Gdzieś poza kolarskim światem oczy nas wszystkich były zwrócone w kierunku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Wiemy już, że 47. prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie Donald Trump. Co ciekawe, amerykański miliarder oraz były/przyszły prezydent swego czasu odegrał również swoją rolę w świecie kolarstwa tworząc wyścig Tour de Trump.
Podczas wywiadu przeprowadzonego na łamach stacji NBC w 1989 Donald Trump wyszedł z propozycją ambitnego projektu, który miał pokonać dominację Wielkiej Pętli, a może i nawet ją zastąpić w kontekście dyskusji o największym wyścigu na świecie. Niewątpliwie, prezydent-elekt liczył na duże zainteresowanie projektem:
Zawsze patrzę w przyszłość i myślę, że pewnego dnia Tour de Trump będzie tak samo ważne jak Tour de France
– powiedział w wywiadzie Donald Trump.
Sytuacja amerykańskiego kolarstwa w latach 80. poprzedniego wieku również sprzyjała w planach utworzenia wielkiego touru w Stanach Zjednoczonych. W tamtych czasach ścigała się przecież pierwsza profesjonalna drużyna Jima Ochowicza, czyli 7-Eleven. Amerykanie stali się więc na stałe częścią światowej elity kolarstwa, a fakt ten przypieczętował triumf legendarnego Grega LeMonda w Tour de France z 1986 roku.
Rzeczywiście, plany co do wyścigu były bardzo ambitne. Trasa miała prowadzić przez największą do tej pory liczbę stanów w USA, a pierwsza edycja wystartowała w 1989 z Albany w stanie New York. Kolarze ścigali się przez Amerykę, zahaczając między innymi o Arlington w Wirginii, aby finalnie ukończyć tą etapówkę w Atlantic City w stanie New Jersey. Zwycięzcą pierwszej edycji został Norweg Dag-Otto Lauritzen i zainkasował ogromną jak na tamte czasy premię finansową w postaci 250 tysięcy dolarów. To właśnie sowitymi wypłatami Trump próbował skusić największe gwiazdy peletonu, albowiem w tamtym czasie w tej kwestii z jego wyścigiem równać się mogło jedynie Tour de France.
Sielanka nie trwała jednak długo – rok później wygrał Meksykanin Raúl Alcalá i to edycja z 1990 jest ostatnią, jaką znamy pod nazwą Tour de Trump. W obliczu kontrowersji wokół amerykańskiego miliardera i widmem bankructwa organizator miał problemy ze znalezieniem stosownych inwestorów dla tego projektu i opuszczenie statku pod nazwą Donald Trump okazało się jedynym wyjściem. Wyścig przyjął więc nazwę drugiego z głównych sponsorów i w ten sposób Tour de Trump przemianowano na Tour DuPont. Nie ustabilizowało to jednak sytuacji, a wydarzenie z roku na rok traciło zainteresowanie, aż finalnie zakończyło swój żywot w 1996 roku, kiedy to po raz drugi z rzędu po triumf tam sięgnął… Lance Armstrong.
Osoba Donalda Trumpa nie jest pozbawiona kontrowersji, a i w przypadku kolarstwa udało mu się ich trochę wywołać. Abstrahując od megalomanii wokół Tour de Trump, podczas wyścigu nie brakowało protestujących przeciw biznesmenowi, a i sami zawodnicy chętnie opowiadali o tym, jaka pompatyczność towarzyszyła „amerykańskiemu wielkiemu tourowi”. Trumpa nie ominęły również oskarżenia odnośnie wpływania na wynik zawodów – Belg Eric Vanderaerden, który podczas pierwszej edycji Tour de Trump wygrał 4 etapy i ukończył zmagania na najniższym stopniu podium w klasyfikacji generalnej stwierdził, że został oszukany i wręcz okradziony ze zwycięstwa. Według jego relacji, podczas ostatniego etapu jazdy indywidualnej na czas przez Atlantic City został błędnie pokierowany przez motocykle, co uniemożliwiło mu dobry wynik:
Zostałem oszukany, jestem tego pewien. Amerykanin, bądź zawodnik amerykańskiej drużyny musi wygrać. America First miało miejsce nawet wtedy
– tłumaczy po latach Belg.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło – Tour de Trump nie zagroziło Wielkiej Pętli, kolarski świat na stałe uznał Tour de France za największy wyścig na świecie i jest częścią trzech wielkich tourów obok Giro d’Italia czy Vuelta a España, a Ameryka zdążyła pokochać i znienawidzić kolarstwo przez postać Lance’a Armstronga. Trump był wówczas biznesmenem i celebrytą, a 21 stycznia 2025 roku po raz drugi obejmie urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nic jednak nie zapowiada, aby tym razem jako głowa państwa, miał budować popularność kolarstwa w swoim kraju. Jak sam tłumaczył, oglądanie kolarstwa było dla niego jak „obserwowanie ludzi w statku kosmicznym”…





Mega-postać. Bardziej wpływowy niż Taylor Swift.
Zgadzam się.. Bardziej wpływowy niż Jessica Alba, Jennifer Aniston, Beyoncé, Cardi B, Cher, M. Damon, De Niro, Billie Eilish, Eminem, Jane Fonda, Whoppie Goldberg, Anne Hathaway, Kesha, Jennifer Lawrence, Jennifer Lopez, O’Donnell, Stiller, B. Streisand, B. Springsteen i…. Taylor Swift. Nawet wszyscy razem wzięci.
Dlaczego w 1989 roku protestowano przeciwko Trumpowi?