fot. La Presse/Il Lombardia

Tadej Pogačar po raz czwarty wygrał Il Lombardię. Tęczową koszulkę uświetnił 48-kilometrową samotną (i jak zwykle udaną) szarżą.

Bergamo-Como, Como-Bergamo, Bergamo-Como… – od 2020 w takim rytmie zmienia się trasa Il Lombardia – co roku start i meta zamieniają się miejscami. Niezależnie jednak od tego, w którym kierunku udają się kolarze, zwycięzca od 2021 jest ten sam – Tadej Pogačar, dla którego takie rzeczy nie mają najmniejszego znaczenia – po prostu z każdym rokiem coraz mocniej odjeżdża reszcie stawki. Dziś wzniesień czekających na jego atak było na trasie do sporo – od Sella di Osigo (5,1 km; 5,6%), przez Madonna del Ghisallo (2,3 km; 5,8%) aż po Colma di Sormano (13,1 km; 6,5%). Jeśli nie udałoby mu się oderwać od reszty stawki na którymś z nich, to w odwodzie pozostawało zawsze San Fermo Della Battaglia (2,8 km; 6,7%).

Profil trasy:

Nawet znając zamiłowanie Słoweńca do wykonywania spektakularnych ruchów, mało kto spodziewał się, że zaatakuje jeszcze wcześniej. I rzeczywiście nie zaatakował, jednak istnieje szansa, że samo oczekiwanie na i tak wczesną ofensywę wywarło wpływ także na pierwszą połowę wyścigu. Już wtedy bowiem na atak zdecydowali się m.in. Thymen Arensman (INEOS Grenadiers), Wilco Kelderman (Visma | Lease a Bike), Damiano Caruso, Matej Mohorič, Antonio Tiberi (obaj Bahrain-Victorious) oraz Daniel Felipe Martinez (BORA-hansgrohe), ale nie tylko oni. W ucieczce dnia poza nimi znaleźli się również:

Xandro Meurisse (Alpecin-Deceuninck), Harold Martin Lopez (Astana), Bastien Tronchon (Decathlon-AG2R), Rudy Molard, Remy Rochas (obaj Groupama-FDJ), Brandon Rivera  (INEOS Grenadiers), Julien Bernard (Lidl-Trek), Gregor Muhlberger, Einer Rubio (Movistar Team), Mauri Vansevenant (Soudal-Quick Step), Martijn Tusveld, Kevin Vermaerke (dsm-firmenich), Eddie Dunbar (Jayco-Alula), Matteo Fabbro (Polti-Kometa), Tiesj Benoot (Visma | Lease a Bike), Anders Halland Johannessen (Uno-X)

Skład był zatem zdecydowanie mocniejszy i liczniejszy, niż w poprzednich edycjach – przypominał raczej taki, jaki znamy z wielkich tourów, gdy istnieje szansa na wygranie etapu. Być może i tu harcownicy liczyli na to, że uda im się tu ugrać coś więcej niż tylko udział w ucieczce dnia. Że utrzymają się przed peletonem zanim Pogačar zaatakuje, a później pozostaną na jego kole na tyle długo, by dojechać do mety przed pozostałymi. Jeśli tak, to przed długi czas wszystko szło całkiem dobrze. Owszem, peleton, zdający sobie sprawę z tego, że nie może tak dużej grupie zostawić dużego marginesu, dość mocno pilnował uciekinierów, jednak i tak u podnóża Sella di Osigo różnica między grupami nieco przekraczała 4 minuty.

Wszystko dla Pogačara

Mniej więcej wtedy, na ponad 90 km przed metą, do pracy zabrał się Rafał Majka. Polaka na czele obserwowaliśmy przez około 15 km – poprowadził peleton zarówno przez Sella di Osigo, jak i prawie całe Madonna dell Ghisallo. Gdy tuż przed tym drugim szczytem oddawał prowadzenie Marcowi Hirschiemu, przewaga ucieczki wynosiła już niecałe 2 minuty i 30 sekund. Pomimo braku większej selekcji, w odjeździe nie było już ani Tiberego, ani Caruso – spośród zawodników Bahrain-Victorious pozostał w niej już tylko Matej Mohorič.

Po zejściu Majki z prowadzenia, tempo w głównej grupie w ogóle nie spadało. Tym razem  Hirschi doskonale spisał się w roli pomocnika, bo choć do dyspozycji nie miał żadnego większego podjazdu (bo niewielkich hopek nie brakowało), to do podnóża Sormano był w stanie zniwelować stratę do zaledwie minuty. Wtedy z czystym sumieniem mógł zejść z prowadzenia i oddać je Adamowi Yatesowi, który ani nie popracował długo (około 2 kilometry), ani zbyt intensywnie (nie odrobił prawie nic).

Większy efekt przyniosła praca sojusznika Pogačara z Zurychu – Pavela Sivakova. Nie tylko znacznie zmniejszył on stratę, ale też zgubił kilku gorzej czujących się kolarzy, wśród których znajdowali się m.in. Bauke Mollema, Jakob Fuglsang – ostatni zwycięzcy Il Lombardia przed erą Pogačara oraz… Matteo Jorgenson – jeden z faworytów tegorocznego wyścigu.

PogAttack

W zeszłym roku Pogačar odniósł już swoje trzecie zwycięstwo w Il Lombardia, jednak po raz pierwszy zrobił to na solo. Czy 31-kilometrów samotnej szarży to dużo? Jeśli wierzyć Pro Cycling Stats – bardzo dużo. Choć brakuje nam danych z wielu poprzednich lat, to jedno wiadomo na pewno. Od czasu Tony’ego Romingera i jego 113-kilometrowego rajdu w 1989 roku (gdy Słowenia jeszcze nie istniała jako państwo), nikt nie był w stanie wygrać po dłuższym solowym odjeździe niż właśnie Pogačar w ubiegłym roku.

Teraz – pewnie także ze względu na ukształtowanie trasy, zaatakował jeszcze wcześniej, bo już na 48 km przed metą. Gdy tylko grupa, na której czele jechał Sivakov, dojechała do ostatnich uciekinierów – Arensmana i Meurisse’a, Słoweniec ruszył do przodu. Nikt nie zareagował. Owszem, niedługo później od pozostałych oderwali się Enric Mas i Remco Evenepoel – jego dwaj najwięksi rywale, którzy pojawili się na liście startowej, jednak nawet oni nawet przez moment nie utrzymali się na jego kole. Mogli jedynie uciec pozostałym i współpracując minimalizować straty, jednak nie szło im to szczególnie sprawnie – po trzech kilometrach tracili do niego już 35 sekund, a razem z nimi jechał już wtedy Lennert Van Eetvelt. Pozostali tracili jeszcze więcej, o kolejne pół minuty.

Przegonić demony

Na szczycie Muro di Sormano było już jasne, że zwycięstwo Pogačarowi odebrać mógłby tylko kataklizm. Nieco ciekawiej było za jego plecami. Najpierw – mniej więcej minutę z tyłu, jechali Evenepoel, Van Eetvelt i Mas, dalej samotny Sivakov, który teraz mógł już jechać na siebie, a następnie grupka ze Storerem, Pellizzarim, Adrią i Ciccone.

Szybko okazało się, że najlepszym z wymienionych był podwójny mistrz olimpijski i mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas z tego roku. Cztery lata temu właśnie na zjeździe z Sormano Evenepoel przeżył prawdopodobnie najgorszy moment w swojej krótkiej kolarskiej karierze. Chwilę po wygraniu w fantastycznym stylu Tour de Pologne przyjechał na Il Lombardię jako jeden z faworytów i jadąc w czołowej grupie zaliczył tam koszmarnie wyglądający upadek, przez który dochodził do siebie przez pół roku.

Wtedy Sormano mogło mu się kojarzyć jak najgorzej – po dzisiejszym wyścigu będzie wspominał ten zjazd zdecydowanie lepiej. To właśnie na nim oderwał się od dwóch pozostałych kolarzy i popędził w szaleńczą pogoń za Pogačarem. Przez dłuższą chwilę dokonywał niemal niemożliwego. Dogonić Słoweńca rzecz jasna się nie dało, ale jemu udało się pokonać zjazd z Sormano, w jego tempie, dzięki czemu, gdy teren się wypłaszczył, różnica między nimi wciąż wynosiła około minutę. Van Eetvelt i Mas mieli już na tym etapie dwie minuty straty.

Na nic więcej nie było go jednak stać. Na płaskim terenie jego zmęczony organizm nie pozwolił mu wykorzystać pełni swoich umiejętności czasowych – przewaga Słoweńca znów zaczęła rosnąć. Na początku ostatniego podjazdu – San Fermo della Battaglia, strata Belga wynosiła już ponad dwie minuty – kolejna grupa z Van Eetveltem i Masem, ale także Sivakowem traciła blisko dwa razy więcej.

Postawa pochodzącego ze wschodu Francuza mogła jednak imponować. Po gigantycznej pracy wykonanej na rzecz Pogačara zaatakował i zgubił dwóch rywali. Nie na długo, ponieważ ci dwaj szybko do niego dojechali. A po chwili zrobił to również niespodziewanie Giulio Ciccone, który niedługo później zaatakował i sięgnął po podium.

Sivakov zajął więc „dopiero” szóste miejsce, jednak najważniejsze dla UAE Team było to, co zrobił chwilę wcześniej Tadej Pogačar. Słoweniec przestał być już tylko pierwszym kolarzem w historii, który do potrójnej korony dorzucił jeden monument. Teraz jest pierwszym kolarzem w historii, który do potrójnej korony dorzucił ich aż dwa!

Wyniki Il Lombardia 2024:

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykułRelacja tekstowa z wyborów na prezesa PZKol [na żywo]
Następny artykułImpas w PZKol! Kontrowersyjny głos, podzielona komisja skrutacyjna i przerwane wybory
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
16 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Virgil
Virgil

Siwakow zajął więc „dopiero” czwarte miejsce, jednak najważniejsze dla UAE Team było to, co zrobił chwilę wcześniej Tadej Pogačar

????

01Pogacar Tadej UAE Team Emirates06:04:58
02Evenepoel Remco Soudal Quick-Step+
03:1603Ciccone Giulio Lidl-Trek+
04:3104Izagirre Ion Cofidis+ 04:34
05Mas Enric Movistar Team+ 04:34
06Sivakov Pavel UAE Team Emirates+ 04:34

Marcraft
Marcraft

Płakać się chce, że to koniec. Mógłby jeszcze się nawygrywać. Rywale są bardziej zmęczeni sezonem.

Marcin
Marcin

Myślę że gdyby Vuelta była za tydzień, to by Pogi wystartował i wygrał o godzinę przed kimś drugim. Za chwilę chyba zmienię swoje top 5 najlepszych w historii. 1. Jordan 2. Mercx 3. Maradona 4. Djokovic 5. Graf

Robert
Robert

Ten człowiek jedzie z tak niesamowitą lekkością…
Dobra to była Il Lombardia, bardzo dobra

Andrzej
Andrzej

Ja nie będę tęsknił za tym sezonem. Nie jest to antypatia do Tadeja Pogačara, tylko bardzo szeroce rozwinięta antypatia do dominacji w sporcie. A takiej jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyłem (chociaż zastanawiam się ew. też na Barceloną 2009 i Ryoyu Kobayashim 2018/19).
A do Marcina: Maradonę zamieniłbym na Messiego.

reko
reko

Kiedyś to były czasy, człowiek wracał do domu, włączał tv, tam 50km do mety wyścig otwarty, człowiek wiedział że najlepsze dopiero się zacznie…a teraz 50km do mety i po wyścigu. Pogilla musi odpuszczać więcej wyścigów żeby było ciekawie…

Robert
Robert

@Andrzej Gucwa, z jednej strony tak, ale na szczęście każda Słoweńca jest wyjątkowo widowiskowa.
Na nieszczęście często pozostałym kolarzom odbiera wolę walki, jak chociażby na MŚ.
Dzisiaj duże gratulacje dla Remco za próbę i trochę odkucie się temu wyścigowi.

Eddie X
Eddie X

fajnie żyć w czasach Tadka

Artur
Artur

Ale ale..
Sivakov nie pochodzi „ze wschodu”. Chyba, że ze wschodu Włoch, tam się urodził 😉

Adam
Adam

Pytam sie czy jest chory na astme?.

Krz
Krz

Taka dominacja w takim sporcie to jest coś nierealnego

Łukasz
Łukasz

Pozamiatane jak ta lala. Atak, kilkanaście sekund i kilkadziesiąt metrów przewagi. Pogi to inna liga. Pomyślcie jaka będzie batalia w przyszłym roku na TdF, o ile ani Słoweńcowi ani Jonasowi przekorny los nie podłoży nogi i ominie ich obu kontuzja. W tym roku Vingegaard nie był w pełni sił a i tak pokazał moc. 112 pętla będzie epicka! A, że Pogi wygrywa monumenty i inne jednodniówki to tylka chapeu bas dla takiego talentu.

Ada
Ada

@Adam
Pytam się – czy jesteś upośledzony umysłowo?

Roczny Rekin Remko
Roczny Rekin Remko

Armstrong też był najlepszy.

Bury miś
Bury miś

Gdzie Polacy??