26. edycja PETRONAS Le Tour de Langkawi wjechała po raz pierwszy w poważne góry. Zwycięzcą królewskiego etapu z metą na Genting Highlands Resorts został Iván Ramiro Sosa i to właśnie zawodnik Movistar Teamu przejął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Przed kolarzami jeszcze 5 dni rywalizacji.

Wszystko na to wskazuje, że za nami najtrudniejszy z odcinków podczas tegorocznego Le Tour de Langkawi. Do pierwszego z górskich finiszów zaprowadził nas stosunkowo płaski etap z Putrajaya, ale po niespełna 100km ścigania zaczynały się wielkie trudności. Najpierw do pokonania było Goh Tong Jaya (13,7km; 6%), a następnie wjazd do malowniczo ulokowanego kurortu Genting Highlands Resorts (8,6km; 8,5%).

Zdjęcie

Po relegacji (wstępnie w sieci pojawiły się informacje o dyskwalifikacji, ale były błędne) Juana Sebastiána Molano zwycięzcą wczorajszego etapu został Craig Wiggins (ARA Pro Racing Sunshine Coast). Warto o tym wspomnieć, bowiem sędziowie ogłosili to przeszło 6 godzin po zakończeniu rywalizacji i nie do każdego mogła dotrzeć ta informacja. Nie zmieniło to jednak nic w poszczególnych klasyfikacjach – liderem generalki pozostał Gleb Syritsa (Astana Qazaqstan Team), Rosjanin był także najlepszy w zestawieniu punktowym. Czerwony trykot górala na starcie dzierżył Muhammad Nur Aiman Mohd Zariff (Terengganu Polygon Cycling Team), a wśród Azjatów prowadził jego klubowy kolega Jambaljamts Sainbayar.

Od samego startu oglądaliśmy ataki w celu znalezienia się w odjeździe dnia, ale ostatecznie udało się to trójce kolarzy. Byli to Eduard-Michael Grosu (Drone Hopper – Androni Giocattoli), Kane Richards (ARA Pro Racing Sunshine Coast) i wymieniony już wyżej, posiadający czerwony trykot górala Muhammad Nur Aiman Mohd Zariff (Terengganu Polygon Cycling Team). W pogoń za nimi ruszyli po paru kilometrach jeszcze Carter Bettles (również ARA) i Kongphob Thimachai (Reprezentacja Tajlandii) i taką piątkę peleton odpuścił na wiele minut.

Australijczyk dogonił czołową trójkę dość sprawnie, zaś Tajowi ta sztuka się nie powiodła i po dłuższym zawieszeniu między odjazdem a peletonem ostatecznie 19-latek musiał skapitulować. Górskie premie z ucieczki wygrywał Muhammad Nur Aiman Mohd Zariff, na lotnych z kolei szalał Eduard-Michael Grosu i tak dotarliśmy do podnóża pierwszej ze wspinaczek. Na 30km przed metą harcownicy nadal mieli ponad 7,5 minuty nad główną grupą!

Praktycznie od początku Goh Tong Jaya (13,7km; 6%) do przodu ruszyli obaj Australijczycy z ARA Pro Racing Sunshine Coast. Kane Richards i Carter Bettles zgubili szybkiego Rumuna i walecznego Malezyjczyka, a następnie pomknęli z niemałymi szansami na sprawienie niespodzianki. Drugi z wymienionych jeszcze przed szczytem zgubił swojego klubowego kolegę i pomknął po etapowy triumf, acz nie po prowadzenie w generalce – po dwóch dniach zmagań 24-latek tracił już przeszło 6 minut do najlepszych.

Za plecami harcowników zaczęła się zaś walka między faworytami. Jako pierwszy ruszył Diego Andrés Camargo (EF Education-EasyPost), ale warto wspomnieć, że Kolumbijczyk również miał straty w klasyfikacji generalnej i był to atak po etap bądź jako przygotowanie podłoża pod akcje zaczepne w wykonaniu Estebana Chavesa bądź Hugh Carthy’iego.

Po chwili okazało się, że rzeczywiście taka była intencja, a do przodu ruszyli Iván Ramiro Sosa (Movistar Team), Andrey Zeits (Astana Qazaqstan Team) i rzeczony Hugh Carthy (EF Education-EasyPost). Pogonić za nimi próbował m.in. Jambaljamts Sainbayar (Terengganu Polygon Cycling Team), ale trójka sprawnie odjechała od pozostałych faworytów wyścigu.

6100 metrów przed metą grupka złapała samotnie uciekającego Cartera Bettlesa, a właściwie to go minęła. Niewielki peletonik jechał ze stratą ponad minuty, a w nim kręcili George Bennett (UAE), Rubén Fernández (Cofidis), Einer Augusto Rubio (Movistar), Esteban Chaves i Diego Andrés Camargo (EF), Niklas Eg i Torstein Træen (Uno-X), Eduardo Sepúlveda (Drone Hopper), Jambaljamts Sainbayar (Terengganu), Kent Main (ProTouch) oraz Lucas De Rossi (China Glory).

5km przed końcem zmagań problemy w czołowej trójce zaczął mieć Andrey Zeits i stało się jasnym, że o etap i prowadzenie w klasyfikacji generalnej powalczą ze sobą w bardzo deszczowej aurze Hugh Carthy i Iván Ramiro Sosa. Podjazd cały czas nie odpuszczał, kolarze nieprzerwanie zmagali się z nachyleniami na poziomie 8-10%.

Za plecami czołowej dwójki i odpadającego Kazacha następowały mocne podziały. Po kolejnym świetnym zaciągu w wykonaniu Jambaljamtsa Sainbayara na kole Mongoła zostali tylko Esteban Chaves i Einer Augusto Rubio, acz pogoń cały czas miała około minuty do Sosy i Carthy’iego.

Zawodnik Terengganu przeszarżował, a Kolumbijczyk z Movistaru na 2km przed metą złapał Andreya Zeitsa. Tymczasem z przodu, na 1300 metrów przed końcem mocniej pociągnął Iván Ramiro Sosa i to 24-letni zawodnik pomknął po swoją 16. zawodową wygraną, a pierwszą poza Europą. Co ciekawe Kolumbijczyk nigdy w karierze nie odniósł zwycięstwa na poziomie World Touru.

Drugi na metę wpadł Hugh Carthy, a z większymi stratami kreskę przecięli Einer Augusto Rubio i Esteban Chaves. Przed kolarzami jeszcze 5 etapów, w tym jeden górski finisz.

Wyniki 3. etapu 26. PETRONAS Le Tour de Langkawi:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments