Przez całą karierę Grace Brown była blisko tytułów mistrzowskich, jednak za każdym razem czegoś jej brakowało. W swoim ostatnim sezonie rozpędziła się jednak na dobre i po wywalczeniu olimpijskiego złota, zdobyła tęczową koszulkę. W Zurychu pokonała Demi Vollering oraz Chloe Dygert.
Po zwycięstwie w indywidualnej jeździe na czas w igrzyskach olimpijskich w Paryżu, Grace Brown promieniała ze szczęścia. Australijka była wniebowzięta, że mogła w taki sposób zwieńczyć swoją zawodową karierę. Do ostatecznego odwieszenia roweru na hak pozostało jej jednak kilka ważnych wyścigów, w tym mistrzostwa świata, w których nie zamierzała być statystką.
Brown przyznała, że do czempionatu nie była przygotowana tak, jak do igrzysk olimpijskich, ale wystarczyło to na złoty medal. Kończąca karierę 32-latka była dziś zdecydowanie najlepsza i spełniła kolejne marzenie.
— W ostatnich miesiącach czuję się tak, jakbym śniła. Duże cele wydawały się bardzo ambitne, ale byłam w stanie wyjechać na szosę i spełnić swoje marzenia
— mówiła po zakończeniu wyścigu.
— Olimpijskie doświadczenie i tamten sukces dodał mi dużo pewności siebie. Gdy jechałam przez ostatnie kilometry, powtarzałam sobie „mogę być mistrzynią świata” i to dało mi siłę, by naciskać aż do mety
— dodała.
Przez cały dystans jej największą rywalką była Holenderka Demi Vollering, starająca się wykorzystać swoje umiejętności jazdy pod górę w środkowej części trasy. Na pierwszym pomiarze czasu nieznacznie szybsza była Brown, na drugim — Vollering. Ostatnie słowo należało jednak do mistrzyni olimpijskiej, która uzyskała czas o 14 sekund lepszy od Holenderki.
— Byłam zadowolona, że na podjeździe byłam pierwsza. Spodziewałam się, że mogę mieć tam gorszy czas od Vollering, bo jest świetną góralką. Ona przyspieszyła w środkowej części, a mi trochę zajęło, by odnaleźć swój rytm po podjazdach. Czuję, że zyskałam przewagę w końcówce
— opisywała Australijka.
— Dałam z siebie wszystko na podjazdach, bo tam mogłam najwięcej zyskać. To nie były cztery sekundy, różnica była widoczna. Grace skupiła się w tym roku na czasówkach i zasłużyła na to zwycięstwo. Byłam blisko tej koszulki, to chwilę boli, ale jestem bardzo zadowolona z drugiego miejsca
— mówiła dziennikarzom w Zurychu Demi Vollering, nawiązując do przegranego Tour de France Femmes. Wtedy o 4 sekundy lepsza od Holenderki okazała się Katarzyna Niewiadoma.
Chloe Dygert liczy na nowe otwarcie
Dość nieoczekiwanie, na trzeciej pozycji uplasowała się Amerykanka Chloe Dygert, przez wielu uznawana za główną faworytkę dzisiejszej „czasówki”. Nie zdołała ona jednak obronić tytułu, a do zwyciężczyni straciła 56 sekund.
W ostatnich latach Chloe Dygert prześladuje pech — ciągłe kontuzje i choroby. Jak przyznała w prowyścigowym wywiadzie, wspomniane problemy mają wpływ na jej sportowe występy.
— Jestem rozczarowana, że nie stanęłam na najwyższym stopniu podium. Zrobiłam dziś wszystko, ale to nie wystarczyło. Mimo wszystko, wciąż jestem na podium z najlepszymi dziewczynami na świecie. Czuję się zaszczycona, że zdobyłam medal. To daje mi motywację na kolejny rok
— mówiła Chloe Dygert.
— Czuję, że po każdej kontuzji muszę zaczynać od zera. Te dziewczyny budowały swoją bazę przez lata. Przy takim poziomie to naprawdę robi różnicę
— dodała.
Amerykanka wyliczała, że od kilku sezonów nie przypomina sobie choćby półrocznego okresu, w którym nie przydarzyłaby się jej żadna choroba lub kontuzja. Teraz liczy na to, że dwa brązowe medale — w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich — będą dla niej nowym otwarciem, a do kolejnego sezonu będzie mogła przygotować się bez żadnych problemów zdrowotnych.
— Po ubiegłorocznym zwycięstwie miałam koronawirusa, później kontuzję, po której nie mogłam wrócić do siebie. Po 4 tygodniach byłam w stanie ponownie wrócić na rower, więc zostało mi 10-12 tygodni, by przygotować się do igrzysk olimpijskich. To było ciężkie
— relacjonowała Amerykanka.
Nad przygotowaniami do kolejnego sezonu nie zastanawia się natomiast Grace Brown, dzisiejsza złota medalistka. Udany sezon zwieńczony dwoma triumfami w najważniejszych imprezach w kalendarzu nie zmienił zdania Australijki — ten rok będzie dla niej ostatnim w roli zawodowej kolarki.
— Nie zmieniam decyzji o zakończeniu kariery po tym sezonie. Czuję się bardzo szczęśliwa, że mogę zakończyć ją w taki sposób. To wyjątkowe
— podsumowała świeżo upieczona mistrzyni globu.
Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Zurych 2024:
- Zapowiedź Mistrzostw Świata
- Skład reprezentacji Polski
- Relacja z rywalizacji elity kobiet i orliczek
- Najnowsze artykuły








