fot. Team SD Worx - Protime / Getty Sport Images

Niedzielna rywalizacja w Ronde van Vlaanderen stała pod znakiem tęczowych koszulek i rekordów. Nieco ponad godzinę po wygranej Tadeja Pogačara, który osiągnął to z najlepszą średnią prędkością w historii, po swój triumf sięgnęła Lotte Kopecky, która tym samym wysforowała się na szczyt tabeli wszech czasów tego wyścigu. Belgijka nie patrzy jednak na rekordy, a docenia przede wszystkim to, że mogła wygrać w tęczowej koszulce.

Tegoroczne edycje Ronde van Vlaanderen, zarówno męska, jak i żeńska, pełne były mniej lub bardziej pozytywnego chaosu, wielkich emocji i momentami niespodziewanych zdarzeń. Finalnie jednak oba wyścigi wygrali mistrzowie świata, dla których to nie był pierwszy w karierze triumf na szosach i brukach Flandrii. Ba, Lotte Kopecky triumfując po raz 3. wysunęła się nawet na czoło tabeli wszech czasów pod tym kątem. Belgijka nie zważa jednak na tego typu statystyki, a dużo bardziej cieszyła ją możliwość zaprezentowania tęczowej koszulki na podium przed własną publicznością.

To, że jako pierwsza wygrałam Ronde trzykrotnie nie znaczy dla mnie wiele. Jestem szczególnie szczęśliwa z innego powodu, a mianowicie takiego, że ​​udało mi się wygrać białej koszulce i białych spodniach z tą tęczą na piersi. To znaczy dla mnie naprawdę wiele, szczególnie tu, przed własną publicznością

— opowiadała Lotte Kopecky po dekoracji.

To nie była jednak pierwsza wypowiedź mistrzyni świata po wyścigu, ta bowiem co oczywiste została złapana przez dziennikarzy tuż za linią mety. Tam 29-latka z Team SD Worx – Protime zdradziła sporo na temat przebiegu wyścigu z jej perspektywy oraz tego jak odnajdowała się w tej momentami bardzo chaotycznej z powodu licznych kraks rywalizacji.

To był szalony wyścig, z wieloma kraksami w początkowej fazie. Peleton był nerwowy. Na początku nie miałam najlepszych przeczuć, ale zachowałam spokój, a moje nogi z każdym kilometrem były coraz lepsze. Gdy pokonałam moje słabości wiedziałam, że mam duże szanse, a gdy odjechałyśmy we cztery byłam praktycznie pewna zwycięstwa. Kruisberg był dla mnie momentem przełomowym, czułam, że grupa się przerzedza. Kiedy byliśmy we czwórkę po Kwaremoncie wiedziałam, że muszę przetrwać tylko Paterberg. Pomagał mi też czołowy wiatr. Rywalki nie miały jak atakować. Wiedziałam, że Niewiadoma jest najwolniejsza, więc kiedy próbowała, nie wahałem się ruszyć za nią. Starałam się trzymać blisko band i ruszyć na tyle wcześnie, by nikt nie mógł na to zareagować. Byłam pewna swojej mocy na takiej końcówce

— obszernie podsumowała wyścig Lotte Kopecky.

Teraz Belgijka skupia się na kolejnych celach, a te już niedługo. W sobotę mistrzyni świata powalczy o obronę tytułu w Paryż-Roubaix Femmes (12.04), a kolejne tygodnie to m.in. Amstel Gold Race Ladies (20.04) i Liège-Bastogne-Liège Femmes (27.04). Kolarka Team SD Worx – Protime będzie bez wątpienia jedną z głównych faworytek każdego z tych wyścigów.

Poprzedni artykuł6 dni bez metra płaskiego terenu – zapowiedź Itzulia Basque Country 2025
Następny artykułMedia: Tour de France 2025 nie zakończy się etapem dla sprinterów?
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Robert
Robert

Trochę ta wypowiedź brzmi jak by Lotte brakowało trochę szacunku do przeciwniczek…

Ricky
Ricky

Bo pewnie brakuje…