Tadej Pogačar wytrzymał atak Jonasa Vingegaarda, następnie poprawił i wyraźnie wygrał bardzo ciekawy 15. etap Tour de France z metą na Plateau de Beille. Słoweniec tym samym umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej 111. edycji przed jutrzejszym dniem przerwy.
Dziś w rozkładzie jazdy na kolarzy czekało niemal 200 kilometrów z Loudenvielle do Plateau de Beille. Po drodze znalazło się wiele trudnych podjazdów – zaraz za linią startu zaczynała się wspinaczka na Col de Peyresourde (7 km; 7,8%), po której czekały poprawki pod Col de Menté (9,4 km; 8,6%) i Col de Portet-d’Aspet (4,4 km; 9,7%). Następnie po dłuższym płaskim odcinku kolarze wjeżdżali na Col d’Agnes (10,1 km; 8,1%), a finałem tego pirenejskiego etapu była bardzo ciężka wspinaczka na Plateau de Beille (15,7 km; 7,8%).

Sędzia nie zdążył dziś dobrze machnąć flagą na start a my oglądaliśmy momentalne podziały w peletonie – jedni próbowali uciekać, podczas gdy sprinterzy już na Col de Peyresourde (7 km; 7,8%) mieli problemy z utrzymaniem tempa głównej grupy. Przed dniem przerwy szykowała się dla nich trudna walka o zmieszczenie się w limicie czasu.
Pod koniec pierwszej z górskich premii od peletonu oderwała się wreszcie trójka kolarzy, a byli to walczący o koszulkę w grochy David Gaudu (Groupama-FDJ), Oier Lazkano (Movistar Team) oraz Romain Bardet (Team dsm-firmenich PostNL). Po oczko z peletonu sięgnął z kolei Tadej Pogačar (UAE Team Emirates), który cały czas prowadzi w tym zestawieniu.
Dwóch Francuzów i Hiszpan nie utrzymali swojej przewagi na zjazdach i na 175 kilometrów przed metą ponownie mogliśmy oglądać dużą grupę „w komplecie”, tj. bez nikogo jadącego przed nią. Do peletonu dojechali także niektórzy sprinterzy, a w akcje zaczepne próbował zabierać się m.in. Biniam Girmay (Intermarché – Wanty) – przed kolejnym podjazdem zlokalizowana była bowiem dzisiejsza lotna premia. Finalnie odskoczyło aż 21 kolarzy, a wśród uciekinierów po raz kolejny w tym wyścigu znalazł się Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers).
💚 Intermediate sprint @wlcmagazine 💚
Battle between @GrmayeBiniam and @blingmatthews!
Bataille entre @GrmayeBiniam et @blingmatthews !#TDF2024 pic.twitter.com/nMefwnJG2k
— Tour de France™ (@LeTour) July 14, 2024
Biniam Girmay co prawda dopiął swego i pierwszy przeciął linię lotnej premii, ale styl w jakim to zrobił budził kontrowersje – zmiana toru jazdy sprawiała, że głośno dyskutowano o tym czy Erytrejczyk za ten manewr nie otrzyma kary. To jednak szybko poszło w niepamięć, a wszyscy skupili się na walce o etapowy triumf – z przodu jechali m.in. wspomniany już Michał Kwiatkowski, a także Jai Hindley (Red Bull – BORA – hansgrohe), Enric Mas (Movistar Team), Rui Costa (EF Education – EasyPost), Guillaume Martin (Cofidis), Louis Meintjes (Intermarché – Wanty), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), Jakob Fuglsang (Israel-Premier Tech) czy Mathieu Burgaudeau (TotalEnergies). W peletonie mocno pracowali kolarze Team dsm-firmenich PostNL, którzy przegapili odjazd i próbowali doprowadzić do tego by szanse na przeskok miał Romain Bardet.
Na podjeździe pod Col de Menté (9,4 km; 8,6%) z peletonu zaczęły się kolejne ataki, a odjechać udało się m.in. Simonowi Yatesowi (Team Jayco AlUla) i Richardowi Carapazowi (EF Education – EasyPost). W tym chaosie zaczęły powstawać kolejne grupki przed peletonem, który nie miał jednak dziś zamiaru odpuszczać harcowników – bardzo mocno zaczęli na jego czele kręcić kolarze Team Visma | Lease a Bike niejako wywierający w ten sposób presję na Tadeja Pogačara i jego kolegów z UAE Team Emirates.
Już na 149 kilometrów przed metą z peletonem pożegnał się 13. w klasyfikacji generalnej Egan Bernal (INEOS Grenadiers), a w grupie faworytów pozostawało wówczas jedynie około 30 zawodników. Liczna ucieczka, z której odpadł niestety Michał Kwiatkowski, cały czas utrzymywała jednak około 1,5 minuty przewagi.
Defekt wyeliminował niedługo później z odjazdu Louisa Meintjesa i tym samym na czele z przewagą jedynie nieco ponad minuty kręciło wówczas 15 kolarzy. Byli to Jai Hindley, Bob Jungels i Matteo Sobrero (Red Bull – BORA – hansgrohe), Enric Mas, Javier Romo i Alex Aranburu (Movistar Team), Richard Carapaz i Ben Healy (EF Education – EasyPost), Simon Yates (Team Jayco AlUla), Laurens De Plus (INEOS Grenadiers), Lenny Martinez (Groupama-FDJ), Oscar Onley (Team dsm-firmenich PostNL), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), Jakob Fuglsang (Israel-Premier Tech) i Guillaume Martin (Cofidis).
Płaski odcinek przed Col d’Agnes (10,1 km; 8,1%) zadziałał na korzyść odjazdu – piętnastka śmiałków znacząco powiększyła swoją przewagę, która u progu przedostatniej dziś wspinaczki wynosiła około 3,5 minuty. 73 kilometry przed metą mocniej z przodu pociągnął Matteo Sobrero, co w połączeniu z brakiem czujności u części harcowników przyczyniło się do podzielenia się ucieczki na 2 połowy – z przodu pozostali oprócz Włocha także Jai Hindley, Bob Jungels, Enric Mas, Javier Romo, Laurens De Plus i Ben Healy. Reszta została zdecydowanie z tyłu, gdzie wyraźnie brakowało współpracy.
🏁 70KM
🚴♂️7⃣ < 29'' < 🚴♂️ 8⃣ < 3'32'' <🚴♂️🚴♂️ 🚴♂️🚗
The break has split in two ahead of the Col d'Agnes.
L'échappée s'est scindée en deux avant le col d'Agnes.#TDF2024 pic.twitter.com/YEou2R7urr
— Tour de France™ (@LeTour) July 14, 2024
Na podjeździe na przeskok do czołówki zdecydował się jeszcze Richard Carapaz, na którego poczekał Ben Healy. Z przodu tymczasem poodpadali pomocnicy i pozostali tylko Enric Mas, Jai Hindley i Laurens De Plus, których przewaga nad cały czas powoli rosła i w połowie podjazdu wynosiła już prawie 4 minuty.
Ekwadorczyk dołączył do czołowej trójki na 2,5 kilometra przed szczytem Col d’Agnes. Z tyłu tymczasem zostawało coraz więcej kolarzy, w tym mocno zmęczeni pracą pomocnicy Jonasa Vingegaarda. UAE Team Emirates na 60 kilometrów przed metą zaczynało mieć powoli przewagę liczebną w peletonie.
Po niewielkiej poprawce na Port de Lens (4,4 km; 5,4%) sytuacja prezentowała się następująco:
- Jay Hindley (BORA), Enric Mas (Movistar), Richard Carapaz (EF), Laurens De Plus (INEOS)
- +0:25 Tobias Halland Johannessen (Uno-X)
- +3:00 Jonas Vingegaard, Matteo Jorgenson, Wilco Kelderman (Visma), Tadej Pogačar, Adam Yates, João Almeida, Marc Soler (UAE), Remco Evenepoel, Mikel Landa (Soudal), Carlos Rodríguez (INEOS), Giulio Ciccone, Carlos Verona (Lidl), Jakob Fuglsang, Derek Gee (IPT), Felix Gall (Decathlon), Santiago Buitrago (Bahrain), Ben Healy (EF), Simon Yates (Jayco), Guillaume Martin (Cofidis)
Na zjeździe Tobias Halland Johannessen dołączył do odjazdu, a grupa faworytów kręciła naprawdę mocno i powoli zbliżała się do ucieczki. Peleton zwolnił jednak gdy defekt miał Matteo Jorgenson i w efekcie u progu finałowego Plateau de Beille (15,7 km; 7,8%) harcownicy zachowywali handicap na poziomie 2:25.

Początek wspinaczki pokazał, że uciekinierzy nie będą mieli okazji powalczyć o etapowy triumf. Na zmianę w grupie faworytów wyszedł Matteo Jorgenson, który szybko redukował zarówno rozmiar tej grupki, jak i przewagę harcowników. Dość szybko odpadł m.in. João Almeida (UAE Team Emirates), 4. kolarz klasyfikacji generalnej.
Praca Amerykanina skończyła się na 10,5 kilometra przed metą, kiedy to na atak zdecydował się Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike). Koło Duńczyka utrzymać zdołał tylko Tadej Pogačar (UAE Team Emirates), a za ich plecami z niewielką stratą kręcił Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step). Duet największych gwiazd tego wyścigu minął ostatniego z uciekinierów na 9300 metrów przed metą.
Jonas Vingegaard jechał dziś bardzo mocno, ale przez kolejne kilometry Tadej Pogačar nie miał problemów z utrzymaniem jego koła. Remco Evenepoel z kolei na 7 kilometrów przed metą tracił już pół minuty i wyglądało na to, że Belg na dobre umocni się na 3. miejscu tracąc kolejne sekundy do najlepszej dwójki i zdecydowanie odjeżdżając pozostałym.
5300 metrów przed metą Tadej Pogačar wstał z siodełka, zaatakował i bez większych problemów odjechał od Jonasa Vinegaarda. Słoweniec szybko zaczął powiększać przewagę i stało się jasne, że dziś jego przewaga w klasyfikacji generalnej zdecydowanie wzrośnie i zdecydowanie przekroczy 2 minuty na tydzień przed końcem wyścigu.
💥@TamauPogi attacks and drops Jonas Vingegaard!
💥 @TamauPogi attaque et lâche Jonas Vingegaard !#TDF2024 pic.twitter.com/Mu9pZVlBQJ
— Tour de France™ (@LeTour) July 14, 2024
3 kilometry przed metą Tadej Pogačar miał już 30 sekund przewagi nad Jonasem Vingegaardem i aż 2 minuty nad jadącym na 3. miejscu Remco Evenepoelem. Pireneje przyniosły ogromne różnice, a zawodnicy dawali dziś z siebie wszystko mając w perspektywie dzień przerwy oraz stosunkowo prosty, dedykowany sprinterom etap we wtorek.
Kilka minut później Tadej Pogačar przeciął linię mety i tym samym wygrał swój 14. etap Tour de France w karierze. Jonas Vingegaard stracił dziś minutę i 8 sekund, a zatem w klasyfikacji generalnej różnica między Słoweńcem a Duńczykiem wzrosła do aż 3 minut i 9 sekund. Do końca wyścigu zostaje 6 dni ścigania.
Wyniki 15. etapu 111. Tour de France:
Wyniki dostarcza FirstCycling.com
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Najnowsze artykuły










Wczoraj cieszyłem się bardzo ze zwycięstwa Tadeja.
Dziś mam mieszane uczucia pomimo, w zasadzie, rozstrzygnięcia wyścigu na korzyść kolarza któremu kibicuję.
Smutny był widok cierpiącego Jonasa i jeszcze te opowieści Tomasa Jarońskiego o rybaku i złotej rybce.
Szacunek dla Jonasa, że podjął rękawicę.
Etap brutalny, za brutalny.
