fot. Marek Bala

Thibau Nys jest kolejnym młodym zawodnikiem, który na Tour de Pologne pokazał swój potencjał. Nie jest to jednak żadną niespodzianką.

Peter Sagan, Remco Evenepoel, Alberto Contador, Jonas Vingegaard, Marcel Kittel czy nasz Michał Kwiatkowski – liczba kolarskich legend, które na początku swojej kariery odegrały w naszym wyścigu kolosalną rolę jest wyjątkowo długa. Nie każdego z nich ten wyścig “odkrył” (nawet przy rozmaitych możliwościach interpretacyjnych tego wyrazu), ale u każdego wiązał się z jakimś „pierwszym razem”.

Contador i Vingegaard odnosili tu swoje pierwsze zawodowe zwycięstwa. Marcel Kittel po raz pierwszy pokazał tu, że stać go na wygrywanie także w World Tourze, zaś Evenepoel i Sagan po raz pierwszy wygrywali tutaj worldtourowe “generalki”. Zobaczymy, jak ułoży się wyścig, ale wiele wskazuje na to, że u Thibau Nysa szukanie w Polsce “pierwszych razów” może być bardzo trudnym zadaniem. 

Czasówka? Mission impossible

Jednym spośród wskazujących na to czynników jest fakt, że w swoje ewentualne zwycięstwo powątpiewa on sam.

– Myślę, że w przyszłości “generalki” takich wyścigów jak ten będą mogły być moim celem. Naprawdę uważam, że stać mnie na to, żeby dzień po dniu utrzymywać w nich wysoki poziom i nie notować wielkich strat. Niestety na razie raczej nie ma takiej możliwości. Jestem zbyt słaby na czasówkach. Nie boli mnie to jednak szczególnie. Przed nami jest wiele etapów, które bardzo mi pasują. Będę starał się je wygrywać

– mówi, nawiązując do 15-kilometrowego etapu jazdy indywidualnej na czas z Mysłakowic do Karpacza, który planowany jest już na jutro. Tam Nys, jeśli sprawdzą się jego zapowiedzi, pewnie straci koszulkę, jednak kolejne etapy będą w jego zasięgu. W zasadzie każdy, poza trzema sprinterskimi, jest w jego zasięgu. 

Etapy w Dusznikach-Zdroju i Bukowinie Tatrzańskiej dość dobrze pasują do jego charakterystyki i jego zwycięstwo w nich nie będzie żadną niespodzianką. Podobnie jak to w Karpaczu.

– Myślę, że w ostatnich miesiącach udowodniłem, że tego typu finisze bardzo mi pasują. Wygląda na to, że stać mnie na naprawdę dużo w starciu z najlepszymi kolarzami na świecie. Wiem, co to znaczy ścigać się w tego typu terenie. To pomaga, choć jednocześnie… stresuje, ponieważ wiesz jak trudno tu jest. 

– mówił po etapie Nys, któremu ostatnie wyniki dodają pewności siebie…

Rok jak ze snów

– To niesamowite. W moich żyłach płynie krew kolarza przełajowego – nie szosowego. Gdybyś powiedział mi pięć lat temu, że w 2024 roku wygram jeden etap wyścigu worldtourowego na szosie, dziwnie bym się na ciebie popatrzył. Natomiast gdybyś powiedział mi kilka miesięcy temu, że wygram etap każdego wyścigu, w którym wystartuję – po prostu bym cię wyśmiał

– mówił młody kolarz.

I nie, niczego źle nie zrozumieliście. Thibau Nys z każdego etapowego wyścigu, w którym startuje, wywozi przynajmniej jedno zwycięstwo. Tu musimy wrócić do wspomnianych wcześniej „pierwszych razów” – Tour de Pologne nie będzie jego pierwszą worldtourową wygraną, ponieważ ma już takie dwie. 

Po obie sięgał w Szwajcarii. Wygrywał bowiem zarówno podczas Tour de Suisse, jak i Tour de Romandie, a do tego dołożył jeszcze triumfy w nieco niżej sklasyfikowanych Tour de Hongrie (dwa etapy i “generalka”) oraz Tour of Norway. Mimo to, jak wszystko dobrze pójdzie, polscy kibice będą mogli opowiadać, że byli świadkami tego, jak talent tego wciąż rozwijającego się, 21-letniego kolarza, dopiero rozkwitał. A kto wie, może Nys zaskoczy sam siebie i na “czasówce” ograniczy straty w stopniu wystarczającym do walki o końcowe zwycięstwo?

Co dalej z przełajami?

Choć Thibau Nys ma dopiero 21 lat, a jego gwiazda na dobre rozbłysła właśnie w tym roku, to jego nazwisko od wielu lat kojarzy zapewne większość z was. Jego ojciec – Sven Nys, jest bowiem prawdziwą legendą kolarstwa przełajowego. Aż dziewięciokrotnie stawał na podium mistrzostw świata elity w tej dyscyplinie – dwukrotnie na jego najwyższym stopniu, a sukcesy osiągał również na szosie. 

Thibau idzie w jego ślady – na szosie już jest od niego lepszy, a kto wie, może na przełajach również mu się to uda? W końcu już teraz zdarza mu się wygrywać zawody Pucharu Świata, a na razie nic nie wskazuje na to, by miał tę dyscyplinę całkowicie porzucić na rzecz szosy.

– To fakt, na szosie idzie mi teraz lepiej niż kiedykolwiek mógłbym sobie wyobrazić. W moim sercu wciąż jednak pozostaje kolarstwo przełajowe. Nie zamierzam z tym kończyć. Tam też chcę wygrywać wyścigi i myślę, że zarówno ja, jak i oba zespoły staramy się jakoś balansować pomiędzy jedną, a drugą dyscypliną. Robimy wszystko co się da, by wygrywać wyścigi

– zapowiada, a my już od kilku lat wiemy, że łączenie startów w obu dyscyplinach, choć wymagające, to z całą pewnością nie jest niemożliwe. Wręcz przeciwnie, od 2013 roku, gdy swoje ostatnie zwycięstwo w mistrzostwach świata w cyclo-crossie odniósł ojciec Thibau, kolejni triumfatorzy tych zawodów to kolejno: Zdenek Stybar (1 raz*), Mathieu van der Poel (6 razy), Wout Van Aert (3 razy) i Thomas Pidcock (1 raz). Czas pokaże, czy Nys w przyszłości dołączy do wymienionej czwórki.

*Zdenek Stybar jest trzykrotnym mistrzem świata, jednak w powyższej wyliczance mowa jest o mistrzach świata po 2013 roku. Czech wygrał w tym okresie raz – w 2014.

Z Karpacza Bartek Kozyra

Poprzedni artykułKoen Bouwman podpisał kontrakt z Team Jayco AlUla
Następny artykułByć jak Alberto Contador – zapowiedź 2. etapu Tour de Pologne 2024
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Wojtek
Wojtek

Wow! ta ostatnia statystyka jest brutalna. Chcesz być mistrzem świata w przełajach muisz być bardzo dobry na szosie.