fot. UCI

Mistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego juniorów został Emil Herzog. W australijskim Wollongong na podium wraz z reprezentantem Niemiec stanęli także António Morgado oraz Vlad Van Mechelen. Do mety dotarł tylko jeden z Polaków – Hubert Grygowski zajął 33. miejsce.

Juniorzy całość swojej rywalizacji rozgrywali na miejskiej rundzie w Wollongong. Ta liczyła 17,1km i zawierała znany już podjazd pod Mount Ousley (0,7 km, śr. 6,7%) oraz dłuższy i trudniejszy pod Mount Pleasant (1,1 km, śr. 7,7%). Oba, oraz drobna poprawka tuż po zjeździe, były pokonywane na krótkim fragmencie rundy i z pewnością kusiły do akcji zaczepnych. Łączny dystans trasy wynosił 135,6km, a składało się na niego 8 okrążeń.

Na starcie stanęła reprezentacja Polski w składzie Michał Żelazowski, Hubert Grygowski i Dominik Ratajczak.

Kwadrans po północy polskiego czasu, czyli o 8:15 patrząc z perspektywy australijskiej, rozpoczęła się rywalizacja o medale w wyścigu ze startu wspólnego juniorów. Na starcie zameldowało się 106 zawodników w barwach 37 reprezentacji z całego świata. Trójka Polaków obecna w tej stawce od kilometra zero jechała czujnie, blisko czoła peletonu.

Niestety już na pierwszym rondzie kilku zawodników znalazło się na asfalcie. Główna grupa nie czekała jednak na poszkodowanych, bowiem z przodu działo się wiele, ale pierwszym uciekinierem tegorocznych Mistrzostw Świata został Martin Jurík (Słowacja). Po paru kilometrach nasz południowy sąsiad został złapany, a przejazd przez Mount Pleasant (1,1 km, śr. 7,7%) sprawił, że peleton zaczął się uszczuplać.

Niestety kolejne zjazdy i zakręty sprawiły, że byliśmy świadkami kolejnej kraksy. Na asfalcie znaleźli się m.in. mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas Joshua Tarling (Wielka Brytania) czy jeden z faworytów Max van der Meulen (Holandia). Najgorzej wyglądał stan Duarte Marivoeta (Belgia), który wypadł z trasy, a jego rower rozpadł się na kilka kawałków. Wszystko to, oraz wysokie tempo sprawiło, że po pierwszej rundzie peleton liczył 71 zawodników. Brakowało w nim już niestety jednego z reprezentantów Polski – kontakt z główną grupą stracił Dominik Ratajczak.

Początek drugiej rundy przyniósł pewne uspokojenie, a to pozwoliło dojść do peletonu kolarzom poszkodowanym w kraksach. Niższe tempo sprzyjało zawiązaniu się odjazdu, a w ten zabrali się Romet Pajur (Estonia), Daniel Lima (Portugalia) i Pavel Novák (Czechy). Ten drugi bardzo szybko „strzelił”, a pozostały duet utrzymywał przewagę na poziomie około 20-30 sekund. Pod koniec rundy w kontrę zabrali się Zachary Walker (Wielka Brytania), Artem Shmidt i Viggo Moore (USA), mocno poszlifowany Hamish McKenzie (Australia) i Benjamin Eckerstorfer (Austria), a peleton powoli zbliżał się do minuty straty do czołówki. Ta pojawiła się na zegarach na 96km przed metą.

Niedługo później dwójka została złapana przez pogoń, w której brakowało już australijskiego wicemistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Główna grupa za plecami szóstki była jednak nadal bardzo aktywna i oglądaliśmy masę skoków. Agresywnie jechali Portugalczycy, w tym ich lider António Morgado.

Po 3 z 8 okrążeń uciekinierzy mieli 49 sekund nad peletonem, w którym pozostawał już tylko jeden reprezentant Polski. Kontakt z główną grupą kolejny raz nieznacznie tracił Hubert Grygowski. Kolejna runda była spokojniejsza, acz stała pod znakiem mocnej selekcji – odjazd utrzymywał około pół minuty przewagi, a w walce o medale pozostawało już tylko 37 zawodników. Michał Żelazowski tracił już prawie 45 sekund do peletonu, jeszcze dalej był drugi z Polaków. To oznaczało praktycznie koniec emocji dla kibiców znad Wisły.

Gdyby ktoś zaczął oglądać wyścig od 5. rundy mógłby być zszokowany – peleton praktycznie przestał istnieć, a na Mount Pleasant wjeżdżały grupki po kilku, góra kilkunastu kolarzy. Wybaczą Państwo, ale pozwolę sobie nie podejmować nawet próby opisania wszystkiego, co tu się działo, albowiem panował istny chaos. Niesamowicie aktywnie jechał nadal António Morgado (Portugalia), któremu towarzyszył tym razem Jørgen Nordhagen (Norwegia).

Sytuacja na 50km przed metą prezentowała się następująco:

  1. Artem Shmidt, Viggo Moore (USA), Zachary Walker (Wielka Brytania), Romet Pajur (Estonia), Pavel Novák (Czechy)
  2. +0:27 – Jørgen Nordhagen (Norwegia), Emil Herzog (Niemcy), António Morgado (Portugalia), Paul Magnier (Francja), Frank Aron Ragilo (Estonia), Milan Kadlec (Czechy), Benjamin Eckerstorfer (Austria)
  3. +0:47 – 15 zawodników
  4. +1:02 – 4 kolarzy, w tym Mathieu Kockelmann (Luksemburg)
  5. +1:31 – 4 zawodników
  6. +2:41 – coś na kształt peletonu (20 kolarzy)

Początek 6. rundy przyniósł ponownie uspokojenie i łączenie się grup, aby następnie podczas sekwencji podjazdów doszło do ataków i podziałów. Najliczniej na czele reprezentowani byli Francuzi, acz to nie oni kontrolowali peleton. Z przodu pozostało po Mount Pleasant tylko 21 kolarzy, a na atak zdecydował się niezmordowany Austriak Benjamin Eckerstorfer.

Za jego plecami kręcili zawodnicy, między którymi miała rozegrać się walka o medale, a byli to Emil Herzog (Niemcy), Jan Christen (Szwajcaria), Artem Shmidt i Viggo Moore (USA), Zachary Walker i Jed Smithson (Wielka Brytania), Romet Pajur i Frank Aron Ragilo (Estonia), Pavel Novák i Milan Kadlec (Czechy), Jørgen Nordhagen (Norwegia), Vlad Van Mechelen (Belgia), Menno Huising (Holandia), António Morgado i Gonçalo Tavares (Portugalia), Matteo Scalco (Włochy), Oscar Chamberlain (Australia) oraz Matys Grisel, Paul Magnier i Thibaud Gruel (Francja).

Austriak niedługo później został złapany i na 30km przed metą na czele mieliśmy mały peleton. Kolejny przejazd przez Mount Ousley i Mount Pleasant sprawił, że odpadli m.in. Matys Grisel i Jed Smithson, strzelili także obaj Amerykanie, zaś z przodu szalał Menno Huising. Bardzo czujnie i mocno jechał António Morgado, choć można by rzec, że troszkę brakowało mu w tym wszystkim chłodnej głowy.

Genialnie w każdej akcji odnajdował się Emil Herzog i to on z kilometra na kilometr stawał się coraz wyraźniejszym faworytem do złota. Ostatecznie wraz z Niemcem pod koniec przedostatniej rundy z przodu kręcili wymienieni akapit wyżej Holender i Portugalczyk, a także Jan Christen, Vlad Van Mechelen, Jørgen Nordhagen, Paul Magnier i Thibaud Gruel. Pogoń, a raczej zawodnicy tracący kontakt na podjazdach, do czołowej ósemki tracili przeszło pół minuty.

Tuż przed rozpoczęciem ostatniego okrążenia na kolejny śmiały atak zdecydował się António Morgado. Wąsaty Portugalczyk szybko zyskiwał kolejne sekundy, a pogoń nie działała najlepiej. Sprawiło to, że u podnóża podjazdów miał prawie pół minuty zapasu nad grupą, do której dojechało kilku kolarzy.

Uciekinier, który w przyszłym roku przejdzie do Hagens Berman Axeon, utrzymywał swoją przewagę pomimo tego, że z tyłu szalał Emil Herzog. Za plecami Niemca kryzys przeżywał m.in. Jan Christen, co sprawiało, że w pogoni nie za bardzo było komu współpracować. Na szczycie Mount Pleasant Portugalczyk utrzymywał 18 sekund nad kolejnymi zawodnikami.

Początek zjazdów sprawił, że za plecami António Morgado jechał już tylko samotny Emil Herzog, który oderwał się od swoich konkurentów. Najbliżej Niemca byli Jørgen Nordhagen i Thibaud Gruel. Wszystko zapowiadało się na to, że między pierwszą dwójką rozegra się walka o złoto, zaś jadący w pogoni Norweg i Francuz mieli stoczyć pojedynek o brąz. W końcówce druga grupka rozrosła się o kilku kolejnych kolarzy.

Wracając jednak do czołówki – 3km przed metą Portugalczyk miał już tylko 5 sekund nad Niemcem, a niedługo później António Morgado zrezygnował z próby utrzymywania przewagi i podjął decyzję, by wsiąść na koło swojemu rywalowi. Ostatecznie dwójka rozpoczęła finisz na około 300 metrów przed metą, a pasjonujący pojedynek wygrał nieznanie Emil Herzog i to Niemiec został mistrzem świata. Srebro dla António Morgado, brąz zaś dla Vlada Van Mechelena.

Wyniki wyścigu ze startu wspólnego juniorów na Mistrzostwach Świata 2022:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments