fot. Team dsm-firmenich PostNL / Rafa Gomez/SCA/Cor Vos © 2024

Drugiego dnia rywalizacji uczestników ostatniego wielkiego touru sezonu czeka długa przeprawa na północ Portugalii, ze wskazaniem na sprinterów. Jeśli jednak opis ten przywołuje na myśl więcej kadrów oceanu i latarnii morskich – nic bardziej mylnego. W menu na niedzielę znajduje się historyczna Estremadura, odwiedziny u João Almeidy i – jak przystało na wyścig Vuelta a España – co najmniej jedno miejsce objawień.

Po krótkim, choć intensywnym przetarciu, w niedzielę przed kolarzami drugi najdłuższy odcinek tegorocznego hiszpańskiego wielkiego touru, który zabierze ich z Cascais do położonego w środkowej części kraju Ourém. Peleton wyruszy zatem (mniej więcej) z punktu, w którym zakończyła się wczorajsza rywalizacja na czas, a dość konsekwentna przeprawa w kierunku północnym będzie mieć wymiar 194 kilometrów i 2700-2800 metrów przewyższenia. Sami organizatorzy określili ten etap jako pagórkowaty, ale jak pokażą kolejne tygodnie, z perspektywy biorących udział w wyścigu sprinterów to jeden z najłagodniejszych wymiarów kary.

Startowe Cascais to ten sam ciąg rekreacyjnych miejscowości regionu Grande Lizbona, którym zawodnicy przeprawiali się wczoraj, choć odległość ponad półgodzinnej jazdy samochodem od stolicy Portugalii oznacza, że mało estetyczne połacie betonu powoli ustępują tam pola soczystej, zasilanej oceanem zieleni. Po wyjeździe z miasta peleton przejedzie przez atrakcyjne turystycznie Cabo Raso i Park Naturalny Sintra-Cascais z podjazdem pod Alto do Lagoa Azul (5,3 km; 4,8%), gdzie ze względu na ukształtowanie terenu i bardziej sprzyjający kierunek wiatru, powinien wyłonić się odjazd dnia.

Środkowa część etapu nie obfituje w łatwe do wskazania atrakcje, aczkolwiek peleton przejedzie przez miejscowość Caldas da Rainha, skąd pochodzi João Almeida. Moment, w którym różnego rodzaju przeszkody ponownie zaczną się piętrzyć, wyznacza natomiast zlokalizowany 30 kilometrów dalej lotny finisz w Alcobaça, którym – ze względu na bonifikaty czasowe (6, 4, 2s) – mogą być zainteresowani czołowi zawodnicy aktualnej klasyfikacji generalnej Vuelty.

Choć niedzielny odcinek na papierze dedykowany jest sprinterom, a czołowy wiatr będzie mocno utrudniał potencjalnym uciekinierom życie, finałowe 50 kilometrów rywalizacji powinno być interesujące z dwóch względów: teren ponownie robi się tam bardziej pagórkowaty, a trasa dwukrotnie zdecydowanie zmienia kierunek, według aktualnych prognoz tworząc warunki sprzyjające walce na rantach. Dotyczy to przede wszystkim odcinków pomiędzy Batalhą a Fatimą, gdzie zawodnicy przejadą przez Alto de Batalha (6,9 km; 3,3%) i miejsce jednego z najsłynniejszych objawień maryjnych, oraz pomiędzy Santa Catarina da Serra a Ourém.

Warto też zauważyć, że na dojeździe do finiszu peleton będzie głównie zjeżdżać, co w połączeniu ze świeżymi nogami i silnym wiatrem może doprowadzić do bardzo chaotycznej końcówki. Ostatnie kilometry na pierwszy rzut oka nie wyglądają na najbardziej techniczne, ale bulwarowe sprinty w hiszpańskim wielkim tourze praktycznie się nie zdarzają. Dziś zawodnicy będą musieli zmierzyć się z trzema rondami, za ostatnim z których droga wyraźnie się zwęża i stromo pnie w górę na krótkim odcinku.

Finałowa prosta liczy ok. 600 metrów, a meta zlokalizowana jest na łagodnym wzniesieniu (2,5-3,0%).

Oto, co na temat 2. etapu 79. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

2. etap (18 sierpnia, niedziela): Cascais – Ourém (194 km)

Niedziela to będzie prawdopodobnie najintensywniejszy dzień w kolarskim kalendarzu w sezonie 2024. Panie będą finiszowały na Alpe d’Huez podczas Tour de France Femmes, polska publiczność spoglądać będzie na krakowskie Błonia, gdzie zakończy się 81. edycja Tour de Pologne. We Francji rozpocznie się Tour de l’Avernir, w Danii będzie miał miejsce finał Tour of Denmark.

Gdzieś w tym wszystkim przebić się będzie próbował 2. etap Vuelta a España. Nie chcę pisać, że wielki tour miałby przegrać z innymi imprezami, bo to byłaby śmiała teza, acz pierwszy z odcinków ze startu wspólnego na papierze nie wygląda na taki, który miałby być śledzony przez wypiekami przez fanów z całego świata. Tuż po starcie kolarze wjadą na Alto do Lagoa Azul (5,3 km; 4,8%), w końcówce czeka zaś na nich Alto de Batalha (6,9 km; 3,3%). Czy nieliczni sprinterzy utrzymają się w peletonie? A może Team Visma | Lease a Bike przygotuje idealne podłoże pod triumf Wouta van Aerta, który po czasówce może jechać w czerwonej koszulce lidera? Ten drugi scenariusz wydaje się być najbardziej prawdopodobny na takiej trasie.

Pogoda

Maksymalna temperatura kształtować się będzie od 24 stopni Celsjusza w okolicach startu do 28 stopni w głębi lądu. Szanse pojawienia się opadów deszczu rosną na długo po zaplanowanym finiszu peletonu, ale problemem pozostanie wiatr, o sile i kierunku takim samym jak podczas sobotniej rywalizacji (N, NW, do 30 km/h). Względem pokonywanej trasy będzie on więc przez większość dnia wiatrem czołowym, ale znajdzie się od tego kilka wyjątków, w postaci wyjazdu z Cascais wzdłuż wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, pierwszego kategoryzowanego podjazdu oraz bezpośrednio poprzedzających finisz odcinków pomiędzy Batalhą a Fatimą oraz Santa Catarina da Serra a Ourém.

Faworyci

Sprinterskie pojedynki rozgrywane w ramach hiszpańskiego wielkiego touru mają swój niepowtarzalny urok, a w tegorocznej odsłonie wyścigu zapowiadają się one o tyle ciekawie, że ich głównymi bohaterami powinni być dwaj znakomici, ale bardzo nieusatysfakcjonowani swoimi sezonami kolarze.

Jak już wczoraj wskazywałam, Wout van Aert (Visma | Lease a Bike) powinien być w stanie wyjść z własnego cienia na szosach Półwyspu Iberyjskiego, ale w końcówce jazdy indywidualnej na czas zabrakło mu siły mentalnej, by zmusić swoje ciało do zredukowania niewielkiego deficytu. Te drobne porażki zdają się drążyć morale 30-letniego Belga, dlatego bardzo potrzebuje on w tej chwili sukcesu, by odzyskać głód zwycięstw i związaną z nim chęć podejmowania nieco większego ryzyka. To drugie będzie dziś konieczne, bo o ile w stawce głównie pozostawionych samym sobie sprinterów Van Aert powinien najlepiej odnaleźć się na szybkiej i technicznej końcówce, a forma zbliża się do optimum, wyraźna zmiana życiowych priorytetów może kolejny raz oddalić go od świętowania etapowego zwycięstwa.

Głównym rywalem kolarza ekipy Visma | Lease a Bike ma być Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck), ale jego forma jest aktualnie nieznana, a w tym sezonie nie wygrał on jeszcze ani jednego wyścigu. W przeciwieństwie do większości sprinterów i pomimo tego, że z końcem sezonu Australijczyk ma pożegnać się ze swoją aktualną drużyną, posiada on w tegorocznej Vuelcie całkiem solidny pociąg rozprowadzający. Pytanie jednak, czy kliknie to już przy pierwszej próbie na tak szybkim i technicznym finiszu? Czy może lepiej sprawdzi się niezobowiązujące żeglowanie na kołach rywali?

Na to drugie skazani będą Bryan Coquard (Cofidis), Corbin Strong (Israel-Premier Tech) czy Arne Marit (Intermarche-Wanty), ale jeśli 79. edycja hiszpańskiego wielkiego touru ma być wyścigiem czeskich objawień, po wczorajszym fenomenalnym występie Mathiasa Vacka (Lidl-Trek) w ścisłej czołówce powinien zameldować się dziś Pavel Bittner (dsm-firmenich PostNL). Świetną formę 21-latek zaprezentował już podczas Vuelta a Burgos, teraz pozostaje potwierdzić ją na nieco większej scenie.


Wszystko o 79. Vuelta a España:

Poprzedni artykułTour de France Femmes 2024: Klasyfikacja generalna przed ostatnim etapem
Następny artykułTour de Pologne 2024: Relacja na żywo z 7. etapu
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
reko
reko

Cascais i Sintra na początek, pewnie nawet w tv nie zobaczymy , a szkoda bo sama Sintra o okolice piękne