Italia był na swój sposób przepiękny – praktycznie każde zwycięstwo etapowe było bowiem nietuzinkową i wspaniałą historią, która pisała się na naszych oczach. Niestety te pozytywne chwile były przeplatane także mniej szczęśliwymi, a jednym z dramatów było wycofanie się z wyścigu na skutek kraksy przez Giulio Ciccone. Oto skrót najważniejszych wydarzeń 2. tygodnia włoskiej trzytygodniówki.
Wielkie toury zwyczajowo dzieli się na 3 tygodnie, a zatem za nami drugi z nich. Kolarze przejechali już 15 z 21 etapów, a w ostatnich dniach działo się sporo, o czym za moment zostanie dokładniej napisane. Na początek jednak, słowem wstępu, pozwolę sobie tylko wymienić liderów poszczególnych klasyfikacji podczas ostatniego dnia przerwy:
- klasyfikacja generalna: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
- kl. punktowa: Mads Pedersen (Lidl-Trek)
- kl. górska: Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team)
- kl. młodzieżowa: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
- kl. drużynowa: UAE Team Emirates – XRG
- Red Bull: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
- kl. lotnych premii: Alessandro Tonelli (Team Polti VisitMalta)
- Fuga: Manuele Tarozzi (VF Group – Bardiani CSF – Faizanè)
Co zatem warto zapamiętać z 2. tygodnia zmagań? Podzieliłem to na 6, a licząc z drobną predykcją na 2. część rywalizacji 7 części. Miłej lektury!
6 pięknych zwycięstw
2. tydzień 108. edycji Giro d’Italia przyniósł nam 6 pięknych pojedynków o wygrane etapowe, spośród których za praktycznie każdą niosła się jakaś wyjątkowa historia. Wszystko we wtorek otworzył Daan Hoole – 26-letni Holender, którego jedyną zawodową wygraną były dotychczas mistrzostwa krajowe w jeździe indywidualnej na czas. Jakby tego było mało kolarz Lidl-Trek podczas Giro d’Italia nie miał szans na spokojną jazdę i oszczędzanie nóg pod kątem wtorkowej czasówki, bowiem praktycznie każdego dnia był mocno zaangażowany w pracę na czele peletonu wspierając czy to Madsa Pedersena, czy też Giulio Ciccone. Jakby tego było mało to wyższość Daana Hoole’a uznać musiał m.in. Joshua Tarling, a to było naprawdę niemałą niespodzianką i dniem chwały dla Holendra.
Środa to pierwsza od niemal roku wygrana Richarda Carapaza. Ekwadorczyk wykorzystał chwilę i w pięknym stylu na solo przeciął linię mety w Castelnovo ne’ Monti sprawiając, że sytuacja w klasyfikacji generalnej stała się jeszcze ciekawsza. Czwartek to z kolei dzień sprinterów, spośród których najlepszy okazał się być Olav Kooij – wracający po kontuzji Holender, który do ostatniej chwili nie mógł być pewny czy zdąży z rekonwalescencją przed Giro d’Italia.
Piątek? Co tam się nie działo. Jeśli Mads Pedersen udowodnił na szosach Albanii czy w Materze, że jest nie do zdarcia, to w Vicenzy pokazał, że wciąż jeszcze nie wiemy o nim wszystkiego. To samo można powiedzieć o sobotnim triumfatorze, którym został Kasper Asgreen. Duńczyk na tą wygraną czekał niemal 2 lata, podczas których wiele wycierpiał. W tym roku ominęła go niemal cała wiosna z powodu kontuzji i wydawało się, że jego forma nie jest optymalna, a jednak udało mu się w pięknym stylu ubiec peleton.
