fot. Instagram Kacpra Gieryka

Choć 23-letni Sven Pijnenburg zapewne nie podbiłby światowego peletonu, to bez wątpienia Holender był jednym z wielu zawodników uprawiających kolarstwo na całkiem niezłym poziomie. Wszystko zmienił jednak jeden wypadek – ciężarówka przejechała po nodze młodego kolarza, a ta musiała być amputowana. Mimo to sportowiec, który przez lata był związany z JEGG-SKIL-DJR, nie zatracił miłości do kolarstwa, a wręcz próbuje nią cały czas zarażać.

Z perspektywy polskiego kibica Sven Pijnenburg jest jednym z wielu anonimowych kolarzy z zagranicy – choć warto zauważyć, że Holender 2-krotnie gościł w naszym kraju biorąc udział w Karpackim Wyścigu Kurierów w latach 2022-23, a za drugim razem będąc nawet w czołówce klasyfikacji górskiej tej imprezy. 23-latek zapewne z perspektywy czasu bardzo chciałby pozostać jedynie jednym z wielu kolarzy, ale los chciał inaczej, a rozpoznawalność przyniosło mu polubione już przeszło 30 tysięcy razy nagranie, na którym widać jak ten kręci na trenażerze jedną nogą, podczas gdy druga jest amputowana. Sven Pijnenburg przeżył bowiem w ostatnich miesiącach prawdziwy dramat, ale mimo to nie zatracił jednego – miłości do kolarstwa.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Sven Pijnenburg (@svenpijnenburg)

Zostałem potrącony przez wywrotkę i wylądowałem pod nią. Przejechała mi po nodze. Wystarczy drobny błąd, a tak wielki pojazd może wyrządzić ogromne szkody… Pamiętam, że kiedy tam leżałem, pomyślałem sobie, że mogło być o wiele, wiele gorzej. Przeżyłem, ale straciłem 3 litry krwi. Niestety, byłem cały czas przytomny… Po zderzeniu sam zadzwoniłem do mamy, żeby ją o tym poinformować, a kierowca wezwał karetkę. Po przybyciu do szpitala natychmiast przeszedłem operację i zostałem przeniesiony na oddział intensywnej terapii. W ciągu pierwszych 2 tygodni otrzymałem około 16 worków krwi. Spędziłem w sumie 7 tygodni w szpitalu i przeszedłem łącznie 17 operacji. W pierwszym tygodniu ich celem była nadal naprawa mojej nogi, ale ostatecznie okazało się, że ciężarówka uszkodziła ją na tyle poważnie, że konieczna była jej amputacja. To był dla mnie cios za ciosem. Na początku amputowano tylko część poniżej kolana, potem kolejny kawałek wyżej i jeszcze jeden. Dużo cierpiałem. Teraz jednak cieszę się, że w końcu znów pojawiły się jakieś dobre momenty. Jeśli chodzi o ból, teraz nie jest tak źle, ale psychicznie trzeba się do niego przyzwyczaić. Czasami myślę, że nadal mam nogę i wtedy próbuję ją obciążać, ale oczywiście jest to całkowicie niemożliwe. Ostatnio trafiłem do ośrodka rehabilitacyjnego, gdzie pracujemy nad tym, bym mógł zacząć chodzić o protezie w przeciągu najbliższych 3-4 miesięcy

— opowiadał Holender, który mimo takich przeżyć nie ma zamiaru żegnać się z kolarstwem. Lata spędzone w peletonie sprawiły, że poznał wielu wspaniałych ludzi, a choć jego kariera pełnosprawnego sportowca została brutalnie zakończona, to nie musi to oznaczać rozbratu z rowerem – wszak istnieje przecież parakolarstwo.

Oczywiście, nadal jest bardzo ciężko. Nadal źle śpię, dużo się martwię, a w niektóre dni, kiedy mam mniej zajęć, dużo o tym myślę, ale mam wokół siebie wspaniałych ludzi. Moja rodzina jest przy mnie i mam fantastycznych przyjaciół w kolarstwie. Jest ich tak wielu, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Martijn Rasenberg, Marijn Maas, Roan Konings i Nino de Jong to moi dobrzy przyjaciele, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Marijn nawet ostatnio znowu pomógł mi wyjść z domu. Powiedział: „Chodźmy na kawę”. Nie byłem pewien, czy chcę to zrobić, bo wszyscy by się na mnie gapili, ale mnie przekonał. To było takie miłe, móc zrobić coś takiego po raz pierwszy z dobrym przyjacielem. Kolarstwo to najpiękniejszy sport, jaki istnieje, choć wyrządziło mi ogromną krzywdę. Nadal uwielbiam oglądać kolarstwo – to się nie zmieniło. Staram się ćwiczyć jak najwięcej i stawiać sobie cele. To część mentalności kolarza, która we mnie pozostała. Może czeka mnie teraz przygoda z parakolarstwem? Patrzę w jego stronę, to dla mnie aż dziwne, jak szybko istnienie jakiegoś celu sprawiło, że znów się w tym zatracam. To może być coś dla mnie. Czekam na kontakt ze strony naszego związku [śmiech]

— zakończył swoją historię Sven Pijnenburg.

Choć historia 23-letniego Holendra jest bardzo przykra, to jednocześnie może być na swój sposób inspirująca. Wytrwałość tego młodego sportowca bez wątpienia zasługuje na dostrzeżenie, a jemu samemu zostaje życzyć, by rower nadal sprawiał mu nie mniej radości niż dotychczas.

Poprzedni artykułBaskijski przystanek – zapowiedź Itzulia Women 2026
Następny artykułGiro d’Italia 2026: Niebezpieczne zachowanie jednego z „widzów” [wideo]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Piotr
Piotr

Brawo Brawo tylko się nie podawać Tak trzymać 👊👊🚴🚴❤❤👊👊