Andreas Kron to w tej chwili zdecydowanie najskuteczniejszy zawodnik, jeśli chodzi o występy w worldtourowych etapówkach. Wygrał już pierwszego dnia startów w tego typu wyścigach.
Dwudziestodwuletni Duńczyk zaledwie od kilku tygodni jest zawodnikiem Lotto Soudal, do którego przeszedł z Riwal Readynez – zespołu jeżdżącego w zeszłym sezonie w drugiej dywizji.
Debiut w belgijskiej ekipie jest już dawno za nim – w tym sezonie przejechał już m.in. Grand Prix Cycliste la Marseillaise (otwarcie europejskiego sezonu) i dwóch worldtourowych klasykach – Omloop Het Nieuwsblad oraz Strade Bianche. Jednak największymi sukcesami Duńczyka w karierze były etapowe skalpy w Tour de Luxembourg i… Orlen Wyścigu Narodów.
Do dzisiaj. Na pierwszym etapie Volta a Catalunya młody kolarz najpierw załapał się do czteroosobowej ucieczki, a później na finiszu pokonał Luisa Leona Sancheza, który właściwie mógłby być jego ojcem. Nic dziwnego, że zaraz po wyścigu nie był w stanie wydusić zbyt wielu słów.
To jakieś szaleństwo. Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej, za bardzo rozpiera mnie radość… Byliśmy dziś świetni jako zespół – najpierw uciekał Moniquet, który zdobył koszulkę najlepszego górala, potem ja znalazłem się w czołówce. Wow, to coś niesamowitego
– mówił przed kamerami.
Zdecydowanie bardziej rozgadany był później, gdy już zdążył ochłonąć. Zdradził wtedy, że podczas czteroosobowego finiszu dość mocno wierzył w swoje możliwości.
Podczas tamtego etapu w Wyścigu Dookoła Luksemburga pokonałem na finiszu Diego Ulissiego, więc dziś wiedziałem, że jestem w stanie wygrać na finiszu. Zwłaszcza że na ostatnich kilometrach zrobiłem wszystko tak, jak należy. Wykonałem swoją robotę, ale i tak udało mi się zaoszczędzić trochę sił. Do tego zacząłem sprint z idealnej, ostatniej pozycji, dzięki czemu do końca mogłem liczyć na ochronę przed wiatrem. Wszystko poszło perfekcyjnie
– mówił oficjalnej stronie swojego zespołu.
Można się spodziewać, że przed 22-letnim Kronem wielka przyszłość. Jego dotychczasowe dokonania wskazują na to, że w przyszłości może być wspaniałym puncherem, walczącym na przykład w bardzo lubianych przez siebie ardeńskich klasykach. Na razie jednak cieszy się tym, co osiągnął dziś:
Odkąd jako dziewięciolatek zacząłem uprawiać kolarstwo, marzyłem o takiej chwili, o worldtourowym zwycięstwie. To największa kolarska scena. Wygrywanie na niej daje niesamowitą satysfakcję
– zakończył.





![Tomasz Marczyński – 60 minut z Loco [wywiad]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2021/03/Tomasz-Marczynski-218x150.jpg)


