Foto: Trek-Segafredo

Włoski sprinter wrócił na zwycięską ścieżkę po ponad roku. To jego piąty triumf w profesjonalnej karierze, ale pierwszy w ojczyźnie.

Już w 2020 roku wydawało się, że Matteo Moschetti na stałe zawita do czołówki sprinterów w peletonie. Wygrał dwa klasyki na Majorce i to pokonując Pascala Ackermanna. Niestety podczas Etoile de Bessèges kolarz Trek – Segafredo złamał kość udową i jego sezon został przerwany na prawie pół roku.

Na szczęście Włoch w 2021 roku zanotował kilka dobrych wyników, a wczoraj w ładnym stylu zwyciężył podczas pierwszej edycji Per Sempre “Alfredo”.

Wreszcie nadeszła oczekiwana wygrana. Od styczna czułem się coraz lepiej, ale poprzedni sezon mocno mi zapadł w pamięci. Dlatego ten triumf bardzo dużo dla mnie znaczy. Nawet jeśli nie był to wyścig najwyższej rangi

– powiedział na mecie uradowany Moschetti.

Włoch nie ukrywał, że zawdzięcza tą wygraną kolegom z zespołu:

Ekipa wykonała świetną robotę i ja mogłem ją po prostu wykończyć na mecie. Jestem bardzo szczęśliwy i gotowy na kolejne wyzwania. Trzeba sobie teraz podnieść poprzeczkę i spróbować wygrać w bardziej prestiżowej imprezie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments