fot. UCI

Spóźnione stroje, braki w sprzęcie, „doping” Mateusza Rudyka, wyciągnięty publicznie spór na linii Daria Pikulik – MAT Atom Deweloper Wrocław, ostre słowa Ministra Sportu Sławomira Nitrasa, Piotr Pękala jadący na pożyczonym rowerze podczas Tour de Pologne i wiele, wiele więcej – w ostatnim czasie w polskim kolarstwie regularnie dochodziło do mniejszych i większych afer, które powodowały w społeczeństwie narastającą niechęć do oczywistych winnych. Tylko czy zawsze krytykujemy słusznie? A może to tylko owczy pęd by wpisać się w tendencję do tego, że przecież wszystko jest źle? Przyjrzyjmy się na spokojnie różnym aspektom ostatnich zdarzeń.

Permanentna krytyka wszystkich, którzy mają jakąś władze stała się ostatnio najpopularniejszym kierunkiem w dyskursie publicznym o polskim sporcie. Sportowcom olimpijskim, często słusznie, ulewało się na temat kondycji przeróżnych związków, a my jako fani kolarstwa doskonale wiemy, że w naszym sporcie jesteśmy bardzo daleko od tego by było kolorowo. Czy oznacza to jednak, że zawsze i wszędzie jest źle? Wydaje mi się, że niekoniecznie – świat w końcu nie jest czarno-biały i świetnie oddaje to ostatnie oświadczenie MAT Atom Deweloper Wrocław – polskiej grupy zawodowej kobiet, której oberwało się od Darii Pikulik – ich byłej kolarki.

W ogromnym skrócie – Polka na sezon 2022 podpisała kontrakt z ekipą MAT Atom Deweloper Wrocław, który to miał obowiązywać przez 3 lata. Po bardzo udanym dla siebie roku zawodniczka zmieniła jednak barwy przechodząc do worldtourowego Human Powered Health i jak przyznała w jednym z poolimpijskich wywiadów opublikowanym w Interii, że „[…] potraktowali mnie okropnie. Musiałam im zapłacić pieniądze za to, żeby mnie puścili do World Touru”. To rzecz jasna wywołało burzę, na którą w swoim oświadczeniu odpowiadają przedstawiciele polskiej drużyny kontynentalnej.

Zawodniczka w swojej wypowiedzi pominęła istotne kwestie, godząc tym samym w dobre imię zespołu i podważając sens naszej pracy – zarówno obsługi, jak i zawodniczek, które obecnie w naszych barwach się ścigają.

W skrócie:

  1. Darię Pikulik, w dniu podpisania umowy z Human Powered Health w 2022 roku, wciąż obowiązywał 3-letni kontrakt z naszym teamem. Doszło więc do naruszenia przez zawodniczkę przepisów Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) i zasad Joint Agreement, który jest zbiorem norm i reguł stosowanych przy zawieraniu umów między zawodnikiem a teamem.
  2. Daria Pikulik dopiero po fakcie poinformowała kierownictwo naszego teamu o podpisaniu kontraktu i tym samym nie wywiązała się z zawartych w jej kontrakcie postanowień dotyczących zmian w umowie.
  3. Zgodnie z rozwiązaniem zasugerowanym przez Jarosława Marycza, prezesa Stowarzyszenia Kolarzy Zawodowych w Polsce, zaproponowaliśmy zawodniczce najkorzystniejsze dla niej tzw. „wykupienie kontraktu”, co jest powszechną praktyką w takiej sytuacji. Daria Pikulik wyraziła zgodę. Innym rozwiązaniem był arbitraż UCI, co na czas rozstrzygnięcia oznaczałoby zawieszenie zawodniczki i zakaz startów w wyścigach.
  4. Nasz team przystał na spłatę należności w dogodnych dla zawodniczki ratach, a Daria Pikulik wywiązała się z tych zobowiązań.

Nadmienimy także, że gdyby nie możliwość startów, jakie stworzył tej zawodniczce nasz zespół, być może przejście do ekipy WWT nie byłoby w ogóle możliwe.

Nie stając po żadnej ze stron i tak można zauważyć, że sytuacja ta nie jest czarno-biała. Oczywiście na pierwszy rzut oka wydaje się być czymś złym, że zawodnik by móc rozwijać się sportowo musi wydać pieniądze, ale z drugiej strony warto spojrzeć na punkt widzenia polskiej drużyny. Ta, idąc za informacjami z oświadczenia, nagle została bez swojej liderki w momencie gdy składy na kolejny sezon są zwykle domykane i dla niejednego projektu mogłoby to oznaczać pewne kłopoty. O ile bowiem będący wielkim mecenasem kobiecego kolarstwa w Polsce pan Władysław Piszczałka zapewnia sponsoring, który wydaje się, że jest niezależny od wyników, to można sobie bez problemu wyobrazić sytuację gdy zespół pozbawiony dobrych rezultatów i głośnego nazwiska traci finansowanie i w rezultacie ma problem z dalszym działaniem.

Oczywiście zgodzę się z każdym kibicem, że polskie drużyny na obecnym poziomie powinny przede wszystkim umożliwiać swoim zawodnikom sportowy rozwój i możliwość awansu, acz pamiętajmy, że większość z nich finansowana jest wyłącznie ze środków prywatnych sponsorów – ci zaś działać muszą nie tylko w imię „interesu publicznego”, ale i na na własną korzyść. Ciężko bowiem wyobrazić sobie sytuację gdy ktoś na dłuższą metę inwestuje w drużyny, które nie zapewniają sukcesów, a są wyłącznie trampoliną do sportowego awansu.

Kończąc zatem wątek Darii Pikulik i MAT Atom Deweloper Wrocław – warto zawsze wysłuchać obu stron, albowiem każda z nich ma swoje racje. Po czyjej będą Państwo stronie nie mi oceniać, bo obie strony przedstawiły wydaje się, że dość celne argumenty. Wniosek jednak mam nadzieję, że zostanie z tego wyciągnięty jeden – nie wszystko w tego typu sporach jest zawsze czarno-białe.

Polski Związek Kolarski w ogniu krytyki

Czy w PZKol dzieje się dobrze? Chyba nikogo nie zaskoczę jeśli napiszę, że nie. Ciągnące się od dawna długi skutecznie paraliżują działanie tej organizacji, a cierpią na tym sportowcy. Czy oznacza to jednak, że czego nie dotkną się działacze Polskiego Związku Kolarskiego to musi być zrobione źle? Czytając wyłącznie idące na fali sensacji artykuły w sieci można odnieść takie wrażenie, ale tu powtórzę – nie wszystko jest zero-jedynkowe.

Spójrzmy chociażby na sprawę Mateusza Rudyka i jego „wpadki dopingowej”, czyli tego, że nie dopilnowane zostało odnowienie certyfikatu, który to mimo permanentnej choroby Polaka jaką jest cukrzyca, przyznawany jest tylko czasowo. Gromy momentalnie spadły na Związek za brak opieki nad sportowcem, ale mocno nastroje tłumił jakiś czas później Robert Pietruszyński, lekarz polskiej kadry.

Procedury bardzo ewoluują i lekarz, ani nikt inny, nie ma do nich dostępów. To zawodnik za nie odpowiada. To jest tak, jak człowiek, który ma nieaktualny przegląd samochodowy. Nie ma niestety w tej chwili mechanizmów przypominania (o upływającym terminie certyfikatu), będziemy składali wnioski, żeby dopracować te procedury. Niestety na dziś WADA i inne organizacje mają co prawda swój element edukacyjny, ale nie ma elementu zabezpieczającego zawodnika przed takimi trudnościami proceduralnymi

— mówił Robert Pietruszyński, lekarz polskiej kadry w rozmowie, którą w całości można znaleźć pod tym linkiem.

Nie mam rzecz jasna zamiaru wybielać sportowca, którego wina jest ewidentna, acz łatwo sobie w obliczu głupot systemowych w WADA wyobrazić, że ktoś w Związku posiadałby bazę z jednej strony nie naruszającą tajemnicy medycznej zawodników, a z drugiej zbierającą informacje pokroju „w dniu XX.XX.XXr. przypomnieć kolarzowi XXX YYY o tym, że wygasa mu jakiś certyfikat”. Wierzmy, że z sytuacji Mateusza Rudyka zostaną po prostu na przyszłość wyciągnięte wnioski i nigdy więcej nie dojdzie do podobnego zdarzenia.

Dużo mocniej w Polski Związek Kolarski biją z pewnością za to przeróżne słowa zawodników dotyczące tego, że muszą oni sami zakładać pieniądze za wyjazdy na zgrupowania, nieraz do końca żyją w niepewności czy uda im się polecieć na jakieś zawody np. Pucharu Świata albo czy otrzymają nowy sprzęt niezbędny do rywalizacji na międzynarodowym poziomie. Nie będę brał tu Związku jako organizacji w obronę, bowiem byłaby to niemalże samobójcza misja, acz spojrzałbym na kilka „pobocznych” faktów – za obecny stan rzeczy winić trzeba by nie tylko obecny Zarząd, który nie potrafił wyciągnąć na prostą chociażby sprawozdań finansowych za rok 2017 i lata późniejsze, ale i wszystkich tych, którzy wcześniej doprowadzili do fali narastających zaległości, długów i problemów finansowych, których historia sięga budowy toru kolarskiego w Pruszkowie przeszło dekadę temu.

Zewnętrzny operator

Polski Związek Kolarski kilka dni temu opublikował podsumowanie finansowe kadr elity za lata 2022 i 2023. Już w pierwszej zbiorczej tabeli szybko w oczy rzuci nam się, że spośród 8,4 miliona w 2022 roku 4,5 miliona poszło na zgrupowania i zawody, 2,8 miliona na sprzęt, trenerów czy opłaty za tor oraz przeszło milion zjadła pozycja nr 16 w tymże zestawieniu, czyli „wynagrodzenia współpracowników niebędących członkami Zarządu PZKol jak koordynatorzy i księgowi” będące nazwane wcześniej ” Koszty pośrednie niezbędne do obsługi zadania zleconego”. Tak się bowiem składa, że Polski Związek Kolarski mając konta zajęte przez komornika musi korzystać z pośrednictwa Wielkopolskiego Związku Kolarskiego i to przez ten drugi przechodzą m.in. faktury.

Taki układ z pewnością stanowczo wydłuża jakąkolwiek sprawczość Polskiego Związku Kolarskiego – ten bowiem z jednej strony pozostaje cały czas jedynym polskim organem zrzeszonym w UCI (Międzynarodowej Unii Kolarskiej) czy UEC (Europejskiej Unii Kolarskiej), z drugiej jednak w kwestii np. zakupów czy rozliczeń wymaga pośrednictwa innego Związku. Rozwiązanie, które miało tymczasowo ratować sytuację polskiego kolarstwa, ciągnie się kolejny rok i z pewnością należałoby cokolwiek zmienić.

Spóźnione stroje, braki w sprzęcie

Wróćmy jednak do tej perspektywy najważniejszej, czyli sportowca. Tego nie powinno bowiem nigdy interesować jak wygląda struktura nad nim, kto i kiedy popełnił błąd oraz czy trudno go rozwiązać. Zawodnik poświęca całe swoje życie by ciężko trenować i dzięki tej pracy osiągać wyniki i obowiązkiem wszelkiej maści działaczy powinno być wyłącznie to by ten nie zauważał ich istnienia, a po prostu miał zapewnione możliwie najwięcej wszystkiego, co ułatwi mu osiąganie sukcesów. Piszę „możliwie najwięcej”, bo kolarstwo w jest nieco jak Formuła 1 pod kątem tego ile można wydawać na sprzęt i wydaje się, że nie istnieje taka kwota, której nie dałoby się wydać.

Sportowiec ma zatem prawo być wk… zirytowany gdy coś mu nie jest zapewniane i irytacja ta będzie zawsze największa gdy dochodzi do błędów z podstawowymi rzeczami. Podobno o historii dostarczenia strojów dla polskich torowców, w tym Darii Pikulik, na Igrzyska Olimpijskie można by napisać książkę, a te dotarły na welodrom tylko dzięki wielkiemu zaangażowaniu pewnych osób, ale niezależnie od tego kto i ile włożył w polską misję olimpijską serca, czasu i środków to efekt jest jeden – wyglądało to nadal źle.

Daria Pikulik w wywiadzie przyznała, że swój strój dostała dzień przed startem i ten był tak ciasny, że momentalnie zrobiło jej się duszno. Na welodromie w Saint-Quentin-en-Yvelines było przeszło 30 stopni, co z pewnością tylko potęgowało tę duchotę, ale nie dziwię się, że zawodniczce mówiąc kolokwialnie ulało się, a wraz z nią także i kibicom. Choć piszę to bez szczerej wiary to miejmy nadzieję, że takie zdarzenia miały miejsce ostatni raz.

Postronny winny?

W obliczu ostrej, często jak widać na powyższych przykładach w pełni zrozumiałej krytyki Polskiego Związku Kolarskiego działaczom oberwało się także za coś, za co ciężko ich winić. Pod wywiadem Piotra Pękali po czasówce podczas Tour de Pologne pojawiła się bowiem fala negatywnych opinii związanych z tym, że ten jechał na prywatnym sprzęcie co miałoby być winą Związku. Konkretnie chodzi przede wszystkim o słowa:

Uważam, że straciłem na sprzęcie, na pozycji, do tego przygotowywałem się w bardzo krótkim czasie. Miałem jedynie tydzień aby zorganizaować rower czasowy i przygotować się do czasówki optymalnie. […] Na koniec chciałbym bardzo podziękować Panu Grzegorzowi Kowalowi, który pożyczył mi swój prywatny sprzęt i dzięki niemu mogłem jechać na rowerze czasowym. Do tego dziękuję mechanikom Reprezentacji Polski, którzy do późnych godzin nocnych pracowali przy moim rowerze

— mówił Piotr Pękala w wywiadzie, który można znaleźć pod tym linkiem.

Przeanalizujmy sobie zatem sytuację na chłodno. O ile np. na torze, gdzie zawodnicy ścigają się głównie, a często wyłącznie w barwach reprezentacyjnych dostarczanie sprzętu przez Związek jest normą, o tyle w przypadku kolarstwa szosowego zawodnicy na najważniejszych imprezach w 99%, a może i 100% korzystają z rowerów, a często także i kół czy kasków klubowych. Jest to normą na całym świecie, co możemy sobie zobaczyć na kilku wybranych zdjęciach z zeszłorocznych Mistrzostw Europy – wybrałem drużynową jazdę na czas by było jednocześnie widać po kilku kolarzy jadących na różnych, zawsze klubowych rowerach.

Jak widzimy z tej trójki tylko Belgowie posiadali jakikolwiek akcent sprzętowy dostarczony przez związek – mowa tu o kaskach. Wróćmy jednak do sytuacji Piotra Pękali i tego, że ten nie posiadał swojego roweru czasowego – jak można by ją rozwiązać? Uważający, że wina jest tu po stronie Polskiego Związku Kolarskiego wskazywali, że ten powinien zainteresować się sytuacją zawodnika i dostarczyć mu sprzęt „związkowy”.

Jestem skłonny zgodzić się, że w dobrym smaku byłoby zainteresowanie się przez selekcjonera tym czy każdy zawodnik ma komplet sprzętu przydatnego podczas udziału w Tour de Pologne. W sumie tylko czy do takiej rozmowy nie doszło? Tego nie wiemy, acz wiadomo, że krytyka się już pojawiła. Wróćmy jednak do kwestii samego sprzętu – skąd Związek miałby takowy „wyczarować”? Czy w magazynach PZKol powinny zalegać przez cały rok ramy w każdym rozmiarze na wypadek gdyby jakiś zawodnik nagle potrzebował je wypożyczyć na jeden wyścig w roku? Ile powinno ich być? Można bowiem wyobrazić sobie sytuację gdy dwóch podobnie zbudowanych zawodników zwraca się do Związku w tym samym terminie – powinniśmy mieć cały skład rowerów używanych raz w roku albo i wcale? Myślę bowiem o innych okazjach gdzie można by używać tego typu sprzętu i szybko odpadają tu imprezy mistrzowskie – ważne jest bowiem nie tylko wejść w posiadanie roweru, ale i mieć świetnie dopasowaną do niego pozycję, a to wypracowuje się naprawdę długo – zresztą sam Piotr Pękala zwracał na to uwagę w cytowanym fragmencie. Zostaje zatem opcje mniejszych startów kadrowych – czasówka zdarza się podczas Tour de l’Avenir, być może z zasobów korzystaliby wówczas także juniorzy.

Czy koszt poniesiony na zakup sprzętu, który z czasem by się starzał będąc niekonkurencyjnym, by można go było wypożyczać w sytuacjach takich jak Piotra Pękali byłby adekwatny do zysków? Wydaje mi się, że nie – tu wracamy do tematu tego, że świat nie jest czarno-biały. Choć rozumiem oburzenie osób, które po prostu przeczytały o sytuacji reprezentanta Polski to jednocześnie nie widzę realnego rozwiązania by ktoś inny nie zaczął pisać o nietransparentności Związku, który ma obecnie dużo więcej potencjalnych wydatków aniżeli tego typu zakupy.

Konkluzja

Czy jest dobrze? Nie. Czy jest wyłącznie źle? Też nie. Wyciągnąłem specjalnie 4 przykłady do tekstu by pokazać konflikt, w którym obie strony mają swoje racje, zdarzenie, gdzie ciężko jednoznacznie wskazać winnych, sytuację, która choć nie jest czarno-biała to rzeczywiście może budzić w pełni uzasadnioną krytykę opinii publicznej oraz wreszcie przypadek, w którym krytyka wydaje się być nieadekwatna do tego jak można by takich sytuacji uniknąć w przyszłości.

Poprzedni artykułTour de Pologne 2024: Relacja na żywo z 4. etapu
Następny artykułOtwarta sprawa? – przegląd faworytów Vuelta a España 2024
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Dobry felieton. Pozdrawiam

Leon
Leon

Zgadzam się z Alkem. Również pozdrawiam.

Janusz z Podlasia
Janusz z Podlasia

Dla mnie totalne grafomanstwo ten artykul. Rozumiem ze kolegow sie nie atakuje, ale nie trzeba tez nic pisac bo tego obronic sie nie da. Wmawianie nam ze dzialacze nie sa winni, ze wina tez u zawodnika to mniej wiecej jak mowienie ze pracodawca niewinny bo pracownik powinien wiedziec co pracodawca musi mu zapewnic. Polecam autorowi kubel zimnej wody.A dzialacza by sie wzieli do roboty lub odeszli, bo naprawde nie rozumiem:
dlaczego kazdy zwiazek ma swoja ksiegowosc (czy tam sa jakies kosmiczne faktury?) – jedna ksiegowsc przy PKOL nie wystarczy? a moze wtedy trudniej kombinowac?tak bogaty zwiazek co roku z 10 rowerow powinien kupowac. W dekade bylo by ponad 100 rowerow ktorej jesli seniorzy nie rusza to mlodzierz bedzie miala na czym jezdzic. Jak slysze to pierdolenie to proponuje w tyg otworzyc gielde na torze by miec na to kasepatrze na relacje z Tour de Pologne i kadra jezdzI w porzyczonych autach i przebiera sie w kamperze. 30 lat od PRL i na autobus wciaz nas nie stac, a moze bylo na stac tylko ktos niechcial odkupic busa np. po CCCZPKol powinien dla dobra sprawy wejsc w tryb full transparency – kazda wydana zlotowka powinna byc publikowana na stronie wlacznie z uzasadnieniem.Nawet jesli jest % winy u zawodnika to olimpiada jest raz na 4 lata. Jest w pyte czasu by przygotowac rzeczy na tip top. I przede wszystkim z PZKol na olimpiade jada tylko niezbedne osoby. Dzialacze ogladaja olimpiade w TV do momentu wyjscia zwiazku na prosta. Po prostu trzeba sobie powiedziec nie stac nas na wycieczki dzialaczy. Wiedze mozna wymienic na Zoom lub znalezc sponsora na wycieczke.

Cienki Bolek
Cienki Bolek

Dobra robota, temat potraktowany z każdej strony i naświetlający problem. Tarcia na styku zawodnik/klub oczywiście, że będą. Ale skąd tarcia zawodnicy/związek? To jest sedno problemu.

Leszeu
Leszeu

Janusz dobrze gada. Grafomaństwo i na siłę bronienie związku. Sprawa z kontraktem Pikulik jest do obrony, ale to MAT a nie związek.

Ale
Ale

A może spojrzeć jeszcze szerzej i pokopać jeszcze głębiej? Jak np. wpłynęło wieloletnie molestowanie, wykorzystywanie i zastraszanie zawodniczek przez trenera kolarstwa górskiego, Andrzej Piątka, na kariery zawodniczek czy poziom obecnego zadłużenia PZKOL?