W piątek peleton hiszpańskiego wielkiego touru podążać będzie szlakami mistrzów, po dziesięciu latach od triumfu Michała Kwiatkowskiego przejeżdżając przez Ponferradę, a następnie wspinając się na stromy Puerto de Ancares, gdzie po raz ostatni triumfował Alberto Contador. To jednak dodatkowe smaczki dla dziennikarzy i kibiców, podczas gdy rywalizujący na trasie wyścigu kolarze skoncentrowani będą wyłącznie na własnej walce w górach północy Półwyspu Iberyjskiego.
Pozostała część drugiego tygodnia 79. edycji wyścigu Vuelta a España to już tylko i wyłącznie góry, na szczęście możliwe do różnicowania pod kątem stopnia trudności i potencjału do wygenerowania przetasowań na szczycie klasyfikacji generalnej imprezy. Piątkowy etap daje na to całkiem spore nadzieje, ponieważ o ile 3700 metrów przewyższenia na dystansie 176 kilometrów plasuje go w stanach średnich, finałowy podjazd pod Puerto de Ancares należy do tych, które robią ogromną różnicę.
Peleton wyruszy dziś z Lugo, czwartego co do wielkości miasta Galicji, by po trzech dniach kręcenia się po lekko pofałdowanym terenie pomiędzy meandrującą rzeką Miño a Oceanem Atlantyckim, zacząć wdzierać się głębiej w Góry Kantabryjskie.
Po dwóch zakończonych sukcesem ucieczkach, apetyt harcowników tylko wzrośnie, a otwierające rywalizację 35 kilometrów z podjazdem pod 3. kategorii Alto Campo de Arbre (5,0 km, śr. 5,9%) sprzyja oderwaniu się solidnej grupy. Przed półmetkiem kolarze pokonają jeszcze Alto O Portel (7,7 km, śr. 5,1%), ale intensywna wspinaczka czeka ich dopiero w decydującej części tego odcinka, już po przejeździe peletonu przez Ponferradę.
Tuż za miastem zawodnicy skręcą na północ, kierując się w stronę Rezerwatu Ancares Leoneses – jednej z bardzo wielu tego typu form ochrony przyrody wzdłuż granicy Kastylii i Leonu z Asturią i Kantabrią. W tej części trasy kolarze zmierzą się z dwoma kategoryzowanymi podjazdami pod Puerto de Lumeras (6,6 km, śr. 5,9%) i finałowy Puerto de Ancares (7,7 km; 8,9%), ale wzniesień jest znacznie więcej, a droga pnie się w górę niemal nieustannie.
Na Puerto de Ancares hiszpański wielki tour wraca po 10 latach, a podczas ostatniej wizyty było to miejsce, gdzie Alberto Contador przypieczętował swoje zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu. Dwa lata wcześniej pierwszy na zlokalizowanej tam mecie zameldował się Joaquim Rodriguez, pokonując Contadora, Alejandro Valverde i Daniela Moreno. Drugi z przytoczonych wyników mówi więcej o charakterze tego podjazdu: to ścianka o długości czterech, na której każdy walczy sam, a decydują forma i wrodzona dynamika.
Oto, co na temat 13. etapu 79. edycji Vuelta a España napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
13. etap (30 sierpnia, piątek): Lugo – Puerto de Ancares (175,6 km)
W drugim tygodniu nie będzie już miękkiej gry i górskie finisze dzień po dniu nie powinny nikogo dziwić. Piątkowy etap rozkręcać będzie się co prawda powoli, ale końcówka w postaci rozegranych po sobie Puerto de Llumeras (6,7 km; 5,9%) i Puerto de Ancares (7,7 km; 8,9%) zapowiada się naprawdę ciekawie – szczególnie gdy spojrzymy na profil ostatniej wspinaczki i zdamy sobie sprawę, że ostatnie 5 kilometrów to nieprzerwanie nachylenia na poziomie 10 i więcej procent. Ostatni raz Vuelta a España witała tu dekadę temu – w 2012 roku wygrał na tym szczycie Joaquim Rodríguez, a 2 lata później najlepszy okazał się być Alberto Contador, który triumfem na Puerto de Ancares przypieczętował zwycięstwo w całym wyścigu.



Pogoda
Do 28 stopni Celsjusza podczas pokonywania środkowej części trasy, tam też mogą wystąpić lokalne burze. Umiarkowany wiatr z kierunków N, NE.
Faworyci
Wczoraj najsilniejsze drużyny 79. edycji wyścigu Vuelta a España nie zdecydowały się zagrać o pełną stawkę, dzięki czemu poetapową narrację zdominowała wzruszająca historia Pabla Castrillo, ekipy Kern Pharma i jej założyciela, Manola Azcony. To coś, w czym kolarskie wielkie toury są naprawdę świetne.
Czy dziś jako danie główne zaserwowany zostanie pojedynek najlepszych kolarzy klasyfikacji generalnej Vuelty? Tegoroczny hiszpański wielki tour nie ukończył jeszcze dwóch tygodni, a ja zdążyłam się pomylić już zawstydzającą liczbę razy, ale z dwóch względów jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Po pierwsze, w terenie idealnym dla harcowników peleton Vuelty ponownie znajdzie się jutro. Po drugie natomiast, stawianie wszystkiego na jedną kartę na finałowym Puerto de Ancares wiąże się co prawda z ogromnym ryzykiem, ale w zasięgu jest jeszcze większa nagroda. Jeśli tylko forma dnia dopisze, znaczące różnice czasowe zrobią się tam same.
Typowanie Primoža Rogliča (Red Bull-BORA-hansgrohe) jako zwycięzcy na tego rodzaju stromej końcówce to sięganie po bardzo nisko wiszący owoc, ale kiedy 34-letni Słoweniec jest w gazie, świetnie potrafi wykorzystywać swoje największe atuty. Czy obecnie Roglič jest tak mocny, jak sugerują jego najlepsze dni? Co do tego wcale nie mam pewności, dlatego dzisiejszy finałowy podjazd może zdradzić, czy jego dyspozycja zmierza ku bardzo potrzebnej w tym momencie stabilizacji. W decydującej fazie rywalizacji ponownie bardzo przydatny może się okazać świetny na stromych odcinkach Aleksandr Vlasov, a jeśli ekipa Red Bull-BORA-hansgrohe ponownie zechce wysłać kogoś w górę szosy, idealnym typem wydaje się Daniel Felipe Martinez.
Jeśli wszystko pójdzie “zgodnie z planem”, dziś powinniśmy dowiedzieć się nieco więcej o ambicjach świetnie dysponowanego Enrica Masa (Movistar). Nie po raz pierwszy 29-letni Hiszpan buduje rewelacyjną formą na przełom lata i jesieni, a w najbardziej optymistycznym scenariuszu finałowy podjazd daje pewne nadzieje na to, że będzie on w stanie odjechać wszystkim rywalom. Jeśli rzecz jasna podejmie taką próbę, ponieważ bardziej naturalnym dla Masa zachowaniem jest podążanie za akcjami na czele grupy liderów. W ten sposób Vuelty jednak nigdy nie wygra.
Zgodnie z zarysowującymi się ostatnio trendami, coraz mocniejszy jest Mattias Skjelmose (Lidl-Trek), ale dziś młodego Duńczyka czeka znacznie trudniejsze od większości dotychczasowych zadanie. Przewiduję natomiast, że swój status zawodników ścisłej czołówki wyścigu potwierdzą w piątek Mikel Landa (Soudal-Quick-Step), Carlos Rodriguez (INEOS Grenadiers) i Richard Carapaz (EF Education-EasyPost).
Uciekinierzy mają dziś mniejsze szanse, a część z nich na pewno będzie chciała zachować siły na idealnie odpowiadający ich potrzebom sobotni etap. Jednocześnie wyobrażam sobie, że drużyny jak Isreal-Premier Tech z Michaelem Woodsem, Marco Frigo i Matthew Riccitello nie poddadzą się bez walki, a jeśli proces formowania się odjazdu wymknie się spod kontroli, tego rodzaju okazję mogą wykorzystać kolarze w typie Harolda Tejady (Movistar), Jacka Haiga (Bahrain-Victorious), Jaya Vine’a, Brandona McNulty’ego (UAE Team Emirates), Maksa Poole’a (dsm-firmenich PostNL), Attili Valtera (Visma | Lease a Bike), Guillaume Martina (Cofidis), Cristiana Rodrigueza (Arkea-B&B Hotels) czy fruwającego w ostatnich dniach Carlosa Verony (Lidl-Trek).
Wszystko o 79. Vuelta a España:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Przewodnik po klasyfikacjach pobocznych
- Klasyfikacja generalna po 1. tygodniu
- Najnowsze artykuły










Kurczaki, znowu świetnie Pani napisała, teraz tylko czekać na emocje. I proszę się nie przejmować tym, że Pani przewidywania parę razy nie trafiły, bo to tylko oznaka nieprzewidywalności tej Vuelty, a Pani teksty są miodzio, jak zawsze 😁.
Visma rozczarowuje. spodziewałem się większej aktywności Seppa Kusa, a tu ani widu ani słychu
Bardzo ładnie napisany tekst. Pani polonistka byłaby z Pani bardzo dumna. A może jest miłośnikiem kolarstwa i czyta te teksty … Kto wie.