fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Co to był za wyścig w wykonaniu Dawida Lewandowskiego! 19-letni kolarz Mazowsze Serce Polski zaatakował zaraz po starcie, spędził w odjeździe przeszło 170 kilometrów, w tym ostatnie około 40 kilometrów na solo i sięgnął po tytuł mistrza Polski orlików. To dla młodego sportowca spełnienie kolejnego sportowego marzenia.

Przed startem wyścigu ze startu wspólnego kolarzy do lat 23 przez przypadki odmieniane był nazwiska kilku kolarzy, w tym przede wszystkim Filipa Gruszczyńskiego, Patryka Goszczurnego czy Mateusza Gajdulewicza. Jedynie od jednej, może dwóch osób w rozmowach usłyszałem, że ta trasa może też odpowiadać Dawidowi Lewandowskiemu, ale gdzieś puściłem to mimo uszu uznając, że Mazowsze Serce Polski postawi przede wszystkim na Mateusza Gajdulewicza, a w skokach prędzej znajdzie się Michał Pomorski. Czas pokazał jednak, że moje predykcje były błędne, a Dawid Lewandowski był zdecydowanie najmocniejszym kolarzem w całej stawce – pierwszoroczny orlik zaatakował zaraz po starcie, kręcił w coraz to mniejszej ucieczce dnia, a gdy ta została dogoniona przez faworytów odjechał ponownie – najpierw z Szymonem Wiśniewskim, a na ostatnich nieco ponad 40 kilometrach już samotnie utrzymując około 30-sekundową przewagę nad pogonią. Taka wystarczyła, a na szyi Dawida Lewandowskiego zawiśnie dziś złoto. Jakie to uczucie dla zawodnika Mazowsze Serce Polski?

Jestem bardzo szczęśliwy, bo ostatnio miałem parę komplikacji i nie wiedziałem w jakiej formie tutaj przyjadę. Nie powiem, że jest to lekkie zaskoczenie, bo przecież właśnie po to trenowałem, po to tu przyjechałem. Trenuję by być mistrzem Polski, zrobiłem wszystko co mogłem i to osiągnąłem, więc jestem przeszczęśliwy

— mówił niedługo po zakończeniu wyścigu Dawid Lewandowski.

Po takiej deklaracji musiałem zapytać 19-latka czy przyjeżdżał tu mając w głowie wyłącznie złoto. Młody zawodnik Mazowsze Serce Polski odpowiedział bardzo przekonująco i ze sporą pewnością siebie.

W mojej głowie tak, przyjechałem tu po złoto. Wiadomo, że mieliśmy bardzo silną drużynę i właściwie każdy z nas mógł wygrać. Założenie było takie, żeby zaskoczyć rywali, żeby zrobić coś innego. Wiedzieliśmy, że ten wyścig będzie bardzo, bardzo ciężki, ale wiedzieliśmy, że nasi rywale mogą się chcieć przede wszystkim skupić na końcówce, zachowywać siły i dopiero tam powalczyć, więc spróbowałem na bodaj 3. kilometrze, pojechałem, a czując, że mam nogę chciałem to wykorzystać i się udało

— kontynuował świeżo upieczony mistrz Polski orlików.

Pierwsza ucieczka dnia liczyła 12 zawodników, ale błyskawicznie zredukowała się do 8, a następnie po defekcie Franciszka Kocura do 7 kolarzy. W pewnym momencie różnica nad peletonem spadła do 20 sekund i nastąpiła kolejna selekcja, ale Dawid Lewandowski ani na moment nie zwalniał i twardo jechał na czele. To dawało podwójny efekt – z jednej strony kolarz Mazowsze Serce Polski wywierał w ten sposób presję na rywali i odciążał swoich kolegów, z drugiej zaś w peletonie niespecjalnie było komu gonić, a przez to ogromny ciężar pracy musieli brać na siebie główni faworyci – Patryk Goszczurny i Filip Gruszczyński. Ci finalnie doskoczyli do grupy z Dawidem Lewandowskim, ale ten błyskawicznie poprawił i tym razem pojechał już na metę.

To był i plan taktyczny, i intuicja. Nawet gdy rywale mnie doszli to spróbowałem jeszcze raz, bo wiedziałem, że nogi są dobre. Dyrektor sportowy z auta cały czas mnie motywował, to był ogromny kop motywacyjny. W samej końcówce dojechał jeszcze do mnie Michał Pomorski i wjechaliśmy razem na metę, ale tak właściwie to on mi niesamowicie pomógł zwiększyć tę przewagę. Do tego sukcesu przyczynili się wszyscy w zespole i jestem im bardzo wdzięczny

— tłumaczył Dawid Lewandowski.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Choć odpowiedź była bardzo konkretna to postanowiłem jeszcze troszkę podrążyć i dowiedzieć się co dokładnie kierowało 19-latkiem w momencie ataku z grupy, w której jechali wszyscy najwięksi faworyci. Czy to było odciążenie z pracy obecnych w niej kolegów z Mazowsze Serce Polski, czy też cel był inny?

Tak właściwie to są takie momenty kiedy nie wiem do końca po co coś robię, ale ufam mojemu instynktowi. W mojej głowie pojawił się pomysł, że może mnie puszczą i faktycznie tak się stało, a że była noga to udało się wygrać

— wyjaśnił zdobywca złotego medalu, którego zapytałem o to czy miał świadomość z jaką przewagą nad rywalami jedzie.

Tak, dyrektor cały czas starał się podpowiadać mi jaką mam przewagę i utrzymywało się to na poziomie około 30 sekund, także choć było blisko to mi się udało

— powiedział Dawid Lewandowski.

170 kilometrów przed peletonem na trasie mającej około 3200 metrów przewyższenia, w tym ostatnie ponad 40 kilometrów praktycznie na solo poza wsparciem Michała Pomorskiego w samej końcówce – czy kolarz Mazowsze Serce Polski miał jakieś kryzysy?

Myślę, że największe zwątpienie było na Kobielniku, bo już ledwo, ledwo tam kręciłem, ale pomyślałem, że tak właściwie nigdy nie byłem bliżej tego sukcesu i mogę już nigdy nie być, więc dokręciłem. Rok temu będąc drugim [wśród juniorów – przyp. red.] bardzo żałowałem, więc powiedziałem sobie, że w tym roku tak być nie może. Te ostatnie 40 kilometrów samotnej jazdy to był tak właściwie niekończący się kryzys, jechałem 4,5 godziny z przodu, pobiłem dziś chyba wszystkie swoje możliwe rekordy jeśli chodzi o waty, ale ta koszulka mnie motywowała i pchałem ile mogłem

— wyjaśniał Dawid Lewandowski.

Na takim zmęczeniu kolarz Mazowsze Serce Polski mógł przeżyć mały zawał serca gdy był doganiany – zapytałem zatem czy najpierw usłyszał kogoś za swoimi plecami, czy też widział, ze zbliża się do niego klubowy kolega Michał Pomorski. Nie zabrakło też rozmowy o dalszych planach.

Tak właściwie to obróciłem się, usłyszałem kogoś i zobaczyłem, że to Michał. Byłem przeszczęśliwy, że to był kolega z drużyny i mogliśmy dociągnąć to razem. Teraz w niedzielę pomogę chłopakom na tyle, na ile mogę, a po Mistrzostwach Polski wystartuje w Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków

— powiedział kolarz Mazowsze Serce Polski.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

19-latek pod skrzydła Adriana i Dariusza Banaszków trafił w tym sezonie po zakończeniu kategorii juniora. Komu zatem Dawid Lewandowski chciałby podziękować za swoją drogę do tego tytułu mistrzowskiego?

Na tej drodze było bardzo wiele osób – przede wszystkim zacząłem w klubie LKS POM Strzelce Krajeńskie i to trener Piotr Ignaczak mnie wychował, to od niego się wszystko zaczęło. Rzecz jasna wielki wpływ miał na mnie także dyrektor sportowy, który cały czas mnie dzisiaj motywował i który to przede wszystkim uwierzył we mnie. Dziękuję też całej rodzinie – drużynie Michał Pomorski, Ksawery Adaszak i Mateusz Gajdulewicz zrobili dziś super robotę i bez nich nie mógłbym osiągnąć tego sukcesu

— powiedział z wymalowaną na twarzy wdzięcznością Dawid Lewandowski.

19-latek trafił w tym roku do ekipy Mazowsze Serce Polski, ale można domyślać się, że to nie jest jego ostatni przystanek w seniorskiej karierze. Jakie są marzenia młodego Polaka? Czy już dziś Dawid Lewandowski może nam coś zdradzić w temacie swojej przyszłośc?

Moim marzeniem dotychczas było mistrzostwo Polski, więc teraz nie wiem – może medal mistrzostw świata albo Europy? Chciałbym po prostu cały czas być w czołówce, nawet jeśli pójdę wyżej to chciałbym cały czas walczyć i cały czas cieszyć się tym sportem, bo to chyba jest najważniejsze. Czy toczą się rozmowy? Były i cały czas się toczą, ale wiadomo jak to jest w kolarstwie, więc po prostu zobaczymy

— zakończył Dawid Lewandowski.

Prosto z serca wydarzeń, czyli Dobczyc, Jakub Jarosz.


Redakcja Naszosie.pl będzie relacjonowała dla Państwa wszystkie wydarzenia z Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025 prosto z serca wydarzeń. Przygotujemy relacje tekstowe z każdego dnia rywalizacji, a także obszerne zapowiedzi, podsumowania zmagań każdej kategorii oraz liczne wywiady. Śledźcie nasz portal podczas tego wyjątkowego wydarzenia!

Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym – Dobczyce 2025:

Poprzedni artykułMistrzostwa Polski 2025: Dawid Lewandowski wygrywa w imponującym stylu!
Następny artykułMistrzostwa Polski 2025: Maria Okrucińska z dubletem już jako pierwszoroczna juniorka
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze