– Zawód, no zawód… Przyjechałem tu po złoto i tylko to tak naprawdę mnie interesowało i znowu się nie udało – powiedział Mateusz Gajdulewicz po indywidualnej jeździe na czas w Mistrzostwach Polski, w której wywalczył srebrny medal. Zawodnik francuskiej drużyny Vendee U ponownie uległ jedynie Kacprowi Gierykowi.
Mateusz Gajdulewicz i Kacper Gieryk od kilku lat rywalizują ze sobą o złoty medal kolejnych mistrzostw Polskich w indywidualnej jeździe na czas. Pierwszy z nich – obecnie ścigający się w Vendee U – po koszulkę z orłem sięgnął w 2021 w juniorze, wygrywając z Kacprem Gierykiem o ułamek sekundy.
Następnie obaj zawodnicy rozpoczęli swoją przygodę w kategorii U23, w której kontynuowali swoją rywalizację. Dziś obserwowaliśmy jej kolejną odsłonę i po raz trzeci lepszy okazał się w niej Kacper Gieryk.
– Zawód, no zawód… Przyjechałem tu po złoto i tylko to tak naprawdę mnie interesowało i znowu się nie udało. Dałem z siebie wszystko i pojechałem tyle, co miałem. Jeszcze nie miałem czasu spojrzeć, ale chyba 2 watów zabrakło do rekordu, ale pojechałem w granicach swoich maksymalnych możliwości. Co roku podnoszę swój poziom, ale Kacper też go podnosi i cały czas troszkę brakuje
– mówił Mateusz Gajdulewicz po indywidualnej jeździe na czas orlików, któremu na osłodę pozostało zwycięstwo w Akademickich Mistrzostwach Polski.
Zmagania odbyły się na niespełna 30-kilometrowej trasie ze startem i metą w Radzanowie. Mateusz Gajdulewicz stracił do zwycięskiego Kacpra Gieryka 24 sekundy i o ponad pół minuty wygrał z trzecim Konradem Waliniakiem.
– Parę hopek dało się poczuć. Trasa bardzo fajna, jestem pozytywnie zaskoczony, że nie była to prosta i nawrót, jak klasycznie to bywało. Bardzo się cieszę, że było to okrążenie i mam nadzieję, że pójdziemy w tę stronę, może zahaczymy też kiedyś o jakieś miasto i techniczną sekcję, bo takie czasówki są na zachodzie i fajnie by było, żebyśmy też mieli je w Polsce, by to ćwiczyć. Pogoda płatała też dzisiaj figle, na szczęście u nas obyło się bez deszczu, ale wiatru nie zabrakło – naprawdę potrafiło powiać
– opisywał Mateusz Gajdulewicz.
Polski zawodnik już drugi sezon ściga się w zapleczu ekipy TotalEnergies – Vendee U, w barwach którego rywalizuje w prestiżowych, zachodnich wyścigach. Gajdulewicza możemy również oglądać w barwach narodowych – w ostatnich tygodniach startował w nich w ORLEN Wyścigu Narodów i Wyścigu Pokoju U23. Polską imprezę zakończył na wysokim, 16. miejscu, a na etapie do Szczyrbskiego Jeziora został złapany tuż przed metą po aktywnej jeździe i odważnym ataku.
– Ostatnie dwa miesiące były szczytowe. Miałem bardzo dobre nogi i wciąż je mam. Myślę, że da się jeszcze coś poprawić – nigdy nie trenowałem na wysokości, więc jest jeszcze pole do poprawy, ale na pewno przyjechałem tu przygotowany i w swojej życiowej formie, tak że nie mam na co narzekać i ten progres cały czas jest, z czego jestem zadowolony
– mówił.
– Sezon zaczął się ciężko we Francji, miałem wrażenie, że nie mogę dojść do swojego rytmu. Poprawiło się to po Liege, gdzie mimo że skończyłem w piątej dziesiątce, to wyścig ukończyło około 70 ze 140 zawodników, więc od tamtej pory było coraz lepiej. Później pojechałem dobre Ronde de l’Isard, gdzie podniosłem poziom pewności siebie. Pomimo że nie wygrywałem, to przyjeżdżałem non stop w top20 w Pirenejach, tak że naprawdę na ciężkich etapach. Następnie ORLEN Wyścig Narodów, gdzie miałem świetne nogi razem z Filipem Gruszczyńskim. Tam trochę przesadziłem na jednym z etapów, więc byłem trochę niżej, niż tego oczekiwałem, ale było super. Wyścig Pokoju był najgorszy ze wszystkich w tym roku – trasa, drogi i finisze były tragiczne, po zjazdach, w deszczu. Było bardzo niebezpiecznie. Nogi miałem całkiem dobre, ale myślę, że byłem też trochę zmęczony po trzech etapówkach, ale odpocząłem i przyjechałem tu znowu w dobrej dyspozycji. Jeszcze dwie szanse na koszulkę są, mam nadzieję, że się uda, a potem lecę na obóz z drużyną w Pireneje
– obszernie relacjonował Mateusz Gajdulewicz.
W Pucharach Narodów, a także innych wyścigach, pokroju Liege-Bastogne-Liege czy Ronde de l’Isard, gdzie Polak również uplasował się w drugiej dziesiątce, Mateusz Gajdulewicz rywalizuje z najlepszymi kolarzami z kategorii U23 na świecie. Starty w tego typu imprezach, na wysokich prędkościach podnoszą jego poziom, jednak – jak przyznaje zawodnik – ma to również swoje negatywne strony.
– Wpływa to pozytywnie, ale też czasem negatywnie, bo potrafi uderzyć po psychice. Wyścigi bywają ciężkie, ale jestem bardzo zadowolony ze swojego kalendarza w tym sezonie. W ostatnim czasie nie pamiętam wyścigu, który był takim przelotem treningowym, bo wszystkie były ważne i ciężkie – myślę, że tak pozostanie. Może pojadę teraz jakiś wyścig w Pirenejach, mam nadzieję, że pojadę Tour Alsace, gdzie jeden z etapów kończy się zazwyczaj pod La Planche des Belles Filles, a później Tour de l’Avenir i po dzisiaj mistrzostwa Europy i świata na czas, mam nadzieję, że również ze startu wspólnego
– zakończył Mateusz Gajdulewicz, którego w Mistrzostwach Polski zobaczymy jeszcze w piątkowym wyścigu orlików oraz w niedzielnych zmaganiach elity ze startu wspólnego.
Z Mateuszem Gajdulewiczem w Radzanowie rozmawiał Kacper Krawczyk
Redakcja Naszosie.pl będzie relacjonowała dla Państwa wszystkie wydarzenia z Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym Płock 2024 prosto z serca wydarzeń. Przygotujemy relacje tekstowe z każdego dnia rywalizacji, a także obszerne zapowiedzi, podsumowania zmagań każdej kategorii oraz liczne wywiady. Śledźcie nasz portal podczas tego wyjątkowego wydarzenia!
- Zapowiedź Mistrzostw Polski
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorek
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas juniorów
- Relacja z jazdy indywidualnej na czas orlików
- Wszystkie artykuły o Mistrzostwach Polski 2024









