W sobotę w Pruszkowie odbędzie się Walny Zjazd Sprawozdawczo-Wyborczy Delegatów Polskiego Związku Kolarskiego, podczas którego zostanie wybrany nowy prezes instytucji odpowiedzialnej za polskie kolarstwo. Pierwszym z trzech przepytanych przez nas kandydatów jest Marek Leśniewski.
Dlaczego zdecydował się pan, żeby kandydować na prezesa Polskiego Związku Kolarskiego?
Polskie kolarstwo wymaga głębokich reform i zmian. Można powiedzieć, że od 2016 roku nastąpiła całkowita degradacja polskiego związku. Zaczął się taki powolny upadek i mamy teraz taki stan, że związek jest prowadzony jednoosobowo przez prezesa. Szczerze powiedziawszy współczuję mu, bo postanowił robić wszystko sam i niestety się zakopał. Jest w sytuacji patowej, na każdej płaszczyźnie są problemy. Przede wszystkim skłócone środowisko, słynne, 20-letnie lojalki z obsługą, zawodnikami i trenerami. Poszło to wszystko w złym kierunku i należy to wszystko ponaprawiać. Jeśli zostałbym prezesem, to nazwałbym swoją kadencję „reset”. Po zapoznaniu się z problemami PZKol i polskiego kolarstwa, bo niestety środowisko ma słabe informacje co do stanu związku, okaże się, czy będzie to reset miękki czy twardy.
Podał pan kilka problemów, z którymi mierzy się polskie kolarstwo. Co pan uważa za największy z nich?
Dla polskiego związku sportowego najważniejsze powinno być szkolenie i wizerunek, a także perspektywy na przyszłość. W PZKol dochodzi jeszcze do tego sprawa toru, od którego wszystko się zaczyna i na którym wszystko się kończy. Jest to piękny obiekt, który bardzo pomaga w rozwoju kolarstwa torowego. Mamy sporo medali na imprezach mistrzowskich, sam medal Darii Pikulik na igrzyskach w Paryżu. Inne kraje już dawno zauważyły i my też o tym wiemy, że tor jest medalodajny i mamy dobrą młodzież. W natłoku tych wszystkich problemów o tym się zapomina. Nie ma wizji, perspektywy i realizacji, dlatego chciałbym ponaprawiać i rozwinąć każdą sferę życia polskiego kolarstwa, w tym kolarstwo amatorskie i mastersów. W tym momencie związek całkowicie się zwinął. Jest potrzebna dogłębna reforma polskiego kolarstwa. Przed prezesem jest sporo poważnych wyzwań – na przykład w tym roku w SMS-ie w Żyrardowie nie ruszyła klasa naborowa, więc nie będzie rocznika, który szkoli się na torze.
Jaki ma pan pomysł na oddłużenie toru?
Słuchałem i przeglądałem zapisy komisji sejmowej do spraw kultury fizycznej, sportu i turystyki z 5 października 2022 i tam ówczesny prezes, pan Botwina, stwierdził, że sprawozdania z lat 2017-18 są u biegłego rewidenta. Minęły dwa lata, a one dalej tam są. Aktualny prezes puścił wiadomość do środowiska, że te sprawozdania będą na walnym. Czekamy. Wiem, że 2017 roku był ciężkim rokiem, bo dokumenty były w prokuraturze i na policji, zmieniano biura księgowe i zobaczymy jak dotychczasowy prezes sobie z tym poradzi. Jest to pierwszy warunek, żeby myśleć o przekazaniu obiektu, jakim jest Arena Pruszków, w zasoby nieruchomości skarbu państwa. Na tej komisji jest wypowiedź zastępcy dyrektora departamentu sportu w Ministerstwie Sportu i Turystyki pana Szymona Giderewicza, który podał instrukcję obsługi, co zrobić, by ten obiekt przeszedł pod zarządzanie COS-u czy innej instytucji. O niej się nie mówi, a szkoda, że po tym spotkaniu w eter kolarski nie poszła informacja o tej możliwości, bo to są informacje jawne, które środowisko powinno otrzymać. Trzeba zrobić wszystko, żeby doprowadzić do ukończenia prac nad sprawozdaniami, bo następne lata są łatwe, bo Polski Związek Kolarski nie miał już dotacji i środków własnych. Mamy też zadłużenie bodajże milion 200 tysięcy u Ministerstwa Sportu i Turystyki. Ministerstwo te pieniądze odzyska, bo to są pieniądze wydane niezgodnie z przeznaczeniem.
Skoro jesteśmy przy ministerstwie. Jak pan się zapatruje na współpracę z ministerstwem? Spodziewa się pan interwencji ministerstwa w postaci kuratora w związku?
Spodziewałem się, że kurator zostanie ustanowiony po igrzyskach w Paryżu. Ministerstwo stoi na stanowisku, że każdy polski związek sportowy jest samostanowiący. Ministerstwo może oczywiście wkracza w decydującym momencie, ale to związki muszą same sobie poradzić z kłopotami, ewentualnie jeżeli jest jakiś problem w szkoleniu, to jest dział merytoryczny w instytucie sportu, tam można szukać pomocy. Ja się nie obawiam, że ministerstwo nie podejmie dialogu z Polskim Związkiem Kolarskim, bo nikomu nie zależy na tym, żeby był bałagan i problemy w polskim kolarstwie, ale to my musimy jakoś jako środowisko wyjść z inicjatywą. Aktualnie polskie kolarstwo to jest taki statek, który dryfuje po oceanach i potrzebuje dobrego kapitana, który odzyska sterowność i poprowadzi go w dobrym kierunku. Ja jestem gotowy na podjęcie tego trudnego wyzwania. Mam poparcie większości środowiska kolarskiego, w nim się wychowałem i to ono dało mi siłę i przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Za mną 25 lat kariery sportowej, byłem trenerem kadr młodzieżowych, byłem członkiem zarządu, dyrektorem sportowym Polskiego Związku Kolarskiego, byłem przez pewien okres członkiem rady nadzorczej areny Pruszków. Kolarstwo znam od podszewki, a poza tym przez 8 lat byłem urzędnikiem samorządowym w bydgoskim ratuszu, tak że mam pogląd wszelaki na różne problemy, na zasady, na reguły, które trzeba przestrzegać.
Do kompetencji wrócimy jeszcze później. Jakie ma pan pomysły na naprawę wizerunku i co za tym idzie pozyskiwanie sponsorów?
Polskie kolarstwo potrzebuje marketingowca z prawdziwego zdarzenia. Kiedyś czytałem artykuły na temat Polskiego Związku Narciarstwa, który zabierał na zawody młodego człowieka, który filmował zawody od środka. Była to wspaniała otoczka i tak się buduje wizerunek. Przede wszystkim buduje się go latami, a można go bardzo szybko zniszczyć. Są jakieś próby, które nie dają żadnego efektu. Panuje chaos. Jeździłem po Polsce, rozmawiałem z bracią kolarską i było wiele sytuacji, które pokazywały bezradność i opieszałość. Jest wiele zmian, które trzeba wprowadzić. Teraz miała być debata, w piątek o godzinie 18, na 18 godzin przed rozpoczęciem zjazdu sprawozdawczo-wyborczego. Po co taka debata w tym terminie jest potrzebna? Ja uważam, że potrzebny jest okrągły stół z fachowcami, panelami, grupami roboczymi. Jeden człowiek, a nawet cały zarząd nie jest w stanie tego ogarnąć. Jest potrzebna pomoc i zespolenie całego środowiska, które teraz jest porozdzielane i zniechęcone. Trzeba wskrzesić ten ogień, jestem dobrej myśli.
Nawiązując do okrągłego stołu – czy teraz nie jest na niego trochę za późno? Oczywiście zawsze można go zrobić po wyborach, ale czy tego typu rozmowy nie powinny odbyć się przed nimi?
To powinno być zrobione, na to były trzy lata. Zarząd został wybrany w 2021 roku. Ja wspominałem już o tym za prezesury Krzysztofa Golwieja w 2019 roku. Niestety był okres pandemii, ograniczenie co do zebrań. Potem zarząd się zmienił i nikt o tym nie pomyślał. Nie było żadnego walnego zebrania sprawozdawczego przez 2,5 roku, a to jest wymóg ustawowy. Finansowego sprawozdania być nie mogło, bo cały czas są zaległe, ale nie było też sprawozdania merytorycznego. Nie było żadnej debaty środowiska kolarskiego, ustalenia priorytetów i wizji. Tego się nie robi w piątek o 18, dzień przed walnym zjazdem. Jest potrzeba takiej debaty i po wyborach, w okresie jesienno-zimowym, trzeba ją przeprowadzić.
Chciałbym wrócić do kwestii sponsoringu. Teraz Polski Związek Kolarski miał paru sponsorów, ale kolarstwo potrzebuje stałego sponsora, który będzie wspierał dyscyplinę i zawodników. Czy w obecnej sytuacji ma pan pomysł na pozyskanie sponsorów?
PZKol miał paru sponsorów, między innymi spółki skarbu państwa, było to przydzielone przez Polski Komitet Olimpijski. Kiedyś każdy związek miał przydzielonego głównego sponsora, a kolarstwo miało Orlen. Współpraca wspaniale przebiegała, były środki własne i było gdzie zagospodarować te pieniądze. Po wejściu komornika na konta Polskiego Związku Kolarskiego okazało się, że nie można mieć sponsora. Głównym sponsorem polskiego sportu jest ministerstwo i spółki skarbu państwa. Teraz była kontrowersyjna sprawa dotycząca problemów z finansowaniem wyjazdu na imprezy mistrzowskie. Totalizator Sportowy został sponsorem trzech imprez mistrzowskich, więc są pewne mechanizmy, które mogą wspomóc polskie kolarstwo. One będę uruchomione wtedy, gdy polskie kolarstwo udowodni, że są tego warte, że pieniądze zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem. Wydaje mi się, że tego zabrakło. Sponsorzy rozpoczynają rozmowę, gdy wizerunek kontrahenta jest nienaganny, a my musimy zrobić kawał roboty, by go odbudować i pokazać, że jesteśmy gotowi do walki o kolarstwo. Wszystko można zrobić, ale do tego potrzebny jest konkretny plan działania. Kolarstwo ma tę przewagę w masowości, że to jest rodzinna rekreacja. To czynnik, który trzeba wykorzystać.
Rozumiem − czyli najpierw wizerunek, a potem sponsorzy. Naprawa wizerunku nie potrwa chwilę i bardzo możliwe, że taka sytuacja, jak w tym roku z finansowaniem wyjazdów, będzie się powtarzać. Jaki ma pan pomysł do momentu ewentualnego pozyskania sponsorów i, miejmy nadzieję, oddłużenia związku na rozwiązanie tego problemu?
Można podzielić to pytanie na dwa wątki, czyli spłatę długu i finansowanie kadr i szkolenia. Był podmiot, który zajmował się funduszami z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, wspierającej szkolenie młodzieży. Z pieniędzy budżetowych były pieniądze na szkolenie elity i udział w igrzyskach olimpijskich. Za młodzież odpowiadał Wielkopolski Związek Kolarski, a za elitę Polski Komitet Olimpijski. To funkcjonowało nienagannie, gdy byłem dyrektorem sportowym. Nie wiem dlaczego to nagle się urwało. Nagle pojawiły się wojenki w środowisku, żeby odsunąć od tego Wielkopolski Związek Kolarski. Do tego jest duży problem w PKOl, ale są teraz zmiany ustawy o sporcie, że instytut sportu będzie mógł być operatorem pieniędzy ministerialnych. To jest bardzo dobra sytuacja. Jeśli PZKol przejdzie wewnętrzną reformę, to ministerstwo pozostawi jako operatora WZKol, być może PKOl wróci do pomocy polskiemu kolarstwu, bo za czasów prezesury prezesa Kraśnickiego wszystko się układało. Dziwię się, że w tym roku pojawiły się takie problemy. Wewnętrzne spory w Polskim Związku Kolarskim wymusiły takie działanie ministerstwa, bo samo ministerstwo nigdy nie jest przeciwne wspieraniu dyscypliny. Finansowanie szkolenia jest niezachwiane i nie będzie zachwiane. Jeśli chodzi o zadłużenie, to w 2011 roku został delegowany do PZKol Kajetan Broniewski, który negocjował z wierzycielami i z 240 paru pozostał tylko Mostostal i Ministerstwo. Teraz znowu pojawiło się 80 paru wierzycieli, czyli trzeba ponownie rozmawiać. Jeśli będzie to poukładane, to można zwrócić się do banku o restrukturyzację, można też oddać tor do zasobów nieruchomości skarbu państwa, ale to z kolei wymaga sprawozdań finansowych związku i Areny Pruszków. Jest też ryzyko rozwiązania związku, ale wierzę, że do tego nie dojdzie.
Jednym z najważniejszych punktów kadencji są igrzyska olimpijskie. Jak odpowiednio przygotować zawodników do Los Angeles 2028, szczególnie w perspektywie problemów związku?
Trzeba stworzyć plan rozwoju kolarstwa na kolejne lata. Patrząc z perspektywy ostatnich igrzysk – to, jak wypadniemy na szosie, jest wypadkową tego, ilu zawodników mamy w najlepszych grupach świata. Szosa kieruje się swoimi prawami, bo związek jest odpowiedzialny tylko za logistykę i rozmowy z tymi grupami. Ja skupiłbym się na torze, bo tam jest najwięcej szans medalowych, łącznie 12 konkurencji i 36 medali do rozdania. To trzeba wykorzystać. Byłbym za tym, żeby stworzyć w Pruszkowie Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w kolarstwie torowym. Arena Pruszków to dom kolarstwa, tylko że brakuje finansowania. Każdy tego typu obiekt jest deficytowy. Można organizować tam eventy, gale MMA itp. To jest koło Warszawy, gdzie odbywają się wielkie imprezy. Mamy wspaniały tor, który jest własnością PZKol-u. Nawet PZPN nie jest właścicielem żadnego stadionu. Trzeba to uporządkować, a pierwszym krokiem jest utworzenie Ośrodka Przygotowań Olimpijskich.
Mówił pan sporo o Wielkopolskim Związku Kolarskim, został pan też zgłoszony przez ten związek do wyborów. Z tego rozumiem, że w przypadku wygrania wyborów będzie pan współpracował z tym związkiem i Lucjuszem Wasielewskim w trakcie kadencji?
Operator programów ministerialnych jest bardzo ważnym podmiotem dla PZKol i tylko współpraca oznacza dobre i celowe wydatkowanie środków. Nie wyobrażam sobie, żeby nie współpracować z kimkolwiek ze środowiska kolarskiego, kto jest życzliwy polskiemu kolarstwu. Nie można się ograniczać. Znam pana Lucjusza bardzo długo, ma spore doświadczenie i niejedna jego porada zostanie wykorzystana.
Problemem jest też coraz mniejsza liczba imprez. Jak rozwiązałby pan tę kwestię?
Organizatorzy borykają się z wieloma trudnościami. Jesteśmy wśród państw najlepiej rozwiniętych kolarsko według UCI, a z całego dobrobytu został nam tylko Tour de Pologne. Muszą zostać poczynione kroku, byśmy znaleźli się w drugim koszyku, przez co wszelkie opłaty byłyby niższe. W przypadku pozyskania środków sponsorskich, pewna część powinna zostać przeznaczona na fundusz dla organizatorów, choćby wpis do kalendarza. Trzeba wypracować sposób, by organizatorów nie ubywało, i by zachęcić nowe osoby do organizowania imprez. Potrzebne jest też spotkanie z Ministerstwem Sportu i policją, by wypracować system wspierania i zabezpieczania wyścigów kolarskich.
Wróćmy teraz do pańskich kompetencji. W jaki sposób może pan wykorzystać doświadczenie w pracy jako dyrektor sportowy w Polskim Związku Kolarskim na stanowisku prezesa?
Byłem dyrektorem sportowym w latach 2020-21, czyli w bardzo trudnym okresie pandemii i nie za bardzo przekłada się to na obecną sytuację. Teraz kandyduję na stanowisko prezesa zarządu, więc mogę mieć swoje uwagi i spostrzeżenia, ale to dyrektor sportowy będzie odpowiedzialny za sprawy sportowe. Wtedy zamykaliśmy tor, uruchamialiśmy covidowe procedury. To był ciężki okres, przez który przeszliśmy nienagannie, ale obecne warunki wyglądają zupełnie inaczej. Ubolewam, że została zawieszona bądź zlikwidowana kadra U17. Jest wiele rzeczy do zrobienia i moje doświadczenie się przyda, będę wspierał nowego dyrektora sportowego.
Ważnym tematem są też wyjazdy na imprezy mistrzowskie. Czy w przypadku drogich wyjazdów i podobnych problemów z finansowaniem, jak w tym roku, decydowałby się pan na wysłanie tylko części kadr na mistrzostwa świata? Nawiązuję tu w szczególności do przyszłorocznych mistrzostw świata w Rwandzie.
Wydaje mi się, że trzeba przerwać sytuację, że wszyscy są wszędzie wysyłani. W tym roku Francja nie wystawiła zawodników w mistrzostwach Europy na czas. Dyrektor sportowy reprezentacji francuskiej powiedział mi, że nie mieli na to budżetu i to dało mi do myślenia. To federacja decyduje, na co wydaje pieniądze. My wysyłamy pełne składy z nadzieją, że może coś się wydarzy. Trzeba troszkę zmienić to podejście i nie tracić pieniędzy tam, gdzie nie trzeba ich tracić. Jeśli ktoś przyjeżdża na imprezę mistrzowską i zajmuje 40. miejsce, to nie działa to dobrze na psychikę zawodnika. By jechać na mistrzostwa, trzeba prezentować odpowiedni poziom.
Podsumowując, dlaczego uważa pan, że delegaci powinni na pana zagłosować?
Myślę, że swoją wiedzą, doświadczeniem i pomysłami mogę przyczynić się do dalszego rozwoju dyscypliny i do odbudowy wizerunku. Jeśli zostanę prezesem, będę dążył do uregulowania sprawy toru kolarskiego, do wsparcia szkolenia, kolarstwa amatorskiego, mastersów czy osób niepełnosprawnych i innych obszarów. Jest wielka potrzeba wzmocnienia znaczenia regionów i klubów. Mój zespół ludzi będzie składał się z osób wyszkolonych, z doświadczeniem i jestem dobrej myśli.
Mógłby pan zdradzić, kto znalazłby się w tym zespole?
Niestety nie. Ujawnię to na walnym zjeździe w sobotę. Nie chcę uprzedzać faktów, prowadzić do zakulisowych ruchów. Kompletuję propozycję składu zarządu, złożonego z ludzi lojalnych, uczciwych i rzetelnych.
Z Markiem Leśniewskim rozmawiał Kacper Krawczyk










Porządny człowiek , ma potencjał aby przy wsparciu życzliwych ludzi ruszyć to w dobrym kierunku , powodzenia
Artykuł ani trochę mnie nie przekonał.
Trzeba zrobić, bo inni mają tak. Wynika,
że tylko tor będzie?
Bo tylko na tor bedzie ich stac. Marek to porzadny , uczciwy facet.