Fot. Młoda Photography / naszosie.pl

Michał Paluta (CCC Team) zadebiutuje jutro w wielkim tourze. Dzień przed startem Vuelta a Espana udało nam się porozmawiać z 25-latkiem ze Strzelec Krajeńskich o hiszpańskim wyścigu, pierwszym sezonie w najwyższej dywizji oraz kolarstwie przełajowym.

Michał Paluta to kolarz, który w tym sezonie zasilił szeregi ekipy CCC Team. Jego największym sukcesem w karierze jest mistrzostwo Polski ze startu wspólnego. Oprócz tego, Michał zwyciężył na etapie Karpackiego Wyścigu Kurierów oraz zameldował się w czołowej dziesiątce wyścigu ze startu wspólnego do lat 23. na światowym czempionacie w Bergen. W tym roku kolarz ze Strzelec Krajeńskich zdobywał doświadczenie w najwyższej dywizji, a we wtorek wystartuje w swoim pierwszym trzytykodniowym wyścigu – Vuelta a Espana.

Będzie to Twój debiut w wielkim tourze. Czy jesteś z tego powodu podekscytowany? Jakie masz cele na ten wyścig?

Tegoroczna Vuelta będzie moim pierwszym grand tourem w karierze i jestem tym startem bardzo podekscytowany – szczególnie po tym, jaki sezon jest za nami. Jeszcze pół roku temu nie wiedzieliśmy, czy będziemy się w tym sezonie ścigali, a teraz zaczynamy trzeci grand tour. Chcę dać z siebie wszystko i szukać szans na poszczególnych etapach i zobaczyć, jak wygląda ściganie przez trzy tygodnie. Nie wiem, czego się mogę po sobie spodziewać, bo nigdy tak długiego wyścigu nie jechałem, ale jestem bardzo zmotywowany, że przyjdzie mi takim wyścigiem zakończyć sezon.

Czy występ w wielkim tourze był Twoim marzeniem?

Tak, od małego, kiedy zaczynałem przygodę z kolarstwem, start w wielkim tourze był moim marzeniem i przez ostatnie lata miałem tę myśl w głowie, żeby trafić do drużyny, która startuje w takim wyścigu. Trochę szkoda, że debiut w grand tourze przypadł na okres pandemii koronawirusa, bo wiadomo, że wyścig będzie inny – bez kibiców, bez całej otoczki. Organizatorzy na razie z tego, co mogłem zauważyć, podchodzą do wszystkiego bardzo surowo, bo nawet jak byliśmy na testach, to na arenie, gdzie parkują kolarze, stała ochrona i osoby spoza wyścigu nie mają prawa się tam pojawić. Na pewno atmosfera wyścigu będzie inna, ale nie patrzę na to – ważne, że możemy się ścigać, bo – tak, jak mówiłem – pół roku temu mało kto wierzył, że w tym roku jeszcze się pościgamy, więc bardzo się cieszę, że tutaj jestem.

Jesteś zadowolony z Twoich dotychczasowych występów w tym roku?

W tym sezonie było wiele takich wyścigów, na które na początku miałem się szykować, ale zostały odwołane z powodu koronawirusa. Po przerwie mój kalendarz się znacznie zmienił. Na pewno wiele się nauczyłem, bo jazda z zawodnikami, którzy od lat ścigają się w World Tourze to cenne doświadczenie. Nie ukrywam, że chciałbym jeszcze powalczyć o jakiś dobry wynik, chociażby na którymś z etapów na Vuelcie, żeby ten sezon uznać za udany.

W ekipie CCC Team ściga się wielu bardzo doświadczonych zawodników. Czy któryś z nich jest dla Ciebie mentorem?

Może nie mentorem, ale miałem okazję w tym roku ścigać się z Alessandro De Marchim i Simonem Geschke i oni są takimi kolarzami, którzy bardzo dobrze czytają wyścig, którzy potrafią przewidzieć, co się za chwilę wydarzy. Na pewno jazda z nimi i też praca dla nich jest łatwiejsza, ponieważ gdy siedzą na kole, to troszeczkę kierują tym zawodnikiem z przodu. Jak kilka razy miałem okazję im pomagać, to oczywiście robiłem co mogłem, ale także pomagały mi ich uwagi i mam nadzieję, że będę mógł je wykorzystać w przyszłości.

Pierwszy raz startujesz w trzytygodniowym wyścigu, czy z tego powodu przygotowywałeś się do niego w inny sposób, niż do innych imprez?

Dużo nie zmieniliśmy w przygotowaniach, ponieważ sezon był długi. Może nie sezon wyścigowy, ale od kiedy zaczęliśmy trenować, bo tak naprawdę rok temu o tej porze kończyłem swoją przerwę po sezonie i rozpoczynałem przygotowania do nowego. Teraz zdałem sobie sprawę, że minął rok, od kiedy non stop trenuję i się ścigam. Podczas przerwy wywołanej koronawirusem również nie odstawiałem roweru, tylko cały czas trenowałem z nadzieją, że w każdym tygodniu możemy wrócić do ścigania, nie wiadomo na jak długo, więc cały czas chciałem być gotowy. W związku z tym nie wprowadziliśmy nic nowego z moim trenerem, nie zwiększaliśmy obciążeń, ponieważ jest to mój pierwszy grand tour i myślę, że nie ma co tu dużo kombinować z ekstremalnymi przygotowaniami, bo to jest długi wyścig. Pogoda też może być różna, raczej będzie zimno, a przynajmniej w drugiej części wyścigu i po prostu nie chcieliśmy przesadzić. Oczywiście trenowałem solidnie, ale nie różniło się to znacznie od przygotowań do innych wyścigów etapowych.

Zmieniając trochę temat, czy stresujesz się, że możesz zostać wyeliminowany z Vuelty z powodu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa albo że sam wyścig zostanie wcześniej zakończony?

Najbardziej boję się fałszywych pozytywnych wyników. Wszyscy w ekipie mamy wynik negatywny i jesteśmy w bańce wyścigu. Naprawdę staramy się, aby protokół sanitarny został zachowany i bardzo się pilnujemy, więc nie widzę dużej szansy zarażenia się wewnątrz ekipy – bardziej na trasie. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało na wyścigu z kibicami, bo wiemy, że nie będą mogli stać na podjazdach, ale nie wiem, jak będzie na mniejszych wzniesieniach czy w innych miejscowościach, więc na pewno jakieś ryzyko zakażenia będzie. Oczywiście wyścig może też zostać przerwany i mamy to z tyłu głowy, więc myślę że nie ma co czekać na późniejsze etapy, tylko trzeba próbować swoich sił od samego początku, bo nie wiemy, jak długo ten wyścig będzie trwał. Na razie zapowiada się, że wystartujemy i będzie okej, więc ja też do tego tak podchodzę i mocno wierzę, że dojedziemy do końca.

Czy odczuwasz jakąś różnicę w jeżdżeniu w koszulce klubowej, zamiast w trykocie mistrza Polski? Presja jest mniejsza?

Szczerze mówiąc, dużo się w koszulce mistrza Polski nie pościgałem, więc na pewno chciałem w niej trochę więcej pojeździć. Trochę szkoda, że nie wystartowałem w Tour de Pologne w koszulce mistrza Polski. Nie czuję dużej różnicy, czy mam koszulkę mistrza Polski czy klubową, jeżeli chodzi o presję, bo jej nie czuję. Ewentualnie jest to presja, którą człowiek sobie sam narzuca. Straciłem koszulkę mistrza Polski w tym roku, ale mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł o nią walczyć.

Swego czasu ścigałeś się w przełajach. Gdy widzisz jak na szosie radzą sobie Mathieu van der Poel, Tom Pidcock czy Wout van Aert, nie jest Ci trochę szkoda, że to porzuciłeś?

Tak się ułożyło, że przestałem się ścigać w przełajach. Jeżdżenie w Belgii też było dość trudne logistycznie, bo tak naprawdę wyglądało to tak, że wszystkie wyścigi, jakie chciałem jeździć, były na własny koszt. W Polsce nie było wtedy wielu wyścigów przełajowych, a wiadomo że w Belgii czy Holandii poziom przełajów jest najwyższy. Jeśli chodzi o zawodników, którzy wygrywają teraz na szosie i ścigają się w przełajach, to też nie zgadzam się ze słowami, że «to są przełajowcy i dlatego wygrywają». Jest kilku dobrych i to po prostu są takie jednostki, które bez względu na to, czy będą się ścigały na MTB, na przełaju czy na szosie, będą sobie dobrze radziły, bo mają dobry organizm. To są kolarze, którzy zaczynali od przełajów, ale – powiedzmy sobie szczerze – w Belgii czy w Holandii każdy zaczyna od przełajów. To jest tam tak popularne, że praktycznie każdy zawodnik miał w życiu przygodę z przełajami. Szkoda, że nie jest tak w Polsce, ale na szczęście jest organizowanych coraz więcej wyścigów.

Nie masz jeszcze kontraktu na rok 2021. Czy wiesz już coś na temat swojej przyszłości?

Po tym, jaki był ten sezon, wszystko się przesunęło w czasie. Teraz dostałem szansę startu w Vuelcie i tak naprawdę to jedyna rzecz którą mam teraz w głowie, staram się na tym skupić. Myślę że jak Vuelta dobiegnie końca, to wszystko już będzie jasne.