U progu sezonu 2026 Filippo Baroncini po raz kolejny powrócił do strasznych wydarzeń z tegorocznego Tour de Pologne. Kraksa, która miała miejsce na 3. etapie, mocno odcisnęła piętno na 25-letnim Włochu, który jednak stara się iść dalej i przygotować dobrą formę na nowy rok.
Belgijska Spoza opublikowała ostatnio szereg wywiadów z kolarzami UAE Team Emirates – XRG, a jednym z najobszerniejszych była rozmowa z Filippo Baroncinim. 25-letni Włoch znalazł się na ustach kolarskiego świata po wypadku, który miał miejsce podczas 3. etapu tegorocznego Tour de Pologne. Kolarz z Italii po wybudzeniu z długiej śpiączki opowiadał już, że „To cud, że żyję”, a w kolejnej rozmowie tylko rozszerzył swoje przemyślenia z tamtego okresu.
Miałem złamaną szczękę, rozbity nos i prawie straciłem wzrok. Nadal nie znajduję odwagi by spojrzeć na zdjęcia zrobione tuż po upadku. Wciąż pamiętam każdy szczegół upadku. Podczas niebezpiecznego zjazdu, na zakręcie było mnóstwo żwiru. Straciłem panowanie nad rowerem i niestety upadłem. Pamiętam pomoc, którą okazał mi Michał Kwiatkowski. Jestem mu za to wdzięczny, ale jest też coś, co wciąż mnie dręczy. Spędziłem 45 minut w karetce. Niezrozumiałe, biorąc pod uwagę mój ówczesny stan. Ostatecznie to lekarz INEOSu poprosił ratowników medycznych, żeby się pospieszyli i zabrali mnie do szpitala
— opowiadał Filippo Baroncini.
Po wypadku Włoch musiał zostać wprowadzony w stan śpiączki na skutek m.in. urazów twarzoczaszki, uszkodzenia kręgu szyjnego oraz kręgosłupa. W efekcie czekała go operacja, która została przeprowadzona w Mediolanie i trwała ponad 11 godzin. Dzięki niej po 2 tygodniach można było wybudzić 25-letniego kolarza ze stanu śpiączki.
Mój ojciec i brat przylecieli do Polski, żeby przez kilka dni patrzeć, jak śpię w szpitalnym łóżku. Później usłyszałem, jak trudno im było w tym okresie. Gdybym mógł powiedzieć ojcu, że wszystko ze mną w porządku, zanim zapadłem w śpiączkę, zrobiłbym to. Ale nie byłem w stanie. Kiedy obudziłam się po dwóch tygodniach, zdałam sobie sprawę, że to cud, że żyję i że nadal widzę. Ponieważ miałem na sobie wyścigowe okularki, złamałem nos. Jednocześnie te same okularki uratowały mi oczy. Byłem tylko kilka milimetrów od utraty wzroku
— kontynuował ze łzami w oczach Filippo Baroncini.
UAE Team Emirates – XRG po wybudzeniu się ze śpiączki przez Włocha poinformowało, że przedłuży z nim współpracę o kolejne 2 lata. Nie było wówczas jasne czy ten będzie w stanie powrócić do dawnej dyspozycji, a mimo to zdecydowano się na taki gest w stosunku do 25-letniego kolarza. Ten teraz ciężko pracuję, by móc jakoś podziękować swojej drużynie za wsparcie i zaufanie, jakim go obdarzono.
Teraz, 2 miesiące później, jestem szczęśliwy, że mogę trenować na obozie z moimi kolegami z drużyny. Oczywiście, cierpię bardziej niż inni, bo mój stan wciąż jest daleki od dobrego. Ale wiem, że muszę być cierpliwy. Ostatnio zacząłem rozmawiać z psychologiem, żeby zapomnieć o całym tym doświadczeniu, bo jeśli będę ciągle myślał o tym upadku, nie będę w stanie wrócić do ścigania. Myślę, że to nastąpi w okolicach końca marca. Do tego czasu muszę jeszcze poważnie poprawić swoją kondycję. Jeśli przetrwam ten okres z silną głową, rozpocznie się dla mnie nowy etap kariery. Moim największym marzeniem pozostaje Mediolan-San Remo, ale byłbym też bardzo szczęśliwy, gdybym kiedykolwiek wygrał jeszcze choć jeden belgijski klasyk
— zakończył rozmowę Filippo Baroncini.
Włoch ma w swoim dorobku 2 zawodowe zwycięstwa – triumfował w tym roku w klasyfikacji generalnej Baloise Belgium Tour oraz przed rokiem w SUPER 8 Classic. W przeszłości 25-latek odnosił też jednak sporo sukcesów w młodszych kategoriach wiekowych, w tym m.in. był mistrzem świata do lat 23, a tytuł wywalczył pokonując w Leuven m.in. Biniama Girmaya i Olava Kooija.








