Remco Evenepoel znów wygrał etap Vuelta a Espana. Daleko za jego plecami linię mety przekroczyli Damiano Caruso i Max Poole.
180-kilometrowy odcinek z Pola de Allande do La Cruz de Linares był ostatnim na trasie tegorocznej Vuelty, który z całą stanowczością można było nazwać „górskim”. Choć przed zawodnikami wciąż pozostaje jeszcze pagórkowaty 20. odcinek o bardzo interesującej trasie, to faworyci klasyfikacji generalnej doskonale wiedzieli, że jeśli chcą coś zmienić, to nie mają już na co czekać.

„Ostatni górski etap” oznaczał także ostatnią szansę na duże punkty w klasyfikacji górskiej, w postaci m.in. ostatnich trzech premii górskich pierwszej kategorii. Do zdobycia było aż 38 oczek – więcej niż na trasie trzech pozostałych etapów razem wziętych (czyli w praktyce tylko na trasie 20. etapu). Te możliwe do zdobycia punkty i jedna z dwóch ostatnich możliwości sięgnięcia po etapowe zwycięstwo przyciągnęła do odjazdu dnia m.in. Remco Evenepoela, Damiano Caruso i Egana Bernala.

Jako że kolarze Jumbo-Visma nie byli szczególnie zainteresowani gonieniem uciekinierów, ci szybko wywalczyli sobie bardzo dużą przewagę, która błyskawicznie dobiła do ponad 10 minut. Podwójnie zadowolony w tej sytuacji mógł być Remco Evenepoel. Belg nie tylko bezproblemowo zgarnął zwycięstwa na 3 pierwszych górskich premiach, czym zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji górskiej (pod warunkiem ukończenia wyścigu), ale też stanął przed szansą na drugie zwycięstwo etapowe.
Selekcja
Początkowo uciekinierzy trzymali się razem. Nie mieliśmy żadnej większej selekcji, a jedynym spośród harcowników, który został nieco z tyłu był Hugo Hofstetter. Sytuacja zmieniła się dopiero na Alto de Tenebredo, gdzie na nadawanie mocniejszego tempa zabrał się Evenepoel. Praca Belga spowodowała, że w czołówce do szczytu utrzymali się oprócz niego jedynie Bernal, Caruso, Kron, Poole i Ourselin, do których po zjeździe dołączył jeszcze Piccolo i Bernard. Dopiero po tamtej selekcji tempo wzrosło, a współpraca zaczęła się układać naprawdę dobrze.
Jeszcze bardziej ucieczka przerzedziła się podczas kolejnej wspinaczki. Do podnóża pierwszego podjazdu pod Puerto de la Cruz de Linares dojechała ośmioosobowa a już po kilku kilometrach mocna praca Remco Evenepoela spowodowała, że grono zawodników walczących o zwycięstwo zawięziło się do trzech – Evenepoela, Poole’a i Caruso.
Zwycięzca może być tylko jeden
Z całej trójki zdecydowanie najmniej utytułowanym kolarzem był Max Poole, jednak jego obecność w tym gronie nie mogła zaskakiwać. Brytyjczyk, pomimo swoich 20 lat już wielokrotnie pokazywał w przeszłości, że stać go na duże rzeczy. Czwarte miejsca w Tour de Hongrie i Tour de Romandie to tylko najbardziej imponujące z jego tegorocznych osiągnięć. Teraz mógł do nich dołączyć etap Vuelta a Espana – warunek był jeden – przetrwać tempo narzucane przez Evenepoela.
Nie było to łatwym zadaniem, jednak Brytyjczyk walczył dzielnie. Gdy na cztery kilometry przed metą Belg zdecydował się na znaczące przyspieszenie, po którym z tyłu został Caruso – on trzymał się dalej. Niestety, robił to już ostatkiem sił, a kilkanaście sekund później i on musiał się poddać. Zwycięzca mógł być tylko jeden i wszystko wskazywało na to, że będzie nim aktualnie panujący mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas.
W drugiej części podjazdu błyskawicznie powiększał swoją przewagę, a na szczyt wjechał z półtoraminutową przewagą. I choć na zjeździe różnica zmalała do minuty, to jego zwycięstwo nawet przez moment nie było zagrożone. W płaskim terenie Belg odzyskał to, co stracił wcześniej, na podjeździe jeszcze bardziej odjechał swojemu rywalowi i linię mety przekroczył ponad 4 minuty przed drugim Damiano Caruso.
Walka w drugim szeregu
Za plecami Belga nie było wielkich emocji. Owszem – mieliśmy atak Własowa na ostatnim płaskim odcinku etapu, mocną pracę Bahrain-Victorious i ataki Mikela Landy, ale ostatecznie do mety w głównej grupie 10 minut za plecami Belga, dojechała cała czołowa szóstka klasyfikacji generalnej.
Tym razem Vingegaard i Roglic nie próbowali zostawiać z tyłu lidera wyścigu. Przez cały czas wyglądali jak pełnokrwiści pomocnicy Amerykanina, którzy nadawali odpowiadające mu tempo i gonili za uciekającymi mu rywalami. Na koniec zmęczony Duńczyk został jeszcze o kilka sekund z tyłu, powiększając swoją stratę do 17 sekund w „generalce”.
Wyniki 18. etapu Vuelta a Espana 2023:
Results powered by FirstCycling.com









Po raz trzeci
Kto ma w przyszłości wygrywać wielkie toury, jak nie Remco? Po prostu na razie zabrakło doświadczenia, ale w przyszłości będzie tylko mocniejszy.
Czy rzeczywiście oglądanie jak Jonas daje po hamulcach, żeby Sepp mógł uzyskać większą przewagę to było takie satysfakcjonujące wszystkich krzyczących widowisko?
Tak sobie myślę, że ten dzień słabości Remco gdzie stracił 20 min może mu wyjść na dobre. Zamiast męczyć się w generalce z Jumbo to zgarnia etapy i koszulkę górala. Patrząc na Ayuso czy Landę – zero etapów, a i tak za Jumbo, więc w teorii Remco wyciąga więcej niż oni z tego wyścigu.
Swoją drogą Remco pokazuje zawziętość i determinację, super fajny zawodnik do oglądania.
Jak się jeden etap odpoczywa to drugi wygrywa. Daleka droga Remco do prawdziwych sukcesów. Gdyby ekipa Jumbo jechała na poważnie to Remco nie wygrałby żadnego etapu
Remco jest dobry ale nie na Wielkie Góry
@Marta Wiśniewska Dokładnie takie samo pytanie chciałem zadać. Co niektórym chyba te kolarskie „obyczaje” rzuciły się na głowę i zapominają, że sport to przede wszystkim rywalizacja.