Mi też szkoda Jonasa , jednak ta straszna kontuzja swoje zrobiła. Ale czasy jakie kręci ta dwójka na tych podjazdach , budzi bardzo poważne wątpliwości . Za parę lat może się okazać jak nas w konia robili , niestety .
Jakoś Vingegard nie miał litości dla Tadeja jak on cierpiał rok temu, więc daj sobie spokój. To sport i walka o prestiż i duże pieniądze. Zresztą Tadej jest w takiej formie że moim zdaniem Jonas w dyspozycji z przed roku by go nie zerwał z koła ani wczoraj ani dzisiaj.
Ze spokojem Grzesiek, jeszcze nie wszystko rozstrzygnięte. 3 minuty (i więcej) nad przeciwnikiem da się niespodziewanie nadrobić jednym atakiem (Froome, Quintana, Sastre), a co dopiero mając do dyspozycji jeszcze kilka dogodnych do tego etapów.
Niektórzy uważają, że takich wyścigów nie da się oglądać. Moim zdaniem takie etapy ogląda się najlepiej. Nuda to by była, gdybyśmy oglądali same finisze z peletonu. Nie ważne, czy zawodnicy koksują, ważne że dostarczają rozrywki.
Widok cierpiącego Pogacara na Granon, Hautacam, Col de Loze czy zeszłorocznej czasówce w pełni rekompensuje cierpienia Duńczyka. Niech cierpi. Jakim on cudem jedzie koło w koło z Pogacarem po tylu tygodniach obrażeń to tylko jego zespół i doktorzy wiedzą. Pogacar rok temu też trenował na stacjonarnym i w górach wyszły braki w przygotowaniu. Ale Duńczyk jak to Duńczyk (Riis, Rasmussen), walczy o wygraną.CUDA.
Prawie cztery minuty lepiej od rekordu Pantaniego z 1998. CUDA!!!
Plateau de Beille (15.74km – 7,94% – 1250m)
2024 | 39’44” | Tadej Pogacar
2015 | 45’31” | 9 riders
2011 | 46’20” | Jelle Vanendert
2007 | 44’07” | Alberto Contador, Michael Rasmussen
2004 | 45’31” | Lance Armstrong, Ivan Basso
2002 | 45’55” | Lance Armstrong
1998 | 43’28” | Marco Pantani
Przy Pogaczarze to Armstrong, Pantani nie mogliby by być nawet jego pomocnikami w UEA. Tacy niedzielni rowerzyści bym rzekł. Ciekawe co i kiedy tym razem „wyjdzie”. A wyjdzie.
Evenpoel wciaz daje rade… za kilka lat jest w stanie wygrac Tour
Chyba nie zrozumiałeś postu Aleksandrze. Mi szkoda że miał po prostu taką poważną kraksę , a nie że ktoś z tej dwójki miał się nad kimś litować. Co by się działo gdyby obaj byli w pełni sił, chyba trzeciemu dołożyliby 6 minut. To budzi wątpliwości. Że coś mogą mieć czego inni nie mają i nie chodzi o talent i pracę, bo tego im odmówić na pewno nie można .
Dlaczego nie opublikowano moich 3 wiadomości??? Próbujecie chronić kolarzy przed „podejrzeniami”???
Pogacar prawie 4 minuty lepszy od Pantaniego. Redakcja nie publikuje moich komentarzy.
Tadek wie jakie waty kręci i Jonas też wie jakie waty kręci. Nie wiem co z tego ale tak napisałem.
Przykro się to ogląda – człowiek nie jest w stanie tak jeździć i prawie nie okazywać zmęczenia. Niesmacznie i przykro.
Jonas nie ma teamu, albo team odmowil bierania tych samych supli co on.
Tadej show, Giro i Tour dublet w końcu ktoś to zaatakował, nie zdziwiłbym się jakby pojechał Vueltę w tym roku. Przekozak.
Z jednej strony wyścig prawie rozstrzygniety ale fajnie się ogląda jak Pogacar się nie czai i atakuje. Co do Vingegaarda to uważam, że jest w formie podobnej albo niewiele gorszej niż rok temu mimo tej kontuzji. 2 Jonas nad 4 Almeidą ma prawie 8 minut przewagi, to jest przepaść. Po prostu w tym roku Tadej wskoczył na jeszcze wyższy niesamowity poziom.
Z jednej strony wyścig prawie rozstrzygniety ale fajnie się ogląda jak Pogacar się nie czai i atakuje. Co do Vingegaarda to uważam, że jest w formie podobnej albo niewiele gorszej niż rok temu mimo tej kontuzji. 2 Jonas nad 4 Almeidą ma prawie 8 minut przewagi, to jest przepaść. Po prostu w tym roku Tadej wskoczył na jeszcze wyższy niesamowity poziom.
Andrzej: „co dopiero mając do dyspozycji jeszcze kilka dogodnych do tego etapów.”
I wiadro przepysznej wołowiny 😉
Jonas zginął od własnej broni. Jeśli Tadej będzie jechał mądrze i siedział na jego kole to dowiezie żółta koszulkę do Paryża. Jednak Pogi to Pogi i na pewno będzie atakował czyli Dunczyk swoje szanse może dostać. Co do sugestii odnośnie ich mocy to raczej nie mam złudzeń. Tak samo jak i co do reszty czołówki oraz innych sportów wyczynowych.
Po pierwsze tylko dzwon albo mocna bomba jakie Tadek miewał może go pozbawić zwycięstwa. Po drugie już bez przesady, w zeszłym roku to Tadek podjął rękawice mimo kontuzji i przerwy w przygotowaniach (oczywiście nie tak dużej jak u Viniego, ale też rozbrat był). Po trzecie kręcą czasy bo są mocni, rowery lżejsze, sztywniejsze, wiedza treningowa o nieba lepsza, podobnie jak z żywieniem. Spójrzcie na ich wiek. Kiedyś nawet mocny młodzian nie zostałby dopuszczony przez starą gwardię, a ci dwaj za 7-10 lat będą tak ujechani, że w peletonie ich nie będzie. Zostało im 3-4 lata primetime max.
Obaj są wspaniali. Szkoda, że jeden z nich musi przegrać. Jonasowi należy się wielki szacunek za ambitny atak mimo braku najwyższej formy. Tadejowi gratulacje za przetrzymanie i poprawkę. Brawa dla obu panów.
A co jeśli Jonas faktycznie jest w idealnej formie jak twierdził przed startem, tylko Tadej przygotował się jeszcze lepiej? Choć twierdzenia Vingegaarda są mało prawdopodobne to jednak mam nadzieję, że do Tadeja nie przylgnie łatka że wygrał Giro i Tour bo nie miał się z kim ścigać. Choć na Giro faktycznie trochę tak było, to tutaj nie dostanie tego zwycięstwa za darmo.
Niedziela była, finał Mistrzostw Europy… Naszosie.pl to nie jest strona, na której ktoś czuwa nad komentarzami 24 godziny na dobę. Co do dopingu, nie zgadzam się z Panem, wolę wierzyć, że to wszystko jest efektem postępu technologicznego, no ale każdy ma prawo do przedstawiania swojego punktu widzenia
Ja nie sądzę że ci Panowie coś biorą nielegalnego.
Vingegard szykuje formę wyłącznie na Tour, ma budowę typowego górala, no i w czasie wyścigu jest w 100% skoncentrowany na celu, jakim jest wyłącznie zwycięstwo w GC (czego nie można powiedzieć o Pogacarze).
A Pogacar z kolei to jakiś fenomen fizjologiczny, coś jak np. wielkie stopy Iana Thorpe’a. Może się kiedyś dowiemy co (wielkie płuca?, inaczej zbudowane mięśnie?), bo człowiek z wyglądu przypomina kolegę z sąsiedztwa, a nie najlepszego kolarza w ostatnich 50 latach. Od młodego osiąga mega wyniki, więc to raczej nie jest kwestia nielegalnego wspomagania – bo brania też trzeba się z wiekiem nauczyć :).
Coraz bardziej prawdopodobne robi się, że za parę lat brudy będą wychodzić.
