W niedzielne popołudnie we włoskim kolarstwie nastąpiło małe trzęsienie ziemi. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy w kraju, który kolarstwo traktuje niemal na równo z piłką nożną, rywalizując z wieloma świetnymi zawodnikami World Touru, mistrzem zostaje zawodnik amatorskiego klubu? Sztuki tej dokonał Filippo Conca ze Swatt Club. Kim jest nowy posiadacz trzykolorowej koszulki?
Jako głównych faworytów do zwycięstwa w rozgrywanym w okolicach Gorycji wyścigu o mistrzostwo Włoch wymieniano głównie Alessandro Coviego (UAE Team Emirates – XRG), ale na liście startowej znaleźli się chociażby: Jonathan Milan (Lidl-Trek), Diego Ulissi (XDS Astana Team), Filippo Ganna (INEOS Grenadiers), Matteo Trentin (Tudor Pro Cycling Team), Damiano Caruso (Bahrain-Victorious), czy Matteo Sobrero (Red Bull – BORA – hansgrohe).
Mimo to koledzy Conci z amatorskiego Swatt Club od początku próbowali pokrzyżować plany kolegom z bogatszych i bardziej prestiżowych drużyn. Kilku z nich zabrało się w ucieczkę dnia, która jednak została złapana głównie dzięki pracy kolarzy XDS Astana Team. Później następowały próby ataków i kontraktów z peletonu, który topniał w oczach i ostatecznie na kilka kilometrów przed metą na czele, oprócz późniejszego zwycięzcy, jechali jeszcze – jego klubowy kolega Mattia Gaffuri, Covi, Thomas Pesenti (Soudal Quick-Step) i Giovanni Aleotti (Red Bull – BORA – hansgrohe). To właśnie ta piątka zmierzyła się w sprinterskim pojedynku, z którego zwycięsko wyszedł Conca, który został pierwszym od 40 lat mistrzem Włoch bez profesjonalnego kontraktu.
Filippo Conca to nie jest jednak człowiek z przypadku. Bardziej zapalenie kibice kolarstwa z pewnością kojarzą go z występów z Lotto Soudal w latach 2021-2022 czy Q36.5 Pro Cycling Team, z którym rozstał się po poprzednim sezonie.
To naprawdę ogromne emocje. To były trudne miesiące. W październiku zostałem bez zespołu po czterech latach poświęceń dla różnych drużyn. Czekałem na ten moment właśnie od października. W tym czasie ciężko trenowałem. Zająłem się trochę gravelem, żeby mieć jakieś cele i nie stracić skupienia, bo inaczej byłoby naprawdę ciężko wytrzymać dziewięć, dziesięć miesięcy bez wyścigów
– opowiadał mistrz Włoch po wyścigu.
W ciągu ostatniego sezonu Conca zaliczył jedynie dwa wyścigi na szosie, które przełożyły się na 11 dni wyścigowych. Nowy mistrz Włoch przejechał też wiele wyścigów gravelowych, w tym słynną Trakę. W związku z mniejszą liczbą startów mógł on skupić się na przygotowaniach pod ten jeden wyścig. To właśnie w tym aspekcie zauważa swoją przewagę:
Przygotowałem się świetnie, nawet bez wsparcia WorldTouru. Zrobiłem krok do przodu. Ten sport jest tak szybki, że wielu kolarzy ściga się za dużo. Łatają dziury i nigdy nie są tak gotowi jak ja przez ostatnie cztery lata. W końcu nigdy nie mogłem naprawdę dobrze się przygotować i być w szczytowej formie. Tym razem mogłem idealnie przygotować się do tego celu.
Nie można również nie zauważyć świetnej jazdy jego kolegów z drużyny. Na wyróżnienie zasłużył zwłaszcza Mattia Gaffuri, który finiszował piąty i w międzyczasie utrudniał pościg Jonathanowi Milanowi, który zaciekle próbował dojechać do grupy na czele, do tego aktywni w ucieczce Francesco Carollo i Lorenzo Ginestra. Wszyscy to kolarze bez zawodowych kontraktów, zaplecza finansowego i technicznego, a mimo to utarli nosa tym większym. Co to mówi o stanie włoskiego kolarstwa? Jak to możliwe, że tak utalentowani kolarze znajdują się poza systemem szkolenia? Włoską federację czekają głębokie zmiany i jest o tym przekonany sam świeżo upieczony mistrz:
Czy zdaję sobie sprawę, że to zwycięstwo to trzęsienie ziemi dla włoskiego kolarstwa? Tak, na pewno jest. Nie wiem, co się zmieni, i nie chcę o tym myśleć. Wiem tylko, że jestem jednym z nielicznych, którzy wierzyli w ten dzień. Dziękuję im… i sobie
– podsumował Conca.
Swatt Club narodził się blisko 7 lat temu jako lokalny ruch sportowy, który ostatecznie stał się drużyną biorącą udział w mniejszych zawodach. Nie jest to nawet team kontynentalny, a raczej zespół „trzeciej kategorii”, którego budżet oscyluje w okolicy 90 tysięcy euro. Przy milionach obracanych w World Tourze to nawet mniej niż mało. Klub ma jednak swoją tożsamość. Od samego początku chciał stawiać na kolarzy, którzy wypadli z obiegu albo takich, którzy chcieliby spróbować sił w ściganiu jednak, ale w wieku 24/25 są uznawani za zbyt starych.
Chcieliśmy zrobić coś więcej. Chcieliśmy dać szansę młodym, tym, którzy wypadli z obiegu, ale wierzyli, że mogą jeszcze walczyć.Chcieliśmy ścigać się tam, gdzie to się liczy – wśród profesjonalistów. Oczywiście z naszymi skromnymi środkami. Bez logistyki, bez autokaru, bez prawdziwego sztabu, z masażystami, którzy są naszymi członkami, z dyrektorem sportowym jak Giorgio Brambilla, który robi to z przyjaźni. Nie płacimy pensji, ale dajemy naszym zawodnikom szansę, by mogli się wykazać, by udowodnili, że nawet jeśli z jakiegokolwiek powodu nie dostali kontraktu, to nie jest koniec ich drogi, że mogą jeszcze walczyć
– mówił w jednym z podcastów Carlo Beretta, z którego inicjatywy powstał Swatt.
Swatt jest czymś na wzór ruchu społecznego. Zaczęło się od wspólnych ustawek, pierwszych wyścigiów i udziału w organizowanych przez Swatt wydarzeniach, z czasem coraz liczniejszych. Ruch zamienił się w stowarzyszenie które w pewnym momencie zrzeszało kilka tysięcy członków na terenie całych Włoch. A dziś? Dziś mają w swoich szeregach mistrza Włoch, który pokazał, że marzenia są po to żeby je spełniać, nawet jeśli masz pod wiatr.









Jechałem w tydzień temu w niedzielę na Col d’Izoard i wyprzedzali mnie zawodnicy tego teamu, za pierwszym jechał samochód i zastanawiałem się co to za team ten Swatt Club, teraz już wiem.
No fajnie kto nie lubi takich sensacji