Grand Prix Cycliste de Montreal 2023

Grand Prix Cycliste de Montréal jest jak przystojniejszy brat wyścigu, który przedwczoraj rozgrywany był na ulicach Quebecu: powstał z bliźniaczo podobnego przepisu, ale wygląda lepiej i dostarcza więcej rozrywki, nie musząc się nawet specjalnie starać. Jak każdy przystojniejszy brat wie on również, że mniej znaczy więcej, dlatego po dwóch edycjach rzucających wyzwanie Liege-Bastogne-Liege i Il Lombardii, w tym roku montrealski klasyk zdejmuje nogę z gazu, zostawiając kolarzom dość sił i apetytu na to, co czeka ich niebawem w Szwajcarii.

W połowie ubiegłej dekady wydawało się niemal pewne, że to napędzany słońcem znad zachodniego wybrzeża, tamtejszym luzem i popularnością Petera Sagana Tour of California stanie się pierwszym północnoamerykańskim wyścigiem rangi World Touru. Kalifornijską impreza, jak wiele innych etapówek rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych, szybko przegrała jednak w starciu z chłodnymi kalkulacjami, podczas gdy kanadyjskie klasyki skutecznie opierają się niesprzyjającym warunkom i dalej kwitną.

Pierwsze edycje Grand Prix Quebecu i Montrealu nie zyskały dużego rozgłosu czy zainteresowania największych gwiazd peletonu, jednak w odniesieniu do nich bardzo szybko zastosowanie znalazło jedno z najbardziej trafnych anglojęzycznych powiedzeń: timing is everything. Dogodny wrześniowy termin wraz z wzorowym przygotowaniem pod kątem organizacyjnym i nawiązującą do pagórkowatych klasyków trasą odmieniły niekorzystną sytuację i sprawiły, że kanadyjskie wyścigi jednodniowe stały się ulubioną formą przygotowań do mistrzostw świata dla wszystkich tych zawodników, którzy nie ścigają się w tym czasie na hiszpańskich szosach.

Na papierze rozgrywany w niedzielę Grand Prix Cycliste de Montreal jest tym trudniejszym z kanadyjskich klasyków, czego potwierdzeniem jest lista jego zwycięzców, zawierająca takie nazwiska jak Robert Gesink, Rui Costa, Tim Wellens czy Tadej Pogačar. Znajdujące się na trasie podjazdy są bardziej wymagające od tych pokonywanych w Quebecu, co sprzyja większej selekcji, choć umiejscowienie kluczowego z nich na początku rundy do pewnego stopnia redukuje jego wpływ na końcowy wynik rywalizacji. Sprinterzy zazwyczaj nie mają w Montrealu czego szukać, ponieważ nawet najbardziej zachowawcze edycje imprezy owocowały dotąd pojedynkami szybkich specjalistów od ardeńskich klasyków, podczas gdy te najcięższe otwierały drogę do zwycięstwa góralom.

Po ubiegłorocznych zawirowaniach związanych z sierpniowym terminem Mistrzostw Świata w Glasgow, wyścigi te wracają do typowego dla nich kontekstu, który wraz ze zbudowaną w ciągu czternastu lat renomą okazały się wystarczające, by zachęcić do przyjazdu do Ameryki Północnej wiele przyciągających uwagę mediów nazwisk. O zwycięstwo w 13. edycji drugiego z kanadyjskich klasyków walczyć będą między innymi Tadej Pogačar, Matteo Jorgenson, Maxim Van Gils, Tim Wellens, Julian Alaphilippe, Valentin Madouas, Jai Hindley, Simon Yates i zwycięski w Quebecu Michael Matthews.

