fot. INEOS Grenadiers

Richard Carapaz (INEOS Grenadiers) został pierwszym Ekwadorczykiem w historii, który stanął na podium wyścigu Tour de France. Tym samym jest piątym kolarzem z Ameryki Łacińskiej, któremu udało się tego dokonać. 28-latek uległ jedynie znajdującemu się poza zasięgiem wszystkich Tadejowi Pogačarowi (UAE Team Emirates) oraz Jonasowi Vingegaardowi (Jumbo-Visma). 

Carapaz bez wątpienia ocalił w jakimś sensie wyścig drużynie INEOS Grenadiers, która po raz pierwszy od 2014 nie wygrała etapu w Tour de France, a także nie była w stanie zagrozić dominującemu Pogačarowi. Niezłą i konsekwentną jazdą “Richie” – jak nazywają go przyjaciele i koledzy z drużyny – wdrapał się na podium.

Ekwadorski dziennik “El Comercio” umieścił kolarza INEOS Grenadiers na poniedziałkowej okładce, informując o historycznym wyczynie. Kraje Ameryki Łacińskiej mocno szczycą się osiągnięciami swoich kolarzy, robiąc z nich niemal narodowych bohaterów. W przeszłości mogli się o tym przekonać chociażby Nairo Quintana, Egan Bernal czy Rigoberto Uran. Dla znajdujących się nieco w cieniu Europy państw, sportowe sukcesy są symbolem mocy i nadziei na lepsze jutro, pozbawione problemów finansowych i wojen domowych.

Gazeta szybko wyliczyła prestiżowe statystyki, w które wpisał się Carapaz. Jest piątym kolarzem z Ameryki Łacińskiej, któremu udało się stanąć na pudle Wyscigu dookoła Francji. Wcześniej dokonali tego: Fabio Parra (1988), Nairo Quintana (2013, 2015), Rigoberto Uran (2017) oraz Egan Bernal (2019).

Ponadto “Richie” dołączył do grona dwudziestu kolarzy, którym w karierze udało się stanąć na podium wszystkich trzech wielkich tourów. W 2019 zwyciężył w Giro d’Italia, zaś w ubiegłorocznej Vuelcie był drugi. W sumie siedem razy stawał na starcie “trzytygodniówek” – dwa razy w Tourze, dwa razy w Giro oraz trzy razy we Vuelcie.

Kibice Carapaza z pewnością wstrzymali oddech, gdy na ostatnim etapie przyjaźni w Paryżu zobaczyli go przy samochodzie medycznym. Realizator transmisji pokazał później, że kolarz INEOS włożył sobie tampon do nosa, by zatamować krwawienie. Na szczęście nie była to na tyle poważna dolegliwość, by nie był w stanie ukończyć etapu i przeżyć chwili chwały na tle Łuku Triumfalnego.

Richard Carapaz napisał po etapie w mediach społecznościowych, że marzenia się spełniają – z gór w Carchi na podium Tour de France, nie zapominając o charakterystycznym dla niego zwrocie mijines, czyli ekwadorskim określeniu przyjaciół (coś, co w Europie znamy jako amigos).

Teraz Richard Carapaz będzie reprezentował Ekwador na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Kraj ten ma dwa miejsca i drugim kolarzem na wyścig ze startu wspólnego będzie Jhonatan Narváez (również INEOS Grenadiers).

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments