fot. Groupama-FDJ

Zwycięzca jedenastego etapu wyścigu Vuelta a España z metą na szczycie Alto de la Farrapona David Gaudu świętował w sposób bardzo emocjonalny z dwóch powodów – po pierwsze, o etapowe zwycięstwo poprosiła go przed Vueltą jego dziewczyna, a po drugie, jest to jego pierwszy triumf w wielkim tourze w karierze. 

David Gaudu jechał w ucieczce dnia, która ostatecznie otrzymała pozwolenie od peletonu na walkę o etapowe zwycięstwo. Na ostatnim podjeździe pierwszej kategorii Alto de la Farrapona był jednym z najsilniejszych zawodników, co potwierdził także w bezpośrednim pojedynku z Solerem z drużyny Movistar. Po przekroczeniu linii mety dał upust skumulowanych w sobie emocji.

– Krzyczałem, ponieważ poczułem ulgę. W ostatnich dniach bardzo bolały mnie nogi. Narzekałem, że to wszystko nie idzie tak, jakbym chciał, a w dodatku jest to skomplikowany sezon. Cierpieliśmy na Tour de France i przyjechaliśmy na Vueltę z jeszcze większymi ambicjami. Niestety Thibaut [Pinot] musiał się wycofać, ale pozostaliśmy zmotywowani i zjednoczeni. Zwyciężyć tutaj, na szczycie, jest czymś niesamowitym. Zdawałem sobie sprawę, że w tego typu końcówce jestem mocnym, eksplozywnym kolarzem. Kiedy Marc Soler zaatakował 500 metrów przed metą, wiedziałem, że czołowy wiatr zmusi go do zwolnienia. Poczekałem na ostatnie 150 metrów i postanowiłem dać z siebie wszystko

– relacjonował David Gaudu.

Francuz zdradził także, że o przywiezienie z Hiszpanii etapowego łupu poprosiła go dziewczyna, dlatego też na mecie pokazał serce.

– Moja dziewczyna poprosiła mnie przed Vueltą, abym wygrał etap i zadedykował jej to zwycięstwo oraz przesłał jej serce. Przekraczając linię mety myślałem o niej i pokazałem na mecie serduszko, specjalnie dla niej

– powiedział po etapie 24-letni Francuz.

Zarówno Marc Soler, którego pokonał w sobotę Gaudu, jak i on sam należą do pokolenia kolarzy, które niektórzy nazywają straconym i prześcigniętym przez chociażby Tadeja Pogačara, Egana Bernala czy Remco Evenepoela. Gaudu, tak samo jak Soler, jest zwycięzcą wyścigu Tour de l’Avenir – tzw. Tour de France dla orlików. Sukces ten zazwyczaj zwiastuje kolarzom barwną karierę.

– Marc jest wielkim kolarzem. Moją intencją było dzisiaj po prostu wykonać swoją pracę. Czekałem aż opadnie z sił i będę mógł wygrać. Według mnie tak właśnie wygląda ściganie się w górach. Czy należymy do straconej generacji? Nie uważam tak, czego najlepszym przykładem jest to, jak zaprezentowaliśmy się dzisiaj na La Farraponie

– zakończył David Gaudu.