No i w końcu znalazły się te procenty którymi tak kuszą producenci rowerów xD Wygląda na to że dane nam jest żyć w złotym wieku kolarstwa. Super się to ogląda.
A mi nie żal Jonasa ani nie mam uniesień nad kunsztem Tadeja – podchodzę do tego obojętnie.
Łzy mi płyną jak patrzę na dzisiejsze 41 min straty Kwiatkowskiego albo wczorajsze 15min.
Bez jaj…. to amatorszczyzna
Też trzeba wziąć pod uwagę, że podczas TdF Pogacar obligatoryjnie jest badany każdego dnia odkąd założył żółtą koszulkę.
Kolarstwo było jakie było, ale dzisiaj wszystko wskazuje na to, że kolarstwo jest dużo bardziej czyste. Albo znaleźli coś, co wspomaga i nie jest nielegalne.
Polecam zrozumieć, że nie każdy kolarz walczy o miejsce w klasyfikacji generalnej – szkoda łez na coś, co jest zgodne z taktyką drużyny i specyfiką tego sportu. 😉
Do Pana Bartka Kozyry.
W latach 2000–2005 ja i mój kolega Ryszard byliśmy wyśmiewani na forum Onetu za nasze przekonanie o wspomaganiu Lance’a. Po latach wyszło, że mieliśmy rację. Ja nawet pisałem wtedy, że Lance może mieć ukryty silniczek w rowerze. I nadal uważam Lance’a za najlepszego w historii TdF, a teraz kibicuje Pogacarowi od kilku sezonów. Ale mam prawo „podejrzewać”. Pozdrawiam
Ma Pan prawo do podejrzeń, ale Pańskie komentarze idą dalej – zamiast przypuszczeń pisze Pan w formie tez jakby te sprawy były pewne. Bez jakichkolwiek dowodów w polskim prawie nazywa się to pomówieniami i jedyne Pana szczęście jest takie, że „poszkodowani” nie mają pojęcia o Pana istnieniu, więc i pozwów nie będzie. 😉
Oczywiście, że ma pan prawo i doskonale to rozumiem. Mam nadzieję, że z mojego komentarza nie wynika nic innego. Ja jedynie mam nadzieję, że się Pan myli, bo nie wiem, czy chciałbym pisać o kolarstwie albo w ogóle je śledzić, gdyby okazało się, że to znowu jest jedno wielkie oszustwo
Panie Jakubie, dało się od razu zauważyć Pana niechęć do mnie. W sumie nie wiem dlaczego, podejrzewam, że jestem sceptyczny co do wszystkiego w zasadzie i tu niechęć do mojej osoby. Co do pomówień, to sam chciałbym ocenę prawnika w tym temacie, ja piszę jedynie o „cudach” i nigdzie nie używam świadomie słów oszustwo czy doping. Ale chciałbym analizę podjazdu, rowerów, parametrów zawodnika, paszportu biologicznego i wyjaśnienia, co niektórzy kolarze mają na myśli, że kilkanaście ostatnich kilometrów przejeżdża się bez bólu, gdyż są jakieś „specyfiki” w płynie, które kolarze piją. I to dałoby odpowiedz, jak można było złamać Pantaniego o 3:30 a nie o 0:30. Już takie „cuda” oglądaliśmy na Giro 2005. Pozdrawiam
To nie niechęć, to reakcja na teksty typu „Próbujecie chronić kolarzy przed „podejrzeniami”???”, „Niech redakcja przyjrzy się takim „cudom” czy „Ciekawe co i kiedy tym razem „wyjdzie”. A wyjdzie.” Skoro wyjdzie to nie jest to przypuszczenie, a jasne wskazanie, że coś nielegalnego istnieje.
Panie Jakubie. Oczywiście, że „wyjdzie”. Sam nie wiem jednak co i dlatego chciałbym kiedyś ujrzeć wspomniane gdzieś tam przeze mnie porównanie kilku czynników. A może im wszystkim w weekend po prostu wiatr w plecy wiał? Wyjaśnień może być dużo, ale jak ugrać z uśmiechem na twarzy 3:30 to ja pojęcia nie mam.