I wreszcie niedziela… Atmosfera w Lidl-Treku zapewne była grobowa tuż po wycofaniu się Giulio Ciccone (o tym później), ale Carlos Verona ruszył w odjazd dnia, a później na przeszło 40 kilometrów przed metą od niego odskoczył i w wieku 32 lat sięgnął po swój 2. w karierze triumf w wyścigu UCI, a pierwszy w wielkim tourze. Doświadczony Hiszpan płakał na mecie ze szczęścia, a wraz z nim łza uroniła się zapewne niejednemu z kibiców.

Meksykański miesiąc miodowy różowy tydzień
Niezależnie od tego jak zakończy się 108. edycja Giro d’Italia już dziś można napisać, że ten wyścig na zawsze zapisze się w historii meksykańskiego kolarstwa. Kraj ten doczekał się swojego lidera włoskiej trzytygodniówki, a Isaac del Toro nie tylko założył różową koszulkę, ale i przejechał w niej cały tydzień meldując się dwukrotnie na podiach etapowych i powiększając swoją przewagę nad większością rywali. Gdzie jest limit możliwości 21-latka z UAE Team Emirates – XRG? Ten podczas wygranego w 2023 roku Tour de l’Avenir pokazał, że wysokich gór się nie boi, zatem w tym tygodniu zobaczymy jego najważniejszy życiowy sprawdzian już nie wśród rówieśników, ale w seniorskim peletonie.
Taki jest sport, takie jest kolarstwo…
Kiedy jedni mogą ocierać łzy wzruszenia i popijać szampana inni też płaczą, ale z zupełnie innego powodu. Niestety 2. tydzień zawierał nie tylko szczęśliwe momenty, ale i zdarzenia, które odcisnęły swoje piętno na kształcie klasyfikacji generalnej. Już wtorkowa czasówka, podczas której m.in. tuż po starcie leżał Egan Bernal (INEOS Grenadiers) za sprawą deszczu w końcówce zapisała się w historii nie tyle jako pojedynek najlepszych kolarzy z klasyfikacji generalnej, a losowa próba wypaczona przez aurę, ale najgorsze miało dopiero nadejść.
Sobotni etap zakończył się sporymi przetasowaniami w klasyfikacji generalnej, a te niestety nie były związane wyłącznie ze sportową walką na szosach prowadzących do Novej Goricy, a przede wszystkim z olbrzymią kraksą, w której leżała większość faworytów klasyfikacji generalnej. Jedni szybko wstali i pojechali na metę, na której sporo zyskali nad rywalami, inni obolali walczyli ze sobą ponosząc mniejsze bądź większe straty, a dla jednego z zawodników ten wypadek oznaczał koniec wyścigu – Włosi stracili swojego bohatera, jadącego prawdopodobnie najlepszy wielki tour w karierze pod kątem klasyfikacji generalnej Giulio Ciccone (Lidl-Trek). 30-letni Włoch w swoim 14. wielkim tourze w karierze zmierzał po pierwszą w tejże czołową „10” generalki, ale jeden wypadek zabrał mu szansę na ten sukces. Szkoda, wielka szkoda.
Jakby tego było mało to gospodarze stracili także swojego kolarza będącego dotychczas na podium – na skutek tej kraksy niemal 2 minuty do rywali stracił bowiem Antonio Tiberi (Bahrain-Victorious). Na lepszej pozycji w sobotę metę przeciął z kolei Primož Roglič (Red Bull – BORA – hansgrohe), ale i tu „szczęście” z tym związane praktycznie nie istniało – Słoweniec nie tylko zanotował niemal minutową stratę, ale i był na tyle poobijany, że dzień później rywale odstawili go na kolejne minuty. Według informacji La Gazzetta dello Sport 35-latek stanie na starcie 16. etapu, ale z zastrzeżeniem, że jeśli ból będzie za silny, a dyspozycja nie wystarczająca do podążania za rywalami to może się okazać, że Słoweniec nie dotrze do mety w Rzymie na skutek wycofania się z wyścigu.

Rozstrzygnięte klasyfikacje poboczne
Po pierwszym tygodniu można było już praktycznie wręczać cyklamenową koszulkę Madsowi Pedersenowi (Lidl-Trek), po drugim sytuacja Duńczyka jest jeszcze lepsza i ten musi po prostu dotrzeć do mety w Rzymie. Jakby tego było mało to emocje są też praktycznie zabite w temacie trykotu najlepszego górala, który z niemal 4-krotną przewagą punktową nad kolejnymi rywalami dzierży Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team) i wydaje się, że choćby Włoch nie zdobył już nawet oczka to i jemu ciężko będzie wydrzeć koszulkę z ręki.
Cisi weterani
Dużo się w ostatnich dniach mówiło o młodym Isaacu del Toro, niewiele starszym Juanie Ayuso czy pnącym się w górę Antonio Tiberim, ale wciąż istnieje ogromna szansa, że to nie młodzież ostatecznie będzie świętowała triumfy na koniec 108. Giro d’Italia. Bez wielkich szaleństw, może z pominięciem etapowego triumfu Richarda Carapaza ( EF Education – EasyPost), przez wyścig mkną bowiem dużo bardziej doświadczeni, którzy z dnia na dzień są wyżej w klasyfikacji generalnej. Simon Yates (Team Visma | Lease a Bike) w czołowej „10” etapu był dotychczas tylko raz (!), a to właśnie 32-letni Brytyjczyk jest obecnie wiceliderem całych zmagań. Oprócz tego 4. jest wspomniany Ekwadorczyk, a na 6. miejscu plasuje się 37-letni Damiano Caruso (Bahrain – Victorious), który unikając kraks czy innych zdarzeń po cichu z dnia na dzień pnie się w górę klasyfikacji generalnej.
Egan chce, ale czy może?
Czy jesteśmy właśnie świadkami wyścigu, którego uczestnikiem jest najbardziej ofensywna w historii wersja Egana Bernala? Wydaje się, że tak, bo choć Kolumbijczyk w karierze wygrywał już Tour de France i Giro d’Italia to nie czynił tego w stylu, w jakim obecnie się ściga. Okej, nie każdy z jego ataków kończy się sukcesem, widać, że do dawnego poziomu 28-latkowi z INEOS Grenadiers nie udało się wrócić, ale tak ofensywna postawa, te wszystkie próby i ciągłe zmuszanie rywali do reakcji zasługują na wielkie brawa. Kto wie, może na dużych wysokościach jeden z ataków nie spotka się z odpowiedzią konkurentów, a Egan Bernal pomknie po triumf niczym Chris Froome w 2018? Przepraszam, odpłynąłem, ale ten tydzień w wykonaniu Kolumbijczyka sprawił, że jakoś tak naturalnie przychodzi mi trzymanie kciuków za 28-latka, który mocno ubarwił ściganie w 108. Giro d’Italia.

Co przed nami?
Do końca 108. Giro d’Italia zostało 6 etapów, ale cóż to będą za dni! Od razu po przerwie na zawodników czeka niemal 5 tysięcy metrów przewyższenia z metą na San Valentino (18,1 km; 8,2%). W większości wyścigów świata byłby to królewski etap, ale nie we Włoszech, gdzie na ten tytuł nie zasługuje też ani środowa przeprawa do Bormio z m.in. Passo del Mortirolo (12,6 km; 7,6%) w programie, ani piątkowe 4908 metrów przewyższenia pomiędzy Biella a Champoluc, albowiem najtrudniejszy na papierze jest sobotni etap zawierający 4,4 kilometra w pionie, na które złoży się m.in. monumentalne Colle delle Finestre (18,5 km; 9,2%) oraz finałowa wspinaczka do Sestrière (16,2 km; 3,8%).
Czwartkowy i niedzielny etap dedykowane są sprinterom.
Wszystko o 108. Giro d’Italia:
- Klasyfikacja generalna po 2. tygodniu
- Zapowiedź trasy
- Oficjalna lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Wszystkie artykuły