Trasa

O ile przebieg pierwszego aktu kanadyjskiego dyptyku wydaje się wykuty w kamieniu, trasa Grand Prix Cycliste de Montréal flirtowała w ostatnim czasie z miłośnikami najbardziej pagórkowatych klasyków, w latach 2022-2023 rozrastając się do imponujących 221,4 kilometra i 4842 metrów przewyższenia. W odpowiednim umieszczeniu tych wartości na skali pomagają Liege-Bastogne-Liege i Il Lombardia, najcięższe pod kątem wspinaczki wyścigi jednodniowe kolarskiego kalendarza, które na dłuższym o ok. 30 kilometrów dystansie oferują mniej lub tyle samo metrów przewyższenia (4400-4850 m).

Na tak zarysowanym tle, 13. edycja Grand Prix Cycliste de Montréal wygląda na zgrabny kompromis, łączący “podostrzony” przebieg doskonale znanej rundy z krótszą o jedno okrążeniem trasą, która ma zostawić kolarzom dość sił i apetytu na to, co czeka ich za dwa tygodnie w Szwajcarii. Łączny wymiar koniecznej do wykonania pracy wyniesie dziś zatem 209,1 kilometra i 4573 metry przewyższenia.

Wspomniana runda, którą uczestnicy niedzielnego wyścigu przejadą 17 razy, liczy obecnie 12,3 kilometra. Niezmiennie wiedzie ona przez tereny zielone w środkowej części miasta, gdzie znajdują się między innymi Uniwersytet Montrealski, Politechnika i miejsca pamięci, ale poprowadzenie trasy innymi ulicami w jej północnej części pozwoliło dodać niewielki podjazd znacznie bliżej mety, na Avenue du Parc.

Wspinaczkę na rundzie tradycyjnie otwiera najdłuższy Cote de Camillien-Houde (1,8 km, śr. 8.0%), po którym uczestnicy wyścigu zmierzą się z Cote de la Polytechnique (780 m, śr. 6,0%) i Pagnuelo (535 m; śr. 7,5%), którego szczyt od zlokalizowanej na wzniesieniu mety (560 m, śr. 4%) dzieli 2,8 kilometra, głównie zjazdów.

Pogoda

Do 27 stopni Celsjusza w najcieplejszym momencie dnia, bez szans na opady deszczu i bezwietrznie.

Faworyci

Intensywna rywalizacja na bardzo pagórkowatych rundach jest dokładnie tym, czego w tej chwili potrzebują wszyscy niemogący doczekać się tegorocznych Mistrzostw Świata w Zurychu – w tym kolarze! Czy ktokolwiek znajdzie dziś receptę na nieograniczone ambicje i potencjał Tadeja Pogačara?

Niewiele odkryję pisząc, że będzie o to bardzo trudno, ponieważ kolarskie wyścigi dzielą się obecnie na możliwe i niemożliwe do wygrania przez słoweńskiego lidera drużyny UAE Team Emirates, a piątkowy klasyk w Quebecu był w tym roku dopiero drugim z kategorii tych niemożliwych po Mediolan-San Remo. Mimo tego, Pogačar wpłynął na przebieg końcówki pierwszego z kanadyjskich klasyków, jego forma po przerwie od rywalizacji imponuje, a runda w Montrealu w dużo większym stopniu pozwala uwolnić jego eksplozywny potencjał, co udowodnił wygrywając tę imprezę w 2022 roku. Ekipa występująca pod banderą Zjednoczonych Emiratów Arabskich stanie na starcie w Montrealu z Timem Wellensem i Juanem Ayuso w składzie, co naturalnie otwiera przed nimi więcej możliwości taktycznego rozegrania finałowych rund, jednak tego rodzaju manewry w ich wykonaniu najczęściej prowadzą do tego samego rezultatu: zwycięstwa Tadeja Pogačara.

Pod tym względem, szczególnie w wyścigach jednodniowych, zupełnie inaczej funkcjonuje ekipa Visma | Lease a Bike, ale w pechowym dla nich roku nieustannie szczęśliwą gwiazdą pozostaje Matteo Jorgenson. Już w Quebecu 25-letni Amerykanin kolejny raz błysnął formą i typowym dla siebie zacięciem, a do rywalizacji na ulicach Montrealu powinien przystąpić z dokładnie takim samym podejściem, aby antycypując ruchy oponentów zamaskować mniejszą od nich dynamikę. Drugą bardzo solidną opcją holenderskiego zespołu jest Tiesj Benoot, którego 4. miejsce w pierwszym z kanadyjskich klasyków świadczy o wysokiej dyspozycji, a jeśli dzisiejszy wyścig wcześnie wymknie się spod kontroli dominujących drużyn, wśród atakujących kolarzy możemy zobaczyć również Jana Tratnika i Pera Stranda Hagenesa.

Końcówka Grand Prix Cycliste de Quebec w wykonaniu Lotto Dstny jeszcze jakiś czas przywoływać będzie uśmieszki, jednak zaćmienie umysłu jest jednym z mniejszych kosztów, jakie można ponieść próbując przetrzymać ataki Pogačara. Tylko w tym sezonie barwnie opowiadali o tym między innymi Mattias Skjelmose, Ben O’Connor i Matteo Jorgenson. Imponującą formę zaprezentowaną przez zawodników belgijskiej drużyny trzeba docenić, a dla naturalnie predestynowanego do rywalizacji w pagórkowatym terenie Maxima Van Gilsa to już ostatni dzwonek, by spróbować wydrzeć coś naprawdę dużego bez skupiania na sobie nadmiernej uwagi rywali. W innych okolicznościach uznałabym rozgrywany na ulicach Montrealu klasyk za zbyt trudny dla Arnauda De Lie, jednak po tym, co pokazał przedwczoraj, zasługuje on na wzmiankę.

Rywalizację w Quebecu w najlepszej dziesiątce ukończyli Neilson Powless (EF Education-EasyPost) i Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), których łączy między innymi to, że są trochę niedoceniani jako specjaliści od wyścigów jednodniowych i potrafią nieźle rozgrywać sprinty z kilkuosobowej grupy. Dziś obaj znajdą się na lepiej odpowiadającej im trasie, dlatego przy utrzymaniu piątkowej dyspozycji nawet podium powinno być w zasięgu.

Aby zaliczyć wyprawę do Kanady do udanych, dużo więcej pokazać dziś muszą Julian Alaphilippe, Ilan Van Wilder (Soudal-Quick Step), Valentin Madouas (Groupama-FDJ), Aurélien Paret-Peintre, Paul Lapeira (Decathlon AG2R La Mondiale), Magnus Sheffield (INEOS Grenadiers), Toms Skujiņš (Lidl-Trek), Ben Healy (EF Education-EasyPost), Romain Bardet (dsm-firmenich PostNL), Stephen Williams (Israel-Premier Tech) i Alberto Bettiol (Astana Qazaqstan).

Z mniej ogranych w kontekście wyścigów jednodniowych nazwisk, na spłatanie niespodzianki może być w tę niedzielę stać Romaina Gregoire’a (Groupama-FDJ), Edoardo Zambaniniego (Bahrain-Victorious) i Jaia Hindley’a (Red Bull-BORA-hansgrohe), a jeśli obecna forma Michaela Matthewsa (Jayco AlUla) przypomina tę z Mende (Tour de France 2022), jego również nie można zupełnie skreślać.

Harmonogram i transmisja TV

Wyścig Grand Prix Cycliste de Montreal 2024 rozegrany zostanie w niedzielę, 15 września.

Transmisję z wyścigu będzie można śledzić w serwisie Max od 16.00, na antenie kanału Eurosport 1 od godziny 18:05.

Poprzedni artykułMedia: Ważna zmiana w startach kolarzy do lat 23 na mistrzostwach świata?
Następny artykułTour of İstanbul 2024: Mathieu Burgaudeau wygrywa wyścig, Marcin Budziński 10.
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Andrzej
Andrzej

Nie rozumiem trochę zarzutów w kierunku Juliana Alaphilippa. Przecież wykonał przedwczoraj ładny atak w końcówce i był kluczową postacią jeżeli chodzi o te emocje, które mieliśmy.