fot. Instagram Jana Jackowiaka / Alessia Tosoni • ATPhotography

Przylot z Kanady, w sobotę srebro Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 w wyścigu ze startu wspólnego orlików, dzień później rekonesans czasówki, by mieć czas na wtorkowy występ dla swojego zespołu we Włoszech, po którym powrót do Słowenii i w środę 17. miejsce w jeździe indywidualnej na czas podczas czempionatu Starego Kontynentu. Ostatnie dni Jana Jackowiaka były bardzo intensywne, a zatem mieliśmy co podsumowywać.

Po środowych czasówkach rozgranych w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 porozmawiałem z całą trzynastką biało-czerwonych, którzy zaprezentowali się w naszych barwach narodowych na słoweńskich drogach. Jeśli chodzi o zmagania orlików, to minimalnie lepszym z naszego duetu okazał się być Jan Jackowiak, który zmagania w 37-osobowej stawce pełnej gwiazd swojej kategorii zakończył na 17. pozycji. Jakie wrażenia po tym przejeździe miał 18-letni Polak?

W sumie jest super. Biorąc pod uwagę czas poświęcony w tym roku na tę konkurencję, stawkę, w której się ścigaliśmy, sprzęt jaki posiadam, a raczej to ile razy wsiadałem na ten rower – czyli ogólnie patrząc na całokształt pojechałem dziś solidną czasówkę. Jeszcze wczoraj się ścigałem we Włoszech, także na pewno to się odzywało, ale jestem zadowolony z tego jak rozłożyłem siły, jak wchodziłem w zakręty. W zasadzie poza tym, że spadł mi łańcuch i straciłem na niego kilka sekund na szczycie podjazdu, to w zasadzie był to bezbłędny przejazd i wiem, że Sylwek [Szmyd], który za mną jechał, też jest zadowolony

— opowiadał Jan Jackowiak, którego dopytałem o zdarzenie z łańcuchem – na transmisji zobaczyliśmy tylko krótki urywek ukazujący istnienie problemu, ale nie zaprezentowano nam jak poważna to była usterka i ile zajęło jej opanowanie.

Spadł łańcuch, musiałem go ręcznie założyć i w sumie to było tylko tyle

— dodał reprezentant Polski.

Tym samym za Janem Jackowiakiem już niemal cały premierowy sezon w kategorii orlika – to był z pewnością bardzo szalony okres, podczas którego mieliśmy tak piękne momenty jak srebrny medal mistrzostw Europy w wyścigu ze startu wspólnego, walkę o triumf na królewskim etapie Tour de l’Avenir, w którego klasyfikacji generalnej 18-latek zajął 8. miejsce, zwycięstwa w we włoskich wyścigach dla orlików czy 6. lokatę i koszulkę młodzieżową Giro di Sardegna (2.1). Przed młodym kolarzem Bahrain Victorious Development Team co prawda jeszcze wylot do Japonii i debiut u boku kolarzy z World Teamu podczas Utsunomiya Japan Cup Road Race (1.Pro), ale chyba można już teraz podsumować te ostatnie miesiące.

Myślę, że to był solidny rok pod każdym względem – to, ile się nauczyłem, ile spokoju złapałem, jak radzę sobie z codziennością i o ile więcej obciążeń znoszę, ile mam startów i dobrych wyników… W kontekście rozwoju mogę być nawet bardzo zadowolony

— odpowiedział Jan Jackowiak, którego zapytałem o zestawienie pt. „oczekiwania a rzeczywistość” oraz plany na kolejny rok.

Myślę, że mogę być zadowolony. Wróć – tak, na pewno mogę być zadowolony. Teraz dobrze odpocznę po tym sezonie i pewnie od połowy listopada będziemy planować co dalej, ale na pewno na tej liście znajdzie się kilka wyścigów z World Teamem. Do tego Tour de l’Avenir, Giro d’Italia Next Gen i mistrzostwa świata we Francji. Myślę, że w efekcie będę miał trochę więcej startów niż w tym roku, a to będzie kolejny krok w stronę World Touru. Konkretne cele i wyniki? Te trzymam dla siebie

— przekazał reprezentant Polski, na co dzień zawodnik Bahrain Victorious Development Team.

Miejsce na podziękowania pojawiło się już przy okazji naszej rozmowy po srebrnym medalu Jana Jackowiaka, ale że tych nigdy za wiele, to i w kontekście nie tylko samego krążka, ale i całego sezonu zapytałem o osoby, które odegrały na tyle ważną rolę, iż warto o nich wspomnieć z wdzięcznością.

Na pewno jeszcze raz podziękuję rodzinie, drużynie, całej kadrze… Kurczę, lista jest długa naprawdę i liczę, że wszyscy, którzy na niej są doskonale o tym wiedzą. Miałem naprawdę mało negatywnych chwil w tym roku i jestem za to bardzo wdzięczny ogółowi osób w moim otoczeniu

— zakończył Jan Jackowiak.

W Šenčur z reprezentantem Polski rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułTour of Chongming Island 2026: Bez niespodzianki. Lorena Wiebes wygrywa na otwarcie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze