W sobotę w Pruszkowie odbędzie się Walny Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego, podczas którego zostanie wybrany nowy prezes instytucji odpowiedzialnej za polskie kolarstwo. Na przesłane przez nas pytania odpowiedział Jacek Kowalski, który jest jednym z kandydatów na to stanowisko.
Dlaczego decyduje się pan na kandydowanie na prezesa Polskiego Związku Kolarskiego?
Chcę pomóc, oferuję swoje wieloletnie doświadczenie w sektorze publicznym i osobiste predyspozycje, by postawić ten sport z powrotem na nogi, a właściwie na koła. Jestem przekonany, że ktoś taki jak ja mógłby oznaczać nowy start. Start oparty na współpracy, budowaniu jedności, jawności oraz dialogu.
Co w tym momencie uważa pan za największy problem związku?
Wizerunek. W pierwszej kolejności to, co możemy zrobić to zjednoczyć się dla dobra polskiego kolarstwa – jakkolwiek trywialnie to zabrzmi i w sposób transparentny rozliczyć z przeszłości.
Jaki ma pan pomysł na przywrócenie płynności finansowej i oddłużenie toru w Pruszkowie?
Przede wszystkim musimy wiedzieć, z jakim poziomem i strukturą zadłużenia się mierzymy. Bez dokładnej diagnozy nie będziemy wiedzieli jakie lekarstwo i w jakiej dawce jest potrzebne. Potem trzeba znaleźć partnerów (publicznych i biznesowych) do realizacji tego zadania.
Jak zapatruje się pan na współpracę z ministerstwem i czy obawia się pan ustanowienia kuratora bądź rozwiązania związku?
Ponad dwie dekady piastowałem urząd burmistrza. To szmat czasu, w którym przyszło mi mieć do czynienia z wieloma ministrami z różnych opcji. Mam doświadczenie w rozmowach na tym szczeblu. Wierzę, że naszym wspólnym celem jest rozwiązywanie problemów, dlatego moje nastawienie jest jak najbardziej pozytywne. Ministerstwo to, moim zdaniem, partner do rozmowy, a nie ktoś, kogo należy się obawiać.
Jaki ma pan pomysł na naprawę wizerunku Polskiego Związku Kolarskiego i pozyskanie stałych sponsorów?
Jeśli sytuacja związku będzie stabilna, sponsorzy przyjdą. Ta dyscyplina przy dobrej ekspozycji w mediach jest cały czas bardzo atrakcyjna.
Niedawnym imprezom mistrzowskim na szosie towarzyszyły kontrowersje z powodu problemów z finansowaniem wyjazdu reprezentacji. Jak uniknąć kolejnej takiej sytuacji? Czy w przypadku drogich wyjazdów na imprezy mistrzowskie jako prezes w porozumieniu z zarządem i dyrektorem sportowym rozważałby pan ograniczenie liczby startujących zawodników?
Jestem pewien, że jeśli odpowiednio wcześniej będzie wiadomo jakie są potrzeby i koszty występów naszych zawodniczek i zawodników na wszystkich imprezach sezonu, znajdzie się na nie finansowanie. Potrzebujemy raczej zwiększać ilosc naszych występów na arenie międzynarodowej, a nie je redukować.
W świetle rozmaitych problemów Polskiego Związku Kolarskiego, jakie kroki poczyniłby pan, by zawodnicy byli odpowiednio przygotowani do igrzysk olimpijskich w Los Angeles?
Do kolejnych igrzysk mamy jeszcze kilka lat i jestem pewien, że po znormalizowaniu sytuacji w PZKol nasi reprezentanci będą mieli zapewnione godne warunki do przygotowania się do imprezy czterolecia.
Jakie zmiany potrzebne są w szkoleniu — zarówno zawodników młodzieżowych, jak i elity? Czy w obecnej sytuacji w ogóle da się coś zmienić?
Zostawiam to specjalistom. Ich chciałbym w tej kwestii słuchać, ze swojej strony zapewniając im spokojną głowę i godne warunki do pracy.
Jak może pan wykorzystać wieloletnie doświadczenie w polityce w przypadku zostania prezesem Polskiego Związku Kolarskiego?
Samorząd to nie polityka, ale praca z ludźmi i dla ludzi. Analiza budżetu, przepisów, procedury to była i jest nadal moja codzienność. No i relacje, słuchanie ludzi i odnajdywanie sposobów na rozwiązywanie ich problemów. Będąc burmistrzem, a obecnie zarządzając lotniskiem Warszawa/Modlin stale spotykam się z ludźmi z kręgów rządowych po to, by wspólnie budować lepszą rzeczywistość dla nas wszystkich.
Jako burmistrz Nowego Dworu Mazowieckiego współpracował pan z Dariuszem Banaszkiem, byłym prezesem PZKol i dyrektorem drużyny Mazowsze Serce Polski. Czy w przypadku wyboru pana na stanowisko prezesa PZKol będzie pan współpracował z panem Banaszkiem? Kto znalazłby się wśród pańskich doradców po zwycięstwie w wyborach?
To nie jest tajemnica. Pod auspicjami miejskiego ośrodka sportu tworzyła się sekcja kolarska. Na terenie miasta odbyło się również kilka dużych imprez sportowych. Przyczyniło się to do poszerzenia katalogu możliwych do uprawiania dyscyplin w Nowym Dworze, jak i promocji miasta w mediach ogólnopolskich. Odpowiadając natomiast na Pana pytanie – jestem gotów współpracować z każdym, dla kogo ważne jest dobro tego sportu.
Czy z perspektywy ostatnich lat żałuje pan, że w poprzednich wyborach zrezygnował pan z kandydowania, mimo że początkowo był zgłoszony do wyborów?
Nigdy niczego nie żałuję. Podejmuję decyzje w sposób odpowiedzialny.
Dlaczego jest pan odpowiednim kandydatem na to stanowisko?
Nie traktuję go ambicjonalnie i nie jest to mój sposób na życie. Kocham sport. Mam duże doświadczenie w zarządzaniu i potrafię budować porozumienie ponad podziałami.









