fot. Grzegorz Trzpil/Mazowsze Serce Polski Cycling Team

Porozmawialiśmy z Pawłem Bernasem – kolarzem drużyny Mazowsze Serce Polski. W tym sezonie zwyciężał on w Grand Prix Alanya oraz na ostatnim etapie Giro della Regione Friuli Venezia Giulia. Zajmował też miejsca w czołówkach klasyfikacji generalnej takich wyścigów, jak International Tour of Rhodes, Dookoła Mazowsza, Tour Bitwa Warszawska 1920 i Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków. Dziś wystartuje w pierwszych mistrzostwach świata na Zwifcie.

Jak przygotowywałeś się do mistrzostw świata?

Założenie było takie, że wszystkie interwały robiłem na Zwifcie. Na początku raz w tygodniu, później trochę częściej i przynajmniej dwa razy na tydzień startowałem w wyścigu, żeby oswajać się z algorytmem zwiftowym, bo dla szosowca jest to duża różnica. Myślę, że to faktycznie jest e-sport i gracze Zwiftowi, którzy robią to na co dzień poza tym, że muszą mieć naprawdę dobre, typowo wydolnościowe parametry, to jednak zdecydowanie lepiej rozumieją tę grę od nas, szosowców. Dodatkowo ćwiczyłem na siłowni, a na dłuższe treningi wyjeżdżałem na rower górski, żeby oszczędzić sobie jazdy po szosach w nieprzyjemnych temperaturach, więc albo chowałem się w las, albo jechałem w góry. Była to dość duża zmiana dla mojego organizmu, bo normalnie w listopadzie miałem inne obciążenia treningowe lub w ogóle je ograniczam, więc jest to dosyć dziwna sytuacja, ale wszystko zostało wykonane zgodnie z planem.

Jak to się w ogóle stało, że znalazłeś się w kadrze narodowej?

Biorąc pod uwagę to, w jakim jest to terminie i to, że każdy z nas miał różne sezony, to dostaliśmy zapytanie na maila na początku października od Piotra Wadeckiego, kogo interesuje ten start, bo wiadomo, że wielu osobom może to kolidować z planem odpoczynku albo z przygotowaniami do nowego sezonu. Ja byłem w trakcie odpoczywania po sezonie, bo skończyłem go na początku października i na początku sceptycznie do tego podchodziłem, ale później pomyślałem, że zawsze będzie to inny bodziec, skończyłem trzydziestkę, więc mogę w kolejną dekadę swojego życia i w kolejny sezon wejść jakimś urozmaiceniem treningowym, więc koniec końców wyraziłem chęć udziału, a w międzyczasie i tak moja drużyna mnie zgłosiła, więc w sumie dobrze, że sam się zreflektowałem, bo tak, czy siak bym w tym wyścigu startował, a tak to wyszło wszystko po kolei.

Zacząłeś jeździć na Zwifcie już przed pandemię, czy dopiero w trakcie kwarantanny?

W obawie, że zamkną nas zupełnie w domach kupiłem trenażer. Wcześniej miałem trenażer, ale nie taki, który mogłem podłączyć pod Zwifta, więc bojąc się tego, co może nastąpić kupiłem ostatni egzemplarz na rynku i gdy miałem trenażer zdolny do pokonywania kilometrów na Zwifcie i odrealnienia tego, że zmienia się trasa, to stwierdziłem, że trzeba skorzystać, więc zacząłem przygodę na Zwifcie z powodu pandemii i zakupu trenażera.

Jaki jest Twój cel i plan na ten wyścig? Macie ustaloną jakąś taktykę?

Jest taki pomysł, żebyśmy byli połączeni na discordzie, i żeby było dwóch obserwatorów, którzy będą nam podpowiadać. Oni będą mieli podgląd na żywo, bo w telewizji będzie mniej więcej z 30-sekundowym opóźnieniem. Każdy będzie jechał ze swojej lokalizacji, więc możliwe, że się połączymy, żeby mieć jakąś myśl taktyczną, ale osobiście uważam, że na Zwifcie jest to jeszcze trudniejsze niż na szosie, żeby jechać taktycznie i drużynowo, ale tak, jak mówię, jakieś próby zostaną podjęte.

Jak podsumujesz swój pierwszy rok w ekipie Mazowsze Serce Polski?

To był dobry rok. Rozpocząłem i zakończyłem sezon od triumfu, ale w międzyczasie miałem kilka wyników, które dawały mi jakąś satysfakcję, ale brakowało tam zwycięstwa, więc to na pewno jest do poprawy. A jeśli chodzi o ekipę, to nie można lepiej wystartować z drużyną kontynentalną niż skończyć sezon jako najlepsza drużyna kontynentalna w Europie i trzecia na świecie, więc to chyba najlepiej podsumowuje nasz rok. Spotkaliśmy się wszyscy w styczniu i każdy wiedział, co ma robić i od pierwszego wyścigu weszliśmy mocno w sezon i cały czas utrzymywaliśmy ten impakt, także był to bardzo dobry rok i z nadzieją patrzę na kolejne lata tego projektu, bo zapowiada się bardzo ciekawie i rozwojowo.

Czy ten środek sezonu, kiedy osiągałeś wiele bardzo dobrych wyników, ale nie zanotowałeś żadnego zwycięstwa był dla Ciebie rozczarowujący?

Tak, zaczynając od Dookoła Mazowsza, gdzie byłem trzeci, jadąc na ten wyścig w ogóle nie spodziewałem się, że będę wysoko, ponieważ wydawało się, że nie ma tam etapu, który mógłby jakoś podzielić klasyfikację generalną. Koniec końców zająłem trzecie miejsce teoretycznie powinno mnie satysfakcjonować, ale z drugiej strony wiedząc, jak blisko byłem wygrania tego wyścigu i tak naprawdę przegrałem go przez skurcze na ostatnich trzech kilometrach, które są moją zmorą, szczególnie gdy zaczynam jakiś blok startowy, to zawsze w pierwszym wyścigu się pojawią, to pozostaje dosyć spory niedosyt. Później duży pech na Tour Bitwa Warszawska 1920, gdzie jechałem w koszulce lidera i odjeżdżałem z chłopakiem z proteamowego Alpecin-Fenix i złapałem defekt, musiałem zmienić koło i gonić grupę, żeby ukończyć ten wyścig bez strat do całej reszty, ale generalka w tamtym momencie mi odjechała. Jeszcze na ostatnim etapie starałem się walczyć, ale zamknięto przejazd kolejowy i to nam utrudniło akcję, bo z tyłu peleton miał czas, żeby się przegrupować, gdy czekaliśmy aż otworzą nam przejazd, więc to taka głupia strata zwycięstwa. Z drugiej strony można sobie tłumaczyć, że na Bitwie Warszawskiej mogłem na każdym etapie złapać efekt i z 90% chłopaków w peletonie miała pewnie takie problemy, ale walczyłem o zwycięstwo i wymknęło mi się w taki, a nie inny sposób, więc to też było rozczarowanie. Cała Solidarka była ocieraniem się o zwycięstwo, gdy na ostatnich 100 metrach łapali mnie sprinterzy albo jakaś nieudolność taktyczna z mojej strony na etapach, gdzie dzielił się wyścig i można było go tam rozegrać. Był to frustrujący okres, do tego mistrzostwa Polski, było parę wyścigów, które wolałbym pojechać inaczej, ale taki jest sport i kolarstwo, trzeba się na przyszły rok wyzbyć pewnych błędów, wyciągnąć wnioski i nie rozmyślać o tym za bardzo, bo świat się na tym nie kończy.

Powiedziałeś, że patrzysz z nadzieją na kolejne lata projektu Mazowsze Serce Polski. Czy oznacza to, że będziesz ścigał się w tej drużynie w kolejnym sezonie?

Mam taką nadzieję, wszystko na to wskazuje. Przez różne perypetie związane z koronawirusem chyba wszystkie ekipy są opóźnione względem normalnego terminarza działania. Sprawy kontraktowe i sponsorskie normalnie powinny być wcześniej podomykane, ale tan rok jest taki, że trzeba mu dać pewien dystans w kwestiach terminowych. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, w której nie jeździł w Mazowszu w przyszłym roku, także myślę, że jest to kwestia tygodnia, dwóch i wszystko będzie dopięte w całym projekcie, bo na razie jest tylko kilku ogłoszonych zawodników, ale należy się spodziewać, że w ciągu miesiąca grudnia wszystko zostanie zamknięte i skupimy się na przygotowaniach do kolejnego sezonu.

Jaki jest Twój cel na przyszły rok?

Walczyć i wygrywać (śmiech). Koszulka mistrza Polski to coś, o czym marzy każdy ścigający się u nas w kraju zawodnik, ale ciężko powiedzieć. Chciałbym rozwijać się cały czas, wygrać jakiś wyścig etapowy, najlepiej w Polsce, bo dawno tego nie zrobiłem. Fajnie by było po tym pechowym wyścigu wygrać Tour Bitwa Warszawska 1920 w koszulce ekipy Mazowsze Serce Polski, czym sprawiłbym radość sobie i całej drużynie, bo nie ma co ukrywać, że Dariusz Banaszek, szef naszej drużyny jest również dyrektorem tego wyścigu i kładziemy na niego specjalny nacisk, więc myślę, że byłby to fajny cel na przyszły sezon, a po drodze chciałbym korzystać z nadarzających się okazji i kreować ich sobie jak najwięcej, bo tego też mi brakowało w tym roku i skupię się na tym, żeby walczyć.

Nawiązując jeszcze do przyszłości, czy planujesz powrót do wyższej dywizji, czy może chciałbyś wejść do niej z ekipą Mazowsze Serce Polski?

Chciałbym awansować do wyższej dywizji z Mazowszem. Mam 30 lat, w przyszłym roku w maju będę miał 31, więc musiałbym mieć niesamowite wyniki, żeby w tym wieku przejść z drużyny kontynentalnej do proteamowej czy worldtourowej na zachodzie, albo układ planet jak nigdy w mojej karierze musiałby się ku mnie zwrócić, więc nie myślę o tym w ten sposób tym bardziej patrząc na to, co dzieje się na rynku transferowym i ile osób z drużyn worldtourowych nie ma kontraktu na przyszły sezon, więc największy spokój psychiczny i dumę miałbym, gdybyśmy awansowali do grona drużyn proteamowych z ekipą Mazowsze Serce Polski.