fot. Bahrain-Victorious
  • Mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas z 2020 roku Kamil Gradek podpisał roczny kontrakt ze znakomitą drużyną rangi World Tour – Bahrain-Victorious.
  • Poprzedni sezon nie był dla niego zbyt udany – drugoligowa włoska drużyna Vini Zabu nie w pełni wywiązywała się ze zobowiązań, a tym samym nie stwarzała szans rozwoju. 
  • Dołączając do zespołu Bahrain-Victorious Kamil Gradek wraca do kolarskiej ligi mistrzów, której był częścią w latach 2019-2020, ścigając się w CCC Team.
  • W Bahrain-Victorious spotka się z innym polskim kolarzem Filipem Maciejukiem, a także dyrektorem sportowym Michałem Gołasiem. Ponadto po polsku będzie mógł porozmawiać z dr. Piotrem Kosielskim oraz mechanikiem Bartłomiejem Matysiakiem. 
  • W udzielonym naszemu portalowi wywiadzie opowiedział o tym, jak zareagował na tę wiadomość, jakie ma wrażenia po pierwszym spotkaniu z ekipą, jaką zostanie obdarzony rolą, a także odpowiedział na pytanie, czy jest szansa zostania tam na dłużej.  

Czym jest dla ciebie przejście do drużyny Bahrain-Victorious?

To jest ukoronowanie całej mojej ciężkiej pracy. Do tej pory miałem wzloty i upadki – dwa lata ścigałem się w worldtourowej drużynie CCC, a później przyszły trochę gorsze czasy w Vini Zabu. Zdarzyło się tam dużo rzeczy, które były niezależne ode mnie i przez to wszystko miniony sezon wyglądał tak, jak wyglądał. Tym bardziej cieszę się, że mogę wrócić do World Touru i to nie do byle jakiej ekipy, bo Bahrain-Victorious jest dzisiaj zespołem ze światowej czołówki. Jestem bardzo zadowolony, że będę kontynuował karierę na najwyższym poziomie. Na będę się mógł wiele nauczyć, a od siebie dam jak najwięcej, by utwierdzić sztab zespołu, że podpisując ze mną kontrakt podjął dobrą decyzję.

To nie był dla ciebie łatwy sezon z uwagi na niedogodności w drużynie Vini Zabu. Mam na myśli chociażby zawieszenie za wpadki dopingowe twoich kolegów z drużyny czy niezapewnienie odpowiedniego sprzętu do obrony tytułu MP w jeździe na czas. Jak mimo tych wszystkich przeciwności zmotywowałeś się do pracy, która przyniosła owoce w postaci kontraktu World Tour?  

Rzeczywiście to był dla mnie bardzo ciężki rok. Wpadki dopingowe to jedno, ale później to wszystko posypało się jeszcze bardziej. Dni startowych miałem może około czterdziestu. To, co zostało obiecane przed sezonem, a to, co było w rzeczywistości znacznie się różniło. Na przykład po mistrzostwach Polski szykowałem się na kolejne wyścigi, ale tydzień po tej imprezie dostałem telefon, z którego dowiedziałem się, że przede mną praktycznie dwa miesiące bez ścigania. Takie rzeczy są bardzo trudne, bo ciężko jest utrzymać jakąkolwiek dyspozycję startując raz na dwa miesiące. Dlatego to był dla mnie ciężki rok. Na treningach pracowałem najciężej w mojej dotychczasowej karierze. Chciałem utrzymać poziom, który pozwoli mi nadal egzystować w zawodowym peletonie. I udało się.

W jakiej roli widzi ciebie drużyna Bahrain-Victorious?

Wiadomo, że ja nie jestem liderem. Bahrain szukał zawodnika do pomocy o charakterystyce kolarza takiej, jaką ja posiadam. Nie jest na pewno tak, że wymagają ode mnie, żebym wygrał dziesięć wyścigów, tylko żebym był w dobrej formie i robił to, co do mnie należy. Myślę, że do tego nadaję się znakomicie i że się w tym odnajdę.

Jesteś po pierwszym zgrupowaniu z drużyną. Jakie są twoje wrażenia?

Tak, jestem po grudniowym zgrupowaniu. Informacja o moim transferze została upubliczniona wczoraj [2 stycznia – przyp. M.W.], ale ja po raz pierwszy spotkałem się z drużyną dużo wcześniej. Wrażenia mam bardzo dobre – jest to jedna z najlepszych ekip na świecie, widać to w każdym aspekcie – od rowerów, przez organizację, podejście do zawodnika itd. Na pewno niczego nie będzie mi brakowało, tylko trzeba robić swoje i przykładać się do swojej pracy. Będę miał tutaj wszystko, czego potrzebuję do bycia dobrym zawodnikiem.

Wszyscy już na pamięć nauczyliśmy się sukcesów Bahrain-Victorious w sezonie 2021. Podia na wielkich tourach, monument, wiele zwycięstw itd. W poprzednim roku ten zespół odegrał jedną z głównych ról w światowym peletonie. W składzie ma wiele mocnych i utytułowanych nazwisk, więc na pewno aspiracje są duże.   

Na pewno będziemy chcieli co najmniej powtórzyć wyniki z ubiegłego sezonu albo nawet je poprawić. Fajne jest tutaj to, że każdy wie, co ma robić i w ogóle nie czuje się presji. Aspiracje i oczekiwania sponsorów na pewno są duże, ale pomiędzy zawodnikami tego nie czuć. Jest to bardzo pozytywne. Liderzy są już na takim etapie swoich karier, że są świadomi tego, co są w stanie osiągnąć i po prostu robią swoje. Nie ma zbędnego dmuchania balonika. Akurat tak się złożyło, że na zgrupowaniu zostałem przydzielony do grupy treningowej praktycznie z samymi gwiazdami i to są normalni ludzie, którzy cieszą się z tego, że wyjeżdżają na rower.

Czy zobaczyłeś w tej drużynie coś nowego na poziomie organizacyjnym, z czym nie spotkałeś się wcześniej?

Myślę, że z większością rzeczy się spotkałem, ale podoba mi się podejście żywieniowe. Ekipa bardzo mocno wspiera zawodników w kontekście diety. Kaloryczność posiłków i to, jakie one będą będzie przygotowywane pod dany etap oraz pod to, co już przejechaliśmy. Będziemy dostawać gotową porcję jedzenia skrojoną pod każdego zawodnika. Nie wiem jeszcze, jak to będzie wyglądało w praktyce, ale pomysł mi się podoba. Tak, jak powiedziałem – skądś te wyniki się biorą i z mojej perspektywy cała organizacja wygląda bardzo dobrze.

Znasz już swój kalendarz startów albo przynajmniej plan na pierwszą część sezonu?

Nie mam jeszcze ściśle ustalonego kalendarza, ale wszystko wskazuje na to, że zacznę sezon trochę później, bo na początku marca. Będą to belgijskie wyścigi klasyczne. Na dzień dzisiejszy wygląda to tak, a czy uda się wystartować gdzieś wcześniej – zobaczymy.

Podpisałeś roczny kontrakt. Jest szansa, żebyś został w Bahrain-Victorious dłużej?

Pewnie! To nie jest tak, że ktoś dał mi pracę na rok i po tym czasie powie do widzenia. Teraz to ja muszę się sprawdzić. Jeśli wszystko będzie dobrze i obie strony będą zadowolone, to nie widzę przeszkód, żebyśmy usiedli do rozmów o kontrakcie na kolejne lata.

Długo byłeś w niepewności czy znajdziesz drużynę?

Było trochę tej niepewności, nie ukrywam. Chociaż po doświadczeniach z ubiegłego roku byłem już trochę zahartowany, bo to wszystko odbywało się podobnie. Nie ma co ukrywać – kiedy waży się twoja przyszłość, nie wiesz, co będzie dalej, to zawsze w jakiś sposób to wszystko się przeżywa i czuje się niepewność.

To teraz czujesz na pewno wielką ulgę i lżej wyjeżdża się na trening, prawda?

(śmiech) To prawda. Już dawno nie odczuwałem takiej frajdy i przyjemności z jazdy na rowerze jak teraz.

Tak, jak powiedziałeś nie jesteś liderem, ale każdy zawodowiec ma przecież jakieś swoje cele – czy to dotyczące konkretnych wyścigów czy poprawy własnych umiejętności. Czego oczekujesz po nadchodzącym sezonie? 

Teraz, gdy już wiem, w jakiej ekipie będę się ścigał, to chciałbym ponownie zdobyć tytuł mistrza Polski w jeździe indywidualnej na czas. To byłoby takie fajne zwieńczenie tego, co się ostatnio wydarzyło. Jednak do tego jeszcze daleka droga. Na pewno będę miał sprzęt z najwyższej półki, a reszta będzie zależała ode mnie. Drużyna wie, że jestem dobrym „czasowcem” i na pewno będzie chciała wykorzystać mój potencjał. Na pewno „czasówki” będę mógł jeździć na własne konto, bo nie będzie to niczemu przeszkadzało, a czy będę mógł powalczyć na jakichś wyścigach czy etapach, to okaże się w praniu.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments