Billy Ceusters / A.S.O

Jak donosi francuski portal DirectVelo, Międzynarodowa Unia Kolarska prowadzi zaawansowane prace nad zmianą przepisu dotyczącego strefy ochronnej na ostatnich 3 kilometrach. Po testach dotyczących jej ewentualnego wydłużania teraz chodzą plotki o zmianie zasad – kolarz upadając z własnej winy nie otrzymywałby czasu grupy, w której jechał.

Strefa bezpieczeństwa o długości 3 kilometrów, która zgodnie z przepisami stosowana powinna być głównie na płaskich końcówkach etapów wyścigów wielodniowych ma służyć zwiększeniu bezpieczeństwa i uczciwości kolarskiej rywalizacji. Zawodnicy mając 3 kilometry (a podczas tegorocznych testów m.in. w ramach Tour de France także 4 bądź 5 kilometrów) do mety nie muszą już za wszelką cenę walczyć o pozycję w peletonie, bowiem w razie jakiegokolwiek zdarzenia, tj. kraksy bądź defektu, mają zaliczany czas grupy, w której znajdowali się na rzeczone 3 kilometry przed metą. Oczywiście wciąż nie można odpuścić dalszej jazdy, ale przepisy chronią w ten sposób zawodników przed pechowymi sytuacjami pozwalając im spokojniej przejechać samą końcówkę.

Teraz Międzynarodowa Unia Kolarska pracuje jednak nad pewną poprawką do tego przepisu – już od 2025 roku czasu grupy miałby nie otrzymywać zawodnik, który upadł z własnej winy. Wygląda zatem na to, że komisja sędziowska otrzyma kolejny obowiązek – będzie musiała rozstrzygać o tym kto przyczynił się do kraksy, a sprawca będzie pozbawiony czasu grupy, tj. poniesie taką stratę czasową, z jaką fizycznie przetnie linię mety.

Jeżeli informacje, które opublikowało DirectVelo sprawdzą się to z pewnością trzeba będzie dużo bardziej uważać w końcówkach walcząc o klasyfikację generalną – liźnięcie koła rywalowi może naprawdę sporo kosztować. Sama aktualizacja przepisu ma jednocześnie zapobiec takim sytuacjom jak podczas 11. etapu tegorocznego Tour de France – wówczas niedługo przed metą z własnej winy upadł Primož Roglič, który otrzymał ostatecznie czas Remco Evenepoela, do którego stracił ponad pół minuty. Według nowego brzmienia przepisu Słoweńcowi strefa bezpieczeństwa na ostatnich 3 kilometrach by już nie pomogła.

Poprzedni artykułStan Van Tricht: „To świetne zwieńczenie trudnego sezonu”
Następny artykułStarszy z braci Izagirre kończy wieloletnią karierę
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze