fot. UAE Team Emirates

Jednym z kolarzy posiadających najdłuższe kontrakty w zawodowym peletonie jest Pablo Torres. Hiszpan po swoich sukcesach z 2024 roku podpisał aż 6-letnią umowę z UAE Team Emirates – XRG, a to sprawiło, że oczekiwania wobec Hiszpana zrobiły się ogromne. On sam jednak studzi nastroje i wskazuje, że rozwój jest procesem, który wymaga czasu.

Po pełnej dobrych wyników rywalizacji wśród juniorów, młody Pablo Torres został kolarzem UAE Team Emirates Gen Z. Oczekiwania wobec młodego Hiszpana bez wątpienia były spore, ale jednocześnie jego wyniki z 2024 roku przerosły oczekiwania. 2. miejsce w Giro d’Italia Next Gen, wygrany etap Giro Ciclistico della Valle d’Aosta – Mont Blanc, a wreszcie wspaniałe Tour de l’Avenir, podczas którego Hiszpan wygrał 2 najtrudniejsze etapy, był 2. w klasyfikacji generalnej oraz pobił rekord Chrisa Froome’a ​​w finale na Colle delle Finèstre sprawiły, że UAE Team Emirates – XRG przesunęło młodego zawodnika do worldtourowej formacji, dodatkowo oferując mu rekordowo długi, 6-letni kontrakt. Pablo Torres znalazł się pod ogromną presją, albowiem oczekiwania wobec niego stały się wówczas ogromne.

Do dziś uważam, że to był mój najlepszy występ w karierze. To wyścig, który dał mi szansę na awans do World Touru. Oczywiście, to bardzo pozytywne wspomnienie, ale być może był to też coś, co skomplikowało moją sytuację. Od tego momentu zaczęła na mnie ciążyć ogromna presja. Ludzie wmówili mi, że jestem nową gwiazdą, nowym Tadejem Pogačarem. Gdy wszyscy wokół zaczynają mówić takie rzeczy, w głębi duszy chcesz sprostać oczekiwaniom, a jeśli później nie potrafisz tego zrobić, pojawia się kryzys, negatywne emocje

— opowiadał Pablo Torres w rozmowie dla WielerFlits.

Podczas premierowego sezonu w barwach UAE Team Emirates – XRG, 20-letni Hiszpan był m.in. 3. w Giro d’Abruzzo czy 7. w Tour de l’Avenir – to dobre wyniki, ale jednocześnie nie sposób nie stwierdzić, że oczekiwania wobec niego zrobiły się zdecydowanie większe, niż osiągane rezultaty.

Na początku doznałem kontuzji, a potem zaliczyłem poważny wypadek. Nie był to więc wymarzony start. Zdałem sobie również sprawę, że różnica poziomów między rywalizacją wśród orlików, a w World Tourze jest dość znacząca. Z drugiej strony, być może był to rok cennej nauki. To dobrze, że wiele się nauczyłem, ale nie jestem zadowolony z wyników. Muszę to poprawić w tym roku. Jednocześnie myślę, że na młodych zawodnikach ciąży za duża presja. Ja też zdecydowanie to odczuwam. Wszyscy myślą, że będę dobrym zawodnikiem, co jest ich prawem. Każdy ma jednak swoją własną ścieżkę rozwoju i karierę. Muszę skupić się na sobie i nie słuchać, co mówią inni. Ale to trudne, bo wszyscy chcą, żebym wygrywał

— kontynuował Pablo Torres.

Ten rok 20-letni Hiszpan otworzył startami przed własną publicznością, a następnie występami w Omanie. Póki co nie odnotował żadnego wartego uwagi wyniku, a i tylko raz miał okazję do świętowania sukcesu swojego kolegi, gdy Juan Sebastián Molano wygrał 1. etap Tour of Oman. Zawodnik UAE Team Emirates – XRG z jednej strony mówi zatem o tym, że próbuje nie słuchać opinii innych, z drugiej jednak nie ukrywa, że nie sposób tego nie robić i całkowicie odciąć się od presji i oczekiwań.

Szczerze mówiąc, tak, czuję wielką presję. Myślę, że to utrudnia mi osiąganie wyników. Jeśli nie wygrywasz, nie oznacza to, że radzisz sobie słabo. Ale czasami tak się czuję. W pewnym momencie było to dość frustrujące. To naprawdę trudne dla młodego zawodnika. Teraz na szczęście znalazłem wsparcie w zespole i oni pomagają mi skupić się na sobie. Ludzie często pytają mnie, czy uczę się od Tadeja. Szczerze? Nie miałem okazji spędzić z nim zbyt wiele czasu. Mieliśmy kilka wspólnych obozów treningowych, a w zeszłym roku jechaliśmy razem raz w Tre Valli Varesine, ale to wszystko. Nie ukrywam jednak, że ściganie się z nim było spełnieniem marzeń. Ciekawie jest też obserwować, jak bardzo jest zrelaksowany przed wyścigiem. To pomaga innym zachować spokój. Kiedy widzisz, że lider czuje się dobrze i czerpie z tego przyjemność, przekazuje to reszcie

— rozwinął 20-letni Hiszpan.

Dla postronnych mogłoby się także wydawać, że elementem dodającym presji dla Pablo Torresa, jest jego kontrakt ważny aż do końca 2030 roku – jeden z najdłuższych w całym zawodowym peletonie. Młody zawodnik wskazuje jednak, że jest zupełnie odwrotnie, a wieloletnia umowa miała na celu zdjęcie z niego presji i danie mu czasu na spokojny, zrównoważony rozwój.

Matxin zaproponował mi długi kontrakt właśnie dlatego, że chce, aby młodzi zawodnicy w UAE nie forsowali się zbytnio. Chce dać mi szansę, abym nie osiągał wyników od razu, abym mógł systematycznie pracować nad swoim rozwojem. W pełni to popieram. Zyskuję dużo pewności siebie. Matxin zawsze powtarza mi, żebym nie pomijał kolejnych etapów rozwoju, że nie oczekują zbyt wiele już tu i teraz. Traktują mnie dobrze. Matxin odkrył mnie w moim klubie w San Sebastián. Byłem dobrym juniorem, ale nigdy nie byłem jednym z najlepszych zawodników. Mogło to mieć związek z tym, że wciąż chodziłem do szkoły. Trenowałem tylko 2 godziny po południu, niezbyt długo jak na swój wiel. Miałem też wtedy lekką nadwagę, ale Matxin dostrzegł mój potencjał i pomógł mi zrobić kolejny krok. Bardzo go doceniam, jest kluczową postacią w mojej karierze

— mówił Pablo Torres.

2. miejsce w Tour de l’Avenir i wielkie wygrane na górskich etapach sprawiły, że wielu zaczęło widzieć w Hiszpanie kolarza, który w przyszłości wygra jeden z wielkich tourów. Czy jednak na pewno taka będzie jego specjalizacja?

Właściwie nie jest to w 100% jasne. Nigdy nie ścigałem się w wielkim tourze. W zespole wiedzą, że wciąż mogę się bardzo poprawić, ale dopiero się okaże, jak bardzo. Kiedy jestem w szczytowej formie, osiągam bardzo dobre wyniki. A jeśli robię wszystko dobrze, jestem na odpowiednim poziomie. Po prostu trudno mi poradzić sobie z presją. Wierzę, że wciąż mogę zostać bardzo dobrym kolarzem. I zespół też. Póki co jednak muszę osiągnąć poziom, na którym uda mi się odnieść swoje pierwsze zawodowe zwycięstwo. Wiem, że będzie ciężko, ale bardzo ciężko trenuję, żeby wygrać. Ale bądźcie spokojni, nawet jeśli mi się nie uda, będę próbował dalej w przyszłym roku. Krok po kroku. Zobaczymy kim się stanę, będziemy eksperymentować. Wiem, że Vuelta pod koniec roku jest opcją. Sam nie naciskam. Najpierw ważne jest, żebym stał się bardziej regularny w mniejszych wyścigach i uwolnił się od problemów. Potem możemy pomyśleć o kolejnym kroku

— zakończył Pablo Torres.

Hiszpan jest jednym z 5 kolarzy, którzy mogą się pochwalić kontraktem ważnym aż do końca 2030 roku. Oprócz niego podobne umowy mają wyłącznie Juan Ayuso (Lidl-Trek), a także jego klubowi koledzy z UAE Team Emirates – XRG – konkretnie Tadej Pogačar, Jan Christen oraz Adrià Pericas.

Poprzedni artykuł87 debiutantów na poziomie UCI World Tour w sezonie 2026
Następny artykułNie ma pieniędzy, nie ma startu. Polacy wycofani z torowego Pucharu Świata
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze