fot. HRE Mazowsze Serce Polski

Za Alanem Banaszkiem drugi rok w ekipie HRE Mazowsze Serce Polski. Polski kolarz ma za sobą dobry sezon, w którym triumfował 5-krotnie, a wiele razy ocierał się o zwycięstwo. Zajmował też miejsca w czołowych dziesiątkach wyścigów wyższej kategorii, ale mimo tego ma apetyt na dużo więcej.

W 2020 roku, po nieudanej przygodzie w Caja Rural – Seguros RGA, Alan Banaszek wrócił do Polski i zasilił szeregi nowo powstałego HRE Mazowsze Serce Polski – zespołu, zarządzanego przez jego wujka, Dariusza Banaszka. Sam kolarz podkreśla, że w drużynie, w której spędził już dwa lata, czuje się bardzo dobrze. Ekipa ma dobry kalendarz, jeździ wyścigi z ekipami WorldTeams, a dodatkowo, panuje w niej bardzo dobra atmosfera, która również ma wpływ na wyniki osiągane przez kolarzy mazowieckiej formacji.

– W moim przekonaniu atmosfera jest bardzo ważna, myślę, że w znaczącym stopniu wpływa na zaangażowanie drużyny. Dobra atmosfera w naszej ekipie powodowała, że chciało się jeździć na każdy wyścig i na każde zgrupowanie

– mówił Alan Banaszek w rozmowie z Naszosie.pl.

Kolarz HRE Mazowsze Serce Polski pokazał w tym roku, że jest jednym z najlepszych zawodników ścigających się na poziomie kontynentalnym. Odniósł pięć triumfów, w tym w klasyfikacji generalnej Cycling Tour of Szeklerland, a oprócz tego 16 razy meldował się w czołowej piątce wyścigów rangi UCI. Wyniki Alana Banaszka miały też odzwierciedlenie w rankingu Międzynarodowej Unii Kolarskiej, w której, wśród Polaków, uplasował się tylko za Michałem Kwiatkowskim. Sam Banaszek ma jednak apetyt na więcej.

– Szczerze mówiąc, miałem w tym roku fajne występy, ale były też takie, których żałuję. Pierwsza połowa sezonu była nie za dobra, co było też związane z moimi przygotowaniami do sezonu (na początku sezonu miał przerwę od roweru z powodu zabiegu). Druga część w moim wykonaniu była o wiele lepsza. Jestem zadowolony, ale wiem, że było stać mnie na więcej i będę do tego dążył – żeby nie było lepiej, a dużo lepiej

– dodał.

Blisko zwycięstw nad Wisłą

Alan Banaszek zaliczył w tym roku 13 dni startowych w wyścigach UCI na polskiej ziemi. Prawie w każdym z nich liczył się w walce o zwycięstwo – w mistrzostwach Polski zajął drugą pozycję, ulegający tylko Maciejowi Paterskiemu, uplasował się na drugiej pozycji na odcinku CCC Tour – Grody Piastowskie (dzień wcześniej zwyciężył w kryterium „Gold Lion of Legnica”, lecz nie wchodziło ono w skład wyścigu UCI).

fot. CCC Tour – Grody Piastowskie

Dwukrotnie zajmował też czwarte pozycje w klasyfikacji generalnej polskich wyścigów – Wyścigu „Solidarności” i Olimpijczyków i Dookoła Mazowsza. W pierwszym ukończył wszystkie etapy w czołowej szóstce, a trzy na podium oraz wygrał klasyfikację punktową, natomiast w Dookoła Mazowsza raz finiszował na trzeciej pozycji, lecz dzięki sekundom zdobywanym na lotnych premiach skończył na czwartym miejscu w „generalce”.

– Tak naprawdę bardzo mało zabrakło mi do wygrania dwóch polskich etapówek, czyli Dookoła Mazowsza i Wyścigu „Solidarności” i Olimpijczyków. Miałem tam zwycięstwa na wyciągnięcie ręki, ale przez zły układ w końcówkach wyścigów wszystko się sypało. Myślę, że z tymi triumfami moje wyniki w tym sezonie wyglądałyby zupełnie inaczej

– powiedział nam Alan Banaszek.

Jak dodawał zawodnik HRE Mazowsze Serce Polski, polskie wyścigi mają swoją specyfikę, przez co ciężej jest osiągać w nich takie rezultaty, jak za granicą.

– Szczerze mówiąc nie lubię się ścigać w Polsce. Zawsze jest to inna presja, zależy nam, żeby wygrywać u siebie ze względu na sponsorów, przez co jest trochę inaczej. Z drugiej strony ja lubię, jak na wyścigach poziom jest wyższy, a w Polsce nie jest aż tak wysoki.

Solidne wyniki i triumfy za granicą

Poza wspomnianymi pięcioma zwycięstwami w zagranicznych wyścigach, ekipa HRE Mazowsze Serce Polski ścigała się w kilku imprezach, w których rywalizowała z zawodnikami zespołów WorldTeams, jak Tour de Hongrie, Tour of Slovenia, Tour of Denmark, CRO Race czy Paris-Chauny. Mimo większej i lepszej konkurencji, meldował się w czołówkach sprintów – na przykład na etapach Tour of Slovenia, gdzie finiszował na 7. i 9. miejscu oraz w Paris-Chauny, gdzie zajął siódmą pozycję. Wie jednak, że stać go było na więcej.

– We Francji, w ostatnim wyścigu na szosie, nie wyszło wszystko tak, jakbym chciał, ale takie jest kolarstwo. Musimy cieszyć się z tego, co jest, ale wiem, że mogło być lepiej. Wiem, że mogę zrobić coś więcej, ale przez jakieś błędy techniczne w końcówce, ale też nieobściganie się w takich wyścigach, nie wychodzi. Gdybym ścigał się częściej w takich wyścigach, jak moi rywale z ekip wyższej dywizji, to myślę że sama głowa inaczej by funkcjonowała, bo nie mówię tu już o kondycji fizycznej

– tłumaczy.

Sezon 2021 w wykonaniu Alana Banaszka pokazał, że potrafi zwyciężać i odnosić bardzo dobre wyniki na poziomie kontynentalnym, ale poza tym – jest w stanie wmieszać się w walkę w wyścigach z ekipami wyższej dywizji. Dodatkowo zdobył tytuł mistrza Europy w torowym omnium. Co ciekawe – wszyscy kolarze, którzy triumfowali w tej konkurencji w mistrzostwach Starego Kontynentu od 2014, ścigają się aktualnie w ekipach z grona WorldTeams. Czy po udanym sezonie Alana Banaszka również 44czeka awans?

– Moja menedżerka prowadzi rozmowy, nawet do tej pory, ale w ekipach wyższej dywizji jest niesamowicie ciasno. Bardzo ciężko jest znaleźć jakieś miejsce półkę lub dwie wyżej. Myślę, że nawet wynikowo mogę być na wyższym poziomie, ale po prostu brakuje miejsc…

Pierwszą część rozmowy, poświęconą kolarstwu torowemu, można przeczytać na stronie Natorze.pl.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments