W strugach ulewnego deszczu i po dramatycznej walce na trasie wokół Eibar, Paul Seixas (Decathlon – CMA CGM) przeszedł do historii, pieczętując końcowe zwycięstwo w 65. edycji wyścigu dookoła Kraju Basków. Choć finałowy etap padł łupem Andrew Augusta (Ineos Grenadiers), który popisał się brawurowym, solowym atakiem na finałowym podjeździe, oczy całego kolarskiego świata zwrócone były na 19-letniego Francuza – ten nie tylko przetrwał zmasowane ataki rywali, ale wyjeżdża z Kraju Basków jako absolutny dominator, broniąc wszystkich posiadanych koszulek. Wielkim bohaterem dnia został również Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), którego nieprawdopodobna ambicja i wielokilometrowa ucieczka pozwoliły mu rzutem na taśmę wskoczyć na trzeci stopień podium klasyfikacji generalnej, spychając z niego dotychczasowych faworytów. Dużą cegiełkę do tego przyłożyli koledzy klubowi Norwega, którzy wykonali dziś tytaniczną pracę.
Finałowy etap Itzulia Basque Country to tradycyjnie jeden z najbardziej widowiskowych i nieprzewidywalnych dni w kolarskim kalendarzu. Krótka, ale najeżona stromymi „ściankami” trasa wokół Eibar, z sześcioma kategoryzowanymi podjazdami, stanowi idealny teren do odwrócenia losów klasyfikacji generalnej. Przed startem oczy wszystkich zwrócone były na lidera wyścigu, Paula Seixasa (Decathlon-CMA CGM). Nastoletnia sensacja z Francji zdominowała tegoroczną edycję, wygrywając aż trzy etapy i będąc liderem wszystkich czterech klasyfikacji, jednak dzisiejsza deszczowa aura i agresywna jazda rywali miały być dla niego ostatecznym testem dojrzałości. Na starcie zabrakło kilku ważnych nazwisk, w tym szóstego w „generalce” Bena Tuletta (Visma-Lease a Bike), Juliana Alaphilippe’a (Tudor Pro Cycling) oraz Enzo Paleniego (Groupama-FDJ) i Gotzona Martina (Euskaltel-Euskadi). Atmosferę dodatkowo podgrzała wiadomość o planowanej na koniec sezonu emeryturze baskijskiego bohatera, Pello Bilbao (Bahrain Victorious).

Jeszcze przed oficjalnym startem wyścigu w kolumnie rozniosła się wiadomość, że Pello Bilbao, jeden z najbardziej cenionych baskijskich zawodników ostatnich lat, ogłosił, że rok 2026 będzie jego ostatnim w zawodowym peletonie. Gdy emocje opadły, kolarze ruszyli na trasę, a wspinaczka rozpoczęła się niemal natychmiast. Pierwszy zaatakował Jardi Christiaan van der Lee (EF Education-EasyPost), jednak jego akcja została szybko skasowana przez czujny peleton.
Kluczowy moment nastąpił na pierwszym podjeździe dnia – Alto de Asentzio. Od grupy odskoczyła trójka niezwykle mocnych kolarzy: Marc Soler (UAE Team Emirates), Ben Healy (EF Education-EasyPost) oraz Mattias Skjelmose (Lidl-Trek). To zestawienie zawodników znanych z niespożytej energii i zamiłowania do długich ataków od razu zyskało kilkadziesiąt sekund przewagi. Na szczycie pierwszy zameldował się Skjelmose, zbierając punkty do klasyfikacji górskiej.
Sytuację na trasie skomplikowało nagłe załamanie pogody. Zgodnie z prognozami, nad Krajem Basków rozlał się deszcz, a temperatura gwałtownie spadła. Warunki te zmusiły Andreę Bagioliego (Lidl-Trek) do wycofania się z wyścigu. Tymczasem na zjazdach do prowadzącej trójki dołączyli kolejni kolarze: Juan Pedro López (Lidl-Trek) oraz młody Peter Øxenberg (Ineos Grenadiers).
Na podjeździe Alto de Elosua kontrolę nad pogonią przejął zespół Uno-X Mobility. Skandynawska ekipa narzuciła mordercze tempo, które doprowadziło do porwania peletonu. Z przodu uformowała się potężna, około 30-osobowa grupa pościgowa, w której Uno-X ma aż pięciu przedstawicieli, a Visma-Lease a Bike czterech (w tym Bruno Armiraila). W tej grupie widoczni są również tacy zawodnicy jak Igor Arrieta (UAE Team Emirates), Matthew Riccitello (Decathlon-CMA CGM), Guillaume Martin (Groupama – FDJ United) czy Raúl García Pierna (Movistar Team).
Prowadząca piątka pokonała szczyt Alto de Elosua, utrzymując 1 minutę i 20 sekund przewagi nad liczną, około 30-osobową grupą pościgową, w której pierwsze skrzypce grała ekipa Uno-X Mobility, mająca tam aż pięciu zawodników, w tym Tobiasa Hallanda Johannessena. Peleton tracił wówczas 3 minuty do ucieczki, która powoli powiększała swoją przewagę.
Kolejne dwadzieścia kilometrów rywalizacji przyniosło istotne zmiany w dynamice wyścigu, a pogarszające się warunki atmosferyczne zaczęły rozdawać karty na śliskich zjazdach. Gdy do mety pozostało 90 kilometrów, prowadząca piątka utrzymywała stabilną, minutową przewagę nad grupą pościgową, podczas gdy peleton tracił do nich trzy minuty. Szczególną uwagę zwróciła ostrożna jazda Juana Pedro Lópeza (Lidl-Trek) – Hiszpan na mokrych, krętych zjazdach nie zamierzał podejmować zbędnego ryzyka i stracił kontakt z ucieczką. Do czołówki zdołał powrócić dopiero w momencie, gdy droga się wypłaszczyła, tuż przed rozpoczęciem trzeciej wspinaczki dnia.
Na podjeździe pod Alto de Azkarate (3 km, 7,1%) tempo w czołówce znacząco wzrosło, co doprowadziło do chwilowego rozpadu ucieczki. Ben Healy, Mattias Skjelmose oraz López odjechali pozostałym dwóm towarzyszom, budując kilkunastosekundową lukę. Marc Soler oraz Peter Øxenberg nie złożyli jednak broni i po ciężkiej pogoni na samym podjeździe zdołali zniwelować stratę, dzięki czemu na szczycie grupa znów jechała w komplecie. Premię górską wygrał bardzo aktywny López.
Po serii intensywnych wspinaczek kolarze wjechali na dłuższy, liczący około dziesięciu kilometrów płaski odcinek trasy, który poprzedzał czwarty podjazd dnia. Ten moment relatywnego spokoju nie oznaczał jednak braku emocji w kalkulacjach taktycznych. Sytuacja wirtualna zaczęła się bowiem mocno komplikować dla zawodników walczących o czołowe lokaty w klasyfikacji generalnej.
Szczególne powody do zmartwień zyskał zespół Red Bull-Bora-Hansgrohe. Wszystko za sprawą Tobiasa Hallanda Johannessena, który jadąc w grupie pościgowej, wypracował sobie na tyle dużą przewagę nad peletonem, że w klasyfikacji „na żywo” awansował na drugie miejsce w całym wyścigu. Norweska ekipa Uno-X Mobility, wyczuwając ogromną szansę, nie przestawała dyktować mocnego tempa w pogoni, próbując za wszelką cenę zlikwidować stratę do ucieczki dnia.
Gdy tylko liderzy rozpoczęli ponowną wspinaczkę pod Alto de Elosua (6,9 km, 7,5%), spokój na trasie prysł. Choć grupa pościgowa zbliżyła się do uciekinierów na zaledwie 20 sekund, w czołówce doszło do serii brutalnych ataków, które na nowo zdefiniowały układ sił. Jako pierwszy zaatakował Mattias Skjelmose, a jego tempo byli w stanie wytrzymać jedynie Ben Healy oraz Marc Soler . Pozostała dwójka uciekinierów, w tym Juan Pedro López oraz Peter Øxenberg , nie wytrzymała tej próby i definitywnie odpadła od czołówki.
Rywalizacja w samej ucieczce nabrała rumieńców, gdy Soler spróbował solowego odjazdu. Choć Hiszpan nie zdołał się urwać, tempo nie spadło. Kolejny cios zadał Healy – Irlandczyk przycisnął tak mocno, że na moment zgubił Skjelmose, pozostawiając przy sobie jedynie Solera. Duńczyk wykazał się jednak ogromną hartem ducha i po mozolnej pogoni zdołał powrócić do prowadzącego duetu. Na 60. kilometrze przed metą trójka liderów wyglądała niezwykle mocno, powiększając swoją przewagę nad grupą pościgową do minuty, a nad peletonem do rekordowych 4 minut i 20 sekund.
Prawdziwe fajerwerki zaczęły się jednak w mocno uszczuplonym peletonie. Jako pierwszy spokój lidera postanowił sprawdzić Javier Romo (Movistar Team). Dziesiąty kolarz klasyfikacji generalnej, tracący do lidera ponad pięć minut, wyczuł szansę na awans i odważnie ruszył do przodu.
Kluczowy moment nastąpił jednak chwilę później, gdy do akcji wkroczył broniący pozycji wicelidera wyścigu, Florian Lipowitz (Red Bull-Bora-Hansgrohe). Niemiec przypuścił zdecydowany atak, próbując wykorzystać deszczowe warunki. Paul Seixas (Decathlon-CMA CGM) zareagował jednak błyskawicznie – młody Francuz natychmiast przykleił się do koła swojego najgroźniejszego rywala, nie dając mu ani metra swobody.
Peleton w tym momencie praktycznie przestał istnieć, zamieniając się w grupę rozproszonych kolarzy walczących o przetrwanie. Kolejne próby ataków podejmował Kévin Vauquelin (Ineos Grenadiers), jednak oczy wszystkich kibiców skupiły się na bezpośrednim pojedynku Seixasa z Lipowitzem.
Na 56 kilometrów przed metą, tuż przed końcem wspinaczki Seixas odpowiedział na ataki wicelidera i nikt nie był wstanie zareagować, a dominujący w tej edycji wyścigu Kraju Basków Francuz pomnkął samotnie w pogoń za ucieczką.
🔥 @seixas_paul 🤝 @decathloncmacgm se marcha solo‼️
📽️ @eitbkirolak
🔴 MORE INFO ⬇️
🔗 https://t.co/JABIxm2f7g#Itzulia2026 pic.twitter.com/S1PSJ8vrKB
— Itzulia Basque Country (@ehitzulia) April 11, 2026
Gdy wydawało się, że ucieczka i grupa pościgowa mogą realnie zagrozić losom wyścigu, Paul Seixas postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Po serii ataków ze strony rywali, Francuz najpierw dołączył do sformowanej naprędce grupki, w której jechali Kévin Vauquelin, Florian Lipowitz, Ion Izagirre oraz Harold Tejada. Wspólnie błyskawicznie dopadli uciekającego wcześniej Javiera Romo.
Prawdziwy pokaz siły lidera nastąpił jednak na ostatnich metrach wspinaczki pod Alto de Elosua. Seixas przeprowadził niszczycielski atak, na który nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Młody kolarz w mgnieniu oka zostawił za plecami Lipowitza i zaczął samotny rajd, mijając po drodze zawodników odpadających z wcześniejszej ucieczki.
W tym samym czasie Tobias Halland Johannessen ugruntował swoją wysoką pozycję w wirtualnym zestawieniu. Norweg, jadący w pierwszej grupie pościgowej, wciąż utrzymywał przewagę, która pozwalała mu realnie myśleć o podium całego wyścigu. Johannessen umiejętnie wykorzystał przetasowania w grupie faworytów, stając się jednym z największych beneficjentów dzisiejszego zamieszania.
Zupełnie inne nastroje panowały u Primoža Rogliča. Słoweniec przeżywał ogromny kryzys, zostając daleko z tyłu i tracąc do grupy lidera blisko półtorej minuty. Na szczycie Alto de Elosua jako pierwszy zameldował się atakujący koszulkę najlepszego górala Marc Soler, który wraz z Benem Healym i Mattiasem Skjelmose nieustannie parł do przodu, mimo rzęsistych opadów deszczu.
Na czterdziestym kilometrze przed metą lider wyścigu wciąż znajdował się 2 minuty i 30 sekund za prowadzącym trio, jego niesamowite tempo sprawiło jednak, że w zaledwie dziesięć kilometrów odrobił aż 40 sekund do czołówki. Seixas, jadąc samotnie, nie tylko niwelował dystans do liderów, ale przede wszystkim budował bezpieczny bufor nad grupą Floriana Lipowitza, nad którą miał już minutę przewagi.
Gdy kolarze zbliżali się do finałowych rozstrzygnięć, walka o poboczne klasyfikacje dodała pikanterii rywalizacji. Marc Soler po raz kolejny zameldował się jako pierwszy na szczycie Alto de Azkarate, zbliżając się na zaledwie jeden punkt do prowadzącego w klasyfikacji górskiej Paula Seixasa. Niedługo potem Hiszpan został co prawda za plecami Healy’ego i Skjelmose, jednak nie był to efekt nagłej słabości, lecz przemyślana taktyka UAE Team Emirates. Soler poczekał na mocną grupę pościgową, by wspomóc tam Igora Arrietę i wspólnymi siłami doprowadzić do połączenia czołówki. Plan powiódł się znakomicie – na 20 kilometrów przed metą Healy i Skjelmose zostali ostatecznie wchłonięci przez grupę Johannessena, tworząc około 15-osobowy oddział zmierzający po etapowy triumf.
W tym samym czasie lider wyścigu przechodził prawdziwy chrzest bojowy w ekstremalnych warunkach. Coraz silniejsze opady deszczu i samotna walka z wiatrem sprawiły, że Paul Seixas zaczął tracić dystans do świetnie współpracującej czołówki. Mimo krótkiej próby jazdy ze Steffem Crassem, Francuz ponownie został sam, a brak wsparcia ze strony Matthew Riccitello, który nie został wycofany z przodu przez dyrektora sportowego, tylko potęgował trudność zadania. Na dwadzieścia kilometrów przed metą strata Seixasa do grupy liderów urosła do 2 minut i 30 sekund.
W obliczu narastających trudności i ekstremalnych warunków atmosferycznych, Paul Seixas podjął kluczową, dojrzałą decyzję taktyczną. Widząc, że samotna pogoń w strugach deszczu kosztuje go zbyt wiele sił, Francuz wycofał się do podążającej za nim grupy, w której jechał Florian Lipowitz. Dzięki temu Seixas przestał tracić dystans w tak gwałtownym tempie i mógł nieco odetchnąć przed ostatnią trudnością dnia. Wciąż zagadką pozostawała nieobecność Matthew Riccitello, który ostatecznie nie pojawił się u boku swojego lidera, co sugerowało, że Amerykanin mógł zostać odczepiony na wcześniejszych kilometrach.
Tymczasem czołowa grupa, w której wciąż jechał Tobias Halland Johannessen, rozpoczęła finałową wspinaczkę pod Alto de Asentzio (7,2 km, 5,3%). Duży skok w klasyfikacji wirtualnej zanotował również Igor Arrieta, który w tamtym momencie przesunął się na piątą lokatę. Mimo że przewaga uciekinierów nad grupą lidera urosła do 3 minut i 20 sekund, pozycja Seixasa w kontekście końcowego zwycięstwa pozostała stabilna. Francuz, mający przed etapem blisko sześć minut przewagi nad Norwegiem, kontrolował sytuację, wiedząc, że musi jedynie dowieźć tę stratę do mety w Eibar.
Ostatnie dziesięć kilometrów etapu było popisem jednego aktora. Andrew August (Ineos Grenadiers) udowodnił, że jest kolarzem stworzonym do ekstremalnych wyzwań. Na decydującym podjeździe pod Alto de Asentzio Amerykanin najpierw przetrwał ataki rywali, by na dwa kilometry przed szczytem wyprowadzić własny, ostateczny cios. Raúl García Pierna próbował jeszcze dotrzymać mu kroku, ale kolejna poprawka Augusta na stromym fragmencie pozbawiła Hiszpana złudzeń.
Amerykanin sięgnął po górską premię jako lider, mając przed sobą już tylko kręty i niebezpiecznie mokry zjazd do mety. Mimo ogromnej presji i ryzyka na śliskim asfalcie, August zaprezentował techniczną perfekcję. Choć García Pierna wciąż znajdował się blisko, tracąc na ostatnim kilometrze zaledwie siedem sekund, kolarz Ineos nie dał sobie wyrwać zwycięstwa. Wpadł na metę w Eibar jako triumfator, odnosząc największy sukces w swojej dotychczasowej karierze.
Za plecami zwycięzcy trwała zaciekła walka o pozostałe stopnie podium klasyfikacji generalnej. Grupa prowadzona przez Tobiasa Hallanda Johannessena zameldowała się na szczycie ostatniego wzniesienia minutę po Auguście. Norweg, czując szansę na życiowy wynik, do ostatnich metrów walczył o każdą sekundę, starając się zniwelować straty do wicelidera, Floriana Lipowitza. Ostatecznie Lipowitz zdołał obronić drugą lokatę, jednak Johannessen, dzięki swojej nieprawdopodobnej aktywności przez cały dzień, rzutem na taśmę zapewnił sobie trzecie miejsce w końcowym zestawieniu.
Dzięki mądrej i silnej jeździe w baskijskim piekle, 19-latek dokonał rzeczy niemal niemożliwej – nie tylko obronił żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej, ale utrzymał również prowadzenie we wszystkich pozostałych klasyfikacjach: punktowej, górskiej oraz młodzieżowej. Paul Seixas wyjeżdża z Eibar jako niekwestionowany król Kraju Basków, zapowiadając nową erę w światowym kolarstwie.










Typowy Roglić – jak nie wsiądzie na właściwe koło to przepada w tłumie, nawet jak wygrywał jeszcze 2-3 lata temu to żerował na cudzych kołach.
Seixas przekozak, super się go ogląda, ta młodzieńcza dusza, nie kalkuluje. Oby wykorzystał swój potencjał. Mogą być fajne pojedynki z Del Toro w przyszłości. Fajnie, że pojawiają się młodzi do zmiany warty.
Jutro czekamy na odpowiedź Pogacara. Zaczyna się wielka francusko-słoweńska wojna w kolarstwie. To jest wojna o bycie GOATem.