fot. RCS / Il Lombardia 2023

Włoska kampania wyścigów jednodniowych może nie cieszyć się prestiżem i zainteresowaniem porównywalnymi do wiosennej rywalizacji na belgijskich i francuskich szosach, jednak faktem jest, że to klasykom rodem z Półwyspu Apenińskiego zawdzięczamy kompozycyjną klamrę, która mieści w sobie wszystkie najważniejsze wydarzenia kolarskiego sezonu. To ze stolicy Lombardii w poszukiwaniu słońca wyrusza tryskający energią i pełen nowych nadziei peleton, by zaledwie kilka uderzeń serca później wrócić nad spowite mgłą jezioro Como i wśród umierających liści odegrać ostatni akord.

W 108. edycji wyścigu Il Lombardia udział wezmą między innymi Tadej Pogačar, Remco Evenepoel, Matteo Jorgenson, Romain Bardet, Simon Yates, Enric Mas i Michael Woods.

Il Lombardia, a więc ostatni monument kolarskiego sezonu, jeszcze do niedawna wyrzucona była nieco poza nawias i cieszyła się mniejszym uznaniem niż Milano-Sanremo, Ronde van Vlaanderen, Paris-Roubaix i Liege-Bastogne-Liege. Za sprawą działań organizatorów oraz ogólnego wzrostu intensywności rywalizacji na przestrzeni całego roku, w ostatnich latach zaczęła odzyskiwać należne sobie uznanie i prestiż, podobnie jak cała jesienna kampania towarzyszących jej włoskich klasyków. A może zrobił to po prostu uwielbiający ścigać się we Włoszech Tadej Pogačar?

Czasy, w których o triumf w ówczesnym Giro di Lombardia walczyli głównie Włosi, podczas gdy zagraniczne ekipy wysłały do północnej Italii swój drugi garnitur, minęły w końcu bezpowrotnie, a piąty z monumentów uznawany jest obecnie za jeden z nielicznych wyścigów jednodniowych dedykowanych najlepszym wspinaczom zawodowego peletonu. Utrzymanie dostatecznie wysokiej motywacji od lutego do października jest nie lada wyzwaniem wobec sukcesywnie wydłużającego się sezonu szosowego, jednak jesienny termin rozgrywania imprezy okazał się strzałem w dziesiątkę. Stało się tak ze względu na bardzo ograniczoną ofertę kierowaną do specjalistów od pagórkowatych klasyków i wyścigów etapowych w tym okresie, a tym samym pozytywnie przełożyło się na obsadę Il Lombardii, jak również bezpośrednio poprzedzających ją Giro dell’Emilia, Gran Piemonte i Tre Valli Varesine.

Il Lombardia, wyścig umierających liści, ma jednak jeszcze coś, co na tle pozostałych monumentów czyni ją absolutnie wyjątkową. To wykraczająca poza sportowe walory widowiska estetyka, na którą składają się spowite we mgle jezioro Como, lśniące od wilgoci szosy i płonące jesiennymi barwami drzewa. To monument, który niezwykle techniczną trasę i mordercze przewyższenie ubiera w najbardziej poetycką otoczkę.

Trasa

Podczas gdy już same nazwy Milano-Sanremo, Paris-Roubaix i Liege-Bastogne-Liege niejako konstytuują ich przebieg i ograniczają pole manewru w zakresie modyfikacji trasy, organizatorzy Il Lombardii są w tym zakresie zdecydowanie najmniej konserwatywni. Stanowiąc wizytówkę swojego regionu, bardziej przypomina pod tym względem Ronde van Vlaanderen, jednak o ile entuzjaści kolarstwa bardzo nerwowo reagują na wprowadzanie większych zmian w wyrytych w kamieniu sekwencjach hellingen, uczynienie największym symbolem ostatniego z monumentów sezonu jeziora przełożyło się na znaczne poszerzenie spektrum możliwości. Podjazd do Magreglio i znajdującej się tam kaplicy Madonny del Ghisallo jest stałym punktem programu, jednak pozostałe elementy potrafią zmieniać się każdego roku, z miejscem startu i finiszu włącznie.

UWAGA: w związku z silnymi opadami deszczu i osuwaniem się terenu w dniach poprzedzających wyścig, organizatorzy podjęli decyzję o zmianie przebiegu trasy 118. edycji Il Lombardia na trzech kluczowych odcinkach. Więcej informacji poniżej.

Zgodnie z planem, w tym roku rozegrany zostanie bardziej romantyczny wariant z Bergamo do Como, a więc taki, w którym jezioro jest celem, a nie wyłącznie pretekstem, podczas gdy bijący na Colle del Ghisallo dzwon wybrzmi tuż przed wielkim finałem ostatniego z monumentów. Po wprowadzonych w ostatniej chwili zmianach trasa liczy 255 kilometrów i ok. 4800 metrów przewyższenia, co czyni ją najdłuższą od 2014 roku, a przy tym jedną z najcięższych pod względem skumulowanej liczby metrów wspinaczki.

Peleton wystartuje w sobotę z Bergamo, a pierwszym wzniesieniem na trasie 118. edycji Il Lombardii będzie Forcellino di Brianzano (6,3 km, śr. 5,0%). Niewielkie wyzwanie, ale tuż za zakrętem czai się już kolejne, w postaci zastępującego dziś niedysponowany Passo di Ganda podjazd pod Selvino (11,1 km, śr. 5,6%). Po nich nastąpi dość długi, a w środkowej części również kręty, zjazd w kierunku miejscowości Zogno. Doprowadzi on peleton do następnej sekwencji wzniesień, w ramach której uczestnicy ostatniego monumentu sezonu podjadą pod Colle di Berbenno (4,7 km, śr. 5,8%) i Valpianę (10,1 km, śr. 6,2%) – po wyłączeniu Gandy najtrudniejszą wspinaczkę pierwszej części wyścigu.

Jak zwykle podczas pokonywania trasy Il Lombardii w kierunku zachodnim, w okolicy półmetka przypada dość długi płaski odcinek, w ramach którego kolarze przedzierają się przez gęściej zaludniony obszar na południe od Jeziora Como do malowniczego Triangolo Lariano. Z uwagi na wcześniej wspomniane zagrożenia, widokowa trasa prowadząca bezpośrednio do Bellagio wzdłuż wschodniego brzegu cypla została zamknięta, a to pociąga za sobą cały szereg konsekwencji związanych z przebiegiem kluczowej części rywalizacji: Colle del Ghisallo pokonany zostanie od znacznie łatwiejszej, południowej strony (8,1 km, śr. 3,7%), co z kolei sprawia, że tuż po minięciu ikonicznej kaplicy peleton zmierzy się z bardzo krętym zjazdem.

Po minięciu Bellagio uczestników wyścigu czeka wspinaczka na najprawdopodobniej decydujący podjazd dnia – tym bardziej, że końcówka odchudzona została z mniejszych hopek – a więc Colma di Sormano (13,1 km, śr. 6,5%), również od mniej klasycznej strony, co w tym przypadku jest słuszną decyzją. Liczący 11,5 kilometra zjazd zabierze peleton z powrotem do miejscowości Asso.

Finałowym podjazdem 118. edycji wyścigu Il Lombardia będzie niewielki San Fermo della Battaglia (2,7 km, śr. 7,2%), oddalony od relokowanej mety w Como o 5,1 kilometra.

Pogoda

Il Lombardia posiada dwie twarze. Jedna to przeskalowana wersja jesieni z przebarwionymi drzewami odbijającymi się w granatowej tafli jeziora. W drugiej dominuje mgła, brązy i szarości, oraz dźwięk kół ślizgających się na przesiąkniętych wszechobecną wilgocią liściach.

Wbrew temu, co pod względem pogodowym działo się w ostatnich dniach, w sobotę w tej części Lombardii będzie pogodnie, choć konsekwencje obfitych deszczów i tak będą miały wpływ na przebieg wyścigu.

Prognozowana jest temperatura do 18 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, prawdopodobieństwo wystąpienia opadów kształtuje się poniżej 5%, wiatr słaby ze zmiennych kierunków – w trakcie kluczowej części rywalizacji głównie NE.

Faworyci

To świat Tadeja Pogačara, jego rok, jego jesień i jego tęcza, a reszta stawki nawet nie próbuje już udawać, że jest inaczej. Nic dziwnego, że Jonas Vingegaard i Primoz Roglič wypisali się z występów w cudzym cykru sami, a Tomowi Pidcockowi decyzję ułatwiła ekipa. (ironia)

Nie napisałam już nawet, że to wyścig 26-letniego Słoweńca, ponieważ fakty mówią same za siebie, skoro lider drużyny UAE Team Emirates walczyć będzie w tę sobotę o swój czwarty z rzędu triumf w Il Lombardii. Szybko dotarliśmy do tego punktu, w którym jeśli Pogačar dziś wygra, nikt nie będzie zaskoczony czy nawet nadmiernie podekscytowany, podczas gdy każdy inny wynik sklasyfikowany zostanie jako porażka niezależnie od tego, jak fenomenalny był to sezon w wykonaniu zwycięzcy dubletu Giro-Tour. Jego forma, wewnętrzna siła i nieuchwytność tymczasowo odebrały mu prawo do bycia zmęczonym. Pozostają oczywiście zdarzenia losowe, o które na wilgotnych i krętych szosach nietrudno, ale na trasie piątego z monumentów chronić Słoweńca będzie bardzo mocny skład z Rafałem Majką, Pavlem Sivakovem, Adamem Yatesem i Markiem Hirschim. Biorąc pod uwagę dyspozycję prezentowaną na przestrzeni ostatnich tygodni, zepchnięty do roli pomocnika Szwajcar byłby niekwestionowanym liderem większości wystawionych dziś składów.

Trudno sobie nawet wyobrazić, jak demoralizująca jest to sytuacja z perspektywy rywali, dlatego w kontekście nawiązania ewentualnej walki z Pogačarem zwrócę uwagę na dwóch kolarzy, których obok olbrzymich predyspozycji do uprawiania kolarstwa szosowego wyróżniają ogromna determinacja i siła charakteru.

Pierwszy z nich, Remco Evenepoel (Soudal-Quick Step), wydaje się oczywistym typem, będąc na papierze jedynym zawodnikiem kalibru lidera UAE Team Emirates w stawce tegorocznej Il Lombardii. Takie są fakty. 24-letni Belg jest bardzo wyraźnie zmęczony sezonem, ale wyzwania rzucane przez Pogačara przynajmniej czasami go motywują, zamiast irytować, ma z tym wyścigiem nierozliczone rachunki, a wszystkie z wprowadzonych w ostatniej chwili zmian w trasie w jakimś stopniu przemawiają na jego korzyść.

Drugim jest Matteo Jorgenson (Visma | Lease a Bike), którego już jakiś czas temu nazwałam szczęśliwą gwiazdą holenderskiej ekipy w bardzo pechowym sezonie. Zamiast grzecznie czekać w kolejce, 25-letni Amerykanin sam wziął na siebie rolę lidera tej drużyny i wielokrotnie udźwignął ją w wyścigach, gdzie nie było to nawet od niego oczekiwane, a bez wywalczonych przez niego wyników końcowe rozliczenie Vismy wyglądałoby znacznie, znacznie gorzej. Jorgenson nie ma w sobie pierwiastka boskości, który chce się widzieć w wiodących postaciach każdej dyscypliny sportu, ale stoi za nim olbrzymia pracowitość, bezmiar ambicji i od razu rzucająca się w oczy niezłomność, które mogą okazać się decydujące w sytuacji, kiedy wszyscy jadą na samych oparach. Kolarz ekipy Visma | Lease a Bike w ostatnich miesiącach wielokrotnie się sparzył, próbując odpowiadać na ataki Pogačarów, Rogličów i Van der Poeli zawodowego peletonu, a później i tak próbował ponownie. Można to nazwać taktycznym nieokrzesaniem, albo można założyć, że Jorgenson woli po prostu zaryzykować i wierzyć, że któregoś dnia się to opłaci. To dobre podejście na tak demoralizujący psychicznie i wyniszczający fizycznie wyścig, jak Il Lombardia. Ze składu Vismy na ostatni monument sezonu, w ostatnim czasie przyzwoitą formę pokazali również Attila Valter, Wilco Kelderman i Bart Lemmen.

Ekipa INEOS Grenadiers wymieniła świetnego w Giro dell’Emilia Toma Pidcocka na Ethana Haytera, który przewyższenia rzędu 4800 metrów widuje najczęściej z perspektywy grupetto, więc wyraźnie liczą na cud. Gdyby chociaż jechali z Como do Bergamo, kapliczka byłaby mijana na trasie wystarczająco wcześnie, żeby coś jeszcze wymodlić. W dzisiejszym wariancie będzie o to ciężko.

Neilson Powless (EF Education-EasyPost) w doskonałym stylu potwierdził swoją formę w czwartkowym Gran Piemonte, nawet jeśli swoje zwycięstwo częściowo zawdzięcza nieudolności dyrektorów sportowych drużyn bezpośrednio (nie)zaangażowanych w pościg. Pod kątem ilości wspinaczki, Il Lombardia znajduje się gdzieś na granicy 28-letniego Amerykanina, ale mokre i techniczne zjazdy zdecydowanie są jego żywiołem. Jeśli jeszcze jeden dobry dzień znajdzie w sobie ścigający się w tych samych barwach Ben Healy, automatycznie stanie się on solidnym kandydatem do najlepszej piątki wyścigu.

Pod nieobecność Primoza Rogliča ciekawie wygląda skład Red Bull-BORA-hansgrohe, w którym nominalnym liderem jest Jai Hindley, ale pierwsze skrzypce powinni odegrać Roger Adria i Florian Lipowitz. Po jesiennej kampanii Enrica Masa (Movistar) na pewno oczekiwało się więcej, ale w jej okrojonej wersji to dzisiejszy wynik zostanie zapamiętany na dłużej.

Na czołową dziesiątkę na pewno stać świetnie odnajdujących się na tych szosach Davida Gaudu, Romaina Gregoire’a (Groupama-FDJ), Michaela Woodsa (Israel-Premier Tech), Romaina Bardeta (dsm-firmenich), Bauke Mollemę (Lidl-Trek) i Simona Yatesa (Jayco-AlUla), podczas gdy pozytywnie zaskoczyć mogą tacy kolarze, jak wracający do rywalizacji Lennert van Eetvelt (Lotto Dstny), Davide Piganzoli (Polti Kometa), Toms Skujiņš (Lidl-Trek), George Bennett (Israel-Premier Tech) i Edoardo Zambanini (Bahrain-Victorious).

Pełną listę startową 118. edycji Il Lombardia znajdziesz >>> TUTAJ

Transmisja

Wyścig Il Lombardia 2024 rozegrany zostanie w sobotę, 12 października.

Transmisja z wyścigu od godz. 10.25 w serwisie Max i na kanale Eurosport 2.

Poprzedni artykułKandydaci na prezesa PZKol: Rafał Makowski [wywiad]
Następny artykułMedia: Michał Kwiatkowski zmieni ekipę jeszcze tej zimy?
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze